środa, 29 sierpnia 2012

Rozdział 10

                                                            ~oczami Sam~
                                                      dwa tygodnie później.

         Obudziły mnie promienie słońca wychodzące z okna. Otworzyłam oczy i spojrzałam w bok. Uśmiechnęłam się widząc Louisa, który spał obok mnie. Tak... od tygodnia pozwalam mu spać na łóżku, a nie na kanapie... na samo wspomnienie uśmiechnęłam się szerzej, gdy...
         "Obudziłam się przez grzmot. Usiadłam i wpatrzyłam się w okno. Nagle błysk i znów grzmot. Skuliłam się bardziej obejmując nogi rękoma. Nienawidziłam nigdy burz, nawet tych najspokojniejszych. Dlatego spojrzałam w stronę kanapy. Louis spał jak kamień.
-Louis..-szepnęłam.-Louis, obudź się..
-Yhm, coś się stało..?-spytał ospałym głosem.
-Burza jest. -odpowiedziałam cicho.
-Tak, wiem. Widzę... i słyszę.-mruknął i włączył lampkę nocną. Następnie wpatrywaliśmy się w siebie jakiś czas. -Boisz się?- spytał a ja kiwnęłam głową. Przekrzywił głowę a następnie wstał, podszedł do łóżka. Położył się koło mnie i zgasił światło. Natomiast ja przytuliłam się do niego. Wzięłam głęboki wdech rozkoszując się jego zapachem i szybko zasnęłam."
          Następnego dnia wymigał się że będzie kolejna burza , choć było bezchmurne niebo. Potem że zgubił niewidzialnego misia, a przez kolejne dni już nawet się nie usprawiedliwiał. Po prostu kładł się a ja tuliłam się do niego.
          Nagle moje rozmyślania przerwał burczący brzuch więc wstałam i ruszyłam do kuchni. Spotkałam tam Nialla, który kombinował z lodówką.
-E... co ty robisz?-spytałam podchodząc.
-Zamknęli mi lodówkę na kod!-poskarżył się.
-Ooo... biedny Niall..-zrobiłam minę słodkiego kociątka. On udawał że się rozpłakał , więc rozszerzyłam ramiona a on wtulił się do mnie i zaczął bardziej ryczeć.
-Znasz hasło? Prawda?-spytał.
-Tak.-westchnęłam.
-Powiesz?
-Nie.-powiedziałam stanowczo, lecz po chwili zmiękłam.-Usiądź . Zrobię coś dla nas.-posłusznie usiadł, a ja podeszłam do lodówki i wbiłam kod 61234. Następnie wzięłam potrzebne składniki i znów zamknęłam. Nalałam nam po szklance soku pomarańczowego , a następnie zaczęłam smażyć jajka na miękko.
            Podałam wielki talerz chłopakowi , który narzekał już od pięciu minut że zaraz umrze z głodu, natomiast ja wzięłam swój mały. Po paru minutach oba talerze były puste.
-Pyszne-skomentował.
-Wiem , bo moje. -uśmiechnęłam się.-Ale za to ze ja zrobiłam ty myjesz.
-No...okej. -odparł po chwili. Zadowolona wróciłam do pokoju. Louis jeszcze spał , dlatego po cichu wzięłam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Tam ubrałam się (koszulka w paski i jasne dżinsy) i pozostawiłam swoje lekkie loki rozpuszczone. Następnie wróciłam do pokoju. Nie było już go, dlatego szłam spokojnie , jednak po chwili uniosłam się i wydostał się ze mnie krzyk. Jednak juz po chwili stałam przed lustrem  i w odbiciu zobaczyłam siebie z Louisem.
-Odbiło ci?-spytałam ciągle wpatrzona w lustro.-Chcesz żebym dostała zawału?.
-Może mi odbiło i nie, ale mam taki wyśmienity humor.-uśmiechnął się szeroko.
-To ty kiedyś go tracisz?-zaśmiałam się kładąc piżamę pod poduszkę.
-Nie, ale dziś mam strasznie wyśmienity.-znów się uśmiechnął.
-A to niby dlaczego?-spytałam .
-Nie mogę ci powiedzieć -zrobił tajemnicze oczy.-Tylko powiedz mi co robisz wieczorem?
-Nie mam żadnych planów chyba..-zamyśliłam się.
-Oby.-szepnął do siebie, lecz i tak słyszałam. Następnie podszedł do mnie , dał buziaka w policzek i wyszedł. Nie rozumiałam zbytnio jego zachowania. -A i ślicznie dziś wyglądasz.-wychylił się za framugi. Spojrzałam w tamta stronę , ale jego już nie było. Zaśmiałam sie pod nosem.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Obróciłam się i zobaczyłam Harrego.
-Cześć. -przywitał się.-Mogę wejść?
-Hej, jasne, siadaj. Ale Louisa tu nie ma.
-Tak wiem , bo ja do ciebie przyszedłem.
-Do mnie?-spytałam.
-Tak, bo wiesz chciałem sie trochę dowiedzieć o Rossie , co ona lubi itp.
-Och. To siadaj wygodnie, trochę tego będzie.-zaśmiałam się, on też.- Więc tak... uwielbia konie, czerwone róże, dużo świec, romantycznych kolacji pod księżycem, imprezy.... - i wymieniałam tak dalej. Stwierdziłam że  nawet można by było napisać o tym książkę.
            Po pół godzinie Harry opuścił pokój, a po chwili i ja. Widziałam jedynie Liama i Zayna oglądających telewizję.
-Gdzie reszta?-spytałam.
-Harry gdzieś poszedł tak samo jak Louis. Niall podjada, a Rose poszła chyba do dziewczyn.
-Aha.-uśmiechnęłam sie i wyszłam . Zapukałam do pokoju dziewczyn i od razu weszłam. Liam miał rację , była tu Rose.
-Hej.-usiadłam koło nich.-Co robicie?
-Cześć i nic . Oglądałyśmy zwiastun Paranomal Activity 4.
-I co fajny jest?
-Nawet. Będziemy oglądać ?-spytała Meg.
-Ta , ale nie dzisiaj .-mruknęła Liz.-Nie chcę
-Ok.-mruknęła Evelin.-To co robimy?
-Może karaoke.-podsunęłam.
-Jestem za.-odparła nagle Megan. Każda podążyła za nią. Juz po chwili okna były zamknięte i przysłonięte zasłonami.  Nagle muzyka się włączyła i zaczęłyśmy śpiewać "baby" Justina Biebera. Następnie była piosenka którą ich uczyłam "jesteś szalona",  i tak wiele innych , nawet z One Direction.
Po paru godzinach ślęczenia nad internetem Rose dostała SMS'a.
-Sorry, ale my musimy na razie znikać-powiedziała i pociągnęła mnie w stronę drzwi.-Na razie!-wykrzyknęła.
-Rossie, gdzie ty mnie ciągniesz?-spytałam.
-Do pokoju, muszę zrobić coś do czego się zobowiązałam. -mruknęła i otworzyła drzwi. Chłopaki spojrzeli na nas , lecz po chwili wrócili do swojego dawnego zajęcia , czyli obijania się . Natomiast gdy ja z Rose dotarłyśmy do mojego i Lousia pokoju rozkazała mi usiąść na łóżku, a ona klękła i zajrzała pod nie. Już po chwili wyjęła wielkie pudło.-Masz. To jest prezent od Louisa. Załóż to i przy okazji...-wyszła.-To.-dodała , kładąc moje baleriny na podłodze. -Daje ci maksymalnie 10 minut na przebranie się.
-Ale po co ?-spytałam zdziwiona.
-Nie pytaj, tylko się przebieraj. -powiedział i wyszła z pokoju. Przez chwilę wpatrywałam sie w pudełko , lecz po chwili zsunęłam pokrywę i ujrzałam prześliczną beżową sukienkę z czarną kokardą na pasie. Wyjęłam ją z pudełka i wzięłam do ręki. Położyłam ją na łóżku, a następnie zaczęłam się przebierać.
Już nawet po niecałych dziesięciu minutach do pokoju znów wparowała Rose.
-Rose, o co chodzi?-chciałam się dowiedzieć.
-Dowiesz się.-wzięła mnie za nadgarstek i pociągnęła.-A im szybciej tym lepiej.-uradowana, aż podskoczyła a następnie weszłyśmy do windy i zjechałyśmy na dół. -Dalej gonić cię nie mogę, teraz jedynie idź do płotu a niespodzianka będzie tam czekać.-wyjaśniła, a następnie przytuliła mnie i wróciła na górę. Natomiast ja stałam osłupiała , lecz po chwili ruszyłam chwiejnym krokiem w stronę drzwi.
Przejście do bramy zajęło mi trochę czasu , lecz gdy wydostałam się poza obręb hotelu rozejrzałam się i zobaczyłam Louisa opierającego się o mur.
-hej-zaczął.
-Eee...-zamurowało mnie.-Cześć.-dodałam jednak po chwili. -Louis o co chodzi?-spytałam a on wzruszył ramionami.
-O nic. Chciałem tylko wyjść z tobą na spacer.-uśmiechnął się.
-To nie mogłeś powiedzieć od razu? Zanim zacząłeś angażować Rose?
-Wiesz że taki nie jestem. , prawda?-spytał a ja cicho westchnęłam.
-Też prawda.-odparłam.
-To jak, wybierze się ze mną panienka na spacer pośród gwiazd.
-Och, z przyjemnością.-uśmiechnęłam się łapiąc go pod ramię.
             Szliśmy przez długi czas , dopóki po woli nie dochodziliśmy do wieży Eiffla. W tym czasie dużo o sobie dodaliśmy. na przykład, że naprawdę pochodzę z Polski, że w Londynie mieszkam od ponad dwóch lat, bo tata  odziedziczył firmę po zmarłym przyjacielu, że uwielbiam rysować, że mam najlepszego przyjaciela w Polsce i wielu innych... gdy nagle stanęliśmy pod wieżą.
-No to nadeszła pora wspinania się.-mruknęłam.
-E, tam. Zajęło by to nam całą noc. Pojedziemy windą.-uśmiechnął się zadziornie. Już po chwili byliśmy w windzie , a po pięciu minutach na samej górze. Drzwi sie otworzyły a mnie zamurowało. Z płatków róż była wydeptana ścieżka a obok nich porozstawiane świeczki. Na sam widok moje oczy się zaszkliły ze szczęścia.
-Louis....-wyszeptałam, obracając się do niego.-Sam to zrobiłeś? -spytałam z niedowierzaniem. On jedynie kiwnął głową. Jako pierwszy wszedł i pociągnął mnie za sobą. Wyszliśmy z windy i zobaczyłam zakryty stolik z dwoma krzesłami . Usiedliśmy.
-Ale po co to wszystko?-zapytałam po chwili.
-Dowiesz się w swoim czasie.-uśmiechnął się a już po chwili niewiadomo skąd wyszła kelnerka z tacą. Podała danie, które okazało się moim ulubionym gdyż była to rolada z mięsa i sera. Posłusznie jedliśmy rozmawiając o naszych zainteresowaniach.
Następnie był deser złożony z lodów , a moja cierpliwość zaczęłam sie kończyć .
-No to kiedy się dowiem?-dopytałam z uśmiechem.
-och, Sam . -westchnął.-Niecierpliwa jesteś. -również się uśmiechnął , ale wstał i wyciągnął w moją stronę dłoń. -Zatańczysz?-spytał. i wtedy zorientowałam się że leciała muzyka. Kiwnęłam głową i wstałam łapiąc się jego.
Dlatego że była to bardzo wolna piosenka byłam do niego prawie cała przytulona. Zbytnio nie umiałam tańczyć , dlatego za każdą pomyłkę wybuchałam śmiechem. Jednak po czasie znalazł wyśmienity pomysł, abym nie kroczyła nogami bo przesunął mnie jeszcze bliżej do siebie , tak, że obracaliśmy się tylko w kółko. Nagle oparł swoją głowę na moje ramię i westchnął.
-Louis?-spytałam .-Coś się stało?
-Nie, -odparł stanowczo odrywając się odemnie.  -Tylko muszę ci coś powiedzieć.-oznajmił. Zauważyłam w jego oczach strach.
-No to mów.-zachęciłam go łapiąc jego obie ręce. On natychmiast odwrócił wzrok w drugą stronę.
-Sam...-powiedział po chwili, znów obracając się tylko że tym razem do mnie. -Wiem, znamy się od dwóch tygodni , lecz pierwszego dnia , wtedy kiedy zobaczyłem cię w windzie.. coś we mnie uderzyło. Coś bardzo dziwnego. Po prostu mnie zamurowało. Chciałem patrzyć na ciebie cały czas , ale ty zniknęłaś. Potem był ten koncert,mecz, noc... byłem tobą oszołomiony . Czułem jakbyśmy znali się od dzieciństwa, a było to zaledwie kilka dni. Po  tym ta wasza wyprowadzka. Burza...
-Louis, do czego dążysz?-spytałam głupio.
-Sam.-powiedział łapiąc dłońmi moją twarz.-Bo ja... ja po prostu cię kocham.-wyznał a w moich oczach pojawiły się łzy. -Nigdy nie wierzyłem że istnieje miłość od pierwszego wejrzenia. Ale ty.. zmieniłaś to. Zakochałem się w tobie w jednej sekundzie. -teraz moje łzy leciały szybciej.-Proszę nie płacz . Jeżeli nie czujesz tego co ja , to wiedz że ja chcę być nadal twoim przyjacielem. Nie przekreślaj mnie przez uczucia. Proszę.
-Ale Louis, ja ciebie też kocham.-zaszlochałam , a on uśmiechnął się i mnie przytulił. Złapałam się jego tak jakbym już nigdy nie chciała go wypuścić.
-Tak bardzo się cieszę.-powiedział po chwili.
-Ja też.-wtedy odsunął mnie od siebie i zaczął przybliżać swoją twarz do mojej.

