czwartek, 27 września 2012

Rozdział 12.


                                   /Następnego dnia/
                                                                ~Oczami Evelin~
                Wyszłam z pokoju kierując się w stronę stołówki. Tam zamówiłam to co zawsze, czyli rybę z surówką, gdy nagle przede mną stanął szatyn.
-Hey, chcesz zjeść ze mną?- spytał.
-Yyy… nie.- odparłam i odeszłam do swojego stałego stolika.                 A zaczynając pomyślałam sobie, dlaczego ten kretyn musi akuratnie mnie się przyczepiać, lecz gdy usłyszałam kolejne burknięcie mojego brzucha, zmieniłam swoją myśl na to, co pierwsze tknąć. Wybrałam rybę, lecz już po pierwszym kęsu krzesło naprzeciwko mnie odsunęło się. Podniosłam wzrok i zauważyłam uśmiechniętą Liz.
-Smacznego.- pożyczyła mi, po czym zrobiłam to samo. Dalej przez jakiś czas siedzieliśmy cicho, dopóki nie naburknęła coś o wczorajszym meczu. Nie wsłuchiwałam się jej zbytnio, dlatego gdy skończyła wyparowałam.
-Idziecie dziś zwiedzać Paryż?- spytałam.
-Mhm… kobieto, dosłownie przed chwilą o tym wspominałam.
                Przez te słowa zrobiło mi się trochę głupio, bo chyba zrozumiała, że nie mam zamiaru jej słuchać, więc znowu siedzieliśmy w  ciszy.
-Co się tak mało odzywasz?- zapytała, gdy jej talerz był już pusty.
-Nie mam zbytnio humoru.- odparłam, po czym po chwili dodałam.- Idziemy?
-Tak.- zostawiliśmy nasze talerze i ruszyłyśmy ku wyjściu.
                Gdy weszłyśmy do pokoju zauważyłam Megan, która oglądała wiadomości.
-Co, stało się coś ciekawego?- zwróciłam się do niej.
-Niee…- ciągnęła, wyłączając telewizor.- Może pójdziemy do Sam i Rose?- zaproponowała po chwili czasu.
-To chodzie.- rzuciłam w ich stronę. Nagle poderwałam się, bo usłyszałam w tle muzykę Micheala  Jascksona. To był mój telefon. Podbiegłam do komody i wzięłam go do ręki. Na wyświetlaczu zobaczyłam brata, więc nacisnęłam zieloną słuchawkę i mruknęłam do dziewczyn aby poszły, a ja dojdę, a już po chwili słyszałam głos brata.
-Hej krasnoludzie.- przywitał się ze śmiechem.
-Cześć i nie jestem żadnym krasnoludem tylko smerfem.
-Ta… fajnie. Gadaj jak tam leci?- pytał głos w słuchawce.
-Normalnie, mecze są naprawdę fajne i ogólnie podoba mi się.
-A jak tam pogoda?
-Słońce świeci prawie codziennie, ale ostatnio była burza.
-Aha, a jak miewają się dziewczęta?- ciągnął dalej.
-Dobrze, są zadowolone, a chyba najbardziej Sam i Rose.- uśmiechnęłam się.
-Heh… znów się zakochały?- spytał ze śmiechem.
-Ee… można powiedzieć.- mruknęłam.
-To je tam pozdrów.- powiedział po chwili.- Teraz muszę znikać, zadzwoń wieczorem.
-Spoko.- pożegnałam się i rozłączyłam. Odłożyłam telefon i ruszyłam w stronę drzwi.

