/Oczami Sam/
Po raz ostatni spojrzałam na stronę szkoły, z nadzieją, że ujrzę wiadomość, o spóźnionym rozpoczęciu szkoły. Na marne. Z trzaskiem zamknęłam laptopa, wstając z krzesła i kierując się do wyjścia z pokoju. Schodząc ze schodów usłyszałam włączony telewizor. Po zejściu od razu skierowałam się do salonu, jednak nie widziałam w nim Louisa. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam ku sofie. Tam walnęłam się z całej siły udomawiając się.
-Co ty robisz ? -spytał głos za mną.
-Rozkładam się, nie widać ? - powiedziałam spoglądając na górę widząc swojego chłopaka.
-Właśnie widać.
-To co cię tak dziwi?
-To, że powinnaś być już ubrana i gotowa do wyjścia.- oznajmił omijając kanapę siadając u podnóża moich stóp.
-Gotowa do wyjścia?- spytałam ściągając brwi ku dołowi.
-No tak, i to już dawno.
-Lou, o co ci chodzi ?- spytałam w końcu.
-Jezu Sam zabieram cię na niezapomniany wieczór w ostatni dzień wakacji.- powiedział wstając i wyciągając rękę w moją stronę.
-Nieee, Louis błagam... zostańmy w domu, pooglądajmy jakiś film, też będzie ciekawie.- mruknęłam.
-O nie, nie kochanie, albo wstajesz teraz sama i biegniesz do góry, albo ci pomogę. Zobaczysz nie będziesz żałować.- uśmiechnął się zadziornie przybliżając dłoń. Niechętnie i z jękiem złapałam się jej i posłusznie wstałam.-Grzeczna dziewczynka !- krzyknął, kiedy wspinałam się po schodach. - I za 5 minut widzę cię z powrotem. Z moich ust wychodziły same jęki i stęki. Nie miałam ochoty wybierać się gdzieś, z myślą, że jutro rano trzeba wstać do szkoły. Ale znając jego, nie łatwo przeprawić jego pomysły. Z westchnięciem wyjęłam z szafy czerwone rurki, i do tego koszulkę z rękawem 3/4. W podskokach pobiegłam do łazienki gdzie szybko zdjęłam z siebie szorty i koszulkę na ramiączkach, po czym nałożyłam na siebie wybrane rzeczy. Kiedy w końcu wydostałam się z łazienki, rzuciłam swoje rzeczy w kąt, po czym wzięłam torebkę do reki i zeszłam na dół. W korytarzu czekał już na mnie Lou, spoglądając wyczekująco. Uśmiechnęłam się, gdy tylko wyciągnął ku mnie swoją rękę, ponownie w ciągu dziesięciu minut. Zignorowałam ją, bo wiedziałam, że do wykończenia mojego ubioru muszę założyć trampki. Dopiero gdy zawiązałam drugiego buta złapałam się jej, po czym wyszliśmy na świeże powietrze .
-Nie jedziemy?- spytałam widząc, że oddalamy się od strony auta.
-Tym razem nie.- powiedział posyłając mi ciepły uśmiech. Bez przyczyny zachichotałam, a gdy widząc jego rozbawienie pokiwałam tylko głową, po czym wtuliłam się niego i kierując się nie wiadomo gdzie.
Po jakimś czasie, zaczęło się powoli ściemniać. Lou nadal szedł przed siebie, a ja nadal wtulona w niego szłam za nim. Za każdym razem kiedy chciałam od niego coś wycisnąć kazał mi być cicho, bo wtedy to nie będzie niespodzianką. Mogę przy tym przyznać, że je znienawidziłam.
-Długo jeszcze? -spytałam po chwili będąc powoli zmęczona naszym półtorej godzinnym chodem.
-Cierpliwości.- oznajmił po raz kolejny gładzać moje plecy.
-Lou, bo się nie doczekam.- mruknęłam.
-Cierpliowści.- powiedział po raz kolejny, a z moich ust wydobyło się ciężkie westchnienie. Więcej razy się już nie odezwałam, bo już po dziesięciu minutach Lou zaczął powoli zwalniać, po czym całkowicie stanął. Uniosłam głowę i zobaczyłam, że jesteśmy w parku. Jednakże nie był on taki jak zazwyczaj w wieczory. Dzisiaj był taki... taki magiczny.
Przy drogach były rozłożone świeczki rozjaśniając przejście, ludzie byli usadowieni na ław kac jak i na kocach, gdzie również były dość bardzo dobrze oświetlone.
-Lou.. co to za okazja ? Nigdy takiego czegoś nie widziałam.- powiedział oglądając się w koło.
-No a jaka to może być okazja ? Dzisiaj wszyscy żegnają lato. Nigdy tu na tym nie byłaś? -spytał zdziwiony.
-Szczerze muszę przyznać, że nie, ale to jest piękne.- powiedział puszczając się jego ręki i zaczęłam się obracać powoli wokół własnej osi. Mój wzrok zatrzymał się na wielkim telebimie, który stał nie daleko nas. Wtedy poczułam, że ktoś łapie mnie za nagarstek i ciągnie.
-Chodź, znalazłem nam miejsce.- powiedział, kiedy chciałam zaprotestować. Posłusznie dorównałam mu kroku, gdzie jego ręka zeszła z nadgarstka, łapiąc moją. Po chwili usiedliśmy na jednym z koccy, wprost przed ekranem, tylko trochę dalej. Położyłam się na jego torsie, po czym było nam wygonie.
-Chciałaś film, to będziesz go miała.- szepnął mi do ucha, przez co przez moje ciało przeszły ciarki.Wtuliłam się bardziej w niego, po czym z ekranu zaczął lecieć film "Pamiętnik"
Parę chwil po skończonym seansie z moich oczu kapały stróżki łez. Za sobą usłyszałam jedynie śmiech.
-Płaczesz? -spytał nachylając się.
-Nie?- spytałam próbując ukryć, odwracając się w drugą stronę.
-Sam, nie kłam, wzruszyłaś się, prawda?- szepnął łapiąc swoją ręką za mój podbródek i przyciągając ku sobie.
-Trochę.- powiedziałam, po czym wtuliłam się w jego zagłębienie pod szyją.
-Oj Sam, już jest dobrze, to tylko film. - powiedział pocierając ręką o moje plecy.
-Ale to taka piękna historia.- sapnęłam nie zrozumiale.
-No bardzo piękna, ale nasza jest piękniejsza.- powiedział, a ja odchyliłam się na moment aby uśmiechnąć się. Odwzajemnił uśmiech po czym kciukiem wytarł łzy, które teraz spływały po moich policzkach. Kiedy skończył oboje spojrzeliśmy w oczy, po czym nasze usta się połączyły.
-Już jest okej?- spytał po dłuższym czasie, kiedy zmieniliśmy swoją pozycję, po czym leżałam teraz na nim. Na odpowiedź jedynie potrząsnęłam głową.
-No to idziemy?- spytał, a ja podniosłam głowę zerkając na niego.
-Gdzie ?
-Nad jezioro, a co myślałaś, że film to jedyna atrakcja? - powiedział wstając.
-Dotychczas tak właśnie myślałam.- powiedziałam z uśmiechem wstając za nim po czym złapałam się jego ramienia i ruszyliśmy nad wyznaczone miejsce.
Doszliśmy tam już po niecałych minutach, ponieważ żeby się tam dostać musieliśmy przekroczyć wielką górkę. Jednak było warto. Nad jeziorem było kolejne skupisko ludzi, którzy teraz w rękach trzymali lampiony szczęścia. Na mojej twarzy pojawił się s tego szeroki uśmiech. Zawsze cieszyłam się gdy zobaczył chociaż jednego, a teraz ? Było ich tu miliony. Odwróciłam się w stronę chłopaka, z wiadomością jak bardzo mi się tu podoba, ale gdy zobaczyłam ,że Lou ma również taki lampion spojrzałam na niego z szokiem.
-A co żeś myślała? -powiedział czytając mi w myślach.- My też zasługujemy na szczęście powiedział po czym przybliżył się do mnie z zapalonym światełkiem. Powoli i bezpiecznie jedną ręką złapał go, tak aby drugą opatulić mnie do jego torsu.
-Złap tu przy brzegu.- poinstruował mnie z rozbawieniem widząc jak majtam rękoma. Z chichotem wykonałam instrukcję. Wtedy zobaczyliśmy jak pierwsze pary puszczają swoje lapiony.
-Pomyśl życzenie.- szepnął mi do ucha.- Jeżeli pomyślimy o tym samym spełni nam się.- dodał.
-No to trzeba to teraz ustalić.- powiedziałam z rozbawieniem , na co się zaśmiał.
-Myślę, że i bez tego będziemy wiedzieli. - powiedział całując mnie w szyję.- Gotowa?-dodał po chwili.
-Yhym..- potaknęłam po czym zniżyliśmy znicz do naszych ud, a następnie wypuściliśmy, pozwalając mu polecieć wysoko w górę. Następnie jego silne ramiona opatuliły moje drobne ciało i wpatrywaliśmy się wysoko w górę obserwując nasz jak i inne lampiony. Cały czas patrzyłam na nie z uśmiechem, nie pozwalając strącić naszego światełka ze wzroku, dopóki nie znikł w ciemności. Z transu wybudziły mnie pocałunki w szyję, schodzące powoli w dół. Uwolniłam się z jego uścisku spoglądając na niego z zaciekawieniem. On zaś znów się do mnie przybliżył po czym złożył na moich ustach pocałunek. Był on dość długi, bo żaden z nas dwojga nie chciało przestać. Przeszkodziło nam jedynie nasze płuca, ponieważ zabrakło nam powietrza.
-Wracamy? -spytał łapiąc mnie za rękę.
-Tak. już najwyższa pora.- szepnęłam ziewając.- Niestety, ale ktoś jutro musi iść do szkoły.- dodałam jękiem.
-Oj już nie marudź, minie ci. - powiedział, po czym ruszyliśmy.
-Louis, nogi mnie bolą, szepnęłam błagalnym tonem ledwo stopąjąc nogami.
-Sam, my idziemy dopiero z piętnaście minut.
-Ale już mnie bolą.- jęknęłam. Usłyszałam tylko ciche westchnięcie po czym się zatrzymał.
-Wskakuj,- powiedział po czym się nachylił. Spojrzałam pół przytomnie na niego po czym posłusznie wślizgnęłam się na jego plecy.
-Od razu lepiej.- powiedział czując jak moje nogi pulsują.
-To się ciesz.- mruknął po czym znów ruszył.
-I się cieszę. Dziękuję.- szepnęłam przykładając usta do jego szyi i muskając lekko jego skórę.
-Sam, możesz już przestać.- powiedział, po nieustannych pocałunkach w szyję.- Już wiem jak bardzo mi dziękujesz, a nawet dowiem się tego jutro, kiedy na szyi zobaczę miliny malinek.- powiedział z rozbawieniem w głosie.
-Może nie chcę,?- spytałam po woli przejeżdżając ustami ku jego obojczykowi.
-Sam, bo się podniecę. -powiedział poprawiając moje ciało na jego plecach.
