poniedziałek, 24 grudnia 2012

WESOŁYCH ŚWIĄT

Z okazji świąt wszystkim czytelnikom, Directionerką oraz całemu 1D życzę  :

Przygotować pół miarki radości, szczyptę
pogody ducha, kwartę radości,
dwanaście centymetrów uśmiechu,
kilogram życzliwości, pięć gramów dobrego
humoru, miłości ze dwie garści,
odrobinę szaleństwa, łyk szczęścia,
dwie łyżki wolnego czasu, małą łyżeczkę
spokoju oraz cały zapas wiary nadziei i
miłości. Wszystkie składniki połączyć ze
sobą i długo podgrzewać w cieple
domowego ogniska. Podawać na gorąco,
ozdobione ciepłym uśmiechem.

to takie tam a najbardziej życzę wam wesołych radosnych świąt Bożego Narodzenia i oczywiście Szczęśliwego Nowego roku życzę ja - Agnieszka ;)

Tak propo mój mąż ma dzisiaj urodziny (Louis), zaśpiewajmy mu sto lat, i dodać aby zawsze był młody ;) . a TERAZ Goodbay ;*





wtorek, 11 grudnia 2012

Rozdział 15


 /OCZAMI SAM/


Wracając do hotelu chłopaki nie mieli jeszcze dość i zaszli do sklepu, po to aby kupić sobie zgrzewki piw. Jednak my zignorowałyśmy ich wybryk i poszliśmy dalej, lecz pod lokalem przypomniałam sobie, że blondyn ma klucze i raczej nie dostanę się do pokoju, dlatego podeszłam do dziewczyn.
-Ehm... – zaczęłam niepewnie.
-Co?- spytały wszystkie na raz.
-Mogłabym, bo ja raczej nie mam jak.- mruknęłam.
-Dobra, ale pod jednym warunkiem.- powiedziała po chwili Evi.
-Jakim?- spytałam zdziwiona.
-Po pierwsze nie wpuszczamy tych idiotów.- zaczęła Megan.
-Po drugie nie gadamy ani nie myślimy o tych idiotach.- dodała Liz.- Tak jak za dawnych czasów.- westchnęła.
-Ehm... Liz, tylko odkąd się znamy ja tylko o nich gadam bądź myślę.
-Cicho.- uciszyła mnie Megan, a ja zachichotałam.
-Nie, no spoko.- powiedziałam gdy się uciszyłam, a następnie weszłyśmy do pomieszczenia, gdzie usiadłyśmy wszystkie na kanapie i włączyliśmy laptopa aby obejrzeć jakiś film. Po dwóch romansidłach, Megan i Liz nie miały jeszcze dość dlatego chciały oglądnąć jeszcze jakiś film, jednak ja poczułam zmęczenie, dlatego pożegnałam się i wyszłam cicho z pokoju zważając na ciszę nocną. Jednak już po sekundzie wparowałam do pokoju jak oszalała, bo przed drzwiami usłyszałam jak chłopacy śpiewają  „Last Christmas”.
-Co wy tu do jasnej ciasnej odprawiacie ?! Święta są za pół roku, a wy tu mi śpiewacie o jakiś świętach !- krzyknęłam wściekła.
-Oj Sami, nie bądź zła, my się tylko wydurniamy.- powiedział Louis próbując wstać. Jednak coś mu się nie udało, bo gdy chciał stawić pierwszy krok potknął się o własne nogi i opadł na kanapę. Ja jedynie załamana złapałam się za głowę.
-Dobra, gdybym nie była tak zmęczona na pewno dałabym wam kazanie, dlatego uchlejcie się jak chcecie, tylko mi rano nie mówicie, że was główka boli.- mruknęłam i poszłam do pokoju, gdzie pośpiesznie wzięłam piżamę z pod poduszki i poszłam do łazienki gdzie wzięłam orzeźwiający prysznic. Następnie z całej pety opadłam na łóżko i zamknęłam oczy czekając na sen. Jednak już po paru minutach, zrezygnowana obracałam się w tą i we tę na łóżku przez głośność w salonie.
-Zamknąć się ! Niektórzy chcą spać !- krzyknęłam nagle.
-Dobrze, pani Bobrze ! – krzyknął najprawdopodobniej Niall, a mówię prawdopodobnie, bo każdy zaczął się uciszać i teraz było jeszcze gorzej niż przedtem. Złapałam poduszkę i położyłam ją na głowę, jednak to też nie pomagało. Lecz już po minucie ustał rezultat. Zdjęłam ciężar z głowy i tym razem usnęłam po niecałych pięciu minutach. . .
Obudził mnie nastawiony przeze mnie budzik, dlatego leniwie zaczęłam szukać telefonu wokół poduszki.
-Wyłącz to ustrojstwo.- mruknął Louis.
-No już, już.- powiedziałam odnajdując go pod poduszką i wyłączając.
-Która godzina?- spytał po chwili.
-Siódma, śpij jeszcze.- szepnęłam i sięgam po małą butelkę wody obok łóżka. Natomiast już po chwili czułam uścisk Tomlinsona na mojej talii.
-Louis, to że ty możesz jeszcze sobie pospać, to nie znaczy, że ja mogę.- mruknęłam próbując się uwolnić.
-Tylko pięć minut.
-Louis, naprawdę nie mogę.- powiedziałam, a już po chwili obrócił się na plecy dając mi wolność, dlatego wstałam i wzięłam jedyne rzeczy, których nie spakowałam wczoraj przed meczem i ruszyłam w kierunku łazienki.
-Sam?- spytał gdy już miałam wchodzić.
-Hmm?- odwróciłam się w jego stronę ze znakiem zapytania.
-Spakujesz mnie?
-A co główka boli?- spytałam z drwiną w głosie.
-Nie, tylko mam lenia . . .- zaśmiał się.- Ale główka chyba też boli.- dodał po chwili, a ja przewróciłam oczami.- Więc jak?- powiedział.
-Zobaczymy.- odpowiedziałam z uśmieszkiem i weszłam do łazienki, gdzie wykonałam poranną toaletę, a gdy wróciłam do pokoju pan Tomlinson znów chrapał. Schowałam wczorajsze rzeczy i piżamę do swojej torby i poszłam do kuchni, gdzie usiadłam przy blacie i oparłam głowę o ceramikę, jednak już po krótkiej chwili usłyszałam kroki i odsuwające się koło mnie krzesło.
-Jezu, zaraz mi głowa odpadnie.- jęknął mulat.
-Trzeba było tyle wczoraj pic ?- spytałam.
-Może i trzeba było.- mruknął.
-No niby czemu ?
-Alkohol zakrywa smutki miłosne.
-Ahaa, o Perrie ci chodzi.- powiedziałam, gdy nad głową pojawiła się malutka żaróweczka.- Nie martw się, dziś będziemy w Londynie i będziesz mógł z nią spędzić całe dnie, znaczy. . . no wiesz. . . oprócz koncertów, tras i tym podobne.- dodałam.
-No fajnie by było.
-No i fajnie będzie.- pocieszyłam go klepiąc go po ramieniu.
-Ta, szkoda tylko, że ona jest w Ameryce.
-Oł. . . No to kiedy wraca?- dopytałam się.
-Pojutrze.
-Łeeeee, to jeszcze mało, co by było jak jakiś tydzień albo co.
-Ta, zobaczymy jak Lou będzie musiał pojechać z nami na jakiś koncert, albo na jakieś głupie rozdania nagród.- powiedział.- Wtedy to będziesz uhuhuhu, nawet nie umiem tego nazwać.- powiedział, a ja jedynie siedziałam cicho, bo nie wiedziałam, czy ten związek nawet tyle przetrwa. Jednak Malik chwilę później wstał i nalał sobie wody.- Chcesz?- spytał po chwili.
-Ta.- ty było jedyne słowo, które umiałam wypowiedzieć w tym transie.
-Ej, Sam? Co ci jest?- spytał po chwili.
-Ech, Zayn, żeby to wszystko było takie łatwe.- powiedziałam wstając, biorąc od niego szklankę i siadając na blacie.
-O co ci chodzi?- spytał.
-No bo ja nawet nie wiem, czy dzisiaj Lou w Londynie nie powie mi słowa, że to była tylko i wyłącznie miłość wakacyjna, że nic z tego nie będzie, że już mnie nie kocha, że już się ze mną zabawił albo jeszcze co innego.- mruknęłam popijając.
-Co ty gadasz?- spytał ze zdziwieniem.
-Boże, Zayn, boję się tego, że powie mi koniec z nami !- krzyknęłam i chyba troszeczkę za głośno, ale nie przejmowałam się tym, tylko schowałam twarz w dłoń.
-Ej Sam, wiesz przecież, że takie coś się nie stanie.- powiedział siadając koło mnie i obejmując ramieniem.- Wiesz, że on cię kocha, a ty jego.
-Tak, szkoda tylko, że ja kocham go od trzech lat, a on mnie od miesiąca.
-Boże Sam zrozum, prawdziwa miłość nie ukazuje się po jakimś tam czasie tylko od razu. No powiedz, jak pierwszy raz ujrzałaś Louisa, to co pomyślałaś, tylko szczerze.
-Pomyślałam „Łał, jaki z niego przystojniak” i coś w tym stylu, a co?- spytałam głupio.
-No i od razu się w nim zakochałaś, prawda?- dopytał się.
-No tak.
-No właśnie, co z tego, że go znasz od trzech lat, jak go kochasz od pierwszego wejrzenia. Tak samo on ma teraz, więc się nie zamartwiaj i przytul wujka Malika, że ci wszystko w tej twojej małej główce wyjaśnił.- powiedział z uśmiechem, wstając i rozszerzając ramiona. Jedynie zaśmiałam się, jednak już po chwili rzuciłam się w stronę mulata.
-Dzięki.- wyszeptałam mu.
-Uuuuu. . . Louis będzie zazdrosny . – powiedział nagle Niall, a ja w ekspresowym tempie odsunęłam się od Zayna. I z miną przerażenia spojrzałam na Malika, jednak on uśmiechnął się i kiwnął głową, na znak, że nic nikomu nie powie. Mi kamień spadł z serca i na twarzy zagościł uśmiech.
–Dobra, jajecznica czy tosty? Dziś ja robię wam śniadanie.- uśmiechnęłam się.
-Tosty! –wykrzyknęli obaj i usiedli przy blacie.
-Ale mam nadzieje, że mi pomożecie, prawda?- przymknęłam oko.
-No okejj.- mruknęli, a ja zachichotałam i podałam im kromki, masło i kazałam smarować. A już po chwili dodawałam dodatki i wkładałam do opiekacza.
Ja i Zayn zjedliśmy po półtorej kromce, a Niall nawet nie zliczyłam. Przy tym kazałam zanieść mulatowi jedną Liamowi, a ja sama zrobiłam Louisowi i kierowałam się do jeszcze naszego pokoju. Zszokowało mnie to, że chłopak maszerował w prawo i w lewo już ubrany, a wszędzie był jednym słowem wielki syf.
-Boże, coś ty zrobił?- spytałam widząc te rzeczy.
-Ehmm. . . .tak jakby chciałem się spakować.
-Dobra, masz śniadanie, idź z tym do kuchni, a ja cię spakuję.- powiedziałam i wygoniłam go z pokoju. A już po chwili zbierałam rzeczy na łóżko, a następnie zaczęłam go pakować.
Gdy zamknęłam torbę dołożyłam obok swoją i zaczęłam sprzątać w pokoju, a gdy skończyłam spojrzałam na zegarek. Wskazywał dopiero dziewiątą, dlatego wyszłam z pokoju i zobaczyłam chłopaków, którzy grali ostatnią rundę w fifę.
-Idę do dziewczyn.- oświadczyłam po czym wyszłam i skierowałam się do pokoju obok. Pukając nikt mi nie odpowiedział dlatego samowolnie weszłam i zobaczyłam Liz, która siedziała przygnębiona na sofie.
-Czemu nie odpowiadasz?- spytałam.
-Bo jestem załamana !- warknęła.
-Ej, też miałam doła, choć do Zayna, on ci poprawi humor.- powiedziałam.
-Chyba cię przewiało dziewczynko, prędzej umrę niż się do niego odezwę.
-No dobra, mów o co chodzi.- powiedziałam obok niej.
-No bo to wszystko się już skończyło.- mruknęła i opadła na moje nogi.
-Ojej, Liz, to nie znaczy, że trzeba się załamywać. Gdzie reszta?- spytałam.
-Poszły dokupić pamiątki.- mruknęła.
-No to na co czekasz?- spytałam.
-Co na co czekam? –spytała podnosząc głowę.
-Idziemy do nich dołączyć !- powiedziałam i pociągnęłam ją za rękę.