                                                               ~Oczami Sam~
                Kolejny dzień mija spokojnie, ale ze smutkiem muszę przyznać, że te wakacje dobiegają powoli końca. Wrócimy do Londynu i znów wróci wszystko do normy. Będzie tak jak zawsze, bo przecież Louis na pewno nie będzie miał czasu, a z jego upływem o mnie zapomni i będzie miał inną. Nie chciałam teraz o tym wszystkim myśleć, lecz jednak nie da się tego ominąć. Ten czas nadejdzie i to już nie długo.
 Jednak nagle pomyślałam o dziewczynach, dlatego chwyciłam za telefon i powoli wychodziłam na taras, lecz 1 sygnał, 2…, 3… i nic. Wtedy wyszłam na balkon i uśmiechnęłam się. No jasne, grają piłką Nialla. Ciekawe, czy mu ją oddadzą?, spytałam się w myślach i nagle znów zorbiło mi się smutno. Najprawdopodobniej ta piłka będzie ostatnią rzeczą, która będzie mi przypominać te wakacje.
Nagle poczułam na swoim ramieniu rękę. Odwróciłam się napięcie i zauważyłam Evi.
-Hej- powitałam ją.
-Cześć.- odparła.- Co ty taka jakaś smutna jesteś?- dodała widząc moją twarz.
-Ech..- mruknęłam.- Niedługo rozstanę się z Louisem, a nie wiem jak to wytrzymam.- powiedziałam po chwili.
-Przecież zostało jeszcze półtorej tygodnia.- odparła pocieszając mnie.
-No tak, ale jednak się rostanę.- odrzekłam.
-W którym ty wieku żyjesz?- zapytała mnie sarkastycznie.- Znasz takie coś jak telefon, e-mail, skype?- dodała.
-W sumie masz rację, ale czy on będzie miał czas?- chciałam jeszcze coś dodać, ale do pokoju nagle wparowały Megan i Liz.
-Urodziny!!!- krzyknęła do mnie Liz, nie zważając uwagi na Evelin, która stała obok mnie opierając się o blat.
-Kogo?- spytała Evelin.
-Yyy… mojej babci.- wyjąkała Megan.
-A twoja babcia nie miała przypadkiem urodzin miesiąc temu?- dopytywała się.
-Naprawdę? To coś musiałam pomylić.- wydukała Liz. Jednak Evi rzuciła tylko zwykłe spojrzenie w moją stronę po czym wyszła z pomieszczenia.
-Uff… prawie by się wydało.- powiedziała ucieszona Megan.
-Serio? Myślisz, że nie wie o co chodzi?- spytał sarkastycznie Liz.
-No dobra, przeżyjemy.- oznajmiłam w końcu.- Za godzinę idziemy na te zakupy?- spytałam, a one kiwnęły głową.
-A gdzie jest właściwie Rossie?- zapytała Megan.
-Śpi.- odparłam, i wtedy zauważyłam piłkę, którą Liz trzymała w ręce.- Co ty chodzisz tak z tą piłką, chcesz aby któryś z nich uświadomił Niallerowi, że to jego?- zapytałam.
-Grałyśmy,  a, że nie chcieliśmy zostawić piłki samej, dlatego wzięłyśmy ją.- powiedziałam ostro Megan w obronie. Wtedy usłyszałam, ąże drzwi się otwierają, a po chwili wychodzą z nich chłopcy.
-Idziecie coś zjeść?- zaproponował od razu blondyn przemykając się do nas.
-Nie, zaraz będziemy iść na zakupy.- odpowiedziałam, wystukując w blat rytm piosenki.
-No to jak ona nam nic nie zrobi to zamawiamy pizze, co nie?- spytał Liam, a ja wybałuszyłam oczy.- No co? Masz marnować taki kulinarny talent, a tak to karmisz piętkę głodnych chłopaczków.- powiedział na usprawiedliwienie, a ja wywróciłam jedynie oczami.
-Dobra, to ja zamawiam.- oznajmiał w końcu Louis, biorąc z kieszeni telefon, po czym wykręcił numer.
-No nas serio moja piłka wyglądała tak samo jak ta.- powiedział zdziwiony Niall.- Gdzie ja ją mogłem podziać?- wtedy dziewczyny rzuciły mi spojrzenie oznaczające „za godzinę”, kiwnęłam głową, na co wyszły bez slowa.