-Może tego chcę?- spytałam po raz kolejny, błądząc rękoma pod jego koszulką.
-Sam, bo na serio nie wytrzymam. - powiedział po chwili, kiedy "przypadkiem" najechał na jego sutek.
-I właśnie tego oczekuję,- szepnęłam, po czym Louis dosłownie zrzucił mnie ze swoich pleców. Przygwoździł mnie do drzewa rosnącego koło nas. Następnie jego usta zaczęły błądzić po mojej twarzy, aż w końcu natrafiły na moje usta. Ten pocałunek różnił się od dotychczasowych, był bardziej namiętny i brutalny, ale oboje teraz tego pragnęliśmy i to bardzo. Kiedy, zakończył błądzić językiem w moich ustach najechał wargami na moją szyję, zasycając ją lekko.
-Lou, chodźmy do domu, błagam.- jęknęłam kiedy jego twarz zaczęła schodzić bardziej w dół.Od razu zatrzymał swoje usta na środku szyi, po czym popatrzył w moje oczy. Uśmiechnął się tak, że na moim ciele przebiegły ciarki. Złapał mnie za dłoń po czym zaczęliśmy biec w stronę mojego domu.
Stanęłam przed drzwiami, czekając aż w końcu otworzy drzwi. Patrzyłam z pożądaniem na jego postać. Podniosłam wzrok kiedy poczułam jak wpatruje się we mnie. Uśmiechnął się łagodnie, po czym przygniótł mnie do drzwi. Zdecydowanie widział jaką całe moje ciało przelewa strach.
-Spokojnie słońce, przy mnie zawsze będziesz bezpieczna.- powiedział, po czym wpił swoje usta w moje. Otworzyłam szerzej wargi pożądając bardziej. Wiedząc, że się rozluźniłam, otworzył drzwi po czym oboje weszliśmy do środka ciągle nie odsuwając się od siebie ani na milimetr. W środku oderwaliśmy się od siebie tylko po to abyśmy w spokoju mogli ściągnąć buty. Następnie podszedł do mnie kładąc swoją dłoń na policzku i uśmiechając się delikatnie .
-Nie musimy tego robić.- oznajmił, a ja pokręciłam przecząco głową.
-J..jaa.. chcę.- powiedziałam patrząc na niego. Uśmiechnął się po czym po raz kolejny wpił się w moje usta. Uniósł mnie do góry, gdzie opatuliłam swoje nogi wokół jego talii,]. Następnie przeniósł nas do pokoju, gdzie przy samym brzegu postawił mnie na podłodze. Po chwili poczułam, że moja koszulka podwija się do góry i całkowicie schodzi z mojej postaci. Rzucił ją daleko w kąt, lecz nie była tam długo sama, bo już po chwili dołączyła do niej jego górna część ubrania. Ułożył mnie delikatnie na łóżku, po czym dołączył do mnie przypinając się do mojej szyi. Po dłuższym czasie gdy z moich ust zaczęły wydobywać się ciche jęki przeszedł na dół, gdzie coraz zaczęłam się podniecać. Gdy doszedł do linii spodni moja dolna część była już mokra i oczekiwała więcej, dlatego jedną ręką wplotłam w jego włosy i zaczęłam mocno je ściskać. Usłyszałam tylko warknięcia, wydobywające się od niego, które przyprawiły mnie o śmiech.
-Sam?- usłyszałam nagle głos przy drzwiach. Od razu oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w tamtą stronę. Stała w nich oszołomiona Liz.- Cco.. wy .. robicie ?- dodała zatykając sobie usta rękoma.
-Wyjdź !- krzyknęłam, chowając swoją górę rękoma. Od razu przeprosiła i wyszła.- Czekaj na dole !- wrzasnęłam szybko, po czym wstałam za swoją koszulką. Gdy ją ubrałam poczułam oplatające mnie ramiona.
-Idź ją spłosz.- jęknął mi do ucha.-Dokończymy jak wrócisz.- dodał a ja zarumieniłam się po czym klapnęłam go w ramię.- I to szybko.
/Oczami Liz/
Siedziałam w salonie oszołomiona tym co właśnie zobaczyłam. Jak to Sam i Louis ? Przecież... oni to robili ! Znaczy jeszcze nie, ale byli już prawie nadzy, a Louis.. ugh ! Zapomnij, zapomnij, zapomnij. Boże dlaczego nie zapukałam ?! Dlaczego nie zadzwoniłam do domu ?! Potrząsnęłam głową z nadzieję, że wypadnie mi to z głowy. Na marne.
-Liz ?- usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Sam, która miała już na sobie koszulkę, ale pozostałościami były potargane włosy.- Umm.. coś chciałaś ?- spytała przechodząc i siadając koło mnie.
-Tak.. tylko przez to co zobaczyłam... zapomniałam.- mruknęłam znów widząc przed oczami ten obraz. Brr..- Przez kogoś...
-To sobie przypomnij.- powiedziała szybko zawstydzona wiedząc o co mi chodzi.
-Chciałabym, ale mam taki okropny widok przed sobą.
-Zapomnij !- krzyknęła , a ja aż podskoczyłam.- Nic nie widziałaś.- dodała znużona tym, że podniosła na mnie głos.
-Dobra, nic nie chciałam.- powiedziałam po czym wstałam i zaczęłam się kierować w stronę wyjścia.
-Liz.- usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Sam która stała oparta o framugę .- Jak sobie przypomnisz to zadzwoń, okej?- spytała a ja stanęłam zszokowana. Potaknęłam po czym po prostu wyszłam. Jednak kiedy zamykałam drzwi spojrzałam na nią,
-Miłej nocy.- powiedziałam, po czym się zarumieniła i to mocno.
-My nie będziemy..
-Tak jasne, wmawiaj sobie.- wtrąciłam, po czym z uśmiechem zamknęłam drzwi.
/Oczami Sam/
Moje nogi były bardzo ciężkie, kiedy wlokłam się nimi po schodach, a przed wejściem do pokoju całkiem mi się ugięły. Otworzyłam je i weszłam do środka cicho zamykając je za sobą widząc Louisa leżącego z przymkniętymi oczami. Po cichu wślizgnęłam się do łóżka okrywając cienką warstwą kołdry. Powoli zasypiając poczułam oplatające mnie ramiona. Uśmiechnęłam się, kiedy przy swoim uchu usłyszałam słowo "Kocham cię", a następnie lekkie muśnięcie na policzku.
czwartek, 16 maja 2013
piątek, 3 maja 2013
Rozdział 18
~ 2 tygodnie później ~
/Oczami Sam/
Za cztery dni rozpoczyna się nowy rok szkolny. Dla mnie, Liz i Megan to już ostatni rok w tej szkole. Następnie studia, a po studiach ? Po studiach każda pójdzie do pracy, i każda założy swoją rodzinę. noo... oprócz Meg, która uważa, że do końca swoje życia nie będzie miała dzieci, a co dopiero męża. Pff.. kocia mama będzie. Uśmiechnęłam się szeroko na myśl jak ona zareaguje, gdy się zakocha i wygram zakład.
Nagle usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają, wyjrzałam zza framugę kuchni i zobaczyłam Rose, która idzie żwawo w moim kierunku.
-Ee... może cześć mi powiesz ?
-Hej.- powiedziała radośnie.
-Co ty taki dobry humorek masz ?
/Oczami Sam/
Za cztery dni rozpoczyna się nowy rok szkolny. Dla mnie, Liz i Megan to już ostatni rok w tej szkole. Następnie studia, a po studiach ? Po studiach każda pójdzie do pracy, i każda założy swoją rodzinę. noo... oprócz Meg, która uważa, że do końca swoje życia nie będzie miała dzieci, a co dopiero męża. Pff.. kocia mama będzie. Uśmiechnęłam się szeroko na myśl jak ona zareaguje, gdy się zakocha i wygram zakład.
Nagle usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają, wyjrzałam zza framugę kuchni i zobaczyłam Rose, która idzie żwawo w moim kierunku.
-Ee... może cześć mi powiesz ?
-Hej.- powiedziała radośnie.
-Co ty taki dobry humorek masz ?
-Pamiętasz może, co dzisiaj jest za dzień? - spytała wesoło
nalewając sobie wody do szklanki.
-Ech... nie, nie przypominam sobie.- powiedziałam wzruszając
ramionami i opierając się o framugę.
-A pamiętasz może, naszą rozmowę, podczas drogi na
zakończenie roku ?
-No tak.. o boże. Zdawałaś dzisiaj na prawko ! - krzyknęłam
otwierając szeroko oczy.
-A no zdawałam, zdawałam.- powiedziała pokazując swoje
ząbki.
-No i co? Zdałaś? Ile jechałaś?- w tym momencie zalałam ją
pytaniami, na co ona się tylko zaśmiała, gdzie nagle wyjęła z torebki małą
kartkę. Podbiegłam i wyrwałam jej jąz rąk.
-Masz maksimum punktów! - krzyknęłam przeglądając po kolei
punkty.
-No tak jakoś.- uśmiechnęła się po raz tysięczny w ciągu
pięciu minut.
-Boże, gratuluję! - znów wrzasnęłam rzucając się jej w
ramiona.- W końcu będę w szkole na czas !- dodałam kiwając nami w paro w lewo.
-No popacz.
-Harry wie? Dziewczyny też?- zapytałam kiedy wyrwałam się z
uścisku.
-Oprócz ciebie jeszcze nikt nie wie.
-Oszalałaś?! Chodź, jedziemy do Evi, miałyśmy po nią
pojechać, tam wszystko im wyjawisz.
-Czekaj czekaj, a Harry ?
-Zadzwonisz do niego po drodze, jak na razie jeszcze ja
prowadzę.
-Okej.
Od razu ściągnęłam ją z blatu i zaciągnęłam do samochodu.
Tam Rose wyjęła telefon i zadzwoniła do swojego lubego, a ja śmiałam się w
momentach kiedy, jej chłopak nie chciał uwierzyć, że właśnie nie całe dwie
godziny jego dziewczyna zdała na prawo jazdy.
*dwa dni później*
/Oczami Liz/
-Jak to nie idziesz po książki?- zapytałam głos w słuchawce.
-Normalnie, źle się czuję, dlatego mam prośbę.- wyjąkała
Sam.
-No jaką niby?
-Kup mi też.- poprosiła cicho.
-No chyba śnisz.- oznajmiłam skruszonym głosem.
-Sam, ja nie śnię, na serio byłabym ci wdzięczna, jakbyś
zaszła do mnie, wzięła ode mnie pieniądze i poszła kupić mi te cholerne
książki.- wyjąkała.
-A Louis ci nie może ?
-Liz, z chęcią, ale nie chcę go wysyłać po błahostkę.
-A mnie możesz wysyłać po tą „błahostkę” ?- spytałam
naciskając na ostatnie słowo.
-Lizzz... no nie gniewaj się, ale jak idziesz po to, to nie
mogłabyś kupić to razy dwa ?
-No nie ? Będzie mi ciężko, nosząc dwa razy tyle niż
powinnam.
-Słońce, błagam.- wyszeptała błagalnym tonem.
-Echh... co ja z tobą mam ?