                                                            ~oczami Rossie~

             Większość stała na balkonie obserwując wierzę Eiffla. Mieliśmy jedną lornetkę, a nas było czworo. Akurat miał nią Niall.
-Głupia lornetka-wykrzyknął po chwili. -Nic z niej nie zobaczysz!-zdenerwował się i rzucił nią o ziemie a ona się rozbiła.
-No brawo geniuszu-mruknęła Evelin.-To że ty nie potrafisz się nią posługiwać , to nie znaczy że reszta też.
-Ta, jasne..-burknął i wyszedł. Zostało nas troje, lecz już po chwili wparował do nas Harry.
-Rose?-spytał.
-Hm?-odwróciłam się w jego stronę.
-Możesz na chwilkę?
-Tak, pewnie. -wyszłam i podążyłam za nim.-Dlaczego tu jesteśmy?-spytałam w naszym pokoju.
-Chciałem cię zaprosić. Robisz coś pojutrze?
-E ... nie-zamyśliłam się.-A co?
-Wybralibyśmy się może do Disneylandu? Może być?
-Jasne! Uwielbiam Disneyland. -Wykrzyknęłam podekscytowana . Harry jedynie się uśmiechnął i wyszliśmy z pokoju. Usiedliśmy i włączyliśmy jakiś film z laptopa.

                                                       ~po jakimś czasie~

          Film się już prawie kończył, gdy do domu wszedł Louis i Sam.Nagle jakoś wszystkich film znudził , bo obróciliśmy się w ich stronę.
-No co?-zaczął Louis.
-Jeszcze się pytasz?-spytał Niall. -Jesteście razem czy nie?-dopytywał się a ja szturchnęłam go łokciem. -Ał.-syknął, natomiast oni się zaśmiali i unieśli w górę złączone ręce. Uśmiechnęłam się i natychmiast wstałam aby przytulić przyjaciółkę, a reszta zaczęła klaskać.
-Moje marzenie się spełniło.-wyszeptała mi potajemnie do ucha.
-Wiem i gratuluję.-uśmiechnęłam się po czym stanęłam przed nimi i spojrzałam znacząco na Louisa. Uśmiechnął się i bezgłośnie powiedział "dziękuje". Potaknęłam głową i wróciłam do reszty, dołączyć oglądanie filmu. Nie trwało to długo, bo po pięciu minutach zaczęły lecieć napisy. Leniwie wstałam , poszłam wziąć prysznic, a następnie  położyłam się koło Harrego ,który już spał.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Filmik dla One Direction

Jest akcja, każda może wystąpić w filmie, który zostanie wysłany do One Direction.. Wystarczy narysować rysunek z "Poland loves One Direction" i zrobić sobie z nim zdjęcie. Szczegóły :  http://wisniowy-posmak.pinger.pl/



poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 9

                                                          ~oczami Rossie~
       Siedziałam między Liamem a Harrym i oglądaliśmy jakiś głupi francuski film, dlatego oparłam głowę o kanapę i zaczęłam rozmyślać o tym jak poznałam Harry'ego. A było to w tym samym dniu , w którym przyjechaliśmy do Francji, gdzie:
       "Szłyśmy z Evelin pod rękę pod wieżę Eiffla, gdy  nagle zobaczyłam świecącą się rzecz koło nas. Wysunęłam rękę i podeszłam po małe zawiniątko. Zauważyłam że świecidełko to łańcuszek z wisiorkiem w kształcie trójkąta. Podobny miał Harry, dlatego wzięłam go, zapięłam na szyi i wróciłam do dziewczyn.
-Co znalazłaś złomiarzu?-spytała Megan.
-To!-pochwaliłam sie, unosząc łańcuszek w górę.
-Fajnee.. -skomentowała Sam.-Czy Harry przypadkiem nie ma takiego samego?-spytała.
-No właśnie dlatego go wzięłam.-uśmiechnęłam się i poszłyśmy dalej.

                                                                     * * *

-Ja idę do dziewczyn. Idziesz ze mną?-spytałam Sam, która czytała książkę.
-Nie, wolę jego.-uśmiechnęła się i pokazała okładkę Harrego Pottera i Komnaty Tajemnic. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Dziś nadzwyczaj w świecie zapukałam.
-Proszę!-usłyszałam Evie, dlatego bez problemu weszłam i usiadłam koło niej. Ona również czytała.
-Jezuu.. ludzie, co wy macie z czytaniem tych książek?-zawołałam.-Gdzie Megan i Liz?-spytałam po chwili.
-Poszły do sklepu.-mruknęła zza książki.
-Dobra, ja ci nie przeszkadzam.-wstałam i ruszyłam w stronę balkonu. Na miejscu oparłam się o barierkę i zaczęłam oglądać piękną wieżę Eiffla.
-Piękny widok..-powiedział męski głos, a ja wystraszona podskoczyłam.
-O Boże!-pisnęłam- Nie strasz mnie!
-Przepraszam, nie chciałem.-odwrócił się i stanął nieco dalej. Przede mną stał...- Cześć, jetem Harry Styles.
-Rossie. Dla przyjaciół może być Rose.-uśmiechnęłam się podając mu rękę. Odwzajemnił uścisk.
-Miło mi cię poznać Rossie.
-Jak mnie.
          I staliśmy tak przez pewien czas oglądając widoki.
-Mieszkasz w tym pokoju? Nigdy cie tu nie widziałem.-powiedział po czasie.
-Nie, to tylko pokój przyjaciółek . Ja mieszkam obok. Też z przyjaciółką.-uśmiechnęłam się i odwróciłąm się w jego stronę. Wpatrzył się w mój naszyjnik.
-Skąd go masz?-spytał łapiąc wisiorek.
-Znalazłam.
-Gdzie?-dopytywał.
-Pod wieżą Eiffla, a czemu pytasz?-spytałam a on się uśmiechał gdy obracał mały trójkącik  w dłoni.
-Znalazłaś...-wyszeptał.
-No tak, znalazłam...
-Nie, nie ... znalazłaś mój naszyjnik.-uśmiechnął się.-Popatrz.-przybliżył do mnie wisiorek. Dopiero teraz zauważyłam że na jego odwrocie drobnymi literami wyryte było jego imię.
-Och, przepraszam, nie wiedziałam.-mówiłam ściągając po zapięcie. Jednak powstrzymały mnie jego ręce, po których dotyku dostałam ciepłego dreszczu.
-Nie, zostaw. Tobie jest w nim ładniej.-oczywiście się zarumieniłam.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się przyjaźnie. Nagle na balkon wparowała Liz i wzięła mnie za rękę.
-Chodź Rose, Evi przestała czytać.- i pociągnęła mnie w stronę pokoju.
-To do zobaczenia.-zawołał Harry.
-Pa.-posłałam mu ostatnie spojrzenie i weszłam za Liz"

          Ach, tak.. to był piękny dzień, szkoda tylko że nie zbytni dla Sam, lecz również miała chwilę szczęścia, gdy Louis zaproponował wspólne mieszkanie, tak jak Harry mi, gdy:
          "Siedziałam na krześle popijając sok z Harrym, gdy nagle on wstał i usiadł na przeciwko mnie. Spojrzałam na niego a on zapytał:
-No i co? Idziecie chyba do dziewczyn nie?
-Zapewne tak.
-Pomieścicie się tam?-spytał a ja wzruszyłam ramionami.
-Nie wiem, ale zapewne ja i Sam trafimy na podłogę.-mruknęłam.
-Dlaczego?
-Za wiele to tam tego miejsca nie ma. Liz śpi z Megan, a Evi na kanapie.
-Aha..-westchnął.-A co byś powiedziała na to żebyście wprowadziły się do nas?-spytał a ja rozszerzyłam szeroko oczy.
-Naprawdę?-nie dowierzałam w to co powiedział- Mogłybyśmy?-dodałam a on kiwnął głową.
-To taka zapłata za to co zrobili ci debile.-uśmiechnął się.
-Pójdę się tylko spytać Sam. -wstałam i ruszyłam ku jej pokoju."

            Nagle moje myśli przerwało pukanie do drzwi. Wstałam i je otworzyłam. Przyszła Megan.
-To co gramy w tę fife? -spytała wchodząc.-wszyscy odpowiedzieli "tak"-Gdzie Evie i Liz?-dopytałam się .
-Evi gdzieś poszła , a Liz gra sobie na tarasie.-mówiła siadając. Jednak sam wstała i ruszyła w stronę tarasu. I ja poszłam za nią.

                                                                ~oczami Liz~

          Szłam korytarzem gdy nagle zobaczyłam idącą Evelin z miotłą. Do głowy wpadł mi genialny pomysł na to aby w końcu przyszła pora zemsty. Za wzięcie mojego telefony bez pozwolenia, zamknę ją w schowku.  Dlatego weszłam do windy, a następnie zjechałam na dół. Pobiegłam do schowka i zauważyłam skrawek czarnych spodni, które chyba na sobie dzisiaj miała, wepchnęłam ją głębiej do środka po czym szybko przekręciłam kluczyk i wzięłam go ze sobą.
-Następnym razem pomyśl nim to zrobisz! -powiedziałam i zadowolona wróciłam do pokoju.
          W salonie nikogo nie było, bo Megan poszła do tych patafianów, a Evi jest przecież zamknięta,  dlatego poszłam na taras. Leżała tam gitara Sam, więc wzięłam ją i usiadłam pogrywając na niej. Lecz zamiast skupić się na grze, myślami byłam daleko, rozmyślając czy aby na pewno nasza przyjaźń się nie zakończy. Przecież nawet Megan poszła do nich, bo przekupiono ją jakąś głupią fifą. Wszystko było by lepsze gdyby Rose i Sam nie poznały 1D, albo gdyby ich nigdy nie polubiły. Lecz życie układa swoje historie, nie my.
           Nagle poczułam że ktoś za mną stoi, więc się odwróciłam. Stały to Sam i Rose.
-Nie idziesz pograć?-spytały.
-Nie mam jakoś ochoty...
-To chodź chociaż z nami posiedź.-zaproponowała Rossie.
-Nie mam na to ochoty.-warknęłam.
-No chodź, będzie fajnie.-przekonywała.
-Rose, nie chcę.-powiedziałam błagalnym tonem. Już chciała coś powiedzieć gdy z ich pokoju wyszedł Harry. Popatrzył na nie, co u mnie znaczyło że mają już iść. Jednak jak stały, tak stały. On również.
-Idźcie już.-wymamrotałam.
-Bez ciebie nigdzie nie idę-powiedziała Sam, łapiąc mnie za rękę. Zmroziłam ją spojrzeniem, lecz po chwili Rossie złapała mnie za drugi nadgarstek i byłam zmuszona iść z nimi do pokoju.
-Kto wygrywa?-spytała Rose, opadając z sił widząc zaciętą walkę między Megan a Niallem.
-Hiszpania!-krzyknęła radośnie Meg.
-Oj ty się jeszcze tak nie ciesz, zostało dwadzieścia minut do końca gry i nadrobienie tylko dwóch goli .-warknął Irlandczyk.
-Chyba śnisz.-zaśmiała się.-Jest!! Trzy do zera.-zawołała po chwili. Uśmiechnęłam się pod nosem i rozejrzałam po pokoju. Brakowało mi jednego członka gdy nagle do pokoju wparowała Evelin. Otworzyłam szeroko oczy i zaczęłam się jej bać, ale ona usiadła sobie spokojnie koło Zayna i oglądała mecz.
-Gdzie byłaś?-zapytałam po chwili.
-W sklepie, a co?
-O,o...-mruknęłam.
-Co o,o..?-zapytał Louis.
-Zamknęłam kogoś w schowku!-krzyknęłam przerażona. Chłopaki dali stop w grze a ja wybiegłam z pokoju jak oparzona. Tak jak Niall, Megan, Sam, Rose, Louis, Evi i Harry (Zayn spał)
-A około której tego kogoś zamknęłaś?-spytał Harry gdy kliknęłam nerwowo guzik od windy.
-Nie wiem... pół godziny maksymalnie.-wychrypiałam.
-To ja już chyba wiem kto to jest.-powiedział Louis.-Liam miał czarne spodnie jak Evelin.
-To wszystko wyjaśnia..-wybiegliśmy z windy i pokierowaliśmy się od razu do schowka. Szybko otworzyliśmy i zobaczyliśmy jak Liam bawi się miotłami.-Liam, tak bardzo cię przepraszam.
-Nie musisz mnie przepraszać . Wiecie jak tutaj jest fajnie! Ja tu zostaję.
-Ta?-spytał Niall.-To ja też.
-No to ja też!-zawołał Harry.
-Ja sam z nimi nie zostanę.-dodał Louis, po czym zamknęli  drzwi a ja je tylko przekluczyłam. Następnie ruszyłyśmy do windy . Nacisnęłam guzik i ruszyłyśmy.Nagle światła zgasły a winda się zatrzymała. Wszystkie pisnęłyśmy.
-Nie, tylko nie to!-wykrzyknęła Rose.
-Zostałyśmy uwięzione!-pisnęła Sam.
-Uspokójcie się!-warknęłam.-Niech któraś zadzwoni po pomoc.
-Ale nikt nie wziął telefonu!-krzyknęła Megan.
-Że jak?!-zamurowało mnie.