Po jakiejś pół godzinie dołączyliśmy do Megan i Evelin i łaziliśmy po Paryżu wspominając lub dokupując jakieś rzeczy. A już po jakiejś godzinie usłyszałam dźwięk sygnału mojego telefonu. Wyjęłam go z torebki i zauważyłam, że dzwoni Lou. Natychmiastowo odebrałam.
-Gdzie wy jesteście?- spytał.
-Ehm.. na manchatanie, a co?- spytałam
-Mała, za półtorej godziny mamy samolot.- powiedział, a ja spojrzałam na zegarek.
-Słowo daje, że przed chwilą była dziesiąta.- powiedziałam zszokowana.
-Dobra, jedzcie na lotnisko, my weźmiemy dziewczyn i twój bagaż i spotkamy się na miejscu.
-No dobra, pa.- i rozłączyłam się.-Dziewczyny, zamawiamy taksówkę i na lotnisko.
-Co, a bagaże?- spytały.
-Bagaże wezmą chłopaki, mamy mało czasu.- pośpieszyłam je.
-ŻE CO PROSZĘ?!- krzyknęłam Evi, a ludzie spojrzeli na nią jak na jakiegoś kosmitę,
-Evi, proszę cię ciszej i tak dobrze słyszysz.
-Te durnie mają zamiar dotknąć mój bagaż ?! Chyba oszalałaś- powiedziała.
-Posłuchaj, gdyby zadzwonił z pół godziny wcześniej to byśmy wróciły, ale teraz posłuchaj, że spóźnimy się na samolot !
-UGH ! Muszę sobie zapisać, że jak wrócimy porządnie muszę wymyć wszystkie rzeczy w tej torbie włącznie z nią.- mruknęła, gdy wybierałam numer taxi.
-Oj już nie przesadzaj, dotkną tylko rączki.- powiedziałam i już po chwili odeszłam parę kroków, aby spokojnie zamówić taksówkę.



                                     -Półtorej godziny później-

Całe szczęście zdążyliśmy, choć do zamknięcia były zaledwie sekundy, bo gdyby nie to, że zapomnieli Nato (papuga Megan) bylibyśmy już dawno na miejscu i nie czekali aż nasze oddechy wynormują się. Jednak przez Harrego każdemu oprócz Evi, Liz i Megan podrosła adrenalina, bo oświadczył, że nie ma swojego bagażu.
-Harry, sprawdź dobrze, przecież widziałam jak miałeś ją przy sobie. – oświadczyła Rose.
-No mówię ci, że tu jej nie ma ! Widzisz tu taką bordową, bo ja nie.- mruknął
-Dobra, każdy sprawdza, czy ma taką przy sobie, a ja pójdę się spytać stewardessy czy nie została jakaś na lotnisku.- powiedział Liam i poszedł, a każdy z nas zaczął przeszukiwać.




                                     /OCZAMI EVELIN/

Co z niego za pacan, jak nie może zobaczyć tej głupiej torby, która leży koło mnie. Pff. . . ma za karę, że zapomniał o Nato. Mruknęłam porozumiewczo do Liz, która nagle usiadła koło mnie i niechcący otworzyła torbę, z której wysypały się najróżniejsze rzeczy. Najbardziej zachęciły nas banany, które wzięłyśmy i schowaliśmy do naszych przybocznych toreb, a następnie nie wiem jakim cudem Megan potrafiła wziąć jego dwie pary spodni i również schować do torby. Ja zaśmiałam się i jakoś pozbierałam te rzeczy i wsadziłam do środka zamykając znów torbę i nagle jako wybawczyni odwróciłam się do nich.
-Mam ją ! Cały czas była koło mnie, a ja nawet jej nie zauważyłam . – posłałam sztuczny uśmiech temu w głupkowatych lokach, który od razu po nią sięgnął, a następnie spojrzałam na Rose i Sam ,które zmroziły mnie jedynie wzorkiem. Zignorowałam je i powróciłam na swoje miejsce gdzie kończę moją nagrodę szkolną. Po jakiejś godzinie, gdy pani zaczęła sprzedawać orzeszki, dziewczyny wzięły nasze torby i podeszły do niej proponując aby sprzedała te rzeczy, które zabrałyśmy temu idiocie, dobra powiem dla Rose „Harremu”, ale tylko dla niej.
Niewiadomo jak one jej to powiedziały, ale baba zgodziła się i po chwili wracała z tacą, gdzie były porozmieszczane banany , a pod spodem spodnie. Miałam ochotę lać ze śmiechu, ale jakoś wytrzymałam jak reszta dziewczyn. A gdy podeszła do miejsc, gdzie siedzą oni, brunet uśmiechnął się.
-Też mam tyle bananów i tak jakoś wolę swoje.- powiedział i wziął torbę, po czym otworzył, a tam ani jednego banana nie było.
-O boże ! Gdzie moje banany !- wrzasnął.- Gdzie są moje banany!!!!- zaczął piszczeć jak dziewczynka, a my nie mogłyśmy z niego.
-Macie mi coś do powiedzenia?- powiedziała nad nami Rose, a my jednie dalej śmiałyśmy się.- To nie jest śmieszne ! To były jego banany?- spytała.
-Tak.- powiedziała Liz, która na chwilę się uspokoiła, ale znów wybuchła. Nawet Tamci się zaczęli śmiać, a Rose naburmuszona usiadła koło Harrego i przytuliła się to niego. I tak raczej minęła cała nasza podróż do Londynu.