-Wszystko, wszystko.
-Za dwadzieścia minut będę, przyszykuj się.
-Dziękuję.
-No tak, tak.- powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
Następnie wstałam z krzesła i wyłączyłam laptopa, po czym zaczęłam schodzić na
dół.
-Mamo! Idę po książki, chcesz czegoś w mieście ? –zapytałam.
-Tak, jakbyś mogła, pójdź i kup mi ...
-Mamo, miała powiedzieć nie. – jęknęłam.
-Och, no dobrze, później pójdę.
-Dziękuję.- powiedziałam wywracając oczami.- To pa.- dodałam
biorąc torebkę na ramię.
-No pa, uważaj na siebie.
-Tak, tak, .- oznajmiłam po czym zamknęłam drzwi i zaczęłam
iść do samochodu.
W środku
usadowiłam się na swoim miejscu i zapięłam pas. Następnie włączyłam radio i wsłuchałam się w piosenkę, którą uwielbiałam, a była nią "Lullaby" w wykonaniu Nickeblack. Od razu przekręciłam spustnik na maksimum i pozwoliłam piosence rozgościć się po całym samochodzie.
***
-Tu masz pieniądze, a książki chyba wiesz jakie kupić, tak ?- spytała mnie.
-No tak, masz szczęście, że na serio źle wyglądasz, bo tak zaciągnęłabym cię do tej księgarniani tak czy siak.
-Och, dziękuję, że pozwolisz mi zostać w domu i wyleżeć, tak aby do szkoły pójść zdrowa.- powiedziała z nutką kpiny w głosie.
-Za parę godzin wrócę, masz mieć telefon przy sobie w razie co.- oznajmiłam odchodząc.
-Dobra.- mruknęła, po czym zamknęła drzwi.
W drodze schowałam pieniądze do torebki, a kiedy wsiadłam z powrotem do pojazdu rzuciłam nią na siedzenie koło kierowcy. Następnie odjechałam spod domu Sam i skierowałam się w centrum Londynu.
Podczas stania w korku usłyszałam dzwonek telefonu, od razu sięgnęłam do torebki i wyszukałam w niej małego ustrojstwa. Spojrzałam na wyświetlacz i zmarszczyłam brwi. Dałam szybko zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Co zapomniałaś? - spytałam głucho.
-Ehmm Liz, no bo ten teges, miałabym prośbę.
-Dobra, dajesz, byleby szybko.- oznajmiłam, po czym skierowałam auto trochę w przód.
-No bo wiesz, na tegoroczne zajęcia dopisałam się na hiszpański.
-I co to ma z tym wspólnego? - dopytałam się unosząc do góry brwi.
-No bo potrzebowałabym jeszcze jednej książki plus ćwiczenia.- wystukała szybko i niewinnie.
-Ugh ! Samantho ! Mam ci czymś mocnym przywalić do tego łba ?
-Nie, przepraszam, ale naprawdę byłabym najszczęśliwszym człowiekiem, kiedy kupiłabyś mi ten zestaw.
-Ehh..- westchnęłam po chwili.- No dobra, wyślij mi nazwę to ci kupię, tylko pamiętaj, następnym razem nie mocz się z Louisem do północy w zimnej wodzie, a potem nie zajadajcie lodów.
-No przepraszam, lato jest.
-Lato odchodzi, to wasze zabawy powinny się też skończyć.- powiedziałam po czym się rozłączyłam. Spojrzałam w przód, a widząc ile czasu zostało mi do wyjścia załamałam się nerwowo uderzając głową o kierownicę, gdzie spowodowałam, że auto wydało głos. Od razu poderwałam się i schowałam głowę głęboko w dół.
-Sto dwadzieścia funtów poproszę.- powiedziała uprzejmie kasjerka. Od razu podałam kobiecie banknot i z uśmiechem odeszłam od lady. Znaczy ledwo odeszłam od lady. Kiedy oddałam wózek z książkami moje ręce musiały unieść kilogramowe książki. Mącąc lewą na prawą nogę próbowałam przedostać się do wyjścia księgarni, jednakże duży tłum zakłócał mi postanowienie. Nie dbali o innego człowieka, dlatego rozpychali się tylko po to aby dojść jak najszybciej do swoich planowanych zakupów. I właśnie w ten jeden sposób, trafił na mnie, nie powiem, że był on chudy, mężczyzna, który wepchnął się koło mnie, przez co straciłam panowanie nad sobą. Książki zaczęły mi wypadać, a już po chwili całkiem opadły na podłogę, zresztą tak samo stało się ze mną. Leżałam na podłodze odgarniając włosy z czoła, gdzie nagle usłyszałam za sobą śmiech. Od razu odwróciłam głowę i ujrzałam wysokiego mężczyznę. Widząc, że mierzę wzrokiem każdy centymetr jego ciała przestał się śmiać i podał mi rękę.
-Może pomóc ?- powiedział.
-Sama sobie pomogę.- szepnęłam wstając samodzielnie i otrzepując z siebie brud, który był na podłodze. Następnie schyliłam się po książki, ale one dawały znać o swoim uporze i za nic nie chciały ze mną współgrać.
-Może jednak ?- znów usłyszałam ten głos, a po chwili, że klęka przy mnie. Odwróciłam się w jego stronę i ujrzałam jego zielone tęczówki, które wchłonęły w moje ciało. Chwilę potem natychmiastowo spuściłam wzrok i zaczęłam znowu zbierać książki z rumieńcami na twarzy. Tajemniczy chłopak pomógł mi i wziął pół książek ze wszystkich. Chciałam mu je zabrać, ale odsunął się do tyłu.
-Dziękuję za pomoc, ale już sobie poradzę, nie daleko mam do samochodu.
-Och, nie będzie się pani nadwyrężać. Niech pani wskaże auto, a ja zaprowadzę te zakupione rzeczy pod niego.
-Och, dziękuję, ale chyba nie jestem tak stara jak się wydaję. Jestem Liz. - powiedziałam kierując na przód. - A... pan ?
-Czy ja też wyglądam tak staro ? Leo jestem- powiedział z uśmiechem. Zresztą uśmiech nie schodził mu dopóki nie dotarliśmy pod sam samochód. Chwilę rozmawialiśmy przy nim, aż w końcu pożegnałam się i odeszłam wchodząc do samochodu i odjeżdżając z parkingu .
czwartek, 2 maja 2013
Rozdział 17.
/Oczami Sam/
-Louis ? - zapytałam głucho przez słuchawkę.
-Tak ? Sam, gdzie jesteś ? Co tak tłoczno i co tak zacina ? - spytał, a ja obróciłam głowę do okienka zatykając drugą ręką stronę tam gdzie nie miałam słuchawki.
-Jestem w samolocie, wracam do Londynu.- oznajmiłam.
-W samolocie ? Wracasz ? Sam co się stało ?
-Evi miała wypadek samochodowy, tylko tyle na razie wiem.
-Czekaj, czekaj, skąd wiesz ?
-Liz do mnie zadzwoniła.- oznajmiłam.- Ale zaraz po tym gdy skończyła po prostu rozłączyła się.- dodałam.
-Kiedy będziesz w Londynie ? - spytał po chwili.
-Jakaś godzina, może półtorej. A wy?
-My będziemy dopiero za dwa dni.
-Dobra, Louis muszę kończyć, proszę powiedz Rose, co się stało, jak dolecę i będę w szpitalu to do was zadzwonie.
-Ale czekaj do mnie czy do Rose ?- zapytał szybko.
-Boże Louis, to nie ma żadnego znaczenia. Pa, kocham cię.
-Ja ciebie też kocham.- to jedyne słowa, które zakończyły naszą rozmowę, bo od razu rozłączyłam i schowałam telefon do torebki widząc jak ludzie podejrzliwie na mnie zerkają.
/Oczami Rose/
Louis kręcił się z telefonem w prawo i w lewo mówiąc co chwilę jakieś niezrozumiałe słowa. Patrzyłam na niego zaciekawieniem, kiedy przed chwilą wymsknął moje imię. Założę się, że rozmawiał z Samantą. Tylko jego zmarszczka nad brwiami uniosła moje zaciekawienie jak i cierpliwość. Wtuliłam się w Harrego próbując zasnąć, ale po chwili usłyszałam jak coś twardego ląduje na stole. Od razu uniosłam swoje powieki i zauważyłam chłopka, który przed chwilą nie umiał ustać w miejscu.
-Rozmawiałem z Sam.- oznajmił w końcu.
-Nno i co ? -wymsknęłam.
-Wraca do Londynu.
-Co tak szybko ? - wtrącił się Niall z ustami pełnych w żelkach.
-Evelin miała wypadek samochodowy.l- powiedział po chwili, biorąc łyk wody. Moje oczy w tym momencie rozszerzyły się do granic możliwości. Wszyscy zamarli w tym obecnym pomieszczeniu.
-M..miała wy..wypadek ? -szepnęłam ledwo słyszalnym głosem. Tommo kiwnął lekko głową na znak, że tak.- Co jej jest? Co to był za wypadek ? Co z nią ?- wylałam po chwili pytaniami.
-Nie wiem, Sam powiedziała to co wiedziała. A wiedziała tyle jak i nic.
-Boże... Evelin..- szepnęłam dotykając wargami usta.
-Wszystko dobrze, Rose..- szepnął mi do ucha Harry, pocierając dłońmi o plecy. W moich oczach pojawiły się łzy. Szybko zaczęłam mrugać, ale równie szybko wstałam i skierowałam się do mojego pokoju, którego dzieliłam ze swoim chłopakiem. Tam usiadłam na skraju łóżka, gdzie już po chwili pozwoziłam łzom wydostać się na moje policzki. Oplotłam nogi rękoma i całkowicie oddałam się swoim emocjom. Po dłuższym czasie usłyszałam otwierające się drzwi, a po jeszcze krótszym czasie osobę, która usiadła mnie i wtuliła moje ciało w swoje.
-Pakuj się Rose, wracamy do domu.- usłyszałam ochrypły głos, ten który uwielbiałam.
-A..ale co z wami ?- spytałam przecierając łzy.
-No co z nami ?- spytał z chichotem.- Przecież nie mamy żadnych koncertów już. - uśmiechnął się, wycierając łzę, którą przeoczyłam.
-No tak, ale przecież. . .
-Cii, spokojnie, przyjaciółki są ważniejsze. - powiedział, przyciągając mnie do siebie.
/Oczami Liz/
-Evelin ? Evi ?- spytałam cicho, gdy ja i Meg wparowaliśmy do jej sali.
-Hej. - powiedziała z uśmiechem. Cała ona.
-Jak się czujesz ? - spytała Megan siadając u jej stóp.
-Dobrze.. tylko ałć.- powiedziała podnosząc rękę.
-Połóż ją, nie bądź głupia.
-Przecież wiadome, że jestem głupia, ale nie tak głupia jak ty.- powiedziała.- No kto normalny wylewa kakao na koszulkę, której się nie nosiło ? -spytała chichocząc.
-Ej no cicho już, to było dawno temu. - mruknęłam.