                                                               ~oczami Sam~

-No po co w hotelu brać telefon?-zapytała Megan.
-Może chłopacy sobie przypomną.-stwierdziła z nadzieją Rossie.
-Mhm..-wymamrotała Liz podnosząc rękę z kluczykiem do góry.
-Po co ich zamykałaś .-westchnęła z oburzeniem Evelin.
-Ich wybór. Nie moja wina że są tacy głupi , że chcą siedzieć zamknięci w schowku na miotły.
-To co siedzimy i czekamy aż ktoś nas stąd wypuści?-spytałam.
-Albo walimy ile sił.-dodała Evi.
-Jak to już nasz koniec to miło było was poznać .-powiedziała Liz.
-Są plusy. Nie będziemy już więcej widzieć 1D.-dodała Megan.
          Minęła już godzina. W windzie robi się gorąco a ja wciąż myślę o Louisie. Niedawno go poznałam... Nagle sobie coś przypomniałam.
-Zayn!-krzyknęłam, a dziewczyny się tylko na mnie popatrzyły.
 -No Zayn został w pokoju.-dodałam.
-Tak, tylko z tego co pamiętam ten kretyn spał.-powiedziała Evelin.
-Masz inny pomysł? Dobijamy się aż nas usłyszy.-odparłam.
-Ratunku! Ratunku!-zaczęłam krzyczeć , po czym dołączyła się do mnie Rose. miałam nadzieję że on nas usłyszy.
-Wiecie co? Ja się nie będę tak darła.-powiedziała Megan.-Mam lepszy pomysł.-dodała, po czym wstała i delikatnie otworzyła otwór u góry windy.
-Ty masz zamiar tędy wyjść?-spytałam a ona potwierdziła skinięciem głowy.
-Ja idę z tobą.-dodały Evelin i Liz.
           Wszystkie stanęły w rządku , pierwsza weszła Megan .Po chwili nie było już jej widać.
-I jak tam, brudno?-spytała Evie.
-Trochę.-odpowiedziała Megan.
-No to wchodzimy.-powiedziała Liz po czym razem z Evelin zniknęły w otworze.
-No to zostałyśmy same.-powiedziałam.
-Taa.. Chce mi się jeść.-powiedziała Rossie.

                                                              ~oczami Evelin~

-Widzicie tu coś?-zapytałąm chociaż w sumie nie było tak źle. Chciałam już wrócić i poczytać Harrego Pottera.
-Gdzie my się w ogóle kierujemy?-spytała Liz.
-Skąd mam wiedzieć ?-spytała z sarkazmem Megan.
-Przed siebie.-odparłam.
                                                      40 min później.

-Tam coś jest powiedziała Liz wskazując palcem w lewą stronę.
-Jak wlecimy do kogoś do pokoju w nieodpowiednim momencie , to obiecuję że zamknę cię w schowku.-powiedziała Megan.
           Po dłuższej chwili doszłyśmy do wskazanego miejsca przez Liz. Pora skakać-pomyślałam sobie . zza Liz widziałam jak Megan otworzyła otwór i po chwili już jej nie było. Usłyszałam tylko lekki trzask. Za nią wskoczyła Liz i na końcu przyszła kolej na mnie, więc wpadłam do dziury lądując na czymś twardym.
-To miejsce mi coś przypomina.-powiedziała Liz.-To nie jest ten schowek na ...
-To gdzie są chłopacy?-przerwała Megan.
-Jak ja mam ich dość!-wykrzyknęła Liz.
-Dzięki.-z ciemności odezwał się jakiś głos, a my stanęłyśmy w ciszy i bezruchu.
-Buu.. -zza szafki wyskoczyli chłopacy a my podskoczyłyśmy wystraszone,
-Dobra, wychodzimy. Daj kluczyk .-powiedział Liam, zwracając się do Liz.
-Nie mam.-odpowiedziała.
-Co?!-wykrzyknęli wszyscy.
-Przecież wam się tu podoba.-warknęłam.
-Wiesz.. mamy kilka potrzeb.-powiedział Niall.
-Dobra, ja się wrócę.-powiedziałam-Gdzie go zgubiłaś? -Na co Liz pokręciła tylko głową. Ponownie weszłam na górę i ruszyłam w powrotną stronę.

                                                           ~oczami Megan~
                                                             15 min później

-Długo jej nie ma -powiedziałam. -Może pójdę ją poszukać.
-Nie ! Nie zostawiaj mnie tu samej.-naskoczyła na mnie Liz.
-Przecież będziesz z nimi .-zażartowałam , na co ona posłała mi ostrzegawcze spojrzenie.
         Gdzie ona jest? Niech jak najszybciej wróci, musiała nas zostawić z tymi pajacami?-Na serio musiałaś zgubić ten kluczyk?-spytałam zwracając się do Liz.
-Właśnie !-wtrącił się Louis.
          Znałam Liz już od dobrych kilku lat i teraz wiedziałam że ma mi to za złe że całą winę zwalałam na nią. Po kilku minutach było już słychać jak Evi porusza się rurami i po chwili juz wpadła do nas.
-Co tak długo?-wypaliłam.
-Zgubiłam się , ale znalazłam .
-Byłaś u dziewczyn?-ponownie zapytałam.
-Nie . -odparła,
-Jakich dziewczyn?-wtrącił się Liam.-Gdzie one są?
-Jechałyśmy windą i ona nagle się zacięła, no to Rossie i Sam zostały a my poszłyśmy po pomoc.-odpowiedziałam.
-No to szybko trzeba je wydostać.-odezwał się Harry , który do tej pory stał cicho.
            Evelin rzuciła kluczyk Niallowi,  a ten podszedł do drzwi i je otworzył a następnie przepuścił Evelin. Ja z Liz natomiast się zatrzymałyśmy.
-Panie przodem.-powiedział Louis.
-No właśnie.-odpowiedziałyśmy równocześnie.
-Dinks, stawiasz mi soczek.-powiedziała Liz.
-Samantha.-odpowiedziałam po czym chłopacy zaczęli się śmiać a Louis tylko rzucił na nich spojrzenie i wyszedł.
-Dobra, idziemy .-powiedziała Liz i wyciągnęła mnie na korytarz.
-To teraz po dziewczyny.-powiedział a raczej rozkazał Harry.
-To wy pójdźcie -powiedziała Liz.
-Nie , wy też . Jesteście przyjaciółkami .-powiedział Harry.
-Nie wiem. -mruknęłam pod nosem.
-Czemu nas tak nie lubicie?-zapytał Niall.
-Ktoś tak powiedział?-spytałam.
-Tak, ja . -odparła Evelin.
-Oprócz tego że walicie w nas piłką...-powiedział Louis.
-Raz.-wtrąciła się Liz.
-Zamykacie nas, nie chcecie z nami siedzieć...
             Skończył jednak swoje wymienianie , gdyż minął nas ochroniarz więc szybko zwróciłam się do niego, ale Evi pobiegła do mnie i pociągnęła mnie do tyłu.
-Przecież ich tu tak naprawdę nie ma.-powiedziała Liz.-Są przecież wymeldowane z tego hotelu.
-To bardzo ciekawe jak je stamtąd wydostaniemy.-powiedziałam.
-Sami.-powiedział Niall.
Szybko pobiegliśmy pod windę.
-Niby dacie radę ?-zapytałyśmy wszystkie razem.
 Oni natomiast podeszli i wzięli kije które wcześniej zabraliśmy ze schowka. Ku naszemu zdziwieniu winda prawie natychmiast się otworzyła.
-Coś mówiłyście ?-zapytał Liam.
-Tak, że włączyli prąd.-powiedziała Liz.
Z windy wyszły dziewczyny z lekkim uśmiechem.
-Co tak późno ?-spytała cichym głosem Sam.
-To przez kogoś.-wtrącił się Louis, wskazując na nas, lecz już po chwili przytulił do  siebie Sam. Spróbowałam spojrzeć na Rose, lecz Harry robił to samo. Sam widok mnie mdlił , dlatego odwróciłam się i wróciłam do pokoju.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 8

                                                               ~oczami Sam~
        Chłopaki przybyli około pół godziny temu. Zdążyłam nakrzyczeć na Zayna i resztę za to co zrobili i że następnym razem nie będę już ich kryć, nawet gdy nie będzie takiej kłótni jak dzisiaj. Następnie poszłam do mojego i Louisa pokoju, gdzie zaczęłam czytać książkę. Jednak po chwili usłyszałam telefon. Była to Megan.
-Co jest?-warknęłam.
-Chodź szybko, może ty coś zrobisz.-wystraszyłam się, dlatego odłożyłam książkę i szybko wybiegłam na zewnątrz, nie zwracając niczyjej uwagi. Wpadłam do pokoju dziewczyn jak poparzona i zobaczyłam Meg i Evi przy toalecie.
-Co jest?-powtórzyłam  tym razem łagodniej.
-Siedzi tam od naszego wyjścia i ryczy. Proszę zrób coś.
-Spróbuję .
         Podeszłam do drzwi i cicho zapukałam.
-Odejdź.-rozkazała.
-Liz, proszę cię. Otwórz mi.-błagałam.
-Po co?-spytała.
-Muszę ci wszystko wyjaśnić.-szepnęłam i czekałam na jej decyzję. Nie trwała ona długo, bo już po chwili klucz się przekręcił i weszłam do środka.- Liz , sama wiesz że jest za mało miejsca, żebyśmy zamieszkały z wami, a dobrze wiesz że kocham Louisa, a Rossie Harrego. To właśnie szansa, aby chociaż się z nimi zaprzyjaźnić.
-Nie o to chodzi.-mruknęła.
-A o co?
-Dziś już wyjadę i najprawdopodobniej nie wrócę.- jęknęła.
-Dlaczego?-spytałam.
-Bo nie chcesz żebym tu była!-krzyknęła.
-Wcale nie , Liz. To tylko złość mi tak rozkazała. Wiesz jak to jest.. a na te Euro tyle czekałaś. Pamiętasz jak odliczałaś... 754, 753.-zaśmiałam się , ona też- A teraz przez jedną kłótnię chcesz wyjechać?-spytałam.
-Nie..-jej reakcja była natychmiastowa.
-No właśnie, dlatego przepraszam i chodźmy stąd. - uśmiechnęłam się do niej po czym mocno przytuliłyśmy się na przeprosiny. Następnie wyszłyśmy z łazienki i poszłyśmy do kuchni zrobić sobie herbatę.