                                                                              ***                                                                                                       
-Ile tu cudownych rzeczy!- wykrzyknęła z podziwem Liaz, gdy weszłyśmy w centrum Paryża.
I zaglądaliśmy do każdego sklepu, dopóki nie zauważyłam sklepu muzycznego. Weszłam do niego i od razu mój wzrok padł na płytę QUEEN. Podeszłam do niej i szczególniej jej się przyglądnęłam, ale już p ochwili przyznałam, że musi się jej spodobać, dlatego wzięłam ją i podeszłam do kasy. Zapłaciłam z naszej rzutki, po czym wyszłam na dwór. Zauważyłam stojącą samotnie Rose, ale nigdzie nie widziałam dziewczyn, dlatego spytałam ją z głębokim zdziwieniem.
-Gdzie one?
-A jak myślisz?- spytała wskazując głową w stronę sklepu sportowego.  Ze śmiechem wywróciłam oczami. Już po chwili wyszły z niego zadowolone.
-No co tam macie?- spytałam
-Casillasa!- wykrzyknęły podekscytowane.- I Torresa!- dodała Liz.
-Dobra, to co wracamy?- spytała Rose.
-Spoks.- zgodziłyśmy się i razem zaczęliśmy wracać. A gdy doszłyśmy już do hotelu dziewczyny skierowały się do swojego pokoju zanosząc rzeczy, natomiast my poszłyśmy do naszego pomieszczenia. Chłopacy siedzieli na kanapie i grali oczywiście w fifę.
-Zostawiliśmy wam pizze.- powiedział Harry, jedyny który nie był tak wciągnięty. Podziękowałyśmy, wzięłyśmy opakowanie pod rękę i poszłyśmy do pokoju Rose i Harrego. Wyjęłam telefon z torebki telefon i wystukałam sms-a do Megan, aby przyszły na pizze. Już po chwili usłyszałam, że jesteśmy tutaj, a już po chwili rzuciły się na łóżko.  Poczułam, że teraz jestem naprawdę szczęśliwa.

                                                               /Następnego dnia/
-Louis…- zrobiłam słodkie oczka.
-Hm..?- spytał obracając się do mnie.
-Bo wiesz… Evi ma dziś urodziny…- zaczęłam.- No wiesz… chcieliśmy zrobić jej przyjęcie…lecz u nich nie ma jak…
-Jasne, że tak!!!- zgodził się na co ze szczęścia podskoczyłam z radości. Przytuliłam się do niego i pocałowałam go w policzek. Następnie wyszłam z pomieszczenia i pisząc szybko sms do Megan  z potwierdzeniem i zostawiając Louisa samego.

                                                               ~Oczami Megan~
                Nagle w pokoju rozniosła się melodia oznaczająca , że przyszedł do mnie sms. Wyjęłam  z kieszeni telefon i przeczytałam wiadomość „Za pięć minut u mnie, bez Evelin”. Odpisałam szybko „Ok.” i wysłałam. Następnie spojrzałam znacząco na Liz.
-No to idę do tego sklepu!- oznajmiłam wstając.
-To ja idę z tobą.- dodała Liz dochodząc do mnie. Kiwnęłam głową, po czym wyszłyśmy, przechodząc jedynie do pokoju obok. Zapukałam, a już po chwili drzwi się otworzyły.
-Dobra, mamy godzinę do przyjścia Evelin.- zaczęła Sam, gdy Liz zamknęła za nami drzwi.- Dlatego… na stole macie ozdoby, transparenty, balony itp. Każdy zostanie do czegoś zobowiązany.
-A gdzie Rose, Niall i Liam?- spytałam.
-Poszli kupić coś na przekąskę.- powiedziała biorąc do ręki jakiś grafik.- A teraz do roboty!
                Przez godzinę było dużo pracy jak i zabawy, ale efekt końcowy był wyśmienity. Jedzenie było rozstawione, a ozdoby wisiały w powietrzu. Wtedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Wszyscy poszli na swoje miejsca, zgaszając przy tym światło. Nagle…