-Dwa dni to dla ciebie dawno ?- spytał głos za nami. Momentalnie się odwróciłyśmy i zobaczyłyśmy Sam w drzwiach.
-Sam ? Cco ty tu robisz ?- spytałam głucho po minucie.
-Stoję, nie widać ?
-Ale.. przecież.. ty byłaś w Zielonej.
-Byłam, ale kiedy zadzwoniłaś to spakowałam swoje manatki i przyleciałam prosto do Londynu, a potem prosto do szpitala.
-Dla mnie ? - spytała Evelin.
-Tak.- uśmiechnęła się blado. - Mogę ? - spytała po chwili patrząc na wolne krzesło.
-Jasne, niby czemu nie ?- powiedziała z uśmiechem poszkodowana.
W tym sposobie wszystko wróciło do normy, siedziałyśmy do późna, i gdyby nie pielęgniarka, mogłybyśmy tak do samego ranka. Jednakże w drodze do samochodu Sam, dziewczyna zaczęła nas nagle wyprzedać i wypatrywać się w przód. Nagle zaczęła biec jak poparzona. Wraz z Megan spojrzeliśmy w przód i zauważyliśmy, że Sam zatrzymała się i była wyższa niż wcześniej, a już po chwili ujrzeliśmy, że obraca się w koło. Po chwili dopiero zauważyliśmy, że wszystkie nasze podejrzenia, wyjawiają to, że osobą na którą wywiesiła się Sam był Louis.
-Megan ! Liz !- to jedyne słowa, kiedy usłyszeliśmy, zanim na nas rzuciła się Rose.
-Ałć ! To bolało !- krzyknęłam zrzucając ją z siebie. Ona jedynie się zaśmiała. po chwili dołączyła do nas Sam z chłopakami, gdzie po chwili uzgadniałyśmy jak i z kim wraca.
/Oczami Sam/
-Czyli między wami jest wszystko okej ?- powiedział Lou bawiąc się kosmykiem moich włosów.
-Najwyraźniej.
-Nie będzie już żadnych kłótni ?- dodał.
-Nie powinno.
-Moja osoba nie będzie im przeszkadzać ?
-Ummm... chyba nie.- oznajmiłam wzruszając ramionami.
-Jak coś to zapomnij i się nie wściekaj.- powiedział ze spokojem.
-Ale ja nie potrafię.- mruknęłam odwracając się do niego.
-Potrafisz, potrafisz, znam cię bardzo dobrze i wiem na co cię stać. - oznajmił przyglądając się mi.
-Och daj już spokój i idź spać.- powiedziałam znudzonym głosem.- Dobranoc.- dodałam odwracając się do niego plecami.
-Dobranoc słońce.- powiedział dając mi całusa w policzek po czym przytulił się do mnie. Następnie obydwoje trafiliśmy do krainy Morfeusza.
***
Wróciłam ! Przepraszam, bardzo przepraszam, że mnie przez jakiś czas nie było, ale obiecuję wszystko nadrobię, kocham was ;3
PS. Przepraszam, że dziś taki krótki, ale obiecuję następny będzie o wielee dłuższy. ;D
-Louis ? - zapytałam głucho przez słuchawkę.
-Tak ? Sam, gdzie jesteś ? Co tak tłoczno i co tak zacina ? - spytał, a ja obróciłam głowę do okienka zatykając drugą ręką stronę tam gdzie nie miałam słuchawki.
-Jestem w samolocie, wracam do Londynu.- oznajmiłam.
-W samolocie ? Wracasz ? Sam co się stało ?
-Evi miała wypadek samochodowy, tylko tyle na razie wiem.
-Czekaj, czekaj, skąd wiesz ?
-Liz do mnie zadzwoniła.- oznajmiłam.- Ale zaraz po tym gdy skończyła po prostu rozłączyła się.- dodałam.
-Kiedy będziesz w Londynie ? - spytał po chwili.
-Jakaś godzina, może półtorej. A wy?
-My będziemy dopiero za dwa dni.
-Dobra, Louis muszę kończyć, proszę powiedz Rose, co się stało, jak dolecę i będę w szpitalu to do was zadzwonie.
-Ale czekaj do mnie czy do Rose ?- zapytał szybko.
-Boże Louis, to nie ma żadnego znaczenia. Pa, kocham cię.
-Ja ciebie też kocham.- to jedyne słowa, które zakończyły naszą rozmowę, bo od razu rozłączyłam i schowałam telefon do torebki widząc jak ludzie podejrzliwie na mnie zerkają.
/Oczami Rose/
Louis kręcił się z telefonem w prawo i w lewo mówiąc co chwilę jakieś niezrozumiałe słowa. Patrzyłam na niego zaciekawieniem, kiedy przed chwilą wymsknął moje imię. Założę się, że rozmawiał z Samantą. Tylko jego zmarszczka nad brwiami uniosła moje zaciekawienie jak i cierpliwość. Wtuliłam się w Harrego próbując zasnąć, ale po chwili usłyszałam jak coś twardego ląduje na stole. Od razu uniosłam swoje powieki i zauważyłam chłopka, który przed chwilą nie umiał ustać w miejscu.
-Rozmawiałem z Sam.- oznajmił w końcu.
-Nno i co ? -wymsknęłam.
-Wraca do Londynu.
-Co tak szybko ? - wtrącił się Niall z ustami pełnych w żelkach.
-Evelin miała wypadek samochodowy.l- powiedział po chwili, biorąc łyk wody. Moje oczy w tym momencie rozszerzyły się do granic możliwości. Wszyscy zamarli w tym obecnym pomieszczeniu.
-M..miała wy..wypadek ? -szepnęłam ledwo słyszalnym głosem. Tommo kiwnął lekko głową na znak, że tak.- Co jej jest? Co to był za wypadek ? Co z nią ?- wylałam po chwili pytaniami.
-Nie wiem, Sam powiedziała to co wiedziała. A wiedziała tyle jak i nic.
-Boże... Evelin..- szepnęłam dotykając wargami usta.
-Wszystko dobrze, Rose..- szepnął mi do ucha Harry, pocierając dłońmi o plecy. W moich oczach pojawiły się łzy. Szybko zaczęłam mrugać, ale równie szybko wstałam i skierowałam się do mojego pokoju, którego dzieliłam ze swoim chłopakiem. Tam usiadłam na skraju łóżka, gdzie już po chwili pozwoziłam łzom wydostać się na moje policzki. Oplotłam nogi rękoma i całkowicie oddałam się swoim emocjom. Po dłuższym czasie usłyszałam otwierające się drzwi, a po jeszcze krótszym czasie osobę, która usiadła mnie i wtuliła moje ciało w swoje.
-Pakuj się Rose, wracamy do domu.- usłyszałam ochrypły głos, ten który uwielbiałam.
-A..ale co z wami ?- spytałam przecierając łzy.
-No co z nami ?- spytał z chichotem.- Przecież nie mamy żadnych koncertów już. - uśmiechnął się, wycierając łzę, którą przeoczyłam.
-No tak, ale przecież. . .
-Cii, spokojnie, przyjaciółki są ważniejsze. - powiedział, przyciągając mnie do siebie.
/Oczami Liz/
-Evelin ? Evi ?- spytałam cicho, gdy ja i Meg wparowaliśmy do jej sali.
-Hej. - powiedziała z uśmiechem. Cała ona.
-Jak się czujesz ? - spytała Megan siadając u jej stóp.
-Dobrze.. tylko ałć.- powiedziała podnosząc rękę.
-Połóż ją, nie bądź głupia.
-Przecież wiadome, że jestem głupia, ale nie tak głupia jak ty.- powiedziała.- No kto normalny wylewa kakao na koszulkę, której się nie nosiło ? -spytała chichocząc.
-Ej no cicho już, to było dawno temu. - mruknęłam.
-Dwa dni to dla ciebie dawno ?- spytał głos za nami. Momentalnie się odwróciłyśmy i zobaczyłyśmy Sam w drzwiach.
-Sam ? Cco ty tu robisz ?- spytałam głucho po minucie.
-Stoję, nie widać ?
-Ale.. przecież.. ty byłaś w Zielonej.
-Byłam, ale kiedy zadzwoniłaś to spakowałam swoje manatki i przyleciałam prosto do Londynu, a potem prosto do szpitala.
-Dla mnie ? - spytała Evelin.
-Tak.- uśmiechnęła się blado. - Mogę ? - spytała po chwili patrząc na wolne krzesło.
-Jasne, niby czemu nie ?- powiedziała z uśmiechem poszkodowana.
W tym sposobie wszystko wróciło do normy, siedziałyśmy do późna, i gdyby nie pielęgniarka, mogłybyśmy tak do samego ranka. Jednakże w drodze do samochodu Sam, dziewczyna zaczęła nas nagle wyprzedać i wypatrywać się w przód. Nagle zaczęła biec jak poparzona. Wraz z Megan spojrzeliśmy w przód i zauważyliśmy, że Sam zatrzymała się i była wyższa niż wcześniej, a już po chwili ujrzeliśmy, że obraca się w koło. Po chwili dopiero zauważyliśmy, że wszystkie nasze podejrzenia, wyjawiają to, że osobą na którą wywiesiła się Sam był Louis.
-Megan ! Liz !- to jedyne słowa, kiedy usłyszeliśmy, zanim na nas rzuciła się Rose.
-Ałć ! To bolało !- krzyknęłam zrzucając ją z siebie. Ona jedynie się zaśmiała. po chwili dołączyła do nas Sam z chłopakami, gdzie po chwili uzgadniałyśmy jak i z kim wraca.
/Oczami Sam/
-Czyli między wami jest wszystko okej ?- powiedział Lou bawiąc się kosmykiem moich włosów.
-Najwyraźniej.
-Nie będzie już żadnych kłótni ?- dodał.
-Nie powinno.
-Moja osoba nie będzie im przeszkadzać ?
-Ummm... chyba nie.- oznajmiłam wzruszając ramionami.
-Jak coś to zapomnij i się nie wściekaj.- powiedział ze spokojem.
-Ale ja nie potrafię.- mruknęłam odwracając się do niego.
-Potrafisz, potrafisz, znam cię bardzo dobrze i wiem na co cię stać. - oznajmił przyglądając się mi.
-Och daj już spokój i idź spać.- powiedziałam znudzonym głosem.- Dobranoc.- dodałam odwracając się do niego plecami.
-Dobranoc słońce.- powiedział dając mi całusa w policzek po czym przytulił się do mnie. Następnie obydwoje trafiliśmy do krainy Morfeusza.
***
Wróciłam ! Przepraszam, bardzo przepraszam, że mnie przez jakiś czas nie było, ale obiecuję wszystko nadrobię, kocham was ;3
PS. Przepraszam, że dziś taki krótki, ale obiecuję następny będzie o wielee dłuższy. ;D
niedziela, 17 lutego 2013
Rozdział 16
/Oczami Sam/
Za trzy dni wyjeżdżam do Polski, a co w tym czasie będę robić? Będę siedzieć na bezsensownym biwaku w środku lasu z dziewczynami ! Nie dość, że planują zostać tam na calusie dwa dni to jeszcze nie pozwoliły zabrać mi Louisa, a Rose Harrego, bo cytując dziewczyny ''jest to babski wypad''. Dlatego właśnie teraz pakuję się, a pomaga mi w tym mój chłopak.