-Idziecie do nas?-spytałam po wypiciu gorącej herbaty.
-Czemu nie?-spytała Megan. Nagle wszystkie stanęły i już prawie wychodziłyśmy lecz Liz wróciła. Już chciałam za nią iść ale wróciła z piłką którą jeszcze tak niedawno zabrała z pokoju chłopaków.
-Po co ci to ?-spytałam.
-Aby zdenerwować Nialla.-uśmiechnęła się zadziornie.
-Okej...- zgodziłam się i wyszłyśmy przez drzwi.
        Już po minucie Niall przeszukiwał całe mieszkanie za swoją piłką. Jednak poszukiwania się nie powiodły, dlatego poszedł do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia, natomiast my zaczęłyśmy rzucać do siebie piłką. Nagle Liz dostaje ją i zauważa blondyna, który wychodzi z kuchni, dlatego rzuciła z całej mocy piłkę mówiąc "łap". Zorientował się że było to do niego niestety za późno i dostał prosto w twarz. Zakrył ją rękoma.
-Ał!-syknął.-Wiem że za mną nie przepadasz, ale nie musiałaś tak mocno!-krzyknął, na co cały pokój ryknął śmiechem.

sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 7

      Siedziałam przytulając do siebie koszulkę Louisa. Czułam dokładnie jego zapach. Miałam po prostu ochotę nosić ją cały czas, ale bałam się, że mój zapach w nią wejdzie.
-Dzięki Liz, to twój najlepszy pomysł.-uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co-mruknęła. Nagle do szyby ktoś zapukał. Szybko schowałam koszulkę za siebie, a Megan poszła otworzyć drzwi balkonu.
-Cześć.-przywitał się Harry i... Louis.
-Eee.. hej?-to brzmiało raczej jak pytanie.- Co wy tu robicie?-spytałam.
-Chcieliśmy was zaprosić-oznajmił Harry.
-Na co?-dopytała się Rose.
-Na mecz Polska-Rosja... co wy na to?-dokończył Louis- Co wy na to?
-Jestem za.-odparła Rossie.
-Ja też-dodałam.
-A ja nie. - burknęła Liz.
-Jak ja- dodały równocześnie Meg i Evie.
-Dlaczego?-spytałam.
-Nie mam ochoty iść dzisiaj.-mruknęła Megan a Evelin z Liz zgodnie kiwnęły głowami.
-Czyli dwójka idzie.-mruknęli do siebie a następnie wstali.-Będziemy po szóstej. Pokój...-nie dokończył.
-123-uśmiechnęłąm się a oni wyszli. Evi zamknęła drzwi.
-OMG- wykrzyknęła Rose.
-Ty już tak się nie ciesz- warknęła Liz.
-Dlaczego niby?-spytała.
-Bo nigdzie z nimi nie idziecie.
-Że niby jak to?-krzyknęłąm.
-Nie pójdziecie z nimi tylko z nami- dokończyła Meg.-Obiecałyście nam że będziemy chodziły na każdy mecz razem.
-Chyba was zaprosili, nie ?-spytałam- A że odmówiłyście to już wasz problem!-wykrzyknęłam, wzięłam Rossie pod rękę i razem wyszłyśmy.- Wkurzyły mnie na maksa-powiedziałam wchodząc do pokoju.
-No nie tylko ciebie Sam...
        Po dwóch godzinach już prawi dochodziła szósta, a ja i Rose byłyśmy już gotowe. Miałam na sobie dżinsy, biały podkoszulek i sweter w biało-czerwone pasy, ja natomiast czerwone spodnie i białą koszulkę. Obie byłyśmy przebrane za barwy Polski, gdyż tak samo jak dziewczyny byliśmy za nią.
        Już po paru minutach usłyszałyśmy pukanie. Rose wstała i poszła otworzyć. Odwróciłam się z pewnością że to chłopaki ale myliłam się. Była to obsługa hotelowa. Miała dwa bukiety. Jeden z białych a  drugi z czerwonych róż. Nieznajomy zgadł gdyż uwielbiam białe róże a Rose czerwone. Do bukietu była przypięta kartka z napisem:

Nie powinnyśmy na was krzyczeć za byle co. Przepraszamy .. 
                                                                          Megan i Liz.

        Uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni zanieść bukiet do wazonu gdy znów usłyszałam pukanie. Tym razem to ja poszłam otworzyć, a byli to chłopacy.
-Hej-powitałam ich- Wejdźcie.- zaprosiłam ich do środka. Znów pomaszerowałam w kierunku kuchnie i przy okazji wzięłam bukiet Rossie. Już wkładałam kwiaty do wazonu, kiedy usłyszałam głos:
-Aha, twoje ulubione ?-spytał wskazując na biały bukiet.
-Tak.-westchnęłam.-Uwielbiam je.
-Nie dziwię ci się. Są piękne.-spojrzał to na kwiaty to na mnie.- To co, idziemy?-spytał.
-Jasne.-odparłam i wyszliśmy do salonu. Harry'ego i Rossie już nie było, dlatego zamknęłam za nami drzwi i razem ruszyliśmy do wyjścia.
         Na miejscu byliśmy już po niecałych piętnastu minutach, oglądając już początek meczu. Jednak około godziny później zorientowałam się że kogoś brakuje.
-Gdzie są chłopaki?-zapytałam.
-W domu, robią psikusa.- odparł spoglądając na mnie.
-Komu?-dopytałam się.
-Dziewczyną. Zamierzają wypuścić papugę.- otworzyłam szerzej oczy.
-O nie .. tylko nie to.-mruknęłam
-Co się stało?-zaniepokoiła się Rossie.
-Te głupole w hotelu chcą zabić papugę Meg!-wykrzyknęłam-Lou , zabierz mnie do hotelu. Błagam!
-Też jadę-odparła stanowczo Rose.
       Już po krótkim czasie byliśmy w hotelu, a tutaj wielka panika. Pies Liz- Lolly goniła Nato- papugę Megan.
-Zajmij się psem- burknęłam do Rose. Ona przytaknęła , a ja pobiegłam do góry, gdzie wparowałam do pokoju dziewczyn, biorąc klatkę papugi i jej ulubioną karmę. Następnie wróciłam i wsypałam trochę jedzonka do jej klatki a trochę na rękę. Papuga od razu przyleciała. Posmakowała trochę z ręki a następnie wleciała do klatki. Szybko ją zamknęłam i położyłam na ziemi, a Rose przyszła trzymając małego labradora na rękach. Uśmiechnęłyśmy sie do siebie.
-Czy to wasze zwierzęta?-spytał stanowczo kierownik hotelu.
-Eee.. nie . -odparła Rose, jednak za późno.
-Zwierzęta mają zakaz biegania bez właściciela po korytarzach hotelu.
-Ale to nie na...-chciałam się usprawiedliwić, lecz nie mogłam dojść do słowa.
-Dlatego - kontynuował kierownik- musimy panie wyrzucić. Przykro mi. macie godzinę na spakowanie rzeczy i dodatkowe dziesięć minut na odmeldowanie się w recepcji. Czas start.- powiedział ostrym tonem, a następnie zaczął się oddalać. Zasmucone wzięłyśmy nie nasze zwierzęta do naszego (jeszcze) mieszkania. Harry i Lou poszli za nami. Oznajmiła że ja będę pakować rzeczy a Rose trochę ogarnie w mieszkaniu. Juz po kilku minutach dołączył do mnie Louis, pomagając składać mi ubrania.
-Myślałam że Liam jest najmądrzejszy. -mruknęłam.
-Niestety, ale ja też.-powiedział po chwili.
-Ciekawe kto wymyślił ten głupi pomysł-warknęłam.-Zayn? Niall? Liam?
-Zayn.-odpowiedział szybko.
-Tak myślałam- westchnęłam. - Zabiję go przy najbliższej okazji.-znów westchnęłam, natomiast Louis się zaśmiał.
-I co teraz zrobisz ? - zapytał po chwili.
-Nie wiem.. najpewniej będziemy szukać jakiego innego hotelu.
-A dziewczyny?- zapytał.
-U dziewczyn na pewno nie. Jest jedno łóżko dwuosobowe i jedna kanapa.
-Aha, a co byś powiedziała na to..-przerwał a ja popatrzyłam na niego- Żebyś ty i Rose zamieszkała u nas- spytał a ja stanęłam zaskoczona.
-Nie, na pewno nie. Louis, wiedząc jakie my mamy łóżka, a pomyśleć jakie wy.. nie , na pewno nie.
-Sam, każdy z nas ma swoje osobne dwuosobowe łóżko, a jest jeszcze dodatkowa kanapa.-powiedział  a ja szeroko otworzyłam oczy.- To jak?
-Nie, Louis, naprawdę. Dzięki za propozycję ale na pewno będziemy sprawiały wam kłopot.
-Nie będziecie.-zapewnił mnie szybko.- Nie dawaj się tyle namawiać. Sam...
-Dobrze.-zgodziłam sie- tylko muszę jeszcze porozmawiać z Rossie.
-Okej.- nagle do pokoju wparowała Rose.
-Sam, muszę ci coś szybko powiedzieć.
-A ja tobie.  Ale mów pierwsza.- uśmiechnęłam się.
-Bo Harry zaproponował, abyśmy u nich zamieszkały.
-To tak jak Louis mi.
-To co zgadzasz się?- spytała.
-Czemu nie ?-uśmiechnęłam się a Rose wyszła z pokoju. Obróciłam się i  zobaczyłam wyszczerz chłopaka, który natychmiast odwrócił się aby coś dopakować gdy nagle przypomniałam sobie o mojej piżamie. Wyciągnęłam ją z pod poduszki i szybko schowałam na spód walizki. Na koszulce od spania widniał napis ILOUIS , a jeszcze niżej był nadruk z jego wizerunkiem.
-Wszystko?-spytał , a ja potwierdziłam  kiwnięciem głowy. Zamknął walizkę i ją podniósł.
-Daj, ja ją wezmę.-powiedziałam ale on zaprzeczył.
        Już po kilku minutach  odniosłam klucz do recepcji i zapłaciłam za pobyt. Następnie wróciłam (po kryjomu) na górę , gdzie od dziś miałam mieszkać. Przed drzwiami czekał na mnie Louis. Uśmiechnął się i otworzył przede mną drzwi.
-Co za dżentelmen-skomentowałam , a on bardziej się uśmiechnął. wprowadził mnie do salonu, gdzie było pusto, a następnie skręcił do jednego z pokoi.
-A oto mój pokój.- wiem byłam tu, ale wcześniej był jakiś inny-odpowiedziąłm w myślach. Porozrzucane rzeczy itp. A teraz ? Można było dostrzec wszystko. Nawet wcześniej nie zauważyłam tej kanapy.-Chodź.-wziął mnie za rękę i pociągnął do komody. Zrobiłam porządek, tak że moje rzeczy leżały w dwóch dolnych półkach, zaś Louisa zajmowały trzy górne.
-Poczekaj, to nie wszystko-powiedział i tym razem pociągnął mnie do łazienki.- Tu są moje rzeczy-wskazał na jedną z półek-a tutaj zrobiłem miejsce na twoje.-wskazał na pustą półkę.
-Lou, nie trzeba było.-powiedziałam.
-Trzeba było. Dobra.. rozgość się a ja lecę.
-Gdzie?-zdziwiłam się.
-Do Paula. Chłopaki już pewnie tam są. To do zobaczenia.
-Cześć-mruknęłam i wyszłam z łazienki.

                                                    ~pół godziny później~

        Siedziałam  w salonie razem z Rose oglądając TV. Nagle do pokoju przez balkon wpadły dziewczyny.
-Co wy tu robicie?!-wykrzyknęła Liz.
-Mieszkamy, a co?- spytała Rossie.
-Mieszkacie?!-zawołały wszystkie trzy.
-Mieszkamy.-odpowiedziałam łagodnie.
-To my zapadamy w jakieś obłęgi że was wyrzucili a wy spokojnie oglądacie sobie tv i nawet nie raczycie dać jakiegoś znaku że w ogóle tu jesteście?!-krzyknęła Liz
-Wyrzucono nas przez wasze zwierzęta.-odgryzłam się- Bo uznano że są nasze gdy Nato latał po całym hotelu a Lolly za nim biegała niesamowicie przy tym hałasując. A chciałyśmy je tylko złapać.
-Może 1D wam pomogło,co?
-Nie, ale zaoferowali nam mieszkanie!
-Aaa.. Oczywiście. Bo my jesteśmy złymi przyjaciółkami i nie mogłyście iść do nas?!-znów wrzasnęła-Nie dość, że macie na ich punkcie świra to jeszcze się z nimi zaprzyjaźniliście? Już nawet na głup mecz nie chcecie z nami iść !
-Jeden jedyny raz jak z nimi poszłyśmy, choć nawet nie obejrzałyśmy do końca, ponieważ z Rossie przyjechałyśmy na ratunek papudze!
-Wcale nie musiałyście! Tak jak ty wcale nie musiałaś się ze mną zaprzyjaźniać!!-krzyknęła.
-To po co tu przyjechałaś?!-spytałam.
-Właśnie! Po co..-urwała i wyszła. Następna była Megan i Evelin, która na koniec posłała mi spojrzenie którego nigdy nie  lubiłam. Opadłam na kanapę i przykryłam twarz rękoma, tak aby nie było widać , że mam oczy pełne łez.


