/Oczami Sam/
Leniwie otworzyłam oczy, po czym skierowałam głowę na bok, aby zobaczyć kogoś, co na samą myśl na mojej twarzy pojawia się uśmiech, jednak po wielkiej pewności jego nie było. Dlatego po dłuższej chwili postanowiłam zwleczeć się z łóżka i pomaszerować do chłopaków. Jednak gdy przekroczyłam próg zastał mnie szok. Nie było nikogo w kuchni, jak i w salonie, więc po minucie zastanowienia postanowiłam zajrzeć do każdych z pokoi. Na marne, każdy był pusty. Z zawiedzioną miną poszłam do kuchni, gdy od razu wzięłam szklankę i nalałam do niej czystej wody. Pijąc zauważyłam na blacie marchewkę, a pod nią karteczkę. Sięgłam po nią i od razu rozpoznałam charakter pisma mojego Tommo.
"Sam . . .
Razem z chłopakami i Rose poszliśmy do sklepu. Wrócimy za jakieś 2 godziny. Jak coś dziewczyn nie ma, poszły się wkraść do drużyny hiszpańskiej.
Tommo xoxo
PS . Jak to przeczytasz szybko do mnie zadzwoń ! ;* "
Z uśmiechem czytałam jego list, lecz gdy dotarła do mnie po chwili jedna wiadomość, moje oczy prawie wyszły z orbit. DZIEWCZYNY POSZŁY SIĘ WKRAŚĆ DO DRUŻYNY HISZPAŃSKIEJ ?! Chyba zwariowały. Już po chwili biegłam do mojego i Louisa pokoju po telefon. A już po sekundzie wybrałam numer do Liz i naciskałam przycisk "połącz". Już po dwóch sygnałach usłyszałam znajomy głos.
-Czego chcesz?!- szepnęła ze złością.
-Co wy do jasnej ciasnej robicie ?!!- wykrzyczałam na cały głos.
-Nie drzyj się, słychać w wentylatorach wszystko.
-W wentylatorach ?! Oszalałyście?! Rozumiem, lubicie Hiszpanie, ale żeby wkradać się ?!
-I mówi to dziewczyna, która wkradła się po głupią koszulkę geja.- mruknęła.
-Tak, geja, szkoda tylko, że Louis ze mną chodzi!- krzyknęłam po raz kolejny.
-Dobra, dobra, uspokój się. Muszę kończyć, to ten pokój. Nara !- i rozłączyła się. A ja przez jakiś czas stałam jak zamurowana.
-Z kim ja się zadaję ?- spytałam podnosząc do góry głowę, jednak już po chwili oprzytomniałam i zgodnie z rozkazem Louisa, pomaszerowałam do salonu, gdzie do niego zadzwoniłam.
/Oczami Liz/
Gdy telefon włożyłam z powrotem do kieszeni, dotarłam do Evi i Megan, które już otaczały wejście do odpowiedniego pokoju.
-No dobra, ale co im powiemy?- szepnęła Liz.
-Eeee... że szukałyśmy naszego pilota.- wymyśliłam.
-Tak... w ich pokoju!- warknęła Evi
-No nie wejdą.
-Na ile jesteś pewna?- spytały oby dwie.
-Na 99,9 %- odpowiedziałam.
-Miejmy nadzieję.- mruknęła Evi po czym wyjęła siatkę i każda po kolei zaczęła schodzić. Gdy już dotykałam palcami podłogę miałam ochotę zwariować. A co jeżeli padła tu noga no nie wiem Casillasa ?, właśnie takie pytanie padło mi na myśl, dlatego gdy odeszłam parę kroków od drabiny skoczyłam ze szczęścia, lecz gdy opadłam znów zauważyłam to co pragnęłam,a były to święte rękawiczki bramkarza. Podbiegłam do nich i od razu, ale bardzo powoli dotknęłam ich.
-Oł maj gaszzzzz.....- wyszpetałam, a już po chwili stanęła koło mnie Megan.
-Bożeee to rękawiczki Casillasa !- wykrzyknęła, po czym dostała ode mnie w łeb.
-Ciszej !
-Ałłłł.. dobra, ale nie musiałaś tak mocno.- mruknęła, po czym odeszła, a ja ciągle gapiłam się w święte rękawiczki. Miałam taką wielkąą ochotę je wziąć, jednak wiedziałam, że dzisiaj będą mu bardzo potrzebne, dlatego, otworzyłam pierwszą szufladę i zauważyłam inne pary, którą jedną oczywiście wzięłam i schowałam do tylnej kieszeni. Wtedy Megan mnie cicho zawołała. Oczywiście podeszłam do niej.
-Co znalazłaś?- spytałam.
-To.- pokazała mi na małą maskotkę.
-Czy to nie jest ... -nie mogłam wydusić ani jednego słowa.
-Tak, to jest najprawdopodobniej zabawka córki Iniesty.
- . . . - nic nie mogłam wypowiedzieć.
-Dziewczyny musimy zmykać !- wrzasnęła cicho Evi.
-Dlaczego?- wyszeptałam.
-Bo ktoś otwiera pokój!- wtedy oby dwie się zerwałyśmy i pobiegłyśmy do naszej drabinki, gdzie pierw Megan zaczęła się wspinać, a potem ja. Cudem, udało nam się w ostatniej chwili wyjąć drabinę i zamknąć siatkę. Następnie zaczęliśmy wracać powoli do wyjścia.