                                     /OCZAMI SAM/
Na lotnisku każdy wziął swoje torby i powoli każdy zaczął się żegnać.
-Sam, czekaj,- powiedział Louis łapiąc mnie za nadgarstek, gdy chciałam ominąć tłum fanek i paparazzi.
-Tak?- spytałam.
-Czemu myślałaś, że . . .?- spytałam, a ja zrobiłam wielkie oczy.
-Zayn ci powiedział? – powiedziałam zszokowana.
-Nie, ja tylko słyszałem. Nie wściekaj się, ale myślę, że powinniśmy to wyjaśnić.- powiedział.
-Louis, tu nie ma co wyjaśniać.
-Ależ jest. Choć jedziemy do nas, i u mnie w pokoju wszystko wyjaśnimy.
-Nie, jak coś to do mnie. Mam wolny dom.- uśmiechnęłam się.
-Okej, to poczekaj chwilę na mnie, idę po torbę.- powiedział po czym odszedł kawałek, a do mnie odeszła jakaś 10-11 letnia dziewczynka.
-Czy ty jesteś dziewczyną Louisa?- spytała.
-Tak.- powiedziałam z uśmiechem.
-Pasujecie do siebie. Szczęścia.- powiedziała i odeszła, a ja odprowadziłam ją wzrokiem, a już po chwili wrócił Louis.
-To co jedziemy?
-Jasne.- powiedziałam wyjmując kluczyki od samochodu.
-Nie mów, że ty będziesz prowadzić.- powiedział z ironią.
-A co, masz coś do tego? – spytałam.
-No tak, bo ja prowadzę.- powiedział biorąc ode mnie kluczyki i dając całusa w policzek.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział 14.

                                                          /Oczami Sam/
Leniwie otworzyłam oczy, po czym skierowałam głowę na bok, aby zobaczyć kogoś, co na samą myśl na mojej twarzy pojawia się uśmiech, jednak po wielkiej pewności jego nie było. Dlatego po dłuższej chwili postanowiłam zwleczeć się z łóżka i pomaszerować do chłopaków. Jednak gdy przekroczyłam próg zastał mnie szok. Nie było nikogo w kuchni, jak i w salonie, więc po minucie zastanowienia postanowiłam zajrzeć do każdych z pokoi. Na marne, każdy był pusty. Z zawiedzioną miną poszłam do kuchni, gdy od razu wzięłam szklankę i nalałam do niej czystej wody. Pijąc zauważyłam na blacie marchewkę, a pod nią karteczkę. Sięgłam po nią i od razu rozpoznałam charakter pisma mojego Tommo.
"Sam . . .
Razem z chłopakami i Rose poszliśmy do sklepu. Wrócimy za jakieś 2 godziny. Jak coś dziewczyn nie ma, poszły się wkraść do drużyny hiszpańskiej.
Tommo xoxo
PS . Jak to przeczytasz szybko do mnie zadzwoń ! ;* "

Z uśmiechem czytałam jego list, lecz gdy dotarła do mnie po chwili jedna wiadomość, moje oczy prawie wyszły z orbit. DZIEWCZYNY POSZŁY SIĘ WKRAŚĆ DO DRUŻYNY HISZPAŃSKIEJ ?! Chyba zwariowały. Już po chwili biegłam do mojego i Louisa pokoju po telefon. A już po sekundzie wybrałam numer do Liz i naciskałam przycisk "połącz". Już po dwóch sygnałach usłyszałam znajomy głos.
-Czego chcesz?!- szepnęła ze złością.
-Co wy do jasnej ciasnej robicie ?!!- wykrzyczałam na cały głos.
-Nie drzyj się, słychać  w wentylatorach wszystko.
-W wentylatorach ?! Oszalałyście?! Rozumiem, lubicie Hiszpanie, ale żeby wkradać się ?!
-I mówi to dziewczyna, która wkradła się po głupią koszulkę geja.- mruknęła.
-Tak, geja, szkoda tylko, że Louis ze mną chodzi!- krzyknęłam po raz kolejny.
-Dobra, dobra, uspokój się. Muszę kończyć, to ten pokój. Nara !- i rozłączyła się. A ja przez jakiś czas stałam jak zamurowana.
-Z kim ja się zadaję ?- spytałam podnosząc do góry głowę, jednak już po chwili oprzytomniałam i zgodnie z rozkazem Louisa, pomaszerowałam do salonu, gdzie do niego zadzwoniłam.

                                                           /Oczami Liz/
Gdy telefon włożyłam z powrotem do kieszeni, dotarłam do Evi i Megan, które już otaczały wejście do odpowiedniego pokoju.
-No dobra, ale co im powiemy?- szepnęła Liz.
-Eeee... że szukałyśmy naszego pilota.- wymyśliłam.
-Tak... w ich pokoju!- warknęła Evi
-No nie wejdą.
-Na ile jesteś pewna?- spytały oby dwie.
-Na 99,9 %- odpowiedziałam.
-Miejmy nadzieję.- mruknęła Evi po czym wyjęła siatkę i każda po kolei zaczęła schodzić. Gdy już dotykałam palcami podłogę miałam ochotę zwariować. A co jeżeli padła tu noga no nie wiem Casillasa ?, właśnie takie pytanie padło mi na myśl, dlatego gdy odeszłam parę kroków od drabiny skoczyłam ze szczęścia, lecz gdy opadłam znów zauważyłam to co pragnęłam,a były to święte rękawiczki bramkarza. Podbiegłam do nich i od razu, ale bardzo powoli dotknęłam ich.
-Oł maj gaszzzzz.....- wyszpetałam, a już po chwili stanęła koło mnie Megan.
-Bożeee to rękawiczki Casillasa !- wykrzyknęła, po czym dostała ode mnie w łeb.
-Ciszej !
-Ałłłł.. dobra, ale nie musiałaś tak mocno.- mruknęła, po czym odeszła, a ja ciągle gapiłam się w święte rękawiczki. Miałam taką wielkąą ochotę je wziąć, jednak wiedziałam, że dzisiaj będą mu bardzo potrzebne, dlatego, otworzyłam pierwszą szufladę i zauważyłam inne pary, którą jedną oczywiście wzięłam i schowałam do tylnej kieszeni. Wtedy Megan mnie cicho zawołała. Oczywiście podeszłam do niej.
-Co znalazłaś?- spytałam.
-To.- pokazała mi na małą maskotkę.
-Czy to nie jest ... -nie mogłam wydusić ani jednego słowa.
-Tak, to jest najprawdopodobniej zabawka córki Iniesty.
- . . . - nic nie mogłam wypowiedzieć.
-Dziewczyny musimy zmykać !- wrzasnęła cicho Evi.
-Dlaczego?- wyszeptałam.
-Bo ktoś otwiera pokój!- wtedy oby dwie się zerwałyśmy i pobiegłyśmy do naszej drabinki, gdzie pierw Megan zaczęła się wspinać, a potem ja. Cudem, udało nam się w ostatniej chwili wyjąć drabinę i zamknąć siatkę. Następnie zaczęliśmy wracać powoli do wyjścia.

                                                                  /po 20 min/
-Kurze łapki! -zawołała Megan.
-Co jest ?- spytałam.
-Zostawiłam! - wykrzyknęła.
-Co zostawiłaś ?- spytałam z podjerzeniem.
- . . .
-Co zostawiłaś ?- nacisnęłam.
-Mój zeszyt na autografy !- jęknęła, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Bosz. już mnie wystraszyłaś.- mruknęłam, złapałam ją za nadgarstek i pociągnęłam, tak, że już po chwili dogoniłyśmy Evi.
-Ale.. ale! - zawołała za mną.
-Jezu, kupisz sobie nowy.
-Ale tam miałam Nicki Minaj! - powiedziała rozpaczona.
-Marudo! Kupię ci nowy i załatwię lepsze autografy od piątki gejów, okej ?- spytalam.
-Okej.- na jej twrzy pojawił się zaciesz dlatego już po chwili mogliśmy skierować się na stadion, choć do meczu zostało jeszcze równe 5 godzin.



                                                               /Oczami Sam/
-Dobra, czyli tak: mam wziąć tą koszulkę, ten szalik i tą trąbkę? -spytałam Nialla, który  szperał w rzeczach koloru Hiszapni, gdzie dziś kupili.
-Tak, a to, to.. to ... to . .. i to, ... oo to... to i to dla tamtych się weźmie.- dodał.
-Okej to ja idę się przebrać.- mruknęłam po czym wzięłam  te rzeczy i ruszyłam do łazienki. Tam posłusznie ubrałam to co kazał nam szef, a po chwili malowałam swoje policzki na czerwono- żółto- czerwono. Następnie rozpuściłam włosy i wyszłam z łazienki, aby udostępnić ją Harremu.