                                                               ~Oczami Evelin~
                Dochodziła już szósta, dlatego odłożyłam książkę i wstałam, aby pójść do Sam obejrzeć Igrzyska Śmierci. Gdy byłam pod drzwiami, zapukałam i od razu usłyszałam krzyk Sam „Wejdź”. Posłusznie nacisnęłam klamkę i weszłam do ciemnego pokoju.
-Co tu tak…- przerwano mi.
-NIESPODZIANKA!- światło się zapaliło, a wszyscy wyskoczyli zza wielkiej kanapy.
-Och!- wykrzyknęłam z szczęścia. Oczywiście nigdy nie przepadałam za imprezami, ale cieszyłam się, że w ogóle pamiętały, że dziś obchodzę urodziny.
-Wszystkiego najlepszego! Zdrowia, szczęścia, pomyślności! Niechaj żyją wszystkie twoje kości!- krzyknęły razem dziewczyny podchodząc do mnie i dając mi prezent. Następnie podeszli do mnie (jak ich nazywam) one debilszyn, którzy też złożyli mi życzenia oraz prezent. Powiedziałam niechętne „dzięki”, które i tak było zagłuszony przez Louisa.
-IMPREZA!- wykrzyknął jak mały dzieciak i włączył muzykę. I właśnie tak się zaczęła zabawa…
                Po godzinie potańcówki prawie wszyscy siedzieli już na kanapie. Jedynie na parkiecie zastała Sam z Louisem i Rose z Harrym. Spojrzałam na nich, lecz już po chwili popatrzałam na siebie i zobaczyłam Zayna, który się we mnie wpatrywał rozmarzonym wzrokiem!
-Haloo… ziemia do Zayna..- zaczęłam wymachiwać rękoma, lecz on nadal nic. Nagle zauważyłam przed sobą chrupki. Wzięłam je i zaczęłam rzucać nimi w idiotę, lecz on nadal nic!
-Co ty robisz?!- spytał oskarżycielsko Niall.
-Popatrz! Coś mu się stało! Weź mu coś zrób!- wtedy nagle potrząsnął głową i zaczął zbierać resztki z włosów.
-Otwórz prezenty!- powiedziała podekscytowana Liz, a reszta poszła chórem. Wzruszyłam ramionami i sięgam po opakowania.
-Nasz pierwszy!- wykrzyknęła błagalnie Meg. Przewróciłam oczami lecz posłusznie otworzyłam czerwony pakunek.
-Och…- wyszeptałam gdy zobaczył album, który zawsze chciałam mieć.
-Co dostałaś?- spytał zaciekawiony Louis.
-Płytę QUEEN!- pochwaliłam się.
-WTF?- krzyknął Zayn wypluwając z buzi picie.
-Co?- spytała Sam.
-Niech Evelin otworzy drugi, to zobaczy.- ściągnęłam brwi po czym szybko otworzyłam drugi prezent. Gdy zobaczyłam co jest w środku zaczęłam się śmiać.
-Co?- powtórzyła znów Sam. Podniosłam taki sam album, a wszyscy zaczęli śmiać się wraz ze mną.


poniedziałek, 10 września 2012

Rozdział 11.

                                                              ~ Oczami Sam ~      
Obudziłam się w wyśmienitym humorze przytulając do siebie swojego chłopaka. Omg... jak to brzmi, niespełna dwa lata temu udawałam, że to robię, a teraz? Nie jest to moja wyobraźnia, on jest naprawdę... wtedy do mojego brzucha zleciały się stada motyli i uśmiech na twarzy... Jednak już po chwili wyszłam z jego objęć i wstałam aby pomaszerować do kuchni. Zdziwiłam się, gdy nie zauważyłam w niej Nialla, lecz wyszłam ze wstrząsu gdy do niej doszłam i sięgałam do lodówki po przekąskę. Na pierwszy rzut rzuciła mi się marchewka, więc sięgnęłam po nią, ale wyciągając ją poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu.
-Ładnie to tak podkradać kogoś własność?- wyszeptał mi do ucha.
-Hmm...- zamyśliłam się.- Tak!- odpowiedziałam z entuzjazmem po chwili wyswobadzając się z jego uścisku i wracając do pokoju. Wzięłam ze sobą swojego laptopa i powróciłam na łóżko. Tam go włączyłam i zaczęłam nadrabiać straty. A po chwili dosiadł się do mnie Lou, opierając swoją głowę o moje ramię,
-Co dziś robimy?- spytał po chwili.
-Nie wiem jak ty, ale ja przez tą pogodę nie wychodzę z łóżka.- powiedziałam spoglądając zza okno, oglądając pogodę.
-To ja z tobą.- oznajmił. Uśmiechnęłam się po czym dodałam.
-Oglądamy coś?- zaproponowałam
-Jasne.- włączyłam stronę na której zazwyczaj oglądałam i włączyłam "Igrzyska Śmierci".