/po 20 min/
-Kurze łapki! -zawołała Megan.
-Co jest ?- spytałam.
-Zostawiłam! - wykrzyknęła.
-Co zostawiłaś ?- spytałam z podjerzeniem.
- . . .
-Co zostawiłaś ?- nacisnęłam.
-Mój zeszyt na autografy !- jęknęła, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Bosz. już mnie wystraszyłaś.- mruknęłam, złapałam ją za nadgarstek i pociągnęłam, tak, że już po chwili dogoniłyśmy Evi.
-Ale.. ale! - zawołała za mną.
-Jezu, kupisz sobie nowy.
-Ale tam miałam Nicki Minaj! - powiedziała rozpaczona.
-Marudo! Kupię ci nowy i załatwię lepsze autografy od piątki gejów, okej ?- spytalam.
-Okej.- na jej twrzy pojawił się zaciesz dlatego już po chwili mogliśmy skierować się na stadion, choć do meczu zostało jeszcze równe 5 godzin.
/Oczami Sam/
-Dobra, czyli tak: mam wziąć tą koszulkę, ten szalik i tą trąbkę? -spytałam Nialla, który szperał w rzeczach koloru Hiszapni, gdzie dziś kupili.
-Tak, a to, to.. to ... to . .. i to, ... oo to... to i to dla tamtych się weźmie.- dodał.
-Okej to ja idę się przebrać.- mruknęłam po czym wzięłam te rzeczy i ruszyłam do łazienki. Tam posłusznie ubrałam to co kazał nam szef, a po chwili malowałam swoje policzki na czerwono- żółto- czerwono. Następnie rozpuściłam włosy i wyszłam z łazienki, aby udostępnić ją Harremu.
/30 min później/
Dobra, dopiero co usiedliśmy na swoich miejscach a już słyszę zakłady Nialla i Liz dotyczące meczu.
-Dobra, mamy umówione kto wygra, teraz tylko iloma punktami. Max 5.
-Okejj, czyli ja, że Hiszpania wygra i że 5:1.- zakomunikowała Liz.
-Dobra, choć dałem, że Włochy wygrają, bo nic innego mi nie pozostało to, że 3:2 dla Hiszpani.- mruknął.
-Dobra, Sam przetnij.
-Ja?- spytałam udając, że ich nie podsłuchiwałam.
-Tak, ty słyszałaś, więc przecinasz.
-Noo . . . okej.- zrobiłam to co mi kazała, a już po chwili zaczęłam gadać z Louisem.
/3 godziny później/
-OCZAMI MECZU-
Tym razem już po pierwszej
połowie obrońcy trofeum prowadzili 2:0. Podopieczni Del Bosque (Hiszpania) od
początku spotkania ruszyli do ataku, a ponad 10 tysięcy kibiców
hiszpańskich na trybunach Stadionu Olimpijskiego nie musiało czekać
długo na efekty.W 10. minucie po kombinacyjnej akcji Cesca
Fabregasa i Xaviego ten drugi strzelił mocno tuż zza pola karnego
(minimalnie nad poprzeczką). Cztery minuty później Gianluigi Buffon
musiał wyciągać już piłkę z siatki. Po rajdzie i dośrodkowaniu Fabregasa
do piłki wyskoczył jeden z najniższych na boisku David Silva, który
uderzeniem głową posłał piłkę pod poprzeczkę.Od tego momentu
Włosi próbowali przejąć inicjatywę na boisku, ale to Hiszpanie wciąż
sprawiali lepsze wrażenie. Podopieczni Cesare Prandellego szukali swojej
szansy w strzałach z dystansu, jednak trafiali wprost w Ikera Casillasa
- np. Cassano.Hiszpanie nie mieli takich problemów ze
skutecznością. W 41. minucie Xavi podał do rozpędzonego Jordiego Alby, a
lewy obrońca Valencii (wkrótce przejdzie za 14 mln euro do Barcelony) w
sytuacji sam na sam bez problemów pokonał Buffona.Po przerwie
na boisku pojawił się Antonio Di Natale (w miejsce Cassano), który w
meczu grupowym strzelił Hiszpanom gola. Tym razem miał szansę już chwilę
po wejściu na murawę, ale w znakomitej sytuacji trafił w Casillasa.Do
końca spotkania Włosi nie stworzyli już dogodnych sytuacji. Na dodatek
od 61. minuty musieli grać w dziesiątkę, gdy kontuzji doznał Thiago
Motta, wprowadzony na boisko... pięć minut wcześniej. Osłabiona Italia
oddała zupełnie inicjatywę przeciwnikowi, który spokojnie kontrolował
sytuację na boisku.W końcówce spotkania padły kolejne gole dla
Hiszpanów. W 84. minucie wynik na 3:0 podwyższył rezerwowy Fernando
Torres, zdobywając swoją trzecią bramkę w turnieju. Krótko potem ten sam
zawodnik asystował przy trafieniu innego z rezerwowych, Juana Maty.W całej imprezie Hiszpanie
stracili tylko jedną bramkę, a Casillas pozostał niepokonany przez 509
minut, co jest rekordem mistrzostw Starego Kontynentu. W niedzielę po
raz pierwszy w historii pokonali Włochów w regulaminowym czasie na dużym
turnieju. Zostali również pierwszą drużyną, która zdobyła cztery bramki
w finale Euro.