                                                        /30 min później/
Dobra, dopiero co usiedliśmy na swoich miejscach a już słyszę zakłady Nialla i Liz dotyczące meczu.
-Dobra, mamy umówione kto wygra, teraz tylko iloma punktami. Max 5.
-Okejj, czyli ja, że Hiszpania wygra i że 5:1.- zakomunikowała Liz.
-Dobra, choć dałem, że Włochy wygrają, bo nic innego mi nie pozostało to, że 3:2 dla Hiszpani.- mruknął.
-Dobra, Sam przetnij.
-Ja?- spytałam udając, że ich nie podsłuchiwałam.
-Tak, ty słyszałaś, więc przecinasz.
-Noo . . . okej.- zrobiłam to co mi kazała, a już po chwili zaczęłam gadać z Louisem.


                                                       /3 godziny później/
                                                       -OCZAMI MECZU-
Tym razem już po pierwszej połowie obrońcy trofeum prowadzili 2:0. Podopieczni Del Bosque (Hiszpania) od początku spotkania ruszyli do ataku, a ponad 10 tysięcy kibiców hiszpańskich na trybunach Stadionu Olimpijskiego nie musiało czekać długo na efekty.W 10. minucie po kombinacyjnej akcji Cesca Fabregasa i Xaviego ten drugi strzelił mocno tuż zza pola karnego (minimalnie nad poprzeczką). Cztery minuty później Gianluigi Buffon musiał wyciągać już piłkę z siatki. Po rajdzie i dośrodkowaniu Fabregasa do piłki wyskoczył jeden z najniższych na boisku David Silva, który uderzeniem głową posłał piłkę pod poprzeczkę.Od tego momentu Włosi próbowali przejąć inicjatywę na boisku, ale to Hiszpanie wciąż sprawiali lepsze wrażenie. Podopieczni Cesare Prandellego szukali swojej szansy w strzałach z dystansu, jednak trafiali wprost w Ikera Casillasa - np. Cassano.Hiszpanie nie mieli takich problemów ze skutecznością. W 41. minucie Xavi podał do rozpędzonego Jordiego Alby, a lewy obrońca Valencii (wkrótce przejdzie za 14 mln euro do Barcelony) w sytuacji sam na sam bez problemów pokonał Buffona.Po przerwie na boisku pojawił się Antonio Di Natale (w miejsce Cassano), który w meczu grupowym strzelił Hiszpanom gola. Tym razem miał szansę już chwilę po wejściu na murawę, ale w znakomitej sytuacji trafił w Casillasa.Do końca spotkania Włosi nie stworzyli już dogodnych sytuacji. Na dodatek od 61. minuty musieli grać w dziesiątkę, gdy kontuzji doznał Thiago Motta, wprowadzony na boisko... pięć minut wcześniej. Osłabiona Italia oddała zupełnie inicjatywę przeciwnikowi, który spokojnie kontrolował sytuację na boisku.W końcówce spotkania padły kolejne gole dla Hiszpanów. W 84. minucie wynik na 3:0 podwyższył rezerwowy Fernando Torres, zdobywając swoją trzecią bramkę w turnieju. Krótko potem ten sam zawodnik asystował przy trafieniu innego z rezerwowych, Juana Maty.W całej imprezie Hiszpanie stracili tylko jedną bramkę, a Casillas pozostał niepokonany przez 509 minut, co jest rekordem mistrzostw Starego Kontynentu. W niedzielę po raz pierwszy w historii pokonali Włochów w regulaminowym czasie na dużym turnieju. Zostali również pierwszą drużyną, która zdobyła cztery bramki w finale Euro.


                                                          /Oczami Megan/
Przez cały wieczór Liz była uradowana, ponieważ Hiszpania wygrała i wygrała dwa zakłady z Niallem. Za karę musiał pójść do recepcji i poprosić, aby uciszono pokój obok (nie o nas mowa), ponieważ są za głośni. A ich sąsiadami byli starzy dziadkowie, którzy prawie cały czas nie ma w pokoju. Jaja na maxa. Jednak ja jestem zwiedziona. Zostawiłam swój zeszyt, gdzie miałam przeróżne autografy  gwiazd, ale jak mi obiecała Liz założy mi nowy, a pierwszym autografem będzie właśnie jej podpis, a następnie pięć podpisów przygłupów. Chociaż tyle, mruknęłam to siebie.


czwartek, 8 listopada 2012

Rozdział 13

                                                          ~Oczami Liz~
    
           Siedzieliśmy wszyscy zmęczeni zabawą gdy nagle poderwała się  Rossie.
-Zaraz przyjdę.- oznajmiła Rossie.
-Pójdę z tobą.- zaproponował Harry i ruszył za nią.   
Spojrzałam na Megan, ale ona jedynie utkwiła wzrok w drzwiach. To wydawało mi się bardzo podejrzane. Obydwoje od kilku dni zachowywali się dość dziwnie, ale czuję się tak jakbym tylko ja to zauważyła.
-Czy oni ten . . . no wiesz . . .- zapytałam Sam, która przytulała się do Louisa.
-Nie no co ty.- pokręciła znacząco głową i spuściła swój wzrok na swojego chłopaka.
-Tak, na pewno.- powiedziałam sama do siebie.- Pójdę już.
-Tak szybko?- zapytała Megan.
-Tak. . .  muszę zadzwonić jeszcze do mamy.- wstałam i wyszłam z pokoju .
                                                  
                                                            ~Oczami Sam~

-Ona coś podejrzewa-powiedział Louis, gdy reszta poszła na parkiet.
-Cicho. Mogą nas usłyszeć.- wtedy mnie olśniło. Ona na pewno nie poszła do swojego pokoju, więc muszę za nią pójść..- oznajmiłam p o czym wstałam i wyszłam w poszukiwaniu Liz.
                                                          
                                                              ~Oczami Liz~

Przecież oni muszą tu gdzieś przecież być, powtarzałam sobie w myślach. A jak się tylko dowiem to . . . ugh. Biegłam coraz szybciej podtrzymując sukienkę, ponieważ zbyt wysoko podwiewała. Nagle poczułam, że ktoś mnie obserwuje, dlatego obróciłam się nerwowo, lecz nikogo tam nie było. Znów się odwróciłam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę holu. Tam skręciłam za recepcję i weszłam do przedsionka. Tam wyjrzałam zza ściany i nikogo nie było ! Więc cofnęłam się się i biegłam w stronę schodów gdy nagle zauważyłam tulące się znane mi dwie sylwetki. Od razu cofnęłam się, tak cicho jak się tylko mogłam i dostałam się na górę przy pomocy windy. Następnie zapukałam do pokoju chłopaków.
-Tak?- krzyknął Niall, a po chwili otworzył.
-Są jeszcze dziewczyny?- spytałam.
-Nie, poszły przed chwilą.
-Aha, a Sam?- dopytałam się.
-Też nie ma, poszła z Louisem.
-Aa. . . dobra, dzięki, dobranoc.- powiedziałam a następnie skierowałam się do pokoju, gdzie prosto pomaszerowałam do łazienki, a następnie do łóżka. A gdy już słodko spałam obudziła mnie Megan.
-Czy masz ochotę się zabawić?- spytała.
-Zależy w co. . . -mruknęłam.
-Chodź to zobaczysz.- powiedziała tajemniczo, a ja głupia się zgodziłam. 

                                                          
                                                            ~Oczami Sam~

Obudziły mnie odgłosy dochodzące z salonu. Usiadłam i zapaliłam lampkę nocną.
-Louis.-szepnęłam szturchając go.-ktoś krzyczy w salonie.-wyjaśniłam na co natychmiastowo wstał.-Nie zostawiaj mnie samej!-pisnęłam a on jedynie westchnął wyciągając w moją stronę rękę. Chwyciłam się jej a następnie skryłam za jego plecami. Wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę salonu. Odetchnęłam z ulgą widząc że to tylko Megan z Liz grają w fifę. Czekaj, co?!
-Co wy tu robicie? -wykrzyknęłyśmy jednocześnie z Rossie, która także wychodziła ze swojego pokoju.
-Gramy. Nie widać? -spytała sarkastycznie Meg.
-Taa.. Widać . ALE DLACZEGO W ŚRODKU NOCY?- krzyknęła na cały głos zdenerwowana Rose.
-Dobra.... chodź Megan . One nas tu nie chcą.-powiedziała z oburzeniem i żalem Liz. Zrobiło mi się trochę z tego powodu smutno, i gdy Lou objął mnie ramieniem gdy wracaliśmy do naszego pokoju zrobiło mi się jeszcze gorzej.
-Ej.. Mała , co się stało?-spytał gdy położyłam się na drugim końcu łóżka. Jednak on przybliżył się do mnie, bo czułam jego oddech nad uchem.
-Nie... -westchnęłam.
-Jesteś tego pewna?-mówił obracając mnie do pozycji, której używałam na co dzień, czyli tuląc się do niego.
-Tak..-znów westchnęłam.-Albo nie.-dodałam po chwili.
-To mi powiedz. Wyżal się.-szepnął do ucha.-po to tu jestem. -dodał.
-Boję się o naszą przyjaźń z dziewczynami. -wydusiłam. -Od kiedy jesteśmy w Paryżu wszystko się zmieniło. Od pierwszego dnia , kiedy nie wierzyłam że tu jesteście, a potem ta winda, mecz... wyprowadzka. Wszystko się zmieniło, myślę że gdyby mój ojciec wybrał ten drugi hotel i byśmy was nie poznały, to te wakacje byłyby inne, normalne.
-Czyli żałujesz że te losy potoczyły się tak, a nie inaczej?-spytał cicho.
-Nie... Oczywiście że nie.-westchnęłam , wiedząc że najprawdopodobniej go uraziłam. -Tylko po prostu chcę aby one.. zrozumiały, że ja jestem z tobą i że cię kocham, a gdy nadejdzie odpowiedni czas że Rossie kocha Harrego.
-Zobaczysz, wszystko się ułoży-mówił głaszcząc moje włosy.
-Oby .-mruknęłam. Następnie przymknęłam powieki, a po chwili zasnęłam.

