/Następnego
dnia/
~Oczami Evelin~
Wyszłam
z pokoju kierując się w stronę stołówki. Tam zamówiłam to co zawsze, czyli rybę
z surówką, gdy nagle przede mną stanął szatyn.
-Hey, chcesz zjeść ze mną?- spytał.
-Yyy… nie.- odparłam i odeszłam do swojego
stałego stolika. A
zaczynając pomyślałam sobie, dlaczego ten kretyn musi akuratnie mnie się
przyczepiać, lecz gdy usłyszałam kolejne burknięcie mojego brzucha, zmieniłam
swoją myśl na to, co pierwsze tknąć. Wybrałam rybę, lecz już po pierwszym kęsu
krzesło naprzeciwko mnie odsunęło się. Podniosłam wzrok i zauważyłam
uśmiechniętą Liz.
-Smacznego.- pożyczyła mi, po czym
zrobiłam to samo. Dalej przez jakiś czas siedzieliśmy cicho, dopóki nie
naburknęła coś o wczorajszym meczu. Nie wsłuchiwałam się jej zbytnio, dlatego
gdy skończyła wyparowałam.
-Idziecie dziś zwiedzać Paryż?- spytałam.
-Mhm… kobieto, dosłownie przed chwilą o
tym wspominałam.
Przez
te słowa zrobiło mi się trochę głupio, bo chyba zrozumiała, że nie mam zamiaru
jej słuchać, więc znowu siedzieliśmy w
ciszy.
-Co się tak mało odzywasz?- zapytała, gdy
jej talerz był już pusty.
-Nie mam zbytnio humoru.- odparłam, po
czym po chwili dodałam.- Idziemy?
-Tak.- zostawiliśmy nasze talerze i
ruszyłyśmy ku wyjściu.
Gdy
weszłyśmy do pokoju zauważyłam Megan, która oglądała wiadomości.
-Co, stało się coś ciekawego?- zwróciłam
się do niej.
-Niee…- ciągnęła, wyłączając telewizor.-
Może pójdziemy do Sam i Rose?- zaproponowała po chwili czasu.
-To chodzie.- rzuciłam w ich stronę. Nagle
poderwałam się, bo usłyszałam w tle muzykę Micheala Jascksona. To był mój telefon. Podbiegłam do komody i wzięłam go
do ręki. Na wyświetlaczu zobaczyłam brata, więc nacisnęłam zieloną słuchawkę i
mruknęłam do dziewczyn aby poszły, a ja dojdę, a już po chwili słyszałam głos
brata.
-Hej krasnoludzie.- przywitał się ze
śmiechem.
-Cześć i nie jestem żadnym krasnoludem
tylko smerfem.
-Ta… fajnie. Gadaj jak tam leci?- pytał
głos w słuchawce.
-Normalnie, mecze są naprawdę fajne i
ogólnie podoba mi się.
-A jak tam pogoda?
-Słońce świeci prawie codziennie, ale
ostatnio była burza.
-Aha, a jak miewają się dziewczęta?-
ciągnął dalej.
-Dobrze, są zadowolone, a chyba
najbardziej Sam i Rose.- uśmiechnęłam się.
-Heh… znów się zakochały?- spytał ze
śmiechem.
-Ee… można powiedzieć.- mruknęłam.
-To je tam pozdrów.- powiedział po
chwili.- Teraz muszę znikać, zadzwoń wieczorem.
-Spoko.- pożegnałam się i rozłączyłam.
Odłożyłam telefon i ruszyłam w stronę drzwi.
~Oczami
Sam~
Kolejny
dzień mija spokojnie, ale ze smutkiem muszę przyznać, że te wakacje dobiegają
powoli końca. Wrócimy do Londynu i znów wróci wszystko do normy. Będzie tak jak
zawsze, bo przecież Louis na pewno nie będzie miał czasu, a z jego upływem o
mnie zapomni i będzie miał inną. Nie chciałam teraz o tym wszystkim myśleć,
lecz jednak nie da się tego ominąć. Ten czas nadejdzie i to już nie długo.
Jednak nagle pomyślałam o dziewczynach,
dlatego chwyciłam za telefon i powoli wychodziłam na taras, lecz 1 sygnał, 2…,
3… i nic. Wtedy wyszłam na balkon i uśmiechnęłam się. No jasne, grają piłką
Nialla. Ciekawe, czy mu ją oddadzą?, spytałam się w myślach i nagle znów
zorbiło mi się smutno. Najprawdopodobniej ta piłka będzie ostatnią rzeczą,
która będzie mi przypominać te wakacje.
Nagle poczułam
na swoim ramieniu rękę. Odwróciłam się napięcie i zauważyłam Evi.
-Hej- powitałam ją.
-Cześć.- odparła.- Co ty taka jakaś smutna
jesteś?- dodała widząc moją twarz.
-Ech..- mruknęłam.- Niedługo rozstanę się
z Louisem, a nie wiem jak to wytrzymam.- powiedziałam po chwili.
-Przecież zostało jeszcze półtorej
tygodnia.- odparła pocieszając mnie.