/Oczami Megan/
Przez cały wieczór Liz była uradowana, ponieważ Hiszpania wygrała i wygrała dwa zakłady z Niallem. Za karę musiał pójść do recepcji i poprosić, aby uciszono pokój obok (nie o nas mowa), ponieważ są za głośni. A ich sąsiadami byli starzy dziadkowie, którzy prawie cały czas nie ma w pokoju. Jaja na maxa. Jednak ja jestem zwiedziona. Zostawiłam swój zeszyt, gdzie miałam przeróżne autografy gwiazd, ale jak mi obiecała Liz założy mi nowy, a pierwszym autografem będzie właśnie jej podpis, a następnie pięć podpisów przygłupów. Chociaż tyle, mruknęłam to siebie.
poniedziałek, 12 listopada 2012
czwartek, 8 listopada 2012
Rozdział 13
~Oczami Liz~
Siedzieliśmy wszyscy zmęczeni zabawą gdy nagle poderwała się Rossie.
-Zaraz przyjdę.- oznajmiła Rossie.
-Pójdę z tobą.- zaproponował Harry i ruszył za nią.
Spojrzałam na Megan, ale ona jedynie utkwiła wzrok w drzwiach. To wydawało mi się bardzo podejrzane. Obydwoje od kilku dni zachowywali się dość dziwnie, ale czuję się tak jakbym tylko ja to zauważyła.
-Czy oni ten . . . no wiesz . . .- zapytałam Sam, która przytulała się do Louisa.
-Nie no co ty.- pokręciła znacząco głową i spuściła swój wzrok na swojego chłopaka.
-Tak, na pewno.- powiedziałam sama do siebie.- Pójdę już.
-Tak szybko?- zapytała Megan.
-Tak. . . muszę zadzwonić jeszcze do mamy.- wstałam i wyszłam z pokoju .
~Oczami Sam~
-Ona coś podejrzewa-powiedział Louis, gdy reszta poszła na parkiet.
-Cicho. Mogą nas usłyszeć.- wtedy mnie olśniło. Ona na pewno nie poszła do swojego pokoju, więc muszę za nią pójść..- oznajmiłam p o czym wstałam i wyszłam w poszukiwaniu Liz.
~Oczami Liz~
Przecież oni muszą tu gdzieś przecież być, powtarzałam sobie w myślach. A jak się tylko dowiem to . . . ugh. Biegłam coraz szybciej podtrzymując sukienkę, ponieważ zbyt wysoko podwiewała. Nagle poczułam, że ktoś mnie obserwuje, dlatego obróciłam się nerwowo, lecz nikogo tam nie było. Znów się odwróciłam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę holu. Tam skręciłam za recepcję i weszłam do przedsionka. Tam wyjrzałam zza ściany i nikogo nie było ! Więc cofnęłam się się i biegłam w stronę schodów gdy nagle zauważyłam tulące się znane mi dwie sylwetki. Od razu cofnęłam się, tak cicho jak się tylko mogłam i dostałam się na górę przy pomocy windy. Następnie zapukałam do pokoju chłopaków.
-Tak?- krzyknął Niall, a po chwili otworzył.
-Są jeszcze dziewczyny?- spytałam.
-Nie, poszły przed chwilą.
-Aha, a Sam?- dopytałam się.
-Też nie ma, poszła z Louisem.
-Aa. . . dobra, dzięki, dobranoc.- powiedziałam a następnie skierowałam się do pokoju, gdzie prosto pomaszerowałam do łazienki, a następnie do łóżka. A gdy już słodko spałam obudziła mnie Megan.
-Czy masz ochotę się zabawić?- spytała.
-Zależy w co. . . -mruknęłam.
-Chodź to zobaczysz.- powiedziała tajemniczo, a ja głupia się zgodziłam.
~Oczami Sam~
Obudziły mnie odgłosy dochodzące z salonu. Usiadłam i zapaliłam lampkę nocną.
-Louis.-szepnęłam szturchając go.-ktoś krzyczy w salonie.-wyjaśniłam na co natychmiastowo wstał.-Nie zostawiaj mnie samej!-pisnęłam a on jedynie westchnął wyciągając w moją stronę rękę. Chwyciłam się jej a następnie skryłam za jego plecami. Wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę salonu. Odetchnęłam z ulgą widząc że to tylko Megan z Liz grają w fifę. Czekaj, co?!
-Co wy tu robicie? -wykrzyknęłyśmy jednocześnie z Rossie, która także wychodziła ze swojego pokoju.
-Gramy. Nie widać? -spytała sarkastycznie Meg.
-Taa.. Widać . ALE DLACZEGO W ŚRODKU NOCY?- krzyknęła na cały głos zdenerwowana Rose.
-Dobra.... chodź Megan . One nas tu nie chcą.-powiedziała z oburzeniem i żalem Liz. Zrobiło mi się trochę z tego powodu smutno, i gdy Lou objął mnie ramieniem gdy wracaliśmy do naszego pokoju zrobiło mi się jeszcze gorzej.
-Ej.. Mała , co się stało?-spytał gdy położyłam się na drugim końcu łóżka. Jednak on przybliżył się do mnie, bo czułam jego oddech nad uchem.
-Nie... -westchnęłam.
-Jesteś tego pewna?-mówił obracając mnie do pozycji, której używałam na co dzień, czyli tuląc się do niego.
-Tak..-znów westchnęłam.-Albo nie.-dodałam po chwili.
-To mi powiedz. Wyżal się.-szepnął do ucha.-po to tu jestem. -dodał.