-Wiesz co?- spytał nagle.
-Hmm...?-zawtórowałam odwracając się w jego stronę.
-Boję się tych plakatów.- powiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem.- I to wcale nie jest śmieszne !- dodał, a ja zaśmiałam się jeszcze głośniej.
-Żebyś ty zobaczył mój pokój w Polsce.- powiedziałam zaraz po tym jak się trochę uspokoiłam.
-Właśnie co o Polski...- zaczął.
-Nie.- oznajmiłam stanowczo, zamykając torbę.
-Ale dlaczego?- jęknął.
-Może dlatego, że w tym czasie będziesz w Japonii ?- powiedziałam wychodząc z pokoju, a następnie schodząc na dół .
-Chłopaki dadzą sobie radę beze mnie.
-Louis mówiliśmy o tym, prawda ?
-Prawda.- mruknął zawiedziony.
-Więc nie marudź.- powiedziałam biorąc do ręki ciastko.
-Jak mam nie marudzić, jak nie będziemy się widzieć przez trzy tygodnie.?
-Histeryzujesz, minie jak hmmm, minie jak jakaś wasza piosenka.- powiedziałam zjadając ciasteczko, po czym dopiłam sok. Następnie podeszłam do chłopaka, pocałowałam na pożegnanie i zaczęłam wychodzić, gdy nagle poczułam uchwyt na ręce, tak ,że po chwili znów stałam w stronę Louisa.
-Pamiętaj tylko to, że cię kocham i jeden sms lub telefon a już będę wsiadać do samochodu i jade do ciebie.
-Okej, więc pamiętaj, że też cię kocham i dobrze, będę pamiętać. -uśmiechnęłam się, po czym po raz ostatni mnie pocałował i po równej chwili wyszłam słysząc jedyne ''uważaj na drodze''.
/Oczami Rose/
Po raz ostatni spojrzałam z uśmiechem na mojego loczusia, po czym odjechał, a ja podeszłam do dziewczyn.
-Gdzie jest Sam ?- spytałam wesoło.
-Skąd mam wiedzieć?-zaczęła Liz.- Zapewne zabawia się ze swoim chłopaczkiem, pedałem.- powiedziała równie z uśmiechem.
-Ahaa...okejj,,,,, też tak mówicie gdy się spóźniam ?- spytałam przechylając głowę na bok.
-Możeee...- powiedziały po czym od razu zmieniły temat na temat jakiegoś meczu, dlatego ja odwróciłam się w stronę ulicy, gdzie powinna jechać nią Sam. Nie myliłam się, bo już po niecałych pięciu minutach wyjechało zza zakrętu czarne audi.
-Patrzcie, jedzie.- powiedziałam po czym znów odwróciłam się w stronę dziewczyn.
-No w końcu.- powiedziałam Liz kiedy koło nas stanęło auto, a z niego wynurzyła się brunetka.
-Przepraszam, musiałam jeszcze coś Louisowi wyjaśnić.
-Bla, bla.. Louis to, Louis tamto.- jęknęła Evi biorąc swoje walizki i wsiadając do auta.
-No dobra, nic nie mówiłam.- mruknęła kiwając głową.- Wsiadajcie i jedziemy.- dodała, po czym wróciła na swoje miejsce. Posłusznie wzięłam torbę i usiadłam na miejscu koło kierowcy od razu sięgając do radia.
-Tylko nie jeden de.- ostrzegła mnie Meg.
-No niby czemu ?!- oburzyłam się i spojrzałam na Sam, która tylko wywróciła oczami.
-Eee.... bo może ich nie chcemy słuchać ?- oznajmiłam Evi i już chciałam coś dogryźć, gdyby nie Sam.
- Daj spokój, Rose. Wiesz, że nie wygramy.
Spojrzałam na nią ostatni raz, i włączyłam zwykłą stację radiową, po czym oparłam głowę o drzwi i patrzyłam na przemijające nas domy i parki.
/Trzy godziny później/
-Jejkuu... ten korek ciągnie się ponad półtorej godziny, a gdyby nie one byłybyśmy już na miejscu...- mruknęła Liz.
-Wam bynajmniej nie chce się do toalety.- powiedziałam rozpaczona.
-Ostrzegałam cię.- powiedziała Evi.
-No ale nie wiedziałam, że będą aż takie długie ! - jęknęłam czując, że z każdą chwilą mój pęcherz staje się cięższy.
-Nie marudź, jesteśmy coraz bliżej końca tego korkociągu.- pocieszyła mnie Sam.
-Bogu dzięki ! - krzyknęłam po czym wszystkie poszły w śmiech, jednak po dziesięciu minutach miłej atmosfery wszystko znów się zepsuło.
-Sam.... czemu Louis z nami nie jedzie ?- jęknęła Liz.
-Bo jak sama powiedziałaś, to jest tylko i wyłącznie babski wypad.
-No, a Louis to nie baba ?- spytała Evi po czym oczywiście zaśmiałyśmy się, oprócz naszej Samanthy.
-Pozostawiam to bez komentarza.- mruknęła mocniej zaciskając ręce na kierownicy.
-No ale czemu Louis nie jedzie ?- ciągnęła dalej Liz.
-BO ON NIE JEST BABĄ ! - wrzasnęła.- A teraz zamknij się i siedź cicho dopóki nie dojedziemy na miejsce, i kieruje to do wszystkich ! - dodała, po czym jak znając życie, zaczęła liczyć do 10.
/Dwie godziny później/
*Oczami Sam *
W końcu dojechałyśmy pod miejsce. Zgasiłam auto i wyszłam na zewnątrz . Zrobiły to samo, zabierając ze sobą swoje torby. Następnie Liz wyjęła mapę i zaczęła przeglądać ją na nie właściwej stronie. Pomogła jej Evelin podchodząc i zamieniając tył na przód. Zaśmiałam się cicho, a gdy usłyszały i odwróciły się w moją stronę zmieniłam wyraz twarzy i zaczęłam sprawdzać, czy aby dobrze zamknęłam auto.
-To gdzie teraz ?- spytała Meg podchodząc do Liz i Evi.
-Z moich wniosków wynika, że musimy skierować się w tą stronę.- wskazała, mówiąc.
-No to idziemy.- oznajmiłam, po czym ruszyliśmy we wskazanym kierunku.
Po pół godzinnej wędrówce i minimum godzinnym przygotowaniu byłyśmy padnięte, dlatego leżałyśmy na materacach i żadna z nas nie miała ochoty podnieść swoich czterech liter i pójść do lasu, aby nazbierać drewna do paleniska, dotychczas...
-No dlaczego nie ma Louisaa ??- dopytywała się Liz, a we mnie drżała krew.
-Powtórzę po raz tysięczny, on nie jest babą.
-Ale to nie znaczy, że nie mogłaś go wziąć...
-Najpierw gadasz, że to jest babski wypad, potem dogadujesz, że Louis jest babą, a na końcu masz pretensje że nie wzięłam Louisa na babski wypad!- krzyknęłam, po czym podniosłam się i wyszłam z namiotu.
*Oczami Liz*
-W końcu możemy zaczynać.- oznajmiłam po minucie wyjścia Sam z namiotu.
-Na pewno jej nie ma w pobliżu ?- upewniła się Rose.
-Nie wiem, idź do niej i weź niby jej tam pomóż.- powiedziałam, po czym zmroziła mnie wzrokiem.- No co? Wy bardziej w tych sprawach . . ., no wiesz...
-Dobra. -oznajmiła, po czym wyszła, ja natomiast sięgam po torbę aby wynurzyć z niej telefon Sam. Na widok jej tapety aż mnie mdliło, ale od razu weszłam na wiadomości, gdzie już po chwili wystukałam "Louis, proszę przyjedź, nie wytrzymam z nimi", a następnie dodałam odbiorcę, a oczywiście był nim pedał Louis. Na odpowiedź nie czekałam długo, bo już po minucie dostałam sms "Na pewno?", zaśmiałam się z jego naiwności i oczywiste też odpisałam "Na pewno, a i weź oddzielny namiot. Będziemy sami ;)", po czym wysłałam.
-Zadanie wykonane, teraz jeszcze Rose.- oznajmiłam, po czym wszystkie trzy uśmiechnięte od ucha do ucha wyszłyśmy z namiotu.
/Parę godzin później/
*Oczami Sam*
Siedziałam wtulona w koc, gdy nagle dziewczyny się zerwały się i oznajmiły, że idą po drewno.
-To czekajcie, idę z wami.- powiedziałam wstając, ale powstrzymały mnie.
-Nie, pilnuj, bo ktoś jeszcze nam ukradnie.
-Tak, dzięki, niech ktoś mnie zgwałci.
-Oj, nic się nie stanie. Zostań.- powiedziała Megan, po czym wszystkie cztery zniknęły po chwili za drzewami.
Było już ciemno, dziewczyn jeszcze nie było, a ognisko zaczęło powoli gasnąć, dlatego wzięłam największy konar jaki postanowiłam zostawić na koniec i już prawie wrzuciłam go do ogniska, gdy nagle moje oczy zasłoniły para dłoń. Podskoczyłam ze strachu, ale już od razu zrozumiałam, że dziewczyny chcą zrobić mi kawał.
-Dziewczyny, nie nabrałam się, zabierzcie te ręce.- powiedziałam, ale mówiąc to poczułam pocałunki na szyi. Nagle moje serce zamarło, ale po chwili zaczęło bić niebezpiecznie i nie kontrolując swoje ruchy wyrzuciłam kłodę za siebie uderzając w niego.
-A masz ty pedofilu !- krzyknęłam odwracając się w jego stronę. Wtedy znów zamarłam.
-BOŻE ŚWIĘTY ! Louis, nic ci nie jest ? - krzyknęłam.- Louis odezwij się.
-Ładnie witasz swojego chłopaka.- powiedział, a ja odetchnęłam ulgą, ale już po chwili moja temperatura znów wzrosła.- Louis, do jasnej ciasnej, co ty tu robisz ?!- znów krzyknęłam, a on uśmiechnął się blado.
-Sama mnie tu zaprosiłaś przecież.- powiedział, a ja wybałuszyłam oczy.
-Oj, chyba za mocno walnęłam cię w główkę.- powiedziałam szukając w jego czuprynie jakiegokolwiek guza. Jednak już po chwili poczułam rękę, która zabrała mnie od poszukiwań.
-Nie, popatrz.- powiedział wzkazując na wyświetlacz swojego telefonu. Z wielkim zdziwieniem czytałam to co tam widniało.
-Ale przecież . . . dziewczyny- syknęłam, po czym wstałam napięcie odwracając się wokół własnej osi. Nie było ich, miały szczęście.- Lou..., jak się czujesz ? spytałam.
-Dobrze, a co ?
-Jesteś na sił, aby wracać ?- dopytałam się.
-No tak, ale czemu chcesz wracać ?