                                                          ~Dwa dni później~

Siedzieliśmy wszyscy w pokoju i oglądaliśmy horror pt. "Śmierć się śmieje", gdzie co chwilę coraz bardziej wtulałam się w Louisa, a zwłaszcza, kiedy dziewczyny nie oszczędzały pisków.
-Aaa !- wybuchnęły kolejny raz w ciągu minuty.
-Możecie się w końcu uspokoić ?!- warknęła Rossie.
 Posłuszne, do końca filmu już nie pisnęły ani razu, a powodem mogło być, że ten film trwał jeszcze z dziesięć minut, a drugim powodem mogło być, że już nie było nic strasznego.
-Idziemy?- spytała nagle Liz.
-Tak.- oznajmiła Megan i już gdy mialy wychodzić przypomniała mi się jedna rzecz.
-Czekajcie!- zatrzymałam je.- Chciałybyście iść na finał gdzie są najbliższe miejsca do bramkarza?- spytał machając przed nimi trzema biletami.
-Ty się jeszcze pytasz?! - wykrzyczała Liz podbiegając do mnie i biorąc do ręki jeden z biletów.
-Tylko jest małe "ale".- wtrącił się Niall.
-Jakie "ale"? -spytała podejrzliwie Megan.
-Będziecie musiały siedzieć z nami.
-To nie dziękujemy. - powiedziała Liz oddając bilet.
-Czyli mamy rozumieć, że znowu z nami nie idziecie?- spytała Evelin, a na jej twarzy pojawił się grymas.
-Jak zawsze.- odparła Liz i ruszyła w stronę wyjścia.
Znowu się zaczyna, pomyślałam od razu, ale jednak przy tym zrozumiałam je.
-Co znowu wam się nie podoba?- zapytał Zayn.- może udajmy, że wcale się nie poznałyśmy, może wtedy będzie łatwiej?
-Najlepiej by tak było.- warknęła Liz.
-A dlaczego nie możecie być jak inne dziewczyny.- dodał po chwili Zayn.
-Czyli, że mamy was kochać, uwielbiać i tym podobne?!- powiedziała Evi.- Dlatego, że jesteś sławni i macie kupe forsy?! Zapomnij.
-Nie, ciągle coś wam nie pasuje! Ciągle się nas czepiacie.- wykrzyknął po chwili Zayn.
-STOP !- wykrzyknęłam w końcu.- Nie możecie się polubić? - spytałam oby dwie grupy.- Wiem, że nie tak miało wyglądać wasze wymarzone Euro...- zwróciłam się do dziewczyn-..., ale sorry, każdy ma swoje marzenia i każdy chce je spełnić, a właśnie teraz dzięki nim...- wskazałam na chłopaków.- ...a najbardziej dzięki niemu...- wskazałam oczywiście na Louisa-...ale jak zauważyłam zawsze musi się coś zepsuć, aby je spełnić. Wiem że ich tu nie powinno być, a my byłybyśmy na meczu, albo zwiedzalibyśmy Paryż.
-Tak, właśnie ich tu nie powinno być.- wskazała na nich.- Miałyśmy spędzać wspólnie czas, a nie na jakiś ruski rok, a siedzicie tu jak jakieś zakalce.
-Siedzimy tu, bo to jest nasz wspólny lokal, a nikt przecież wam nie zakazuje tu siedzieć z nami! Ale czekaj...- zamyśliłam się.- ... wy myślicie, że nie zwracamy na was uwagi , prawda?- spytałam po chwili wiedząc co one właśnie teraz czują. Poczułam nalatujące krople łez.
-Nie powinnyście się wtrącać, gdyby nie my, nie mieliby gdzie spać.- wtrącił lekko spóźniony Niall.
-Nie zapominajmy, kto te zwierzęta wpuścił.- mruknęła Evi.
-No, a kto się wkradł do naszego pokoju?- zapytał nagle Louis. Wtedy poczułam jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce. Jednak nikt na te pytanie nie odpowiedział, ponieważ dziewczyny zachowały się jak przyjaciółki i to prawdziwe.
-To ja.- wydusiłam z siebie po dłuższej chwili. Wszystkie oczy były skierowane w moją stronę, a ja chciałam zapaść się pod ziemię.
-Co?- wykrzyczał zdziwiony Liam.
-Wkradłam się, aby wziąść bluzkę Louisa, a przy tym pomagała mi Rossie, a dziewczyny stały na czatach.- wytłumaczyłam.
Wtedy każdy zaczął patrzeć na drugą osobę, a ja miałam cichą nadzieję, że Lou tego nie słyszał.
-No to sorry, że wypuściłem wasze zwierzęta.- wtrącił się Zayn.
-Nie, my też zachowałyśmy się nie fair. Jesteśmy przyjaciółkami, a nawet przez chwilę nie gadaliśmy o waszych chłopakach.- powiedziała Liz i podbiegła do mnie, aby mnie przytulić.- Przepraszam.- dodała.
-Ale my z Harrym nie . . .- jąkała się Rossie.
-Widziałam.- odparła Liz.
-Serio, nic nie było.- ciągnęła.
-To co idziecie teraz z nami na mecz?- przerwał Harry, aby zmienić temat.
-Jasne.- powiedziała Megan i każda wzięła po jednym bilecie.
                                                      (kilka godzin później)
-Nudzi mi się- odparłam siedząc na  kanapie.
-To co, mecz?- spytał Niall.
-Film?- dodał Liam
-Chowany!- wykrzyknął Louis.
-Najstarszy kryje!- wrzasnęła Rossie, na co on wybuchł śmiechem, ale zgodził się.
-A mogę z jakąś dziewczynę?  - zapytał.
-Z jakąś masz na myśli naszą Samanthę ?- zapytała Liz, a ja z wielkimi oczammmi popatrzylam na nią, a ona jedynie mnie popchnęła w jego stronę.
-Tak!- wykrzyknął i objął mnie, a mnie w jednej sekundzie wzięła ulga, że może tym wybrykiem bardzo się nie przejął. Oni wybiegli a my "zaczęliśmy" liczyć do 100 . . .
-Louis.-wybełkotałam po minucie, gdy wszyscy już wyszli.
-Hm?-spytał szukając czegoś w szafkach.
-Jesteś zły?
-Nie. -odparł stanowczo.- A dlaczego miałbym być zły? -dodał spoglądając na mnie.
-Za to że wkradam się do was i zabrałam twoją koszulkę. -zrobiłam smutną minę . Natomiast on odszedł od blatu tak aby teraz stać przede mną  . Złapał mnie za podbródek i uniósł moją twarz tak abym patrzyła prosto na niego. Jednak i tak próbowałam odwrócić wzrok.
-Spójrz na mnie. -powiedział w końcu. Posłusznie to zrobiłam .-Nie jetem zły za to co zrobiłaś. Jestem wręcz szczęśliwy.-uśmiechnął się.
-Szczęśliwy? -spytałam zdziwiona.-Dlaczego?
-Bo myślimy tak samo.
-Jak to ?
-Chodź to zobaczysz.-złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę naszego pokoju. Tam wyciągnął ze swojej komody moją ulubioną koszulkę z flagą Wielkiej Brytanii.
-Och.
-Wziąłem ją tego samego dnia, gdy pierwszy raz ze sobą rozmawialiśmy. Byłem wtedy w waszym mieszkaniu. Nie mogłem się oprzeć. -Uśmiechnął się niewinnie, a ja po chwili rzuciłam się na niego.
-To co idziemy ich w końcu szukać?-spytał po pięciu minutach .
                                                                  /Tymczasem/
                                                               ~Oczami Megan~
Biegłam razem z Evelin i Liz przed siebie. Zabawa w chowanego? w hotelu? Szaleństwo, pomyślałam. Dobiegłyśmy do schowka, a dziewczyny pomyślały o tym co ja, bo wszystkie rzuciły się na klamkę.
-Szlak, zamknięte.- powiedziała ze zdenerwowaniem Evi. Nagle klamka się poruszyły i zobaczyłam Nialla z Liamem.
-Wchodźcie!- powiedzieli razem. Od razu weszłam i usiadłam na jakimś wiaderku koło Evi, a Liz stała oparta o drzwi.
-No naprawdę będą głupi, jak tu nie przyjdą.- zaśmiał się blondyn.
-Są jeszcze rury.- zażartowałam.- Gdzie Harry, Zayn i Rossie?- dodałam.
-Nie wiem gdzie Zayn, ale  zakładam, że Rossie jest z Harrym.- powiedziała Liz i wszycy zaczęli się śmiać. No to sobie poczekamy- pomyślałam.
                  