-Boję się o naszą przyjaźń z dziewczynami. -wydusiłam. -Od kiedy jesteśmy w Paryżu wszystko się zmieniło. Od pierwszego dnia , kiedy nie wierzyłam że tu jesteście, a potem ta winda, mecz... wyprowadzka. Wszystko się zmieniło, myślę że gdyby mój ojciec wybrał ten drugi hotel i byśmy was nie poznały, to te wakacje byłyby inne, normalne.
-Czyli żałujesz że te losy potoczyły się tak, a nie inaczej?-spytał cicho.
-Nie... Oczywiście że nie.-westchnęłam , wiedząc że najprawdopodobniej go uraziłam. -Tylko po prostu chcę aby one.. zrozumiały, że ja jestem z tobą i że cię kocham, a gdy nadejdzie odpowiedni czas że Rossie kocha Harrego.
-Zobaczysz, wszystko się ułoży-mówił głaszcząc moje włosy.
-Oby .-mruknęłam. Następnie przymknęłam powieki, a po chwili zasnęłam.
~Dwa dni później~
Siedzieliśmy wszyscy w pokoju i oglądaliśmy horror pt. "Śmierć się śmieje", gdzie co chwilę coraz bardziej wtulałam się w Louisa, a zwłaszcza, kiedy dziewczyny nie oszczędzały pisków.
-Aaa !- wybuchnęły kolejny raz w ciągu minuty.
-Możecie się w końcu uspokoić ?!- warknęła Rossie.
Posłuszne, do końca filmu już nie pisnęły ani razu, a powodem mogło być, że ten film trwał jeszcze z dziesięć minut, a drugim powodem mogło być, że już nie było nic strasznego.
-Idziemy?- spytała nagle Liz.
-Tak.- oznajmiła Megan i już gdy mialy wychodzić przypomniała mi się jedna rzecz.
-Czekajcie!- zatrzymałam je.- Chciałybyście iść na finał gdzie są najbliższe miejsca do bramkarza?- spytał machając przed nimi trzema biletami.
-Ty się jeszcze pytasz?! - wykrzyczała Liz podbiegając do mnie i biorąc do ręki jeden z biletów.
-Tylko jest małe "ale".- wtrącił się Niall.
-Jakie "ale"? -spytała podejrzliwie Megan.
-Będziecie musiały siedzieć z nami.
-To nie dziękujemy. - powiedziała Liz oddając bilet.
-Czyli mamy rozumieć, że znowu z nami nie idziecie?- spytała Evelin, a na jej twarzy pojawił się grymas.
-Jak zawsze.- odparła Liz i ruszyła w stronę wyjścia.
Znowu się zaczyna, pomyślałam od razu, ale jednak przy tym zrozumiałam je.
-Co znowu wam się nie podoba?- zapytał Zayn.- może udajmy, że wcale się nie poznałyśmy, może wtedy będzie łatwiej?
-Najlepiej by tak było.- warknęła Liz.
-A dlaczego nie możecie być jak inne dziewczyny.- dodał po chwili Zayn.
-Czyli, że mamy was kochać, uwielbiać i tym podobne?!- powiedziała Evi.- Dlatego, że jesteś sławni i macie kupe forsy?! Zapomnij.
-Nie, ciągle coś wam nie pasuje! Ciągle się nas czepiacie.- wykrzyknął po chwili Zayn.
-STOP !- wykrzyknęłam w końcu.- Nie możecie się polubić? - spytałam oby dwie grupy.- Wiem, że nie tak miało wyglądać wasze wymarzone Euro...- zwróciłam się do dziewczyn-..., ale sorry, każdy ma swoje marzenia i każdy chce je spełnić, a właśnie teraz dzięki nim...- wskazałam na chłopaków.- ...a najbardziej dzięki niemu...- wskazałam oczywiście na Louisa-...ale jak zauważyłam zawsze musi się coś zepsuć, aby je spełnić. Wiem że ich tu nie powinno być, a my byłybyśmy na meczu, albo zwiedzalibyśmy Paryż.
-Tak, właśnie ich tu nie powinno być.- wskazała na nich.- Miałyśmy spędzać wspólnie czas, a nie na jakiś ruski rok, a siedzicie tu jak jakieś zakalce.
-Siedzimy tu, bo to jest nasz wspólny lokal, a nikt przecież wam nie zakazuje tu siedzieć z nami! Ale czekaj...- zamyśliłam się.- ... wy myślicie, że nie zwracamy na was uwagi , prawda?- spytałam po chwili wiedząc co one właśnie teraz czują. Poczułam nalatujące krople łez.
-Nie powinnyście się wtrącać, gdyby nie my, nie mieliby gdzie spać.- wtrącił lekko spóźniony Niall.
-Nie zapominajmy, kto te zwierzęta wpuścił.- mruknęła Evi.
-No, a kto się wkradł do naszego pokoju?- zapytał nagle Louis. Wtedy poczułam jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce. Jednak nikt na te pytanie nie odpowiedział, ponieważ dziewczyny zachowały się jak przyjaciółki i to prawdziwe.
-To ja.- wydusiłam z siebie po dłuższej chwili. Wszystkie oczy były skierowane w moją stronę, a ja chciałam zapaść się pod ziemię.
-Co?- wykrzyczał zdziwiony Liam.
-Wkradłam się, aby wziąść bluzkę Louisa, a przy tym pomagała mi Rossie, a dziewczyny stały na czatach.- wytłumaczyłam.