-Mam ich dość, dokuczają mi od samego wyjazdu, choć.- złapałam go za rękę i skierowałam jeszcze w stronę namiotu.- Jak chcą, wrócą moim, zostawię im dokumenty i klucze i wrócimy twoim, okej?- spytałam, a on skinął głową na tak. Dlatego weszłam jak najszybciej do namiotu wzięłam torbę, ale zanim to zrobiłam, wyjęłam z nich potrzebne dla nich rzeczy. Następnie ponownie złapałam się za jego rękę i ruszyliśmy do samochodu. Gdy doszliśmy wsiadłam na miejsce pasażera, a chłopak za kierownicą i ruszył pozostawiając tylko mój samochód obok jego.
Podczas drogi siedziałam cicho przyklejając się do drzwi, jednak gdy poczułam dłoń, na mojej ręce obróciłam się w stronę chłopaka.
-Jak się czujesz? -spytałam ponownie patrząc na miejsce uderzenia, gdzie nadal we włosach miał skrwaki kory.
-Jest okej, tylko trochę mnie muli.
-To może się zamienimy miejscami ? Ja poprowadzę, a ty się może prześpisz? -spytałam, a on pokręcił przecząco głową z roześmianiem.- Na pewno ?- spytałam.
-Na pewno. -powiedział pokazując swój piękny uśmiech, po czym nawet na moich ustach pokazał się delikatny uśmieszek.
-Przepraszam.- wyszeptałam.
-Nic się przecież nie stało, wszystko jest okej, więc nie przepraszaj.- powiedział, a ja zamknęłam na chwilę powieki, a wtedy mnie olśniło. Co ja będę robić przez te dwa dnia sama w domu? Była tylko jedna opcja
-Lou..- zaczęłam po chwili, myśląc dokładnie o tym co robię.
-Tak?
-Bo ja coś postanowiłam .- powiedziałam.
-No co sobie postanowiłaś ?- spytał.
-No więc... no bo jutro wyjeżdżam do Polski.- oznajmiłam.
-Czekaj, co ?- spytał z podwyższonym tonem.
-No to, że postanowiłam jutro wyjechać do Polski. Koniec kropka.- powiedziałam.
-No ale skąd taki pomysł? -spytał z zszokowaną miną.
-Stąd, że do mojego planowanego wyjazdu jest ponad trzy dni, a co ja będę robić w tym czasie bez dziewczyn ?- spytałam, a on wzruszył ramionami.
-Ja się tobą wyjątkowo zajmę.- powiedziałam znów ukazując ząbki.
-No tak, ale będę w domu gdzie najwięcej mojego czasu tam zamieszkania spędziłam z nimi.- mruknęłam wywracając oczami.
-No to podjedziemy pod dom, weźmiemy twoje rzeczy i jedziemy do nas.
-No tak ! Do domu One Direction, gdzie każdy mój krok Harry będzie przekazywał Rose.- powiedziałam siadając jak zwykła pasażer.
-No to czas najwyższy odwiedzić Doncaster.- wyszczerzył się, a ja miałam już go powoli dość.
-Lou, nie nie szukaj rozwiązań, jadę do Zielonej i pogódź się z tym.
-No ale Sam... moja mama prędzej czy później się o nas dowie. Albo prasa, albo my. A ostrzegam cię, jeżeli dowie się przez prasę, będzie z nami źle.- powiedział.
-Och.. jeszcze ci paparazzi, będą nas śledzić krok w krok i nie będziemy mogli normalnie żyć. - jęknęłam, a on się zaśmiał.- No nie śmiej się, będą jak takie muszki owocówki, będą latać wokół nas jak na owoce.
-Oj daj już spokój Sam, ja jakoś żyję i Eleanor też jakoś tak żyła i wcale nie narzekała ! - krzyknął , a ja spojrzałam na niego z szokiem, gdzie już po chwili poczułam łzy.
-Bynajmniej nie jestem tak doskonała jak Eleanor.- powiedziałam, po czym powróciłam do swojej pierwszej pozy,która była nią przytulenie się do drzwi.
-Sam, przepraszam, nie powinienem.- wykrztusił po chwili.
-Daj spokój.- mruknęłam po czym pojedyncze łzy zaczęły spływać po policzkach. Szybko je otarłam, a już po chwili zasnęłam.
/Na następny dzień/
Moje oczy, zaczęły się powoli otwierać i właśnie wtedy dochodziła do mnie świadomość, co się wczoraj stało. Natychmiastowo usiadłam i obejrzałam się obok siebie. Nie było go. Natychmiastowo wstałam i równie zdziwiona stanęłam. Przecież zasnęłam w samochodzie w ... ciuchach, to dlaczego jestem we własnym pokoju i jestem w samej bieliźnie ?, spytałam samą siebie, a na odpowiedź przyszło tylko jedne wytłumaczenie - Louis. Uśmiechnęłam się i ruszyłam na dół, jednak mijając łazienkę usłyszałam szum wody dochodzącej z pod prysznica. Przybliżyłam się do drzwi i usłyszałam głos chłopaka śpiewającego "Stole My Heart", mój uśmiech poszerzył się, ale już po chwili przestałam podsłuchiwać i zeszłam na dół gdzie weszłam do kuchni. W oknie zauważyłam, że samochód Lou stoi na podjeździe. Czyli jedna kłótnia niczego nie zniszczyła?, kolejne pytanie przemknęło mi przez głowę. Jednak już po chwili pytaniem zastąpiło mi myśl o śniadaniu, dlatego w podskokach wzięłam chleb tostowy i przygotowałam dwie kromki, gdzie już po chwili włożyłam do opiekacza. Nalałam do dwóch szklanek sok i odłożyłam na bok. Następnie siegłam po talerze i położyłam obok. Po paru minutach otworzyłam opiekacz i wyjęłam z niego tosty na talerze, a gdy odkładałam drugi poczułam uścisk na mojej talii, a następnie poczułam jego zapach. Uśmiechnęłam się i odwróciłam się w jego stronę.
-Hej.- uśmiechnęłam się, po czym na jego ustach równie pojawił się uśmiech.
-Cześć, widzę że mnie wyprzedziłaś.- powiedział.
-No jak widać.- zaśmiałam się podając mu jeden talerz i biorąc swój usiadłam przy stole i zaczęłam powoli jeść.
-Złościsz się ?- spytał nie winnie.
-A powinnam ?- odpowiedziałam mu tym samym.
-No chyba tak... dałem cios poniżej pasa, a nie powinienem tego robić.- powiedział ze spuszczoną głową.
-No nie powiem, to bolało, no ale kiedyś jakaś kłótnia musiała nadejść.
-Czyli, że ... - powiedział podnosząc głowę
-Nie gniewam się na ciebie.- uśmiechnęłam się widząc jego głębokie westchnięcie. Następnie dalej jedliśmy śniadanie, jednak zaraz po jego skonsumowaniu musiałam poruszyć kolejny, poważny temat.
-Lou..- zaczęłam nieśmiało, gdy mył naczynia.
-Hmm . . .?
-Co do Polski....
-Stanowczo nie.
-Louis.- nacisnęłam.- Ty tu nie masz nic do gadania, wylatuję dziś do Polski i koniec.
-Sam, zrozum, chcesz dokonać do tego, że nie spotkamy się przez ponad trzy tygodnie, czy ty to rozumiesz?- spytał opierając dłonie o blat.
-Louis, rozumię, dlatego chcę iść na upust.
-Na upust? No niby jaki.
-Chcę, abyś ty pojechał ze mną.- oznajmiłam spoglądając na niego.- Ale tylko na tydzień, potem jedziesz do Londynu, a następnie do do Japonii, okej ?- spytałam.
-Sam, powiedz mi proszę, co ci się stało ?
-Nic, tylko po prostu myślę, że jest czas, abym zapoznała cię z moimi rodzicami i babcią, a gdy wrócę pomyślałam też o tym aby się wybrać do twojej rodziny.- powiedziałam, a on się tylko zaśmiał.
-Sam nie masz gorączki ?- dopytał się podchodząc do mnie i łapiąc mnie za czoło.
-Nie Lou, nie mam, po prostu podjęłam słuszne decuzje.- oznajmiłam przytulając się do chłopaka.
Już po paru godzinach ja i Lou siedzieliśmy w samolocie kierujący się do Polski.
/Pięć dni później/
*Oczami Evelin*
-To co jedziemy ?- spytał mnie Filip.
-Tak jasne, już tylko wezmę jakąś książkę i jedziemy.- uśmiechnęłam się kierując się w stronę mojej małej biblioteczki i biorąc pierwszą lepszą książkę. Następnie wyszłam z domu zamykając drzwi i poszłam do samochodu, gdzie czekał tam na mnie już mój brat i siostra. Wsiadłam do niego i zapięłam pasy.
-Dobra moje kochane siostrzyczki, udomowijcie się wygodnie, bo czeka nas paro godzinna wycieczka na lotnisko.- zaśmiał się i włączył radio, gdzie akuratnie leciał Michael Jackson. Poruszyłam porozumiewczo do Filipa aby pogłośnił, a następnie zaczęłam czytać książkę, którą wzięłam po drodze.
Kiedy skończyłam czytać wyjrzałam za okno i zobaczyłam, że pada deszcz, nie zdziwiło mnie to. Typowa pogoda w Londynie, jednak to co stało się już po chwili zdziwiło mnie bardzo. Filip wjechał w poślizg i auto zaczęło ślizgać się po powierzchni jezdni. Natychmiastowo kazał nam trzymać się przy swoich siedzeniach i nie robić paniki. Na marne - Anabell zaczęła piszczeć, a ja zaczęłam krzyczeć na nią aby się uspokoiła, a już po chwili brat wraz z nami skierował nas na pobocze, jednak jak na pech zamiast wjechać w rów, wjechaliśmy w drzewo. Jeszcze przez chwilę widziałam zbitą szybę przed nami i mojego brata, gdzie po jego czole ciekła krew, również popatrzyłam za siebie, moja siostra nie wyglądała, aby miała porządne obrażenia, ale straciła przytomność. Chciałam zorbić co w mojej mocy, ale niestety już po chwili widziałam tylko czarną przestrzeń,
/Parę godzin później/
*Oczami Sam*
Siedziałam sobie wygodnie na kanapie przeglądając programy, gdy nagle mój telefon zaczął dzwonić. Byłam pewna, że to Louis, ale widząc inną nazwę na wyświetlaczu bardzo się zdziwiłam. Dzwoniła Liz. Miałam ochotę nacisnąć czerwony przycisk, ale nie wiadomo z jakich przyczyn wybrałam zielony.
-Czego chcesz ?- warknęłam.
-Wiem, że się na nas fochnęłaś, ale ustaliłam, że powinnaś to wiedzieć.- oznajmiła.
-Powinnam wiedzieć, że ?- spytałam
-Evi miała dziś wypadek, jakoś przed dziesiątą. Miała jechać z Filipem i Anabell do Oslo, ale po drodze w padły w poślizg, to wszystko cześć.
-Co ? - spytałam głucho nie rozumiejąc tego co powiedziała.