Rozdział 6

  Wstałam o ósmej,cała w skowronkach .Wstałam i poszłam do kuchni .Tam przygotowałam sobie śniadanie ,mrucząc pod nosem " I'm Yours " a gdy skończyłam poszłam do łazienki ,gdzie sie przebrałam.Kiedy wróciłam Rose robiła sobie naleśniki.
-Dzień dobry -przywitałam się
-O... hej ,nasz włóczęga nocny przyszedł -zaśmiała się -Gdzie byłaś ? -spytała
-Rozmawiałam z mamą..
-I...? -dopytała się
-z babcią ?-wzruszyłam ramionami
-I... ?-powtózyła
-Z Louisem ! -wykrzyknęłam podekscytowana
-No i jak było ?-spytała  - Wytłumaczyłaś to sobie z nim ?
-Fantastycznie i tak ,ale zaraz potem wróciłam do pokoju-zamyśliłam się -A tak w ogóle skąd o tym wiesz?
-Eee.. ,bo cię słyszałam jak wychodziłaś
-Aha -wzięłam do ręki marchewkę  i poszłam do dziewczyn .Weszłam ,oczywiście bez pukania ,lecz po chwili tego pożałowałam ,bo Evelin z Liz wrzeszczały na siebie.Usiadłam koło Megan.
-O co poszło ?-spytałam
-Evi wzięła bez pozwolenia telefon Liz ..-mruknęła
-Ile to już trwa ?
-Ponad pół godziny-westchneła dlatego ja wstałam i wzięłam telefon od Evelin.
-Oddaj jej ,a dam ci swój -mruknęłam zagradzając Liz -Oddaj -dodałam po chwili
-Dobra -odpuściła i oddała jej telefon  .Natomiast ja dałam jej swój.Uśmiechnęła się,lecz mina jej zrzędła ,gdy odblokowała klawiaturę - Fuj ! -wykrzykneła na cały pokój.
-Co jest ?-spytałam
-Masz na tapecie ICH !?-wrzasnęła
-No a co..,masz coś do tego ?
-Może -mruknęła ,jednak go nie oddała .
  Po czasie nie wytrzymałam i opowiedziałam wszystko to co wydarzyło się wczoraj dziewczynom .Nagle Liz wyszła na taras i zaglądnęła w prawą stronę .Powróciła uradowana .Wzięła do ręki telefon.
-Rosse ,chodź ,szybko ,natychmiast !-zawołałą i się rozłączyła
-Co ty kombinujesz ?-uniosłam brwi .
-Zobaczysz -uśmiechnęła się zadziornie i usiadła na fotelu .Nagle do pokoju wparowała Rossie.
-Co ty ode mnie  chciałaś ?-spytała
-Mam genialny plan -zniżyła się -Bo wy kochacie niestety.. tych debili ... z doświadczenia wiem ,że wychodzą między 9 a 11 i nie ma ich przez parę godzin  a ,że  Samantha płaczę ,że zawsze chciałaby czuć jego zapach ,a ty ,że chciałabyś mieć jego ,więc pomyślałam ,że wkradniecie się do nich i weźmiecie sobie to co chcecie.
-A jak się do ich pokoju dostaniemy ?-spytałam z sarkazemem
-Zostawiają otwarte ,bo po incydencie Evelin pali w domu ,a później wietrzą.
-A kto będzie na czatach ?-spytała Evi
-Ja i Megan-odparła Liz -To co ,operacja "złodziej " ?
-Jestem za-powiedziałam
-Ja też ale nic mu nie ukradnę
-Okey -zgodziłam się .Liz wstała ,znów wyszła na balkon a po chwili wróciła z piłką
-Skąd ty to masz? -spytałam zdziwiona
-Aa... zabrałam sobie -uśmiechnęła się i zabrała pod rękę Megan.
-A ja ?-spytała Evlin
-Ty jesteś osobą ,która ma wszystko naprawić ,gdy coś się zepsuje.
-Ok - i wyszły .My również ,lecz na taras.
-Dobra to co chcesz?-spytał
-Jego koszulkę w paski .Ta biała z czarnymi -kiwnęłam głową a następnie weszłyśmy do ich salonu.-Łał - skomnetowałam.

                                                             * w tym samym czasie *
                                                                 ~oczami Megan ~
-Dobra ,to co robimy ?-spytałam a ona popatrzyła na mnie a po chwili na piłkę.
-Niby po co ją zabrałam ?-spytała głupio -no wiem .bo mi się zawsze podobała...-dodała
       Położyła ją na podłodze i zaczeliśmy kopać.Po niecałych pięciu minutach byłyśmy tak wciągnięte ,że nie zauważyłyśmy jak wrócili .Uświadomiłyśmy to sobie dopiero wtedy ,gdy przekręcali klucz.Liz wystraszona pobiegła do pokoju ,a następnie na taras .Zrobiłam to samo.
-Idą !-wykrzyknęła Liz ,wchodząc do ich pokoju.
-Kto idzie ? -spytał Zayn
-Idą !-powtórzyłam -Strażacy idą !
-Dymi ! Pali się ! Szybko ,musicie uciekać ! -dokończyła Liz.
-Wezmę tylko swój żakiet-wykrzyknął Harry.
-Nie ma..-nie zdążyłam ,otworzył już szafę ,a z niej wyszła ręka.
-Weź tą,pasuje ci -oznajmiła ( Rossie ) I zamknęła a on rzucił do chłopaków dziwne spojrzenie.
-Nie ma czasu , na korytarz już ! -wykrzyknęła Liz
-Rose ,Sam ,macie ?-spytałam szeptem
-Mam -zawołała zadowolona Sam pokazując ,że ma bluzkę.
Kątem oka ujrzałam Evi ,obróciłam się do niej   i powiedziałam :
-Czyń swoją powinność.-Evi wyszła i przemówiła :
-To był tylko fałszywy alarm ,możecie wrócić do pokoi .-Weszli ,a my również wrócilismy do pokoju .Nagle wpadł Niall.
-Ej ,ty masz taką samą piłke jak ja.Zgubiłem ją ,widziałaś ją gdzieś może ? -zapytał sie zwracając w strone Liz
-Niestety nie -pokręciła głową i zasmucony wyszedł.

piątek, 24 sierpnia 2012

Dzięki.

Nie mam zbytnio czasu na odpisywanie waszych próśb, ale obiecuję, że zrobię to jutro, gdyż dziś muszę na razie kończyć i pisać więcej rozdizałów (na bloga przepisuje moja przyjaciółka), ale jutro mój brat jedzie i laptop będzie mój ^^. Dobranoc!

Rozdział 5

                Obudził mnie dzwonek " One Thing "oznaczający ,że ktoś z mojej rodziny dzwoni.Pośpiesznie wyjęłam go z kieszeni ,spojrzałam na ekran i nacisnęłam przycisk  "odbierz "
-Hej mam-powiedziałam szeptem
-Cześć ,czemu mówisz tak cicho? Prawię cie nie słyszę.
-Poczekaj chwilę ,bo Rossie śpi.Wyjdę na korytarz.-jak mówiłam wyszłam na korytarz-Co tam u was?-spytałam.
-Aa.. leci w Zielonej Górze nic się nie zmieniło ,a u ciebie?
-Też dobrze ,hotel sprzyja ,mecze są fajne ,po prostu luz bluz.-zaśmiałam się.
-A koncert ?- dopytała się.
-Koncert taki jak zawsze  - akurat nie skłamałam.
-To fajnie, masz babcie ,stęskniła się za tobą. Tylko mów po polsku.
-Okey-i wtedy telefon dostała babcia .Rozmawiałam z nią prawie pół godziny a następnie obiecałam jej ,ze przyjadę a potem telefon znów dostała mama.
-Dobra to ja kończę-ziewnęłam i nagle odwróciłam się i wpadłam na coś.Pisnęłam a mój telefon spadł.
-Ciii... spokojnie -uspokoił mnie bardzo znajomy głos.Przestraszyłam się ale podniosłam telefon.
-Mamo muszę kończyć ,kocham cię .Pa -pożegnałam się i odłączyłam ,żeby nie mogła zadać więcej pytań.
-Bardzo przepraszam ,nie powinnam się tak obracać -dodałam.
-Nie ma sprawy ,to ja błam za blisko . Jestem Louis Tomlinson .
-Tak wiem..-mruknęłam
-A ty?
-Samantha ,Samantha Collins-powitałam się -Co ty tu tak w ogóle robisz ?-spytałam
-Jakoś chciało mi sie przespacerować .
-Nie mogłeś zasnąć ,prawda ?
-Prawda-szlismy tak ułamek sekundy w ciszy ale znowu przemówił.
-Co do windy...-przerwałam mu
-Właśnie muszę cie bardzo ,bardzo przeprosić.
-Za co ? -spytał.
-Za to ,że zamknęłam drzwi przed samym nosem.
-Ach ,właśnie Rose mówiła ,że czujesz się przez to winna.
-No bo tak się właśnie czuję.
-A ja właśnie chcę ,żebyś się tak nie czuła.
-To czemu byłeś zamurowany ?-spytałam
-Szczerze ?-złapał się za głowę
Wiedziałam - powiedziałam po chwili otwierając drzwi do pokoju.
-Nie ,nie o to chodzi ,po prostu zamurowałaś mnie ty-powiedział łapiąc mnie za nadgarstek .Zarumieniłam się ,lecz po chwili ochłonęłam.
-Jestem śpiąca ,lepiej jak się położę.Dobranoc-wysfobodziłam się z jego uścisku na ręce i weszłam do środka.
                                                            * W tym samym czasie *
                                                                    ~oczami Megan ~
-Nie wytrzymam tego dymu ! -wykrzyknęła Liz -Ciągle śmierdzi przez niego ! Pójdę i coś mu wygarnę !- wstała jak poparzona ,ale Evi złapała ją za ramię.
-Ja się tym zajmę -powiedziała i wyszła na taras.Obie wstałyśmy i słyszeliśmy jej kazanie.
-Co ty myślisz człowieku ,co ?Nie dość ,że zatruwasz siebie ,to zatruwasz i innych ludzi,jak mnie!-krzyknęła
-O co ci chodzi ? -spytał.
-O to abyś tutaj nie palił !Rób to u was ,albo w łazience ,a najlepiej rzuć to ,bo kiedyś stracisz głos !-wykrzyknęła ,zabrała mu papierosa z ręki i wyrzuciła go za barierkę .Jednak on sięgnął do kieszeni i wyjął całe opakowanie tych świństw.Ona wzięła je szybko i zrobiła tak samo jak z poprzednim papierosem .
-Zwariowałaś ?!-wrzasnął.
-Może ratuje ci życie.Dobranoc -uśmiechnęła się i dołączyła do nas ,zamykając drzwi od balkonu i machając do niego.
-Załatwione.. idziemy spać ?-spytała przybijając nam piątkę.
-Jasne -odpowiedziałam i wróciliśmy do naszych łóżek.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział 4

                                                             ~Oczami Rossie ~
 Po woli dochodziła ósma , dlatego wstałam i wzięłam torbę.
-Sam!Wstawaj ,idziemy !
-Ja nigdzie nie idę ! -krzyknęła -Idzcie same ,mam doła ! -dodała ,a ja westchnęłam i podeszłam do drzwi .
-Na pewno ?-spytałam.
-Tak -odpowiedziała siląc się na sztuczny uśmiech .Chwilę wpatrywałam się w nią ,lecz po chwili wyszłam bez pożegnania.
 Pod drzwiami dziewczyn byłam już po chwili .Weszłam bez pukania i usiadłam koło Evelin ,która najwidoczniej też była gotowa.
-Gdzie ona wtedy poszła ?-Spytała nagle.
-Nie wiem ,ale przyszła wstrząśnięta ,bo widziała Louisa .
-A gdzie jest teraz ? Kiedy przyjdzie ?
-Jest w sypialni i nie przyjdzie w ogóle -mruknęłam  ,a Evelin natychmiast wstała.
-Jak to nie przyjdzie w ogóle ?-krzyknęła - Już ja jej dam ! - dodała i wyszła z pokoju jak poparzona.Oczy-
wiście poszłam za nią.Otworzyłam jej drzwi i razem wbiegłyśmy do sypialni.
-Samantha Collins !-krzyknęła - Czy ty zwariowałaś ? Nie idziesz z nami zwiedzać Paryża , z powodu jakiegoś idioty!
-On nie jest idiotą!-odgryzła się -Tylko ja !-dodała po chwili
-Dlaczego ?-spytałam
-Miałam wyśmienitą okazję ,aby go poznać , a co zrobiła !? -spytała -Zamknęłam mu przed samym nosem ,drzwi windy i pojechałam piętro wyżej !-odpowiedziała na własne pytanie.-Dlatego nie zamierzam wychodzić z hotelu ,chyba ,że na mecze i ...-przerwała - koncert -przęknęła głośno ślinę.
-To jak ty nie idziesz zwiedzać ,to i ja nie idę -oświadczyła Evi.
-To ja też -przyznałam .Zmroziła nas wzrokiem ale po chwili zmiękła.
-Dobra idę !-zawołała i wstała .Obie się ucieszyłyśmy , a po chwili wyszłyśmy we trzy z pokoju .