Wtedy każdy zaczął patrzeć na drugą osobę, a ja miałam cichą nadzieję, że Lou tego nie słyszał.
-No to sorry, że wypuściłem wasze zwierzęta.- wtrącił się Zayn.
-Nie, my też zachowałyśmy się nie fair. Jesteśmy przyjaciółkami, a nawet przez chwilę nie gadaliśmy o waszych chłopakach.- powiedziała Liz i podbiegła do mnie, aby mnie przytulić.- Przepraszam.- dodała.
-Ale my z Harrym nie . . .- jąkała się Rossie.
-Widziałam.- odparła Liz.
-Serio, nic nie było.- ciągnęła.
-To co idziecie teraz z nami na mecz?- przerwał Harry, aby zmienić temat.
-Jasne.- powiedziała Megan i każda wzięła po jednym bilecie.
(kilka godzin później)
-Nudzi mi się- odparłam siedząc na kanapie.
-To co, mecz?- spytał Niall.
-Film?- dodał Liam
-Chowany!- wykrzyknął Louis.
-Najstarszy kryje!- wrzasnęła Rossie, na co on wybuchł śmiechem, ale zgodził się.
-A mogę z jakąś dziewczynę? - zapytał.
-Z jakąś masz na myśli naszą Samanthę ?- zapytała Liz, a ja z wielkimi oczammmi popatrzylam na nią, a ona jedynie mnie popchnęła w jego stronę.
-Tak!- wykrzyknął i objął mnie, a mnie w jednej sekundzie wzięła ulga, że może tym wybrykiem bardzo się nie przejął. Oni wybiegli a my "zaczęliśmy" liczyć do 100 . . .
-Louis.-wybełkotałam po minucie, gdy wszyscy już wyszli.
-Hm?-spytał szukając czegoś w szafkach.
-Jesteś zły?
-Nie. -odparł stanowczo.- A dlaczego miałbym być zły? -dodał spoglądając na mnie.
-Za to że wkradam się do was i zabrałam twoją koszulkę. -zrobiłam smutną minę . Natomiast on odszedł od blatu tak aby teraz stać przede mną . Złapał mnie za podbródek i uniósł moją twarz tak abym patrzyła prosto na niego. Jednak i tak próbowałam odwrócić wzrok.
-Spójrz na mnie. -powiedział w końcu. Posłusznie to zrobiłam .-Nie jetem zły za to co zrobiłaś. Jestem wręcz szczęśliwy.-uśmiechnął się.
-Szczęśliwy? -spytałam zdziwiona.-Dlaczego?
-Bo myślimy tak samo.
-Jak to ?
-Chodź to zobaczysz.-złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę naszego pokoju. Tam wyciągnął ze swojej komody moją ulubioną koszulkę z flagą Wielkiej Brytanii.
-Och.
-Wziąłem ją tego samego dnia, gdy pierwszy raz ze sobą rozmawialiśmy. Byłem wtedy w waszym mieszkaniu. Nie mogłem się oprzeć. -Uśmiechnął się niewinnie, a ja po chwili rzuciłam się na niego.
-To co idziemy ich w końcu szukać?-spytał po pięciu minutach .
/Tymczasem/
~Oczami Megan~
Biegłam razem z Evelin i Liz przed siebie. Zabawa w chowanego? w hotelu? Szaleństwo, pomyślałam. Dobiegłyśmy do schowka, a dziewczyny pomyślały o tym co ja, bo wszystkie rzuciły się na klamkę.
-Szlak, zamknięte.- powiedziała ze zdenerwowaniem Evi. Nagle klamka się poruszyły i zobaczyłam Nialla z Liamem.
-Wchodźcie!- powiedzieli razem. Od razu weszłam i usiadłam na jakimś wiaderku koło Evi, a Liz stała oparta o drzwi.
-No naprawdę będą głupi, jak tu nie przyjdą.- zaśmiał się blondyn.
-Są jeszcze rury.- zażartowałam.- Gdzie Harry, Zayn i Rossie?- dodałam.
-Nie wiem gdzie Zayn, ale zakładam, że Rossie jest z Harrym.- powiedziała Liz i wszycy zaczęli się śmiać. No to sobie poczekamy- pomyślałam.
/godzinę później/
-Cii . . . -uciszył na Liam, chociaż i tak nikt się nie odzywał- Idą.- dodał szeptem.
Usłyszałam jak się zbliżają i łapią za klamkę.
-Tutaj ich na pewno nie ma.- stwierdził Louis.
-Czy on zawsze jest taki głupi?- zapytała z sarkazmem Liz, na co Evi ją szturchnęła.
A gdy już nie było ich słychać wyszliśmy i od razu skierowaliśmy sie w stronę schodów. Biegłam jako pierwsza, więc gdy wybiegaliśmy zza zakrętu zobaczyć, czy aby wszyscy za mną biegną, gdy nagle . . .
-Ałł . . .- usłyszałam jak Rose syknęła.
-Jak wybiegacie zza ściany patrzcie dobrze czy aby na pewno nikogo nie ma!- burknął Harry i podniósł leżącą obok mnie dziewczynę.
-Biegnijmy się zaklepać póki czas!- wykrzyknęłam i wszyscy znów zaczęli biec. Gdy otworzyłam drzwi każdy się zaklepał, a gdy doszliśmy do kuchni zauważyliśmy Zayna koło kuchenki.