Za trzy dni wyjeżdżam do Polski, a co w tym czasie będę robić? Będę siedzieć na bezsensownym biwaku w środku lasu z dziewczynami ! Nie dość, że planują zostać tam na calusie dwa dni to jeszcze nie pozwoliły zabrać mi Louisa, a Rose Harrego, bo cytując dziewczyny ''jest to babski wypad''. Dlatego właśnie teraz pakuję się, a pomaga mi w tym mój chłopak.
-Wiesz co?- spytał nagle.
-Hmm...?-zawtórowałam odwracając się w jego stronę.
-Boję się tych plakatów.- powiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem.- I to wcale nie jest śmieszne !- dodał, a ja zaśmiałam się jeszcze głośniej.
-Żebyś ty zobaczył mój pokój w Polsce.- powiedziałam zaraz po tym jak się trochę uspokoiłam.
-Właśnie co o Polski...- zaczął.
-Nie.- oznajmiłam stanowczo, zamykając torbę.
-Ale dlaczego?- jęknął.
-Może dlatego, że w tym czasie będziesz w Japonii ?- powiedziałam wychodząc z pokoju, a następnie schodząc na dół .
-Chłopaki dadzą sobie radę beze mnie.
-Louis mówiliśmy o tym, prawda ?
-Prawda.- mruknął zawiedziony.
-Więc nie marudź.- powiedziałam biorąc do ręki ciastko.
-Jak mam nie marudzić, jak nie będziemy się widzieć przez trzy tygodnie.?
-Histeryzujesz, minie jak hmmm, minie jak jakaś wasza piosenka.- powiedziałam zjadając ciasteczko, po czym dopiłam sok. Następnie podeszłam do chłopaka, pocałowałam na pożegnanie i zaczęłam wychodzić, gdy nagle poczułam uchwyt na ręce, tak ,że po chwili znów stałam w stronę Louisa.
-Pamiętaj tylko to, że cię kocham i jeden sms lub telefon a już będę wsiadać do samochodu i jade do ciebie.
-Okej, więc pamiętaj, że też cię kocham i dobrze, będę pamiętać. -uśmiechnęłam się, po czym po raz ostatni mnie pocałował i po równej chwili wyszłam słysząc jedyne ''uważaj na drodze''.
/Oczami Rose/
Po raz ostatni spojrzałam z uśmiechem na mojego loczusia, po czym odjechał, a ja podeszłam do dziewczyn.
-Gdzie jest Sam ?- spytałam wesoło.
-Skąd mam wiedzieć?-zaczęła Liz.- Zapewne zabawia się ze swoim chłopaczkiem, pedałem.- powiedziała równie z uśmiechem.
-Ahaa...okejj,,,,, też tak mówicie gdy się spóźniam ?- spytałam przechylając głowę na bok.
-Możeee...- powiedziały po czym od razu zmieniły temat na temat jakiegoś meczu, dlatego ja odwróciłam się w stronę ulicy, gdzie powinna jechać nią Sam. Nie myliłam się, bo już po niecałych pięciu minutach wyjechało zza zakrętu czarne audi.
-Patrzcie, jedzie.- powiedziałam po czym znów odwróciłam się w stronę dziewczyn.
-No w końcu.- powiedziałam Liz kiedy koło nas stanęło auto, a z niego wynurzyła się brunetka.
-Przepraszam, musiałam jeszcze coś Louisowi wyjaśnić.
-Bla, bla.. Louis to, Louis tamto.- jęknęła Evi biorąc swoje walizki i wsiadając do auta.
-No dobra, nic nie mówiłam.- mruknęła kiwając głową.- Wsiadajcie i jedziemy.- dodała, po czym wróciła na swoje miejsce. Posłusznie wzięłam torbę i usiadłam na miejscu koło kierowcy od razu sięgając do radia.
-Tylko nie jeden de.- ostrzegła mnie Meg.
-No niby czemu ?!- oburzyłam się i spojrzałam na Sam, która tylko wywróciła oczami.
-Eee.... bo może ich nie chcemy słuchać ?- oznajmiłam Evi i już chciałam coś dogryźć, gdyby nie Sam.
- Daj spokój, Rose. Wiesz, że nie wygramy.
Spojrzałam na nią ostatni raz, i włączyłam zwykłą stację radiową, po czym oparłam głowę o drzwi i patrzyłam na przemijające nas domy i parki.
/Trzy godziny później/
-Jejkuu... ten korek ciągnie się ponad półtorej godziny, a gdyby nie one byłybyśmy już na miejscu...- mruknęła Liz.
-Wam bynajmniej nie chce się do toalety.- powiedziałam rozpaczona.
-Ostrzegałam cię.- powiedziała Evi.
-No ale nie wiedziałam, że będą aż takie długie ! - jęknęłam czując, że z każdą chwilą mój pęcherz staje się cięższy.
-Nie marudź, jesteśmy coraz bliżej końca tego korkociągu.- pocieszyła mnie Sam.
-Bogu dzięki ! - krzyknęłam po czym wszystkie poszły w śmiech, jednak po dziesięciu minutach miłej atmosfery wszystko znów się zepsuło.
-Sam.... czemu Louis z nami nie jedzie ?- jęknęła Liz.
-Bo jak sama powiedziałaś, to jest tylko i wyłącznie babski wypad.
-No, a Louis to nie baba ?- spytała Evi po czym oczywiście zaśmiałyśmy się, oprócz naszej Samanthy.
-Pozostawiam to bez komentarza.- mruknęła mocniej zaciskając ręce na kierownicy.
-No ale czemu Louis nie jedzie ?- ciągnęła dalej Liz.
-BO ON NIE JEST BABĄ ! - wrzasnęła.- A teraz zamknij się i siedź cicho dopóki nie dojedziemy na miejsce, i kieruje to do wszystkich ! - dodała, po czym jak znając życie, zaczęła liczyć do 10.
/Dwie godziny później/
*Oczami Sam *
W końcu dojechałyśmy pod miejsce. Zgasiłam auto i wyszłam na zewnątrz . Zrobiły to samo, zabierając ze sobą swoje torby. Następnie Liz wyjęła mapę i zaczęła przeglądać ją na nie właściwej stronie. Pomogła jej Evelin podchodząc i zamieniając tył na przód. Zaśmiałam się cicho, a gdy usłyszały i odwróciły się w moją stronę zmieniłam wyraz twarzy i zaczęłam sprawdzać, czy aby dobrze zamknęłam auto.
-To gdzie teraz ?- spytała Meg podchodząc do Liz i Evi.
-Z moich wniosków wynika, że musimy skierować się w tą stronę.- wskazała, mówiąc.
-No to idziemy.- oznajmiłam, po czym ruszyliśmy we wskazanym kierunku.
Po pół godzinnej wędrówce i minimum godzinnym przygotowaniu byłyśmy padnięte, dlatego leżałyśmy na materacach i żadna z nas nie miała ochoty podnieść swoich czterech liter i pójść do lasu, aby nazbierać drewna do paleniska, dotychczas...
-No dlaczego nie ma Louisaa ??- dopytywała się Liz, a we mnie drżała krew.
-Powtórzę po raz tysięczny, on nie jest babą.
-Ale to nie znaczy, że nie mogłaś go wziąć...
-Najpierw gadasz, że to jest babski wypad, potem dogadujesz, że Louis jest babą, a na końcu masz pretensje że nie wzięłam Louisa na babski wypad!- krzyknęłam, po czym podniosłam się i wyszłam z namiotu.
*Oczami Liz*
-W końcu możemy zaczynać.- oznajmiłam po minucie wyjścia Sam z namiotu.
-Na pewno jej nie ma w pobliżu ?- upewniła się Rose.
-Nie wiem, idź do niej i weź niby jej tam pomóż.- powiedziałam, po czym zmroziła mnie wzrokiem.- No co? Wy bardziej w tych sprawach . . ., no wiesz...
-Dobra. -oznajmiła, po czym wyszła, ja natomiast sięgam po torbę aby wynurzyć z niej telefon Sam. Na widok jej tapety aż mnie mdliło, ale od razu weszłam na wiadomości, gdzie już po chwili wystukałam "Louis, proszę przyjedź, nie wytrzymam z nimi", a następnie dodałam odbiorcę, a oczywiście był nim pedał Louis. Na odpowiedź nie czekałam długo, bo już po minucie dostałam sms "Na pewno?", zaśmiałam się z jego naiwności i oczywiste też odpisałam "Na pewno, a i weź oddzielny namiot. Będziemy sami ;)", po czym wysłałam.
-Zadanie wykonane, teraz jeszcze Rose.- oznajmiłam, po czym wszystkie trzy uśmiechnięte od ucha do ucha wyszłyśmy z namiotu.
/Parę godzin później/
*Oczami Sam*
Siedziałam wtulona w koc, gdy nagle dziewczyny się zerwały się i oznajmiły, że idą po drewno.
-To czekajcie, idę z wami.- powiedziałam wstając, ale powstrzymały mnie.
-Nie, pilnuj, bo ktoś jeszcze nam ukradnie.
-Tak, dzięki, niech ktoś mnie zgwałci.
-Oj, nic się nie stanie. Zostań.- powiedziała Megan, po czym wszystkie cztery zniknęły po chwili za drzewami.
Było już ciemno, dziewczyn jeszcze nie było, a ognisko zaczęło powoli gasnąć, dlatego wzięłam największy konar jaki postanowiłam zostawić na koniec i już prawie wrzuciłam go do ogniska, gdy nagle moje oczy zasłoniły para dłoń. Podskoczyłam ze strachu, ale już od razu zrozumiałam, że dziewczyny chcą zrobić mi kawał.
-Dziewczyny, nie nabrałam się, zabierzcie te ręce.- powiedziałam, ale mówiąc to poczułam pocałunki na szyi. Nagle moje serce zamarło, ale po chwili zaczęło bić niebezpiecznie i nie kontrolując swoje ruchy wyrzuciłam kłodę za siebie uderzając w niego.
-A masz ty pedofilu !- krzyknęłam odwracając się w jego stronę. Wtedy znów zamarłam.
-BOŻE ŚWIĘTY ! Louis, nic ci nie jest ? - krzyknęłam.- Louis odezwij się.
-Ładnie witasz swojego chłopaka.- powiedział, a ja odetchnęłam ulgą, ale już po chwili moja temperatura znów wzrosła.- Louis, do jasnej ciasnej, co ty tu robisz ?!- znów krzyknęłam, a on uśmiechnął się blado.
-Sama mnie tu zaprosiłaś przecież.- powiedział, a ja wybałuszyłam oczy.
-Oj, chyba za mocno walnęłam cię w główkę.- powiedziałam szukając w jego czuprynie jakiegokolwiek guza. Jednak już po chwili poczułam rękę, która zabrała mnie od poszukiwań.
-Nie, popatrz.- powiedział wzkazując na wyświetlacz swojego telefonu. Z wielkim zdziwieniem czytałam to co tam widniało.
-Ale przecież . . . dziewczyny- syknęłam, po czym wstałam napięcie odwracając się wokół własnej osi. Nie było ich, miały szczęście.- Lou..., jak się czujesz ? spytałam.
-Dobrze, a co ?
-Jesteś na sił, aby wracać ?- dopytałam się.