                                                            /godzinę później/
-Cii . . . -uciszył na Liam, chociaż i tak nikt się nie odzywał- Idą.- dodał szeptem.
Usłyszałam jak się zbliżają i łapią za klamkę.
-Tutaj ich na pewno nie ma.- stwierdził Louis.
-Czy on zawsze jest taki głupi?- zapytała z sarkazmem Liz, na co Evi ją szturchnęła.
A gdy już nie było ich słychać wyszliśmy i od razu skierowaliśmy sie w stronę schodów. Biegłam jako pierwsza, więc gdy wybiegaliśmy zza zakrętu zobaczyć, czy aby wszyscy za mną biegną, gdy nagle . . .
-Ałł . . .- usłyszałam jak Rose syknęła.
-Jak wybiegacie zza ściany patrzcie dobrze czy aby na pewno nikogo nie ma!- burknął Harry i podniósł leżącą obok mnie dziewczynę.
-Biegnijmy się zaklepać póki czas!- wykrzyknęłam i wszyscy znów zaczęli biec. Gdy otworzyłam drzwi każdy się zaklepał, a gdy doszliśmy do kuchni zauważyliśmy Zayna koło kuchenki.
-Gdzie ty byłeś?- spytał zasapany Liam.
-W swojej sypialni. Gołąbeczki nie wpadły na pomysł przeszukania tego lokalu.
Usiedliśmy i każdy dostał po szklance z wodą, a po pół godzinie wrócił Louis i Sam.
-Wszyscy już tutaj?- spytali ze zdziwieniem, a my pokiwaliśmy głową.
                                                      

czwartek, 27 września 2012

Rozdział 12.


                                   /Następnego dnia/
                                                                ~Oczami Evelin~
                Wyszłam z pokoju kierując się w stronę stołówki. Tam zamówiłam to co zawsze, czyli rybę z surówką, gdy nagle przede mną stanął szatyn.
-Hey, chcesz zjeść ze mną?- spytał.
-Yyy… nie.- odparłam i odeszłam do swojego stałego stolika.                 A zaczynając pomyślałam sobie, dlaczego ten kretyn musi akuratnie mnie się przyczepiać, lecz gdy usłyszałam kolejne burknięcie mojego brzucha, zmieniłam swoją myśl na to, co pierwsze tknąć. Wybrałam rybę, lecz już po pierwszym kęsu krzesło naprzeciwko mnie odsunęło się. Podniosłam wzrok i zauważyłam uśmiechniętą Liz.
-Smacznego.- pożyczyła mi, po czym zrobiłam to samo. Dalej przez jakiś czas siedzieliśmy cicho, dopóki nie naburknęła coś o wczorajszym meczu. Nie wsłuchiwałam się jej zbytnio, dlatego gdy skończyła wyparowałam.
-Idziecie dziś zwiedzać Paryż?- spytałam.
-Mhm… kobieto, dosłownie przed chwilą o tym wspominałam.
                Przez te słowa zrobiło mi się trochę głupio, bo chyba zrozumiała, że nie mam zamiaru jej słuchać, więc znowu siedzieliśmy w  ciszy.
-Co się tak mało odzywasz?- zapytała, gdy jej talerz był już pusty.
-Nie mam zbytnio humoru.- odparłam, po czym po chwili dodałam.- Idziemy?
-Tak.- zostawiliśmy nasze talerze i ruszyłyśmy ku wyjściu.
                Gdy weszłyśmy do pokoju zauważyłam Megan, która oglądała wiadomości.
-Co, stało się coś ciekawego?- zwróciłam się do niej.
-Niee…- ciągnęła, wyłączając telewizor.- Może pójdziemy do Sam i Rose?- zaproponowała po chwili czasu.
-To chodzie.- rzuciłam w ich stronę. Nagle poderwałam się, bo usłyszałam w tle muzykę Micheala  Jascksona. To był mój telefon. Podbiegłam do komody i wzięłam go do ręki. Na wyświetlaczu zobaczyłam brata, więc nacisnęłam zieloną słuchawkę i mruknęłam do dziewczyn aby poszły, a ja dojdę, a już po chwili słyszałam głos brata.
-Hej krasnoludzie.- przywitał się ze śmiechem.
-Cześć i nie jestem żadnym krasnoludem tylko smerfem.
-Ta… fajnie. Gadaj jak tam leci?- pytał głos w słuchawce.
-Normalnie, mecze są naprawdę fajne i ogólnie podoba mi się.
-A jak tam pogoda?
-Słońce świeci prawie codziennie, ale ostatnio była burza.
-Aha, a jak miewają się dziewczęta?- ciągnął dalej.
-Dobrze, są zadowolone, a chyba najbardziej Sam i Rose.- uśmiechnęłam się.
-Heh… znów się zakochały?- spytał ze śmiechem.
-Ee… można powiedzieć.- mruknęłam.
-To je tam pozdrów.- powiedział po chwili.- Teraz muszę znikać, zadzwoń wieczorem.
-Spoko.- pożegnałam się i rozłączyłam. Odłożyłam telefon i ruszyłam w stronę drzwi.

                                                               ~Oczami Sam~
                Kolejny dzień mija spokojnie, ale ze smutkiem muszę przyznać, że te wakacje dobiegają powoli końca. Wrócimy do Londynu i znów wróci wszystko do normy. Będzie tak jak zawsze, bo przecież Louis na pewno nie będzie miał czasu, a z jego upływem o mnie zapomni i będzie miał inną. Nie chciałam teraz o tym wszystkim myśleć, lecz jednak nie da się tego ominąć. Ten czas nadejdzie i to już nie długo.
 Jednak nagle pomyślałam o dziewczynach, dlatego chwyciłam za telefon i powoli wychodziłam na taras, lecz 1 sygnał, 2…, 3… i nic. Wtedy wyszłam na balkon i uśmiechnęłam się. No jasne, grają piłką Nialla. Ciekawe, czy mu ją oddadzą?, spytałam się w myślach i nagle znów zorbiło mi się smutno. Najprawdopodobniej ta piłka będzie ostatnią rzeczą, która będzie mi przypominać te wakacje.
Nagle poczułam na swoim ramieniu rękę. Odwróciłam się napięcie i zauważyłam Evi.
-Hej- powitałam ją.
-Cześć.- odparła.- Co ty taka jakaś smutna jesteś?- dodała widząc moją twarz.
-Ech..- mruknęłam.- Niedługo rozstanę się z Louisem, a nie wiem jak to wytrzymam.- powiedziałam po chwili.
-Przecież zostało jeszcze półtorej tygodnia.- odparła pocieszając mnie.
-No tak, ale jednak się rostanę.- odrzekłam.
-W którym ty wieku żyjesz?- zapytała mnie sarkastycznie.- Znasz takie coś jak telefon, e-mail, skype?- dodała.
-W sumie masz rację, ale czy on będzie miał czas?- chciałam jeszcze coś dodać, ale do pokoju nagle wparowały Megan i Liz.
-Urodziny!!!- krzyknęła do mnie Liz, nie zważając uwagi na Evelin, która stała obok mnie opierając się o blat.
-Kogo?- spytała Evelin.
-Yyy… mojej babci.- wyjąkała Megan.
-A twoja babcia nie miała przypadkiem urodzin miesiąc temu?- dopytywała się.
-Naprawdę? To coś musiałam pomylić.- wydukała Liz. Jednak Evi rzuciła tylko zwykłe spojrzenie w moją stronę po czym wyszła z pomieszczenia.
-Uff… prawie by się wydało.- powiedziała ucieszona Megan.
-Serio? Myślisz, że nie wie o co chodzi?- spytał sarkastycznie Liz.
-No dobra, przeżyjemy.- oznajmiłam w końcu.- Za godzinę idziemy na te zakupy?- spytałam, a one kiwnęły głową.
-A gdzie jest właściwie Rossie?- zapytała Megan.
-Śpi.- odparłam, i wtedy zauważyłam piłkę, którą Liz trzymała w ręce.- Co ty chodzisz tak z tą piłką, chcesz aby któryś z nich uświadomił Niallerowi, że to jego?- zapytałam.
-Grałyśmy,  a, że nie chcieliśmy zostawić piłki samej, dlatego wzięłyśmy ją.- powiedziałam ostro Megan w obronie. Wtedy usłyszałam, ąże drzwi się otwierają, a po chwili wychodzą z nich chłopcy.
-Idziecie coś zjeść?- zaproponował od razu blondyn przemykając się do nas.
-Nie, zaraz będziemy iść na zakupy.- odpowiedziałam, wystukując w blat rytm piosenki.
-No to jak ona nam nic nie zrobi to zamawiamy pizze, co nie?- spytał Liam, a ja wybałuszyłam oczy.- No co? Masz marnować taki kulinarny talent, a tak to karmisz piętkę głodnych chłopaczków.- powiedział na usprawiedliwienie, a ja wywróciłam jedynie oczami.
-Dobra, to ja zamawiam.- oznajmiał w końcu Louis, biorąc z kieszeni telefon, po czym wykręcił numer.
-No nas serio moja piłka wyglądała tak samo jak ta.- powiedział zdziwiony Niall.- Gdzie ja ją mogłem podziać?- wtedy dziewczyny rzuciły mi spojrzenie oznaczające „za godzinę”, kiwnęłam głową, na co wyszły bez slowa.