-Gdzie ty byłeś?- spytał zasapany Liam.
-W swojej sypialni. Gołąbeczki nie wpadły na pomysł przeszukania tego lokalu.
Usiedliśmy i każdy dostał po szklance z wodą, a po pół godzinie wrócił Louis i Sam.
-Wszyscy już tutaj?- spytali ze zdziwieniem, a my pokiwaliśmy głową.
Siedzieliśmy wszyscy zmęczeni zabawą gdy nagle poderwała się Rossie.
-Zaraz przyjdę.- oznajmiła Rossie.
-Pójdę z tobą.- zaproponował Harry i ruszył za nią.
Spojrzałam na Megan, ale ona jedynie utkwiła wzrok w drzwiach. To wydawało mi się bardzo podejrzane. Obydwoje od kilku dni zachowywali się dość dziwnie, ale czuję się tak jakbym tylko ja to zauważyła.
-Czy oni ten . . . no wiesz . . .- zapytałam Sam, która przytulała się do Louisa.
-Nie no co ty.- pokręciła znacząco głową i spuściła swój wzrok na swojego chłopaka.
-Tak, na pewno.- powiedziałam sama do siebie.- Pójdę już.
-Tak szybko?- zapytała Megan.
-Tak. . . muszę zadzwonić jeszcze do mamy.- wstałam i wyszłam z pokoju .
~Oczami Sam~
-Ona coś podejrzewa-powiedział Louis, gdy reszta poszła na parkiet.
-Cicho. Mogą nas usłyszeć.- wtedy mnie olśniło. Ona na pewno nie poszła do swojego pokoju, więc muszę za nią pójść..- oznajmiłam p o czym wstałam i wyszłam w poszukiwaniu Liz.
~Oczami Liz~
Przecież oni muszą tu gdzieś przecież być, powtarzałam sobie w myślach. A jak się tylko dowiem to . . . ugh. Biegłam coraz szybciej podtrzymując sukienkę, ponieważ zbyt wysoko podwiewała. Nagle poczułam, że ktoś mnie obserwuje, dlatego obróciłam się nerwowo, lecz nikogo tam nie było. Znów się odwróciłam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę holu. Tam skręciłam za recepcję i weszłam do przedsionka. Tam wyjrzałam zza ściany i nikogo nie było ! Więc cofnęłam się się i biegłam w stronę schodów gdy nagle zauważyłam tulące się znane mi dwie sylwetki. Od razu cofnęłam się, tak cicho jak się tylko mogłam i dostałam się na górę przy pomocy windy. Następnie zapukałam do pokoju chłopaków.
-Tak?- krzyknął Niall, a po chwili otworzył.
-Są jeszcze dziewczyny?- spytałam.
-Nie, poszły przed chwilą.
-Aha, a Sam?- dopytałam się.
-Też nie ma, poszła z Louisem.
-Aa. . . dobra, dzięki, dobranoc.- powiedziałam a następnie skierowałam się do pokoju, gdzie prosto pomaszerowałam do łazienki, a następnie do łóżka. A gdy już słodko spałam obudziła mnie Megan.
-Czy masz ochotę się zabawić?- spytała.
-Zależy w co. . . -mruknęłam.
-Chodź to zobaczysz.- powiedziała tajemniczo, a ja głupia się zgodziłam.
~Oczami Sam~
Obudziły mnie odgłosy dochodzące z salonu. Usiadłam i zapaliłam lampkę nocną.
-Louis.-szepnęłam szturchając go.-ktoś krzyczy w salonie.-wyjaśniłam na co natychmiastowo wstał.-Nie zostawiaj mnie samej!-pisnęłam a on jedynie westchnął wyciągając w moją stronę rękę. Chwyciłam się jej a następnie skryłam za jego plecami. Wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę salonu. Odetchnęłam z ulgą widząc że to tylko Megan z Liz grają w fifę. Czekaj, co?!
-Co wy tu robicie? -wykrzyknęłyśmy jednocześnie z Rossie, która także wychodziła ze swojego pokoju.
-Gramy. Nie widać? -spytała sarkastycznie Meg.
-Taa.. Widać . ALE DLACZEGO W ŚRODKU NOCY?- krzyknęła na cały głos zdenerwowana Rose.
-Dobra.... chodź Megan . One nas tu nie chcą.-powiedziała z oburzeniem i żalem Liz. Zrobiło mi się trochę z tego powodu smutno, i gdy Lou objął mnie ramieniem gdy wracaliśmy do naszego pokoju zrobiło mi się jeszcze gorzej.
-Ej.. Mała , co się stało?-spytał gdy położyłam się na drugim końcu łóżka. Jednak on przybliżył się do mnie, bo czułam jego oddech nad uchem.
-Nie... -westchnęłam.
-Jesteś tego pewna?-mówił obracając mnie do pozycji, której używałam na co dzień, czyli tuląc się do niego.
-Tak..-znów westchnęłam.-Albo nie.-dodałam po chwili.
-To mi powiedz. Wyżal się.-szepnął do ucha.-po to tu jestem. -dodał.
-Boję się o naszą przyjaźń z dziewczynami. -wydusiłam. -Od kiedy jesteśmy w Paryżu wszystko się zmieniło. Od pierwszego dnia , kiedy nie wierzyłam że tu jesteście, a potem ta winda, mecz... wyprowadzka. Wszystko się zmieniło, myślę że gdyby mój ojciec wybrał ten drugi hotel i byśmy was nie poznały, to te wakacje byłyby inne, normalne.