                                                          /kilka godzin później/
                                                            ~ Oczami Liz ~
-Burza idzie!!!!- wykrzyknęła przerażona Megan wybiegając z balkonu.
-Och! Trzeba  wszystko wyłączyć!- rozkazałam po czym pokiwała głową. Natychmiastowo zamknęła drzwi i zaczęła latać po całym pokoju wyłączając prąd. Zrobiłam to samo lecz w sypialni i w łazience, a gdy wróciłam Megan stała patrząc na ścianę, która dzieliła nas od nich.
-U niech trzeba zrobić to samo.- wychrypiałam, na co przyjaciółka jedynie wybiegła za drzwi i zaczęła natarczywie pukać, dopóki nie otworzył nam Liam.
-Co je...- nie miał zbytnio czasu na dokończenie.
-Burza jest!!!- wykrzyknęłyśmy na raz, po czym wbiegłyśmy do środka rozdzielając się. Jako pierwsza pobiegłam do pokoju obok, gdzie była to posiadłość Nialla. Akuratnie siedział na laptopie i podjadał żelki. Podbiegłam i wyłączyłam zasilanie i również przy tym laptopa, a wybiegając zatrzymałam się i wróciłam aby ukraść mu te żeli. Następnie bez wyjaśnienia pobiegłam do pokoju na przeciwko, k który był Louisa i Sam. Oczywiście wbiegłam do niego, lecz od razu tego pożałowałam. Całowali się, lecz gdy stanęłam stanęłam z przerażenia, przestali.
-Yyy... burza idzie.... i przyszłam wyłączyć prąd.- wyjaśniłam, natomiast oni wybuchli śmiechem.
-Już to zrobiliśmy.- powiedział Louis, na co tylko wyszeptałam "aha" i wyszłam z ich pokoju. Nagle przede mną stała podekscytowana Meg.
-Już!- oznajmiła, a ja jedynie uśmiechnęłam się.
-Ja też.- i nagle przypomniałam sobie, że zapomniałam o kimś lub o czymś i wtedy nagle do drzwi balkonowych ktoś zapukał. Podskoczyłam z przerażenia, a Zayn natychmiastowo wstał aby otworzyć, a już po chwili wyszła z nich przemoczona Evelin. Zmroziła nas wzrokiem jakby chciała nas nim zabić, lecz my zamiast się tym przejąć wybuchnęliśmy śmiechem. Jednak po chwili dreptała w stronę wyjścia ciągnąc nas za nią.