-No tak, ale jednak się rostanę.-
odrzekłam.
-W którym ty wieku żyjesz?- zapytała mnie
sarkastycznie.- Znasz takie coś jak telefon, e-mail, skype?- dodała.
-W sumie masz rację, ale czy on będzie
miał czas?- chciałam jeszcze coś dodać, ale do pokoju nagle wparowały Megan i
Liz.
-Urodziny!!!- krzyknęła do mnie Liz, nie
zważając uwagi na Evelin, która stała obok mnie opierając się o blat.
-Kogo?- spytała Evelin.
-Yyy… mojej babci.- wyjąkała Megan.
-A twoja babcia nie miała przypadkiem
urodzin miesiąc temu?- dopytywała się.
-Naprawdę? To coś musiałam pomylić.-
wydukała Liz. Jednak Evi rzuciła tylko zwykłe spojrzenie w moją stronę po czym
wyszła z pomieszczenia.
-Uff… prawie by się wydało.- powiedziała
ucieszona Megan.
-Serio? Myślisz, że nie wie o co chodzi?-
spytał sarkastycznie Liz.
-No dobra, przeżyjemy.- oznajmiłam w
końcu.- Za godzinę idziemy na te zakupy?- spytałam, a one kiwnęły głową.
-A gdzie jest właściwie Rossie?- zapytała
Megan.
-Śpi.- odparłam, i wtedy zauważyłam piłkę,
którą Liz trzymała w ręce.- Co ty chodzisz tak z tą piłką, chcesz aby któryś z
nich uświadomił Niallerowi, że to jego?- zapytałam.
-Grałyśmy, a, że nie chcieliśmy zostawić piłki samej, dlatego wzięłyśmy ją.-
powiedziałam ostro Megan w obronie. Wtedy usłyszałam, ąże drzwi się otwierają,
a po chwili wychodzą z nich chłopcy.
-Idziecie coś zjeść?- zaproponował od razu
blondyn przemykając się do nas.
-Nie, zaraz będziemy iść na zakupy.-
odpowiedziałam, wystukując w blat rytm piosenki.
-No to jak ona nam nic nie zrobi to
zamawiamy pizze, co nie?- spytał Liam, a ja wybałuszyłam oczy.- No co? Masz
marnować taki kulinarny talent, a tak to karmisz piętkę głodnych chłopaczków.-
powiedział na usprawiedliwienie, a ja wywróciłam jedynie oczami.
-Dobra, to ja zamawiam.- oznajmiał w końcu
Louis, biorąc z kieszeni telefon, po czym wykręcił numer.
-No nas serio moja piłka wyglądała tak
samo jak ta.- powiedział zdziwiony Niall.- Gdzie ja ją mogłem podziać?- wtedy
dziewczyny rzuciły mi spojrzenie oznaczające „za godzinę”, kiwnęłam głową, na
co wyszły bez slowa.
***
-Ile tu cudownych rzeczy!- wykrzyknęła z podziwem Liaz, gdy weszłyśmy w centrum Paryża.
-Ile tu cudownych rzeczy!- wykrzyknęła z podziwem Liaz, gdy weszłyśmy w centrum Paryża.
I zaglądaliśmy do każdego sklepu, dopóki
nie zauważyłam sklepu muzycznego. Weszłam do niego i od razu mój wzrok padł na
płytę QUEEN. Podeszłam do niej i szczególniej jej się przyglądnęłam, ale już p
ochwili przyznałam, że musi się jej spodobać, dlatego wzięłam ją i podeszłam do
kasy. Zapłaciłam z naszej rzutki, po czym wyszłam na dwór. Zauważyłam stojącą
samotnie Rose, ale nigdzie nie widziałam dziewczyn, dlatego spytałam ją z
głębokim zdziwieniem.
-Gdzie one?
-A jak myślisz?- spytała wskazując głową w
stronę sklepu sportowego. Ze śmiechem
wywróciłam oczami. Już po chwili wyszły z niego zadowolone.
-No co tam macie?- spytałam
-Casillasa!- wykrzyknęły podekscytowane.-
I Torresa!- dodała Liz.
-Dobra, to co wracamy?- spytała Rose.
-Spoks.- zgodziłyśmy się i razem zaczęliśmy
wracać. A gdy doszłyśmy już do hotelu dziewczyny skierowały się do swojego
pokoju zanosząc rzeczy, natomiast my poszłyśmy do naszego pomieszczenia.
Chłopacy siedzieli na kanapie i grali oczywiście w fifę.
-Zostawiliśmy wam pizze.- powiedział
Harry, jedyny który nie był tak wciągnięty. Podziękowałyśmy, wzięłyśmy
opakowanie pod rękę i poszłyśmy do pokoju Rose i Harrego. Wyjęłam telefon z
torebki telefon i wystukałam sms-a do Megan, aby przyszły na pizze. Już po
chwili usłyszałam, że jesteśmy tutaj, a już po chwili rzuciły się na
łóżko. Poczułam, że teraz jestem
naprawdę szczęśliwa.
/Następnego
dnia/
-Louis…- zrobiłam słodkie oczka.