                                                         ~Oczami Sam ~
 Nie wiem jak  udało im się mnie wyrwać ,ale wiem przynajmniej ,że to mi jakoś pomogło .Po dwu godzinnym spacerze i robienia zakupów wypadł mi z głowy hotelowy problem.A gdy wróciliśmy do hotelu , poszłam prosto do łazienki ,a następnie do łóżka.
                                                         ~ 4 dni później ~

Dziś jest koncert  ,dziś jest mecz Irlandia - Ukraina .Oczywiście cieszę się ,że idę na koncert ,lecz mam też tremę ,że on mnie zobaczy ,że rozpozna .Wiem wyszłam na ostatnią wariatkę zamykając mu drzwi od windy,ale byłam tak zdenerwowana ,że nie wiedziałam co robić .Ale przecież powinnam go przeprosić ,wiedząc  ( od Evelin ) gdzie mieszkają .Jednak co będzie gdy on od razu otworzy drzwi ?Znów stanę dęba ehh.. życie jest trudne.

Po paru godzinach , ja i Rossie byłyśmy już gotowe ,więc wyszłyśmy z pokoju zamykając drzwi i ruszyłyśmy do naszej zamówionej taksówki.

-Jest za pięć ósma ,a na sali jest tylko z 15 osób.Koncert zaczyna się za pięć minut .Wystraszyłam się na samą myśl.
-Rose ,proszę chodźmy stąd - błagałam.
-Nie !! Za trzy minuty zacznie się koncert a ty chcesz iść ?
Ale ...Rossie !Zobacz ile tu ludzi !-pisnęłam.
-No właśnie dobrze ,im mniej tym lepiej ...Harruś mnie zobaczy a ciebie Lou - ucieszyła się na tę myśl niestety ja nie.
-Wiem ,dlatego chcę wyjść-mówiłam błagalnym tonem .
- Oj już nie przesadzaj ,na pewno zapomniał -mruknęła.
-Oby- powiedziałam  z nadzieją  .Już po chwili światła zgasły  i można było zauważyć ,że na scenę wchodzi piątka ludzi.Nagle światła oświetlają się na nich  i zaczynają śpiewać : "More than this " a pozostałe dziewczyny zaczynają piszczeć , oprócz mnie ,Rose i jednej z dziewczyn .Wpatrywałam się specjalnie w Liama, Nialla , Zayna  i Harrego ale nie zauważyłam a raczej próbowałam  nie zwracać uwagi na Tomlinsona.Jednak jak na złość czułam ,że on się na mnie gapi  , gdy śpiewał swoją solówkę , a następnie resztę piosenki.
   Czułam jego spojrzenie przez cały czas .Czyli zapamiętał ,mruknęłam w myśli  ,a gdy zakończyła się ostatnia piosenka wyszli ,od razu skierowałam się w stronę wyjścia.
-Sam ! -zawołała za mną -mieliśmy zostać! -marudziła
-Jak chcesz to zostań ,ja jadę na stadion z dala od ... niego .-mruknęłam i poszłam złapać taksówkę.
   Już po pół godzinie siedziałam obok Megan , Liz i Evelin.
-Gdzie Rossie ?-spytała Megan .
-Zapewne na nich czeka -burknęłam a one popatrzyły sie na mnie ze zdziwieniem.
-A ty? -spytały
-Chyba wiesz dlaczego tam nie jestem....
   Nic się już nie odezwały .I tak było dobrze .Wpatrzyłam się w mecz ,lecz nagle w prawej nogawce poczułam wibracje.Wyjęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz : "Rossie " odebrałam.
-Co chcesz spytałąm.
-Spójrz na loże vip-rozkazała .Spojrzałam tam ,zobaczyłam jak mi machała.
-Co ty tam robisz ?-dopytałam się .
-Oglądam mecz z chłopakami - i nagle zza jej pleców wyłoniła sie piątka chłopaków .- Ty też jesteś zaproszona.
-Rose.. proszę chyba nie powiedziałaś im ,że ze mną rozmawiasz.
-Oni  a właściwie on kazał mi do ciebie zadzwonić - powiedziała szeptem.
-Ale powiedz mu,że nie przyjdę !-wykrzyknęłam i się rozłączyłam , po czym wyłączyłam telefon.
Chciałam skupić się na dalszym rozstrzygnięciu ,ignorując nawet dziewczyny ale nie mogłam. Co chwilę spoglądałam na loże vip -owską i dziewczyny ,no i na stadion lecz mój wzrok padał najczęściej właśnie na lożę.
     Po dwóch godzinach wychodziliśmy już ze stadionu .Wygrała niestety Ukraina ,jednym punktem .
Ale i tak zwycięstwo poddajemy Irlandii za to,że nie dała wiecej swoich bramek .Jedyne o co sie teraz martwiłam ,to o to ,żeby być pierwszą od nich w domu .Dlatego taksówkę zamówiłam już pod koniec meczu .Skierowałam się do niej z dziewczynami ,a już po niecałych dziesięciu minutach byłam w pokoju .Poszłam na taras ,gdzie położyłam sie na leżaku  patrząc na gwiazdy .Nie wiedziałam nawet kiedy zasnęłam.

środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział 3. ...

                                                              ~Oczami Evelin~
 Do pokoju wparowała Megan śmiejąc się .
-Co jest ?-spytałam
-Jakieś baby śpiewają.
-Acha- mruknęłam  i wróciłam do czytania.Nie zwróciłam nawet uwagi ,gdzie wychodziły.Wczytałam się dalej.
  Po pół godzinie skończyłam czytać drugą część  Harrego Pottera .Nadal nie było dziewczyn ,więc pomyślałam ,że są u Sam i Rose .Dlatego wstałam i wyciągnęłam się i wyszłam  z pokoju.Wiedziałam ,że dziewczyny  mają pokój z numerem 200 coś ,dlatego postanowiłam pukać do każdych z drzwi .Zaczęłam od pokoju od nas .Otworzył jakiś brunet.Podobny mi był do...
-Czy ty jesteś Justin Bieber ? - spytałam pokazując na niego palcem .
-We własnej osobie -uśmiechnął się .-Chcesz ode mnie autograf ? -Spytał.
-No...-powiedziałam .-Nie -dodałam .Szukam Samanthy i Rossie , są tutaj przypadkiem?
-Nie.-odpowiedział
-A to sorry .-Powiedziałam i odeszłam  .Już chciałam pukać do następnych  ,gdy podeszła do mnie Liz i Megan .
-Co ty robisz?-Spytała Megan
-Szukam pokoju Sam i Rose .
-To pokój 123 -mruknęła Liz
-Aha dzięki .-ruszyłam  szukając ich pokoju patrząc na drzwi .
  Już po pięciu minutach  pukałam do odpowiednich drzwi .Otworzyła mi Sam.
-Zgadnij kogo spotkałam szukając waszego pokoju!-zawołałam uradowana ,wchodząc do środka.
-Kogo ?-spytała -biorąc szklankę wody
-Ach !Justin Bieber !-krzyknęła ,wypuszczając z ręki kubek .
                                                          ~Oczami Sam ~
-Justina Biebera ?!-wykrzyknęłam opuszczając szklankę .
-No....ej ?Co ci się stało  -spytała
-Czy to był naprawdę on ?-wstałam i podeszłam do komody i wyjęłam ich plakat-Czy jeden z nich ?-pokazałam jej ,a ona skierowała sie na bruneta .
-To był on -wskazała palcem na...Louisa .Zaniemówiłam .Usiadłam na fotelu i schowałam twarz w rękach.
-Evi , na słowo ?- spytałam po czasie .
-Tak -znów zaniemówiłam .Ukryłam wzrok w plakacie .Po chwili wróciłam do niej.
-Zaraz wrócę -oznajmiłam i wyszłam.Zjechałam na dół i udałam się do recepcji.- Przepraszam ,-zaczęłam-Chciałabym dowiedzieć się ,czy Louis Tomlinson , Liam Payne ,Zayn Malik ,Niall Horan i Harry Styles ,mieszkają w tym hotelu.
-Bardzo przepraszam ,ale nie mogę pani udzielić tej informacji-powiedziała
-dobrze ,dziękuje-mruknęłam zawiedziona ,ruszając do windy .
Równie zasmucona nacisnęłam guzik i spuściłam głowę.
Już po chwili drzwi windy się otworzyły .Podniosłam wzrok i stanęłam jak wryta .Przed windą stał Louis Tomlinson .Wpatrywałam się w niego a on we mnie.
-ee... hej -przywitał się swoim pociągającym głosem.
-Cze..cze -wyjąkałam i przez zdenerwowanie ,szybko nacisnęłam pierwszy przycisk z góry .Drzwi się zamknęły a winda pomknęła do góry .Wtedy jakby duch do mnie powrócił .Zaczęłam oddychać ,głęboko.A już po chwili drzwi znów się otworzyły .Bojąc się ,że Louis naciśnie ,szybko z niej wyskoczyłam i podeszłam do barierki .Spojrzałam na piętro niżej i ujrzałam go ciągle wpatrującego się w windę .Nagle spojrzał w górę ,akuratnie gdzie stałam.Szybko odeszłam od niej i pobiegłam w stronę schodów .Tam potajemnie zeszłam na swoje piętro ,a następnie do pokoju .Zamknęłam je na klucz i osunęłam się na drzwiach.
-Sam ! -krzyknęła Rossie z pokoju - To ty !  -spytała natomiast ja się nie odzywałam -Sam ! Sam!-weszła do salonu i natychmiast podbiegła -Co się stało ?
-Spotkałam go -wyszeptałam
-kogo ?
-No Louisa- jęknęłam i spojrzałam na nia -Oni tu naprawdę sa -dodałam a ona pisneła.
-Mówiłam !-Czyli ..AAaaaa!! Harry tu jest !-wykrzyknęła skacząc po salonie -Mój Hazza..-dodała po czasie opadając z sil na kanapę-Natomiast  ja z oszołomienia zawinęłam się w kłębek złości ,dlatego wstałam i pomaszerowałam do pokoju .Tam położyłam się na łóżko i w myślach zaczęłam wyzywać się od najgorszych .A już po pół godzinie usłyszałam krzyk Rossie.
-Sam !Wstawaj ,idziemy !
-Ja nigdzie nie idę !-wykrzyknęłam ,idźcie same ,mam doła !
-Na pewno?-spytała z troską
-Tak -odpowiedziałam jej uśmiechem (wymuszonym ) i wyszła.

Rozdział 2. ...