-No tak, ale czemu chcesz wracać ?
-Mam ich dość, dokuczają mi od samego wyjazdu, choć.- złapałam go za rękę i skierowałam jeszcze w stronę namiotu.- Jak chcą, wrócą moim, zostawię im dokumenty i klucze i wrócimy twoim, okej?- spytałam, a on skinął głową na tak. Dlatego weszłam jak najszybciej do namiotu wzięłam torbę, ale zanim to zrobiłam, wyjęłam z nich potrzebne dla nich rzeczy. Następnie ponownie złapałam się za jego rękę i ruszyliśmy do samochodu. Gdy doszliśmy wsiadłam na miejsce pasażera, a chłopak za kierownicą i ruszył pozostawiając tylko mój samochód obok jego.
Podczas drogi siedziałam cicho przyklejając się do drzwi, jednak gdy poczułam dłoń, na mojej ręce obróciłam się w stronę chłopaka.
-Jak się czujesz? -spytałam ponownie patrząc na miejsce uderzenia, gdzie nadal we włosach miał skrwaki kory.
-Jest okej, tylko trochę mnie muli.
-To może się zamienimy miejscami ? Ja poprowadzę, a ty się może prześpisz? -spytałam, a on pokręcił przecząco głową z roześmianiem.- Na pewno ?- spytałam.
-Na pewno. -powiedział pokazując swój piękny uśmiech, po czym nawet na moich ustach pokazał się delikatny uśmieszek.
-Przepraszam.- wyszeptałam.
-Nic się przecież nie stało, wszystko jest okej, więc nie przepraszaj.- powiedział, a ja zamknęłam na chwilę powieki, a wtedy mnie olśniło. Co ja będę robić przez te dwa dnia sama w domu? Była tylko jedna opcja
-Lou..- zaczęłam po chwili, myśląc dokładnie o tym co robię.
-Tak?
-Bo ja coś postanowiłam .- powiedziałam.
-No co sobie postanowiłaś ?- spytał.
-No więc... no bo jutro wyjeżdżam do Polski.- oznajmiłam.
-Czekaj, co ?- spytał z podwyższonym tonem.
-No to, że postanowiłam jutro wyjechać do Polski. Koniec kropka.- powiedziałam.
-No ale skąd taki pomysł? -spytał z zszokowaną miną.
-Stąd, że do mojego planowanego wyjazdu jest ponad trzy dni, a co ja będę robić w tym czasie bez dziewczyn ?- spytałam, a on wzruszył ramionami.
-Ja się tobą wyjątkowo zajmę.- powiedziałam znów ukazując ząbki.
-No tak, ale będę w domu gdzie najwięcej mojego czasu tam zamieszkania spędziłam z nimi.- mruknęłam wywracając oczami.
-No to podjedziemy pod dom, weźmiemy twoje rzeczy i jedziemy do nas.
-No tak ! Do domu One Direction, gdzie każdy mój krok Harry będzie przekazywał Rose.- powiedziałam siadając jak zwykła pasażer.
-No to czas najwyższy odwiedzić Doncaster.- wyszczerzył się, a ja miałam już go powoli dość.
-Lou, nie nie szukaj rozwiązań, jadę do Zielonej i pogódź się z tym.
-No ale Sam... moja mama prędzej czy później się o nas dowie. Albo prasa, albo my. A ostrzegam cię, jeżeli dowie się przez prasę, będzie z nami źle.- powiedział.
-Och.. jeszcze ci paparazzi, będą nas śledzić krok w krok i nie będziemy mogli normalnie żyć. - jęknęłam, a on się zaśmiał.- No nie śmiej się, będą jak takie muszki owocówki, będą latać wokół nas jak na owoce.
-Oj daj już spokój Sam, ja jakoś żyję i Eleanor też jakoś tak żyła i wcale nie narzekała ! - krzyknął , a ja spojrzałam na niego z szokiem, gdzie już po chwili poczułam łzy.
-Bynajmniej nie jestem tak doskonała jak Eleanor.- powiedziałam, po czym powróciłam do swojej pierwszej pozy,która była nią przytulenie się do drzwi.
-Sam, przepraszam, nie powinienem.- wykrztusił po chwili.
-Daj spokój.- mruknęłam po czym pojedyncze łzy zaczęły spływać po policzkach. Szybko je otarłam, a już po chwili zasnęłam.
/Na następny dzień/
Moje oczy, zaczęły się powoli otwierać i właśnie wtedy dochodziła do mnie świadomość, co się wczoraj stało. Natychmiastowo usiadłam i obejrzałam się obok siebie. Nie było go. Natychmiastowo wstałam i równie zdziwiona stanęłam. Przecież zasnęłam w samochodzie w ... ciuchach, to dlaczego jestem we własnym pokoju i jestem w samej bieliźnie ?, spytałam samą siebie, a na odpowiedź przyszło tylko jedne wytłumaczenie - Louis. Uśmiechnęłam się i ruszyłam na dół, jednak mijając łazienkę usłyszałam szum wody dochodzącej z pod prysznica. Przybliżyłam się do drzwi i usłyszałam głos chłopaka śpiewającego "Stole My Heart", mój uśmiech poszerzył się, ale już po chwili przestałam podsłuchiwać i zeszłam na dół gdzie weszłam do kuchni. W oknie zauważyłam, że samochód Lou stoi na podjeździe. Czyli jedna kłótnia niczego nie zniszczyła?, kolejne pytanie przemknęło mi przez głowę. Jednak już po chwili pytaniem zastąpiło mi myśl o śniadaniu, dlatego w podskokach wzięłam chleb tostowy i przygotowałam dwie kromki, gdzie już po chwili włożyłam do opiekacza. Nalałam do dwóch szklanek sok i odłożyłam na bok. Następnie siegłam po talerze i położyłam obok. Po paru minutach otworzyłam opiekacz i wyjęłam z niego tosty na talerze, a gdy odkładałam drugi poczułam uścisk na mojej talii, a następnie poczułam jego zapach. Uśmiechnęłam się i odwróciłam się w jego stronę.
-Hej.- uśmiechnęłam się, po czym na jego ustach równie pojawił się uśmiech.
-Cześć, widzę że mnie wyprzedziłaś.- powiedział.
-No jak widać.- zaśmiałam się podając mu jeden talerz i biorąc swój usiadłam przy stole i zaczęłam powoli jeść.
-Złościsz się ?- spytał nie winnie.
-A powinnam ?- odpowiedziałam mu tym samym.
-No chyba tak... dałem cios poniżej pasa, a nie powinienem tego robić.- powiedział ze spuszczoną głową.
-No nie powiem, to bolało, no ale kiedyś jakaś kłótnia musiała nadejść.
-Czyli, że ... - powiedział podnosząc głowę
-Nie gniewam się na ciebie.- uśmiechnęłam się widząc jego głębokie westchnięcie. Następnie dalej jedliśmy śniadanie, jednak zaraz po jego skonsumowaniu musiałam poruszyć kolejny, poważny temat.
-Lou..- zaczęłam nieśmiało, gdy mył naczynia.
-Hmm . . .?
-Co do Polski....
-Stanowczo nie.
-Louis.- nacisnęłam.- Ty tu nie masz nic do gadania, wylatuję dziś do Polski i koniec.
-Sam, zrozum, chcesz dokonać do tego, że nie spotkamy się przez ponad trzy tygodnie, czy ty to rozumiesz?- spytał opierając dłonie o blat.
-Louis, rozumię, dlatego chcę iść na upust.
-Na upust? No niby jaki.
-Chcę, abyś ty pojechał ze mną.- oznajmiłam spoglądając na niego.- Ale tylko na tydzień, potem jedziesz do Londynu, a następnie do do Japonii, okej ?- spytałam.
-Sam, powiedz mi proszę, co ci się stało ?
-Nic, tylko po prostu myślę, że jest czas, abym zapoznała cię z moimi rodzicami i babcią, a gdy wrócę pomyślałam też o tym aby się wybrać do twojej rodziny.- powiedziałam, a on się tylko zaśmiał.
-Sam nie masz gorączki ?- dopytał się podchodząc do mnie i łapiąc mnie za czoło.
-Nie Lou, nie mam, po prostu podjęłam słuszne decuzje.- oznajmiłam przytulając się do chłopaka.
Już po paru godzinach ja i Lou siedzieliśmy w samolocie kierujący się do Polski.
/Pięć dni później/
*Oczami Evelin*
-To co jedziemy ?- spytał mnie Filip.
-Tak jasne, już tylko wezmę jakąś książkę i jedziemy.- uśmiechnęłam się kierując się w stronę mojej małej biblioteczki i biorąc pierwszą lepszą książkę. Następnie wyszłam z domu zamykając drzwi i poszłam do samochodu, gdzie czekał tam na mnie już mój brat i siostra. Wsiadłam do niego i zapięłam pasy.
-Dobra moje kochane siostrzyczki, udomowijcie się wygodnie, bo czeka nas paro godzinna wycieczka na lotnisko.- zaśmiał się i włączył radio, gdzie akuratnie leciał Michael Jackson. Poruszyłam porozumiewczo do Filipa aby pogłośnił, a następnie zaczęłam czytać książkę, którą wzięłam po drodze.
Kiedy skończyłam czytać wyjrzałam za okno i zobaczyłam, że pada deszcz, nie zdziwiło mnie to. Typowa pogoda w Londynie, jednak to co stało się już po chwili zdziwiło mnie bardzo. Filip wjechał w poślizg i auto zaczęło ślizgać się po powierzchni jezdni. Natychmiastowo kazał nam trzymać się przy swoich siedzeniach i nie robić paniki. Na marne - Anabell zaczęła piszczeć, a ja zaczęłam krzyczeć na nią aby się uspokoiła, a już po chwili brat wraz z nami skierował nas na pobocze, jednak jak na pech zamiast wjechać w rów, wjechaliśmy w drzewo. Jeszcze przez chwilę widziałam zbitą szybę przed nami i mojego brata, gdzie po jego czole ciekła krew, również popatrzyłam za siebie, moja siostra nie wyglądała, aby miała porządne obrażenia, ale straciła przytomność. Chciałam zorbić co w mojej mocy, ale niestety już po chwili widziałam tylko czarną przestrzeń,
/Parę godzin później/
*Oczami Sam*
Siedziałam sobie wygodnie na kanapie przeglądając programy, gdy nagle mój telefon zaczął dzwonić. Byłam pewna, że to Louis, ale widząc inną nazwę na wyświetlaczu bardzo się zdziwiłam. Dzwoniła Liz. Miałam ochotę nacisnąć czerwony przycisk, ale nie wiadomo z jakich przyczyn wybrałam zielony.
-Czego chcesz ?- warknęłam.
-Wiem, że się na nas fochnęłaś, ale ustaliłam, że powinnaś to wiedzieć.- oznajmiła.
-Powinnam wiedzieć, że ?- spytałam
-Evi miała dziś wypadek, jakoś przed dziesiątą. Miała jechać z Filipem i Anabell do Oslo, ale po drodze w padły w poślizg, to wszystko cześć.
-Co ? - spytałam głucho nie rozumiejąc tego co powiedziała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)