-Czyli żałujesz że te losy potoczyły się tak, a nie inaczej?-spytał cicho.
-Nie... Oczywiście że nie.-westchnęłam , wiedząc że najprawdopodobniej go uraziłam. -Tylko po prostu chcę aby one.. zrozumiały, że ja jestem z tobą i że cię kocham, a gdy nadejdzie odpowiedni czas że Rossie kocha Harrego.
-Zobaczysz, wszystko się ułoży-mówił głaszcząc moje włosy.
-Oby .-mruknęłam. Następnie przymknęłam powieki, a po chwili zasnęłam.
~Dwa dni później~
Siedzieliśmy wszyscy w pokoju i oglądaliśmy horror pt. "Śmierć się śmieje", gdzie co chwilę coraz bardziej wtulałam się w Louisa, a zwłaszcza, kiedy dziewczyny nie oszczędzały pisków.
-Aaa !- wybuchnęły kolejny raz w ciągu minuty.
-Możecie się w końcu uspokoić ?!- warknęła Rossie.
Posłuszne, do końca filmu już nie pisnęły ani razu, a powodem mogło być, że ten film trwał jeszcze z dziesięć minut, a drugim powodem mogło być, że już nie było nic strasznego.
-Idziemy?- spytała nagle Liz.
-Tak.- oznajmiła Megan i już gdy mialy wychodzić przypomniała mi się jedna rzecz.
-Czekajcie!- zatrzymałam je.- Chciałybyście iść na finał gdzie są najbliższe miejsca do bramkarza?- spytał machając przed nimi trzema biletami.
-Ty się jeszcze pytasz?! - wykrzyczała Liz podbiegając do mnie i biorąc do ręki jeden z biletów.
-Tylko jest małe "ale".- wtrącił się Niall.
-Jakie "ale"? -spytała podejrzliwie Megan.
-Będziecie musiały siedzieć z nami.
-To nie dziękujemy. - powiedziała Liz oddając bilet.
-Czyli mamy rozumieć, że znowu z nami nie idziecie?- spytała Evelin, a na jej twarzy pojawił się grymas.
-Jak zawsze.- odparła Liz i ruszyła w stronę wyjścia.
Znowu się zaczyna, pomyślałam od razu, ale jednak przy tym zrozumiałam je.
-Co znowu wam się nie podoba?- zapytał Zayn.- może udajmy, że wcale się nie poznałyśmy, może wtedy będzie łatwiej?
-Najlepiej by tak było.- warknęła Liz.
-A dlaczego nie możecie być jak inne dziewczyny.- dodał po chwili Zayn.
-Czyli, że mamy was kochać, uwielbiać i tym podobne?!- powiedziała Evi.- Dlatego, że jesteś sławni i macie kupe forsy?! Zapomnij.
-Nie, ciągle coś wam nie pasuje! Ciągle się nas czepiacie.- wykrzyknął po chwili Zayn.
-STOP !- wykrzyknęłam w końcu.- Nie możecie się polubić? - spytałam oby dwie grupy.- Wiem, że nie tak miało wyglądać wasze wymarzone Euro...- zwróciłam się do dziewczyn-..., ale sorry, każdy ma swoje marzenia i każdy chce je spełnić, a właśnie teraz dzięki nim...- wskazałam na chłopaków.- ...a najbardziej dzięki niemu...- wskazałam oczywiście na Louisa-...ale jak zauważyłam zawsze musi się coś zepsuć, aby je spełnić. Wiem że ich tu nie powinno być, a my byłybyśmy na meczu, albo zwiedzalibyśmy Paryż.
-Tak, właśnie ich tu nie powinno być.- wskazała na nich.- Miałyśmy spędzać wspólnie czas, a nie na jakiś ruski rok, a siedzicie tu jak jakieś zakalce.
-Siedzimy tu, bo to jest nasz wspólny lokal, a nikt przecież wam nie zakazuje tu siedzieć z nami! Ale czekaj...- zamyśliłam się.- ... wy myślicie, że nie zwracamy na was uwagi , prawda?- spytałam po chwili wiedząc co one właśnie teraz czują. Poczułam nalatujące krople łez.
-Nie powinnyście się wtrącać, gdyby nie my, nie mieliby gdzie spać.- wtrącił lekko spóźniony Niall.
-Nie zapominajmy, kto te zwierzęta wpuścił.- mruknęła Evi.
-No, a kto się wkradł do naszego pokoju?- zapytał nagle Louis. Wtedy poczułam jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce. Jednak nikt na te pytanie nie odpowiedział, ponieważ dziewczyny zachowały się jak przyjaciółki i to prawdziwe.
-To ja.- wydusiłam z siebie po dłuższej chwili. Wszystkie oczy były skierowane w moją stronę, a ja chciałam zapaść się pod ziemię.
-Co?- wykrzyczał zdziwiony Liam.
-Wkradłam się, aby wziąść bluzkę Louisa, a przy tym pomagała mi Rossie, a dziewczyny stały na czatach.- wytłumaczyłam.
Wtedy każdy zaczął patrzeć na drugą osobę, a ja miałam cichą nadzieję, że Lou tego nie słyszał.
-No to sorry, że wypuściłem wasze zwierzęta.- wtrącił się Zayn.
-Nie, my też zachowałyśmy się nie fair. Jesteśmy przyjaciółkami, a nawet przez chwilę nie gadaliśmy o waszych chłopakach.- powiedziała Liz i podbiegła do mnie, aby mnie przytulić.- Przepraszam.- dodała.