                                                            /Dzień później/
                                                         ~ Oczami Rossie ~
Ubrałam się w czerwoną- na ramiączkach sukienkę, a do tego czerwone baleriny. Swoje włosy zostawiłam rozpuszczone zostawiając moją naturalną twarz, oprócz ust, gdzie podkreśliłam je błyszczykiem. Spojrzałam jeszcze raz do lustra, po czym  zachwycona wyszłam z pokoju, gdzie za nim czekał na mnie Harry. Uśmiechnął się łapiąc moją rękę.
-Ślicznie wyglądasz.- dodał, gdy wyszliśmy z pokoju. Oczywiście zarumieniłam się.
-Ty też.- wydukałam po chwili, po czym obdarzył mnie swoim uroczym uśmiechem . Następnie w ciszy przeszliśmy drogę do taksówki. Już po pół godzinie wyszliśmy z taksówki. Harry zapłacił i weszliśmy do Disneylandu.
-Cudownie było!- skomentowałam gdy wróciliśmy do naszego transportu.
-Tak... ale to jeszcze nie wszystko.- powiedział i znów przemówił do kierowcy. On potaknął głową i ruszył.
-Nie wiedziałam, że umiesz mówić po francusku.- uświadomiłam
-To chyba jeszcze o mnie dużo nie wiesz.- uśmiechnął się.
-No to gdzie jedziemy?- spytałam
-Zobaczysz?- mruknął do mnie. Wiedziałam, że za dużo się nie dowiem, dlatego odwróciłam się w stronę okna i oglądałam widoki. Po czasie taksówka stanęła. Wyszliśmy z niej i zauważyłam kawiarenkę. Pociągnął  mnie do niej, a już po chwili zamawialiśmy latte.
-Śliczny masz uśmiech.- wypalił nagle, natomiast ja zarumieniłam się i skuliłam się. Jednak już po chwili uniosłam głowę, gdyż kelnerka podała nasze zamówienie i wychodziliśmy z pomieszczenia.
Następnie skierowaliśmy się w stronę pobliskiego parku. Tam usiedliśmy na jednej z nich i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Nagle podbiegła do nas mała dziewczynka prosząc Harrego o autograf. Z uśmiechem jej go dał, po czym dziewczynka spojrzała na mnie tajemniczo i szepnęła coś do niego. Zaśmiał się i szybko odpowiedział, lecz nagle spoważniał i coś dodał. Ona jedynie się uśmiechnęła, coś skomentowała, pomachała mi i odeszła.
-O co ona się pytała?- spytałam
-Ee...- zamurowało go.- Czy jesteś moją siostrą.- wyjąkał po chwili.
-Aha.- westchnęłam i wpatrzyłam się w jezioro.
-To co idziemy dalej?- spytał wstając i wyciągając w moją stronę rękę
-Jasne.- złapałam się jej i ruszyliśmy dalej.
    
                                                           /Po godzinie/
-Harry, gdzie ty mnie ciągniesz?- spytałam po raz kolejny modląc się, że tym razem doczekam się odpowiedzi.
-Zaraz..., jeszcze chwilę...., już prawie...- pomrukiwał  co chwilę. Nagle zatrzymał się i odwrócił się napięcie. - Jesteśmy już prawie na miejscu, ale teraz musisz zamknąć swoje oczka.- uśmiechnął się zadziornie. Posłusznie to zrobiłam, a już po chwili poczułam lekki materiał na twarzy.- Tak na wszelki wypadek.- i nagle poczułam jeszcze jego ręce na mojej talii i że się unoszę.
-Harry, postaw mnie na ziemi, jestem ciężka- mruknęłam- Sama dojdę.- dodałam.
-O nie...- zaśmiał się, a już po czasię stanęłam na ziemi.
-Harry?- zaczęłam nie pewnie, gdy poczułam, że podłoga się zachwiała.- Gdzie my jesteśmy?- dodałam.
-Zobacz.- powiedział i zaczął majstrować przy opasce. Jednak już po chwili zdjął ją, a ją ujrzałam, że jestem na jachcie całej w różach i świeczkach.
-Ojej...- wyszeptałam. Wtedy poczułam jak coś zimnego zwieszającego się na mojej szyi. Zniżyłam głowę i ujrzałam złoty wisiorek z napisem "Harry" i serduszkiem. Odwróciłam się napięcie do niego patrząc ze zdziwieniem, natomiast on złapał mnie za ręce.
-Rose..., powiem ci to wprost.- oznajmiał nagle.- Kocham cię.- wyszeptał.- Kocham cię od pierwszego dnia.- dodał, a w moich oczach pojawiły się łzy.- Hej, nie płacz.- powiedział po chwili ocierając moje łzy ręką.
-Harry, bo ja ciebie też kocham.- uśmiechnęłam się przełykając łzy. On jedynie się uśmiechnął i zbliżył swoją twarz do mojej tak, że po chwili nasze usta złączyły się w pocałunku.


                                                                      ***
OMG, wreszcie skończyłam. Mówię, że piszę go ja, stworzycielka tego bloga, pierwszy raz przepisuję, a bardzo tego nie lubię. Jeszcze bardzo wasz przepraszam, że nie dodawałam wcześniej, po prostu zadowalałam się ostatnimi dniami wakacji, ale obiecuję, że rozdziały będą co dwa dni. No chyba, że jakiś spr. czy coś. Wiecie... szkoła... a jak wam minął ten tydzień w szkole?
Szablon by S1K