-Sam!, Liz!, Rossie!, Megan! Jesteśmy już prawie na miejscu!- poczułam szturchnięcie w ramię, dlatego otworzyłam oczy. Evelin była jak zwykle pobudzona i czytała dalej Harrego.
-Prawie?- spytała Liz.- To ty się chyba nie znasz...- mruknęła.
-Wiem, bo chciałam was tylko obudzić. Samotnie mi było.- powiedziała na swoje usprawiedliwienie.
-To mogłaś obudzić je, a nie mnie.- jęknęła Megan.
-Nie narzekaj. Piękny dziś, a tobie chce się spać.
-BO NIE SPAŁAM ZBYTNIO W NOCY!- wykrzyknęła.
-Ja też, a nie marudzę.- wtrąciłam się, lecz po chwili wyjęłam z torby słuchawki z telefonem i włączyłam "Look after you" w wykonaniu Louisa.
         Po wysłuchaniu całego folderu z One Direction, wyjęłam słuchawki z uszu i otworzyłam oczy. Dziewczyny spoglądały na okno, dlatego i ja tak zrobiłam. Wtedy zamurowało mnie.  Moim oczom ukazała się wież Efilla i różne inne budynki z parkami i kawiarenkami na zewnątrz. Na sam  widok  z moich ust dało się usłyszeć ciche westchnięcie. I było tak przez pewien, dopóki stewardessa nie oznajmiła, że pora przyszykować się do lądowania.
                                                                           ~***~
        Po godzinie byliśmy w naszym tymczasowym domu. Staliśmy przed recepcją uzgadniając, która będzie rozmawiać.
-Liz, ty znasz więcej ode mnie - mruknęłam.
-Ale ty mówisz, koniec kropka.-skierowała i odeszła na bok. Zrezygnowana podeszłam do biurka.
-Dzień dobry.-przywitałam się.- Rezerwacja na nazwisko Middelton i Collins.- uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Ach tak, jeden pokój trzyosobowy i jeden dwu. Proszę i życzę miłego dnia.
-Dziękuję i nawzajem-pożegnałam się i poszłam do dziewczyn.-Dobra, jest trzyosobowy i dwuosobowy. Jak mieszkamy?-spytałam.
-Te co kochają pięciu bieberów do dwu, a te co nie do trzyosobowego.-powiedziała szybko Megan.
-Jestem za, ale nie nazywaj ich Bieberami.-powiedziała Rossie.
-Ta jasne. Patrz Rossie...-burknęłam, ale po chwili oddałam jeden klucz im, a następnie pociągnęłam ją do naszego pokoju.-Szukaj pokoju numer 123, 123.... 123...-pomrukiwałam co chwilę.
-Jest! Tam!- pociągnęła mnie, że już pół sekundy później byłyśmy pod drzwiami. A jeszcze krótszej chwili w salonie.
-Łał!- skomentowała Rose.
-Noo.. Patrz!- wskazałam na balkon- Mamy jakiś wspólny balkon.. Ale patrz! Jaki widok.-westchnęłam.
-Nawet dobrze, że mamy ten wspólny pokój.- uśmiechnęła się.
-Nie wiem jak ty, ale ja idę się rozpakować.-powiedziałam po czasie. Wstałam i ruszyłam w kierunku sypialni z torbą.
              Po pół godzinie każda moja rzecz była dokładnie poukładana, a Rose wpadła do pokoju jak poparzona.
-Co ci się stało?-spytałam zdziwiona. Ona natomiast podeszła do mnie i złapała mnie za rękę.
-Chodź, musisz czegoś posłuchać.- ruszyła w kierunku drzwi. Otworzyła je i pociągnęła w kierunku barierki ukazując dół. Usłyszałam jak dziewczyny śpiewają "What Makes You Beautiful".-Co o tym sądzisz spytałam po chwili.
-Że jakieś dziewczyny śpiewają ich utwór.- mruknęłam.
-A ja sądzę, że chłopaki z 1D mieszkają w tym hotelu.-powiedziała, a ja ją wyśmiałam.
-Na serio tak myślisz?-spytałam na chwili a ona skinęła głową.
-Rossie to na pewno jakiś zlot fanek... to, że oni tu są to jeden procent w  nieskończoności. Paryż jest wielki a hoteli od groma. To musiałby być jakiś cud, aby oni tu byli.-poklepałam ją po ramieniu, a następnie pokierowałam do pokoju.- Idź się rozpakować, a ja pooglądam widoki.

                                                                  /Oczami Liz/
-Ej, Liz, weź aparat i chodź tu szybko.- zawołała Megan. Pospiesznie złapałam za sprzęt i ruszyłam w stronę przyjaciółki.
-Co się stało?- spytałam.
-Patrz. Psychole jakieś.- skomentowała pokazując na dziewczyny, które śpiewały piosenkę tych debili.- Zrób im zdjęcie, później będziemy wspominać.- zaśmiała się.
-Okey.- złapałam mocniej aparat i pstryknęłam parę zdjęć.- Idziemy pokazać tamtym?- spytałam.
-Nie chcę mi sięę....- ciągnęła.
-Jak wrócimy, dam ci pospać.- obiecałam.
-Dobra!- wykrzyknęła i razem ruszyłyśmy do pokoju, który mieścił się na drugim końcu korytarzu. Szliśmy śmiejąc się i z tych dziewczyn i z tego 1D, śpiewając, a raczej wyjąc ich piosenkami. Zawsze mieliśmy przy tym kupy śmiechu jak i tym razem, nawet nie zwracając uwagi na blondyna, który się uśmiechnął przy nas.
-Ej, on nie przypomina ci z tego jednego z Bieberów?- spytała Megan.
-Nie.- odwróciłam się. - A może i tak.- i znów zaczęłam wyć, lecz teraz do "Gotta be You".
       Już po chwili byłyśmy pod ich pokojem. Weszłyśmy bez pukania i od razu zauważyliśmy porozrzucane rzeczy i  siedzącą Sam na balkonie. Spojrzałyśmy na siebie i z porozumieniem ruszyłyśmy w jej stronę.
-Hej Sam.- zaczęła Meg.
-O..., cześć. Już rozpakowane?- spytała.
-Jak widać...- dosiadłyśmy się.- Ale u was to jakoś krucho.
-Chyba u Rossie. Ja skończyłam porządną godzinę temu.
-Słyszałaś te na dole?- spytałam po czasie.
-Ta... Rossie myśli, że oni tu są.
 -Może i są.- mruknęłam.- Jak tu szłyśmy spotkaliśmy blondyna...
-turystę.- dokończyła Sam.
-Nie, naprawdę był podobny do tego jednego z nich. - przekonywała Megan.
-Jasne, patrz jak ci wierzę.- burknęła wstając i opierając się o barierkę. Zawsze tak było, gdy  mówiłam jej coś o One Direction. Dlatego wstałam i ruszyłam w kierunku drzwi.
-A ty jak myślisz?- spytała cicho Rossie.- Myślisz , że to oni?- dodała z nadzieją
-Sama już nie wiem.- westchnęłam i wyszłam.
       Od pewnego czasu zmieniło się u mnie w stosunku do nich. Ciągle ich nienawidzę, ale nawet spodobały mi się niektóre ich piosenki, w których nie przymulają. Ale za nic im nie powiem, znaczy na razie. Muszę najpierw sprawdzić, czy to chwila nie uwagi, czy na serio.
-Liz, czekaj!- usłyszałam głos Megan.
                                                         /Oczami Sam/
       Wstałam i ruszyłam do przodu, do barierki, gdzie się o nią oparłam. Sama już nie wiem... Niby może i  ma rację, ale nie potrafię jej i Megan szybko zaufać. Okłamywały mnie już parę razy i straciłam trochę wiary. Nagle usłyszałam, że ktoś wychodzi. Okazało się, że była to Liz, bo Meg. po chwili do mnie podeszła.
-Możesz już nam ufać, nie będziemy już kłamać, słowo.- przyrzekła, następnie wyszła.- A i bądźcie o ósmej gotowe!- i odeszła, a ja zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. Do głowy przyszły mi tysiące pytań typu "czy to możliwe, że tu są?", "co by było jakby tu naprawdę było gdyby tu byli?". Jednak już po chwili wróciłam do pokoju aby się orzeźwić się.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Rozdział 1...

            Obudził mnie dzwonek "I Want", oznaczający, że muszę wstać po to, aby uczestniczyć w ostatnim dniu w szkole. Leniwie przetarłam oczy i wstałam. Następnie skierowałam się do łazienki, zabierając mundurek szkolny. Tam umyłam się i przebrałam po czym zeszłam na dół. Czekali już tam moi rodzice.
-Hej.- przywitałam ich.
-Cześć.- odpowiedzieli równocześnie.
-Wy jeszcze tutaj?- spytałam po chwili, robiąc sobie śniadanie (kanapki i sok marchwiowy)
-Tata ma dziś wolne, a ja zajdę na chwilę do restauracji po papierki.- powiedziała mama.
-Aha.- zrobiłam kwaśną minę. Miałam wielką nadzieję, że dziś spędzimy razem dzień, ale najwidoczniej mają inne plany. Dlatego resztę kolacji przeżyłam w ciszy.
          Po skończonym posiłku spojrzałam na zegarek. Wskazywał już wpół do dziewiątej, dlatego pożegnałam się, wzięłam torebkę z kluczami do samochodu i wyszłam na zewnątrz. Dzień zapowiadał się naprawdę fajnie, ale na razie było jeszcze chłodnawo, dlatego szybko weszłam do mojego czarnego audi i wyjechałam poza zakręt. Po niecałych trzech minutach byłam pod domem Rossie. Wyszła tak jak zawsze, czyli po pięciu minutach.
-Spóźniona.- powiedziałam oskarżycielskim tonem.
-A dasz mi kiedyś spokój z tym "spóźniona"?- przedrzeźniała mnie.
-Jak kiedyś się nie spóźnisz, to tak.- odwróciłam się do niej.
-Dobra, jedź.- rozkazała.
-Nie rozkazuj mi, mój samochód, moje postanowienia.- mruknęłam,
-Już w sierpniu będę mieć prawo jazdy i nie będziesz mnie podwozić.- burknęła po chwili.
-A no tak! Zdajesz w tym samym dniu co pan Harold.- puknęłam się w czoło.- Niedorzeczne.- dodałam po czasie.
-A niby to czemu?- pyta.
-Może, że o lekka przesada? Nie dość, że pochodzisz z tego samego miasta, to jeszcze w tym samym dniu, to robisz prawie to samo co Harry! Dobrze, że ojciec zakazał zrobić se tego tatuażu!
-A ty nie lepsza!- wtrąciła.- Rzucałaś lotkami w fotografię Elanor, dopóki z nią nie zerwał. Albo chodzisz ciągle z marchewką, albo nosisz szelki, albo koszulkę w paski...
-Bo takie lubię!- zawołałam na swoją obronę.-No dobra, chcę się dopasować do niego tak i ty.- mruknęłam po czasie, gdy odjeżdżałyśmy pod szkołę.- Ale ty robisz to samo i nie zaprzeczaj.
-No i nie zaprzeczę. Po prostu mamy na ich punkcie świra i tyle.
-Nooo...-westchnęłam.- Ale zobaczysz, Louis naprawdę zostanie moim mężem.- znów westchnęłam.
-A moim Harry...- też westchnęła rozmarzona .
-Dobra, dosyć tych wzdychań, jesteśmy na miejscu. - zgasiłam silnik i wyjęłam kluczyk ze stacyjki, wkładając go następnie do torebki. Wysiadłyśmy z samochodu i ruszyłyśmy pod szkołę czekając na resztę dziewczyn. Nie trwało to długo , bo po chwili na parking wjechał (jakiś tam) (marka). Pomachałyśmy im na powitanie, na co odpowiedziały tym samym, a już po chwili były przy nas.
-No to co? Idziemy, nie?-wtrąciła Megan po pięciu minutach rozmowy o zakończeniu i naszych wakacjach.
-No raczej.-odpowiedziałyśmy wszystkie i ruszyłyśmy na stadion, gdzie miał zakończyć się rok szkolny.
            Każda poszła w swoją stronę, czyli, że Rose wraz z Evelin poszły do klasy mniejszej, a ja , Liz i Megan do naszej, prawie już najstarszej. Jak zwykle nasz dyrektor zaczął gadać, że był to wyjątkowy rok ( gadał tak co roku ) i zaczął opowiadać o bezpieczeństwie w wakacje. Zamiast go słuchać, dalej rozmawiałam z dziewczynami o wakacjach.
-Wieczorem będzie ten mini koncert, nie ?-spytała mnie Stefanii.
-Taa.. a wiesz kto na nim  będzie ?-odpowiedziałam jej tym samym odwracając się do niej.
-Nie.. właśnie nie. Dyrektor nie chciał nic powiedzieć.- zrobiła minę w podkówkę.
-Ja chyba jednak nie pójdę na niego, wolę się chyba pakować.. wiesz, samolot jest o dziewiątej, chyba się nie wyrobię.
-Szkoda.. - skomentowałam i odeszła, dlatego powróciłam do dziewczyn.
-Wiecie kto dziś gra ?-spytałam. Obie natomiast pokręciły przecząco głową.- Może tak będzie One Direction?-spytałam z nadzieją, a one mnie wyśmiały.
-Tych Bieberów ? Kto by tu ich chciał?- mówiły między napadami śmiechu.
- Może ja i Rose? Na pewno są tu jeszcze inne osoby..- skomentowałam i odeszłam na bok. Na szczęście nauczyciele powoli zaczęli wołać uczniów, dlatego zaczęłam się wsłuchiwać .