-Ale my z Harrym nie . . .- jąkała się Rossie.
-Widziałam.- odparła Liz.
-Serio, nic nie było.- ciągnęła.
-To co idziecie teraz z nami na mecz?- przerwał Harry, aby zmienić temat.
-Jasne.- powiedziała Megan i każda wzięła po jednym bilecie.
(kilka godzin później)
-Nudzi mi się- odparłam siedząc na kanapie.
-To co, mecz?- spytał Niall.
-Film?- dodał Liam
-Chowany!- wykrzyknął Louis.
-Najstarszy kryje!- wrzasnęła Rossie, na co on wybuchł śmiechem, ale zgodził się.
-A mogę z jakąś dziewczynę? - zapytał.
-Z jakąś masz na myśli naszą Samanthę ?- zapytała Liz, a ja z wielkimi oczammmi popatrzylam na nią, a ona jedynie mnie popchnęła w jego stronę.
-Tak!- wykrzyknął i objął mnie, a mnie w jednej sekundzie wzięła ulga, że może tym wybrykiem bardzo się nie przejął. Oni wybiegli a my "zaczęliśmy" liczyć do 100 . . .
-Louis.-wybełkotałam po minucie, gdy wszyscy już wyszli.
-Hm?-spytał szukając czegoś w szafkach.
-Jesteś zły?
-Nie. -odparł stanowczo.- A dlaczego miałbym być zły? -dodał spoglądając na mnie.
-Za to że wkradam się do was i zabrałam twoją koszulkę. -zrobiłam smutną minę . Natomiast on odszedł od blatu tak aby teraz stać przede mną . Złapał mnie za podbródek i uniósł moją twarz tak abym patrzyła prosto na niego. Jednak i tak próbowałam odwrócić wzrok.
-Spójrz na mnie. -powiedział w końcu. Posłusznie to zrobiłam .-Nie jetem zły za to co zrobiłaś. Jestem wręcz szczęśliwy.-uśmiechnął się.
-Szczęśliwy? -spytałam zdziwiona.-Dlaczego?
-Bo myślimy tak samo.
-Jak to ?
-Chodź to zobaczysz.-złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę naszego pokoju. Tam wyciągnął ze swojej komody moją ulubioną koszulkę z flagą Wielkiej Brytanii.
-Och.
-Wziąłem ją tego samego dnia, gdy pierwszy raz ze sobą rozmawialiśmy. Byłem wtedy w waszym mieszkaniu. Nie mogłem się oprzeć. -Uśmiechnął się niewinnie, a ja po chwili rzuciłam się na niego.
-To co idziemy ich w końcu szukać?-spytał po pięciu minutach .
/Tymczasem/
~Oczami Megan~
Biegłam razem z Evelin i Liz przed siebie. Zabawa w chowanego? w hotelu? Szaleństwo, pomyślałam. Dobiegłyśmy do schowka, a dziewczyny pomyślały o tym co ja, bo wszystkie rzuciły się na klamkę.
-Szlak, zamknięte.- powiedziała ze zdenerwowaniem Evi. Nagle klamka się poruszyły i zobaczyłam Nialla z Liamem.
-Wchodźcie!- powiedzieli razem. Od razu weszłam i usiadłam na jakimś wiaderku koło Evi, a Liz stała oparta o drzwi.
-No naprawdę będą głupi, jak tu nie przyjdą.- zaśmiał się blondyn.
-Są jeszcze rury.- zażartowałam.- Gdzie Harry, Zayn i Rossie?- dodałam.
-Nie wiem gdzie Zayn, ale zakładam, że Rossie jest z Harrym.- powiedziała Liz i wszycy zaczęli się śmiać. No to sobie poczekamy- pomyślałam.
/godzinę później/
-Cii . . . -uciszył na Liam, chociaż i tak nikt się nie odzywał- Idą.- dodał szeptem.
Usłyszałam jak się zbliżają i łapią za klamkę.
-Tutaj ich na pewno nie ma.- stwierdził Louis.
-Czy on zawsze jest taki głupi?- zapytała z sarkazmem Liz, na co Evi ją szturchnęła.
A gdy już nie było ich słychać wyszliśmy i od razu skierowaliśmy sie w stronę schodów. Biegłam jako pierwsza, więc gdy wybiegaliśmy zza zakrętu zobaczyć, czy aby wszyscy za mną biegną, gdy nagle . . .
-Ałł . . .- usłyszałam jak Rose syknęła.
-Jak wybiegacie zza ściany patrzcie dobrze czy aby na pewno nikogo nie ma!- burknął Harry i podniósł leżącą obok mnie dziewczynę.
-Biegnijmy się zaklepać póki czas!- wykrzyknęłam i wszyscy znów zaczęli biec. Gdy otworzyłam drzwi każdy się zaklepał, a gdy doszliśmy do kuchni zauważyliśmy Zayna koło kuchenki.
-Gdzie ty byłeś?- spytał zasapany Liam.
-W swojej sypialni. Gołąbeczki nie wpadły na pomysł przeszukania tego lokalu.
Usiedliśmy i każdy dostał po szklance z wodą, a po pół godzinie wrócił Louis i Sam.
-Wszyscy już tutaj?- spytali ze zdziwieniem, a my pokiwaliśmy głową.
Subskrybuj:
Posty (Atom)