-Hm..?- spytał obracając się do mnie.
-Bo wiesz… Evi ma dziś urodziny…-
zaczęłam.- No wiesz… chcieliśmy zrobić jej przyjęcie…lecz u nich nie ma jak…
-Jasne, że tak!!!- zgodził się na co ze
szczęścia podskoczyłam z radości. Przytuliłam się do niego i pocałowałam go w
policzek. Następnie wyszłam z pomieszczenia i pisząc szybko sms do Megan z potwierdzeniem i zostawiając Louisa
samego.
~Oczami
Megan~
Nagle
w pokoju rozniosła się melodia oznaczająca , że przyszedł do mnie sms.
Wyjęłam z kieszeni telefon i
przeczytałam wiadomość „Za pięć minut u mnie, bez Evelin”. Odpisałam szybko
„Ok.” i wysłałam. Następnie spojrzałam znacząco na Liz.
-No to idę do tego sklepu!- oznajmiłam
wstając.
-To ja idę z tobą.- dodała Liz dochodząc
do mnie. Kiwnęłam głową, po czym wyszłyśmy, przechodząc jedynie do pokoju obok.
Zapukałam, a już po chwili drzwi się otworzyły.
-Dobra, mamy godzinę do przyjścia Evelin.-
zaczęła Sam, gdy Liz zamknęła za nami drzwi.- Dlatego… na stole macie ozdoby,
transparenty, balony itp. Każdy zostanie do czegoś zobowiązany.
-A gdzie Rose, Niall i Liam?- spytałam.
-Poszli kupić coś na przekąskę.-
powiedziała biorąc do ręki jakiś grafik.- A teraz do roboty!
Przez
godzinę było dużo pracy jak i zabawy, ale efekt końcowy był wyśmienity.
Jedzenie było rozstawione, a ozdoby wisiały w powietrzu. Wtedy nagle ktoś
zapukał do drzwi. Wszyscy poszli na swoje miejsca, zgaszając przy tym światło.
Nagle…
~Oczami Evelin~
Dochodziła
już szósta, dlatego odłożyłam książkę i wstałam, aby pójść do Sam obejrzeć
Igrzyska Śmierci. Gdy byłam pod drzwiami, zapukałam i od razu usłyszałam krzyk
Sam „Wejdź”. Posłusznie nacisnęłam klamkę i weszłam do ciemnego pokoju.
-Co tu tak…- przerwano mi.
-NIESPODZIANKA!- światło się zapaliło, a
wszyscy wyskoczyli zza wielkiej kanapy.
-Och!- wykrzyknęłam z szczęścia.
Oczywiście nigdy nie przepadałam za imprezami, ale cieszyłam się, że w ogóle
pamiętały, że dziś obchodzę urodziny.
-Wszystkiego najlepszego! Zdrowia,
szczęścia, pomyślności! Niechaj żyją wszystkie twoje kości!- krzyknęły razem
dziewczyny podchodząc do mnie i dając mi prezent. Następnie podeszli do mnie
(jak ich nazywam) one debilszyn, którzy też złożyli mi życzenia oraz prezent.
Powiedziałam niechętne „dzięki”, które i tak było zagłuszony przez Louisa.
-IMPREZA!- wykrzyknął jak mały dzieciak i
włączył muzykę. I właśnie tak się zaczęła zabawa…
Po
godzinie potańcówki prawie wszyscy siedzieli już na kanapie. Jedynie na
parkiecie zastała Sam z Louisem i Rose z Harrym. Spojrzałam na nich, lecz już
po chwili popatrzałam na siebie i zobaczyłam Zayna, który się we mnie wpatrywał
rozmarzonym wzrokiem!
-Haloo… ziemia do Zayna..- zaczęłam
wymachiwać rękoma, lecz on nadal nic. Nagle zauważyłam przed sobą chrupki.
Wzięłam je i zaczęłam rzucać nimi w idiotę, lecz on nadal nic!
-Co ty robisz?!- spytał oskarżycielsko
Niall.
-Popatrz! Coś mu się stało! Weź mu coś
zrób!- wtedy nagle potrząsnął głową i zaczął zbierać resztki z włosów.
-Otwórz prezenty!- powiedziała
podekscytowana Liz, a reszta poszła chórem. Wzruszyłam ramionami i sięgam po
opakowania.
-Nasz pierwszy!- wykrzyknęła błagalnie
Meg. Przewróciłam oczami lecz posłusznie otworzyłam czerwony pakunek.
-Och…- wyszeptałam gdy zobaczył album,
który zawsze chciałam mieć.
-Co dostałaś?- spytał zaciekawiony Louis.
-Płytę QUEEN!- pochwaliłam się.
-WTF?- krzyknął Zayn wypluwając z buzi
picie.
-Co?- spytała Sam.
-Niech Evelin otworzy drugi, to zobaczy.-
ściągnęłam brwi po czym szybko otworzyłam drugi prezent. Gdy zobaczyłam co jest
w środku zaczęłam się śmiać.
-Co?- powtórzyła znów Sam. Podniosłam taki
sam album, a wszyscy zaczęli śmiać się wraz ze mną.