                                                                              ***                                                                                                       
-Ile tu cudownych rzeczy!- wykrzyknęła z podziwem Liaz, gdy weszłyśmy w centrum Paryża.
I zaglądaliśmy do każdego sklepu, dopóki nie zauważyłam sklepu muzycznego. Weszłam do niego i od razu mój wzrok padł na płytę QUEEN. Podeszłam do niej i szczególniej jej się przyglądnęłam, ale już p ochwili przyznałam, że musi się jej spodobać, dlatego wzięłam ją i podeszłam do kasy. Zapłaciłam z naszej rzutki, po czym wyszłam na dwór. Zauważyłam stojącą samotnie Rose, ale nigdzie nie widziałam dziewczyn, dlatego spytałam ją z głębokim zdziwieniem.
-Gdzie one?
-A jak myślisz?- spytała wskazując głową w stronę sklepu sportowego.  Ze śmiechem wywróciłam oczami. Już po chwili wyszły z niego zadowolone.
-No co tam macie?- spytałam
-Casillasa!- wykrzyknęły podekscytowane.- I Torresa!- dodała Liz.
-Dobra, to co wracamy?- spytała Rose.
-Spoks.- zgodziłyśmy się i razem zaczęliśmy wracać. A gdy doszłyśmy już do hotelu dziewczyny skierowały się do swojego pokoju zanosząc rzeczy, natomiast my poszłyśmy do naszego pomieszczenia. Chłopacy siedzieli na kanapie i grali oczywiście w fifę.
-Zostawiliśmy wam pizze.- powiedział Harry, jedyny który nie był tak wciągnięty. Podziękowałyśmy, wzięłyśmy opakowanie pod rękę i poszłyśmy do pokoju Rose i Harrego. Wyjęłam telefon z torebki telefon i wystukałam sms-a do Megan, aby przyszły na pizze. Już po chwili usłyszałam, że jesteśmy tutaj, a już po chwili rzuciły się na łóżko.  Poczułam, że teraz jestem naprawdę szczęśliwa.

                                                               /Następnego dnia/
-Louis…- zrobiłam słodkie oczka.
-Hm..?- spytał obracając się do mnie.
-Bo wiesz… Evi ma dziś urodziny…- zaczęłam.- No wiesz… chcieliśmy zrobić jej przyjęcie…lecz u nich nie ma jak…
-Jasne, że tak!!!- zgodził się na co ze szczęścia podskoczyłam z radości. Przytuliłam się do niego i pocałowałam go w policzek. Następnie wyszłam z pomieszczenia i pisząc szybko sms do Megan  z potwierdzeniem i zostawiając Louisa samego.

                                                               ~Oczami Megan~
                Nagle w pokoju rozniosła się melodia oznaczająca , że przyszedł do mnie sms. Wyjęłam  z kieszeni telefon i przeczytałam wiadomość „Za pięć minut u mnie, bez Evelin”. Odpisałam szybko „Ok.” i wysłałam. Następnie spojrzałam znacząco na Liz.
-No to idę do tego sklepu!- oznajmiłam wstając.
-To ja idę z tobą.- dodała Liz dochodząc do mnie. Kiwnęłam głową, po czym wyszłyśmy, przechodząc jedynie do pokoju obok. Zapukałam, a już po chwili drzwi się otworzyły.
-Dobra, mamy godzinę do przyjścia Evelin.- zaczęła Sam, gdy Liz zamknęła za nami drzwi.- Dlatego… na stole macie ozdoby, transparenty, balony itp. Każdy zostanie do czegoś zobowiązany.
-A gdzie Rose, Niall i Liam?- spytałam.
-Poszli kupić coś na przekąskę.- powiedziała biorąc do ręki jakiś grafik.- A teraz do roboty!
                Przez godzinę było dużo pracy jak i zabawy, ale efekt końcowy był wyśmienity. Jedzenie było rozstawione, a ozdoby wisiały w powietrzu. Wtedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Wszyscy poszli na swoje miejsca, zgaszając przy tym światło. Nagle…

                                                               ~Oczami Evelin~
                Dochodziła już szósta, dlatego odłożyłam książkę i wstałam, aby pójść do Sam obejrzeć Igrzyska Śmierci. Gdy byłam pod drzwiami, zapukałam i od razu usłyszałam krzyk Sam „Wejdź”. Posłusznie nacisnęłam klamkę i weszłam do ciemnego pokoju.
-Co tu tak…- przerwano mi.
-NIESPODZIANKA!- światło się zapaliło, a wszyscy wyskoczyli zza wielkiej kanapy.
-Och!- wykrzyknęłam z szczęścia. Oczywiście nigdy nie przepadałam za imprezami, ale cieszyłam się, że w ogóle pamiętały, że dziś obchodzę urodziny.
-Wszystkiego najlepszego! Zdrowia, szczęścia, pomyślności! Niechaj żyją wszystkie twoje kości!- krzyknęły razem dziewczyny podchodząc do mnie i dając mi prezent. Następnie podeszli do mnie (jak ich nazywam) one debilszyn, którzy też złożyli mi życzenia oraz prezent. Powiedziałam niechętne „dzięki”, które i tak było zagłuszony przez Louisa.
-IMPREZA!- wykrzyknął jak mały dzieciak i włączył muzykę. I właśnie tak się zaczęła zabawa…
                Po godzinie potańcówki prawie wszyscy siedzieli już na kanapie. Jedynie na parkiecie zastała Sam z Louisem i Rose z Harrym. Spojrzałam na nich, lecz już po chwili popatrzałam na siebie i zobaczyłam Zayna, który się we mnie wpatrywał rozmarzonym wzrokiem!
-Haloo… ziemia do Zayna..- zaczęłam wymachiwać rękoma, lecz on nadal nic. Nagle zauważyłam przed sobą chrupki. Wzięłam je i zaczęłam rzucać nimi w idiotę, lecz on nadal nic!
-Co ty robisz?!- spytał oskarżycielsko Niall.
-Popatrz! Coś mu się stało! Weź mu coś zrób!- wtedy nagle potrząsnął głową i zaczął zbierać resztki z włosów.
-Otwórz prezenty!- powiedziała podekscytowana Liz, a reszta poszła chórem. Wzruszyłam ramionami i sięgam po opakowania.
-Nasz pierwszy!- wykrzyknęła błagalnie Meg. Przewróciłam oczami lecz posłusznie otworzyłam czerwony pakunek.
-Och…- wyszeptałam gdy zobaczył album, który zawsze chciałam mieć.
-Co dostałaś?- spytał zaciekawiony Louis.
-Płytę QUEEN!- pochwaliłam się.
-WTF?- krzyknął Zayn wypluwając z buzi picie.
-Co?- spytała Sam.
-Niech Evelin otworzy drugi, to zobaczy.- ściągnęłam brwi po czym szybko otworzyłam drugi prezent. Gdy zobaczyłam co jest w środku zaczęłam się śmiać.
-Co?- powtórzyła znów Sam. Podniosłam taki sam album, a wszyscy zaczęli śmiać się wraz ze mną.


poniedziałek, 10 września 2012

Rozdział 11.