                                                                      ***

-Co dostałyście?- spytała Evelin wracając w stronę samochodów.- Bo ja książkę o potworach.
-Książkę o koniach!- krzyknęła podekscytowana Rose.
-Kurs języka hiszpańskiego!- dodała Megan.
-A ja dostałam sprzęt do tenisa- zagwizdała radośnie Liz.
-Natomiast ja dostałam jakieś bilety.- powiedziałam zaglądając do koperty.
-Jakie?- spytały wszystkie cztery.
-Właśnie nie wiem.
-No to otwórz!- wykrzyknęła Rossie .
-Nie, otworze je dopiero w domu.
-Buuu... - skomentowała Evelin.
-Ja ci dam na mnie buczeć., otworze w domu, lubię niespodzianki.-uśmiechnęłam się i skierowałam się w stronę auta z Rose.- To do zobaczenia !- wykrzyknęłam i weszłam do samochodu. Poczekałam, aż Rose się zadomowi, a gdy ju to zrobiła włączyłam silnik i odjechałam z podjazdu.
-Mogę przynajmniej ja zobaczyć, co to za bilety?-spytała z miną męczennika.
-Nie.-odpowiedziałam stanowczo. - To zapewne jakieś bilety do kina czy coś...
-Taa.. , bo nasi nauczyciele dali by coś takiego.- burknęła i odwróciła się w stronę okna. Popatrzyłam na nią i zmiękłam ale na szczęście nie do końca.
-Obiecuję,że będziesz pierwszą osobą, zaraz po mnie, która będzie wiedzieć co to za bilety, jasne?
-Jasne.-zgodziła się, ale ani razu już się nie odezwała..
       Wróciłam do domu zmęczona. Nie miałam sił, aby nawet pójść zobaczyć się ze swoją matką, dlatego pomaszerowałam prosto do swojego pokoju. Tam opadłam na łóżko i zaczęłam wpatrywać się w plakaty 1D, które wisiały nade mną. Poczułam (jak zwykle) motyle w brzuchu, gdy włączyłam Up all night, ale zignorowałam je... Nagle przypomniałam sobie o prezencie na zakończenie szkoły. Usiadłam i zaczęłam się wpatrywać. Nagle wzięłam ją do ręki i zaczęłam otwierać. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. Następnie zaczęłam czytać.

Francja, Paryż, 4.07.2016r.
Bilet na koncert One Direction...
Miejsce 22, rząd 1.
(Bilet prosimy zachować w razie kontroli podczas koncertu.)
       Nawet nie zauważyłam ani nie usłyszałam, że z mojego gardła wydobywa się pisk. Zorientowałam się dopiero wtedy, gdy mama wbiegła do pokoju jak poparzona.
-Co się stało?- wykrzyknęła.
-Dostałam dwa bilety na koncert 1D!!!!!!- krzyczałam w niebo głosy.- W Paryżu, 4!!!!- dodałam.
-Wtedy kiedy będziecie, tak?
-Tak!!!!- wykrzyknęłam uradowana, podbiegłam do mamy, ucałowałam ją w policzek i wybiegłam z domu. Moim celem, był dom Rose, której coś obiecałam, ale i tak nie chodziło mi teraz o to.
        Po dziesięciu minutach mojej adrenaliny byłam pod jej wielkim domem i waliłam w drzwi. Otworzyła mi oczywiście ona. Rzuciłam się na nią i zaczęłam piszczeć.
-Co ci się stało, kobieto?- spytała.
-Ty, ja... Francja..... czwartego lipca, koncert ONE DIRECTION!!!!!- wykrzyknęłam, a ona popatrzyła na mnie jak na jakąś głupią i zwariowaną babę. Ale po chwili z jej otwartych ust było słyszeć ten sam pisk.
-Ty chyba robisz se ze mnie żarty, prawda?- pyta po chwili, gdy się uspokoiła.
-Nie, nie robię, patrz!- pokazałam jej bilet, a ona się na mnie rzuciła.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję.... Kocham cię!!!
       I tak minęła spora godzina, gdy się uspokoiłyśmy, ale i tak co jakiś czas wychodził z nas pisk. Jednak po dwóch godzinach musiałam wrócić, aby się spakować. Minęło to trochę sporo czasu, bo chciałam  wybrać jak najlepsze ciuchy i na koncert i na euro. Udało mi się to dopiero przed jedenastą, dlatego szybko poszłam do łazienki się umyć, a następnie do łóżka, po czym zasnęłam.

      Obudziłam się o szóstej trzydzieści, gdyż dostałam sms-a od Evelin. A brzmiało ona tak:
"Pobudka śpiochy! Samolot odleci bez was!!! Huehuhehue ,ja nie śpię od piątej  i czytam Harrego pottera !Bo chcę przeczytać książkę o potworach  Bu ....A wy ? I co a Sam ? Co dostałaś ?"
Byłam na nią wściekła ,że mnie obudziła ,ale odpisałam jej.
 "Dzięki wielkie mendo ,chciałam jeszcze pół godziny pospać  ! A tak w ogóle dostałam bilet we Francji na (dreszcz) 1D !! "
      I nacisnęłam przycisk "Wyślij " , następnie wstałam ,zabrałam rzeczy i ruszyłam do łazienki .Tam umyłam się ,zrobiłam lekki makijaż ,ubrałam się (koszulka w paski i dżinsy ) i zapięłam włosy w wysokiego kucyka .Dalej zeszłam na dół robiąc sobie najdłuższe śniadanie ,czyli małą sałatkę z marchewki i sałaty, ale i tak po pół godzinie byłam już gotowa.Dlatego poszłam do salonu i zasiadłam przed telewizorem .
Zaczęłam szukać po różnych kanałach , gdy nagle do pokoju weszli rodzice.
-Już  gotowa ?-spytał tata.
-Jak widać ....a wszystko przez Evelin....
-Może i miała rację ?I tak pojedziemy wcześniej ...-powiedziała mama
-Czemu ?
-Bo my  również lecimy.
-Tak ? A gdzie ?-spytałam zaciekawiona.
-Do Polski , do babci.
-Och , nie będzie zła ,że ja też nie pojadę ?
-Nie ,kochanie ,wrócimy po ciebie jak wrócisz...
-To wy jedziecie na miesiąc ?- dopytuje się
-Na wakacje .
-A ..- poszli do kuchni i wypili po kubku kawy , a ja nadal przeglądałam programy .Jednak po chwili na znak taty znosiłam swoje torby , a oni swoje , następnie je włożyli do samochodu a już po chwili wyjechaliśmy sprzed domu.
        Na miejscu byliśmy  po niecałych  dwudziestu minutach .Były tam już dziewczyny , które czekały na mnie.
-Łał ... a ja ostania ?Niemożliwe .- uśmiechnęłam się,gdy do nich podeszłam .
-Jak widać ...Dobra to co ,idziemy ,bo się jeszcze spóźnimy .-powiedziała Kate , i ruszyła do przodu jednak ja jeszcze wróciłam aby pożegnać się z rodzicami .Następnie wróciłam do nich i poszliśmy do wejścia na pokład samolotu.

***
No i wreszcie dodaję 1.rozdział, oczywiście dedyk. należący do Magmary i Kamili, które pomogły mi przepisać... mam nadzieję, że tak będzie z dalszymi.... Mam już napisanych osiem, a zapewne jutro już z 10. Jutro będzie też rozdział i proszem o komentarze.





piątek, 17 sierpnia 2012

Prolog...

Hej, mam na imię Samantha, mam 19 lat i mieszkam w Londynie z moją rodziną, czyli rodzicami (jestem jedynaczką) wraz z moim małym pupilkiem- Lux. Pracuję w restauracji mamy, gdzie czasami śpiewam oraz fotografuję naturę dla firmy taty. Lubię jeszcze grać na pianinie i na gitarze. Hobby? Lubię grać z moimi wariatkami w tenisa, siatę i piłkę nożną. W czasie roku szkolnego uczęszczam do liceum do Oxfordu. Właśnie stąd znam się z moimi przyjaciółkami, czyli Liz, Rossie, Megan i Evelin, Jednakże podczas wakacji wyjeżdżam z nimi na wspólny miesiąc za granicę. Tym razem naszym punktem jest Francja, gdyż jest Euro 2016. I również koncert mojego i Rose ulubionego zespoły- One Direction. Ale to tak przy okazji. Jestem niską osóbką o niebieskich oczach i jasnych brązowych włosach. Mam rodzinne korzenie z Polski, gdyż moja matka jest Polką.

Znów powitanieee....

Cześć, cześć i jeszcze raz cześć. Znów się spotykamy, nie? Już kolejny blog połączony z 1D. Wcale go by nie było gdyby nie paczka dziewczyn, która mówi "dodawaj, zrób". Dlatego powstaje nowy blog pt. "Moje życie, mój świat... z Same Mistakes". Myślę, że wam się spodoba. Akcja rozgrywa się w roku 2016
*Posty będą dodawane zapewne raz na tydzień (zależy jak brat da mi laptopa).

Bohaterowie

Samantha Collins- urodzona w dniu 17.08.1997r., miejsce urodzenia: Londyn, wygląd: jasny brąz i niebieskie oczy, rozpoznawalna rzecz: łańcuszek z kokardką i napisem "Forever". Jej mama ma restauracje, natomiast ojciec pracuje w firmie, mieszka w wielkim i przestronnym domu, zainteresowanie to granie na pianinie i na gitarze oraz śpiew z fotografowaniem i malowanie. Nieraz śpiewam u mamy. Mam małego pieska Tommego.

Rossie Jane- urodzona w dniu 1.02.1998r. w Holmes Chapel. Ma błękitne oczy i długie, kręcone włosy koloru kasztanowego. Jej ulubioną rzeczą jest bransoletka z charmsami ( za każdy sukces dostaje  od rodziców nową przywieszkę). Jej ojciec jest bogatym biznesmenem a mama aktorką. Mieszka w wielkiej willi, a jej zainteresowania to jazda konna, śpiew, gra na gitarze i fortepianie. Na razie nie pracuje. , ma małego i białego Perskiego kota- Luna i konia arabskiego- Isabel.

Liz Middelton- urodzona 29.08.1997r na Florydzie, lecz mieszka na przedmieściach Londynu. Ma ciemne, proste zza ramiona włosy i brązowe oczy. Jej karnacja jest lekko zaciemniona. Ma tatuaż na lewym nadgarstku (znak nieskończoności) i na lewym biodrze (znak insygnii śmierci) .Jej ulubioną rzeczą jest bransoletka z nutką. Lubi sport (piłka nożna, tenis i siatkówka), fotografia i śpiew. Pracuje jako fotograf ma małego labradora- Lolly.  Ma ojca Michela Middelton (pływak), matkę Anna Middelton (biegaczka) i młodszą siostrę Alex(7lat). Mieszka z mamą i z siostrą (rodzice wzięli rozwód). Nienawidzi jak ktoś pali, pije i bierze narkotyki.

Evelin Jensen- urodzona w dniu 18. 07. 1998r w małej wsi koło Oslo , jednak mieszka w Londynie (wyjechała wraz  z bratem i z siostrą w wieku 17lat). Ma szare oczy, bladą cerę, jasne falowane włosy z niebieskimi pasemkami. Ma tatuaż na palcu lewej ręki z napisem carpe diem i blizny na nadgarstkach po cięciach. Ma siostrę Anabell (11 lat) i brata Filipa( 22lat), który jest zawodowym bokserem. Jej rodzice zginęli, gdy miała 7 lat. Lubi siatkówkę, śpiew,  gra na gitarze i Harrego Pottera.  Pracuje jako pracownik robienia tatuaży z henny. Ma psa- Dora.

Megan Phillps-  urodzona 3.03.1997r. w Dover, jednak mieszka ze swoim bratem i jej żoną na przedmieściach Londynu. Ma jasne piwne oczy i brązowe, proste i pół długie (równo obcięte) włosy. Ma tatuaż za lewym uchem z połówką  serduszka. Ma mamę Janet (znana stylistka gwiazd) i tatę Tommego (prowadzi salon samochodowy) i brat Gary (25 lat) pracuje w biurze. Lubi sport i muzykę oraz oglądać mecz i inne sporty, biegać i towarzystwa przyjaciół. Zwyciężyła dziewiątą edycję X-Factor. I ma papugę- Nato.



Szablon by S1K