                                                              ~ Oczami Sam ~      
Obudziłam się w wyśmienitym humorze przytulając do siebie swojego chłopaka. Omg... jak to brzmi, niespełna dwa lata temu udawałam, że to robię, a teraz? Nie jest to moja wyobraźnia, on jest naprawdę... wtedy do mojego brzucha zleciały się stada motyli i uśmiech na twarzy... Jednak już po chwili wyszłam z jego objęć i wstałam aby pomaszerować do kuchni. Zdziwiłam się, gdy nie zauważyłam w niej Nialla, lecz wyszłam ze wstrząsu gdy do niej doszłam i sięgałam do lodówki po przekąskę. Na pierwszy rzut rzuciła mi się marchewka, więc sięgnęłam po nią, ale wyciągając ją poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu.
-Ładnie to tak podkradać kogoś własność?- wyszeptał mi do ucha.
-Hmm...- zamyśliłam się.- Tak!- odpowiedziałam z entuzjazmem po chwili wyswobadzając się z jego uścisku i wracając do pokoju. Wzięłam ze sobą swojego laptopa i powróciłam na łóżko. Tam go włączyłam i zaczęłam nadrabiać straty. A po chwili dosiadł się do mnie Lou, opierając swoją głowę o moje ramię,
-Co dziś robimy?- spytał po chwili.
-Nie wiem jak ty, ale ja przez tą pogodę nie wychodzę z łóżka.- powiedziałam spoglądając zza okno, oglądając pogodę.
-To ja z tobą.- oznajmił. Uśmiechnęłam się po czym dodałam.
-Oglądamy coś?- zaproponowałam
-Jasne.- włączyłam stronę na której zazwyczaj oglądałam i włączyłam "Igrzyska Śmierci".

                                                          /kilka godzin później/
                                                            ~ Oczami Liz ~
-Burza idzie!!!!- wykrzyknęła przerażona Megan wybiegając z balkonu.
-Och! Trzeba  wszystko wyłączyć!- rozkazałam po czym pokiwała głową. Natychmiastowo zamknęła drzwi i zaczęła latać po całym pokoju wyłączając prąd. Zrobiłam to samo lecz w sypialni i w łazience, a gdy wróciłam Megan stała patrząc na ścianę, która dzieliła nas od nich.
-U niech trzeba zrobić to samo.- wychrypiałam, na co przyjaciółka jedynie wybiegła za drzwi i zaczęła natarczywie pukać, dopóki nie otworzył nam Liam.
-Co je...- nie miał zbytnio czasu na dokończenie.
-Burza jest!!!- wykrzyknęłyśmy na raz, po czym wbiegłyśmy do środka rozdzielając się. Jako pierwsza pobiegłam do pokoju obok, gdzie była to posiadłość Nialla. Akuratnie siedział na laptopie i podjadał żelki. Podbiegłam i wyłączyłam zasilanie i również przy tym laptopa, a wybiegając zatrzymałam się i wróciłam aby ukraść mu te żeli. Następnie bez wyjaśnienia pobiegłam do pokoju na przeciwko, k który był Louisa i Sam. Oczywiście wbiegłam do niego, lecz od razu tego pożałowałam. Całowali się, lecz gdy stanęłam stanęłam z przerażenia, przestali.
-Yyy... burza idzie.... i przyszłam wyłączyć prąd.- wyjaśniłam, natomiast oni wybuchli śmiechem.
-Już to zrobiliśmy.- powiedział Louis, na co tylko wyszeptałam "aha" i wyszłam z ich pokoju. Nagle przede mną stała podekscytowana Meg.
-Już!- oznajmiła, a ja jedynie uśmiechnęłam się.
-Ja też.- i nagle przypomniałam sobie, że zapomniałam o kimś lub o czymś i wtedy nagle do drzwi balkonowych ktoś zapukał. Podskoczyłam z przerażenia, a Zayn natychmiastowo wstał aby otworzyć, a już po chwili wyszła z nich przemoczona Evelin. Zmroziła nas wzrokiem jakby chciała nas nim zabić, lecz my zamiast się tym przejąć wybuchnęliśmy śmiechem. Jednak po chwili dreptała w stronę wyjścia ciągnąc nas za nią.

                                                            /Dzień później/
                                                         ~ Oczami Rossie ~
Ubrałam się w czerwoną- na ramiączkach sukienkę, a do tego czerwone baleriny. Swoje włosy zostawiłam rozpuszczone zostawiając moją naturalną twarz, oprócz ust, gdzie podkreśliłam je błyszczykiem. Spojrzałam jeszcze raz do lustra, po czym  zachwycona wyszłam z pokoju, gdzie za nim czekał na mnie Harry. Uśmiechnął się łapiąc moją rękę.
-Ślicznie wyglądasz.- dodał, gdy wyszliśmy z pokoju. Oczywiście zarumieniłam się.
-Ty też.- wydukałam po chwili, po czym obdarzył mnie swoim uroczym uśmiechem . Następnie w ciszy przeszliśmy drogę do taksówki. Już po pół godzinie wyszliśmy z taksówki. Harry zapłacił i weszliśmy do Disneylandu.
-Cudownie było!- skomentowałam gdy wróciliśmy do naszego transportu.
-Tak... ale to jeszcze nie wszystko.- powiedział i znów przemówił do kierowcy. On potaknął głową i ruszył.
-Nie wiedziałam, że umiesz mówić po francusku.- uświadomiłam
-To chyba jeszcze o mnie dużo nie wiesz.- uśmiechnął się.
-No to gdzie jedziemy?- spytałam
-Zobaczysz?- mruknął do mnie. Wiedziałam, że za dużo się nie dowiem, dlatego odwróciłam się w stronę okna i oglądałam widoki. Po czasie taksówka stanęła. Wyszliśmy z niej i zauważyłam kawiarenkę. Pociągnął  mnie do niej, a już po chwili zamawialiśmy latte.
-Śliczny masz uśmiech.- wypalił nagle, natomiast ja zarumieniłam się i skuliłam się. Jednak już po chwili uniosłam głowę, gdyż kelnerka podała nasze zamówienie i wychodziliśmy z pomieszczenia.
Następnie skierowaliśmy się w stronę pobliskiego parku. Tam usiedliśmy na jednej z nich i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Nagle podbiegła do nas mała dziewczynka prosząc Harrego o autograf. Z uśmiechem jej go dał, po czym dziewczynka spojrzała na mnie tajemniczo i szepnęła coś do niego. Zaśmiał się i szybko odpowiedział, lecz nagle spoważniał i coś dodał. Ona jedynie się uśmiechnęła, coś skomentowała, pomachała mi i odeszła.
-O co ona się pytała?- spytałam
-Ee...- zamurowało go.- Czy jesteś moją siostrą.- wyjąkał po chwili.
-Aha.- westchnęłam i wpatrzyłam się w jezioro.
-To co idziemy dalej?- spytał wstając i wyciągając w moją stronę rękę
-Jasne.- złapałam się jej i ruszyliśmy dalej.
    
                                                           /Po godzinie/
-Harry, gdzie ty mnie ciągniesz?- spytałam po raz kolejny modląc się, że tym razem doczekam się odpowiedzi.
-Zaraz..., jeszcze chwilę...., już prawie...- pomrukiwał  co chwilę. Nagle zatrzymał się i odwrócił się napięcie. - Jesteśmy już prawie na miejscu, ale teraz musisz zamknąć swoje oczka.- uśmiechnął się zadziornie. Posłusznie to zrobiłam, a już po chwili poczułam lekki materiał na twarzy.- Tak na wszelki wypadek.- i nagle poczułam jeszcze jego ręce na mojej talii i że się unoszę.
-Harry, postaw mnie na ziemi, jestem ciężka- mruknęłam- Sama dojdę.- dodałam.
-O nie...- zaśmiał się, a już po czasię stanęłam na ziemi.
-Harry?- zaczęłam nie pewnie, gdy poczułam, że podłoga się zachwiała.- Gdzie my jesteśmy?- dodałam.
-Zobacz.- powiedział i zaczął majstrować przy opasce. Jednak już po chwili zdjął ją, a ją ujrzałam, że jestem na jachcie całej w różach i świeczkach.
-Ojej...- wyszeptałam. Wtedy poczułam jak coś zimnego zwieszającego się na mojej szyi. Zniżyłam głowę i ujrzałam złoty wisiorek z napisem "Harry" i serduszkiem. Odwróciłam się napięcie do niego patrząc ze zdziwieniem, natomiast on złapał mnie za ręce.
-Rose..., powiem ci to wprost.- oznajmiał nagle.- Kocham cię.- wyszeptał.- Kocham cię od pierwszego dnia.- dodał, a w moich oczach pojawiły się łzy.- Hej, nie płacz.- powiedział po chwili ocierając moje łzy ręką.
-Harry, bo ja ciebie też kocham.- uśmiechnęłam się przełykając łzy. On jedynie się uśmiechnął i zbliżył swoją twarz do mojej tak, że po chwili nasze usta złączyły się w pocałunku.


                                                                      ***
OMG, wreszcie skończyłam. Mówię, że piszę go ja, stworzycielka tego bloga, pierwszy raz przepisuję, a bardzo tego nie lubię. Jeszcze bardzo wasz przepraszam, że nie dodawałam wcześniej, po prostu zadowalałam się ostatnimi dniami wakacji, ale obiecuję, że rozdziały będą co dwa dni. No chyba, że jakiś spr. czy coś. Wiecie... szkoła... a jak wam minął ten tydzień w szkole?
Szablon by S1K