Na wstępie, wow jak to się stało, że ten czas minął jak zwykłe pstryknięcie palcem?
Ostatni post jak zerknęłam był w 2013 roku, a mamy już końcówkę 2015.
Czasami się nawet zastanawiam, czy Ci którzy czytali to, pomyśleli, że przestałam być directioner.
Otóż, wtedy ich bym zaskoczyła. ponieważ dorastam razem z nimi i nie wiem kiedy np, z hot 13 zrobiła się sweet 16 (mimo iż nawet ten rok się kończy i 17 lat na karku).
"Just how fast the night changes?"
W sumie dopiero teraz ogarniam to że jest całkowicie inaczej, zwłaszcza po tym jak nie terminowa przerwa chłopców jest naprawdę bliżej niż była jeszcze nie dawno. Mówią, że wracają i dajmy 2017 rok. Czemu wtedy skończę 18 lat?
Chciałabym się cofnąć w czasie i być znów to malutką Agusią, która dopiero tą przygodę zaczynała, naprawdę.
Chciałabym aby znów Louis nosił swoje koszulki w paski i czerwone spodnie, Liaś ciągle miał podobny fryzury, czy to do Harrego, czy to do Biebera. Chciałabym, żeby Niall miał znów krzywe ząbki i nosił polo, Harry miał busz na głowie (chodzi że więcej loków niż ich długości). I co najważniejsze, chciałabym, aby Zayn wciąż był z nimi.
Tak, w końcu minęło kilkanaście miesięcy i przyzwyczaiłam się, no ale no. Powinniście zrozumieć to co czuję.
Do tego wierzę, cholernie wierzę, że chłopcy wrócą, ale zawsze jest to co każdy się z nas obawia. A co jeśli podczas przerwy któryś z nich powie "wiecie co? Mi tu jednak jest dobrze i nie chcę wracać" I co, wtedy 3/5?
Pozwólcie, że tego nie dokończę, bo wykończę samą siebie emocjonalnie.
"Because if this is it then at least we could end it right"
No ale przechodzę do sprawy jak nagle pojawiłam się na jednym z moich 3759285723985 blogów.
Zasadnicze pytanie : co ja do kurwy tu robię?
Otóż dzisiaj razem z przyjaciółką wzięło mnie na wspomnienia słuchając "If I could fly" z najnowszej płyty #MadeInTheAM i po prostu nie wymażę tego jak żyłam tym blogiem przez okres czasu kiedy moja historia z One Direction dopiero się rozwinęła.
I mimo, że to opowiadanie nie ma ani składu ani ładu to zakończę je.
Nie będę pisać prześmiesznych rozdziałów, jak robiłam to do tej pory.
No serio, "przyczepił mi się do szyi?", na moje usprawiedliwienie byłam niewyżytą czternastolatką więc no halo.
I dlatego zaraz pod tą notką znajdzie się prolog tego wszystkie, takie kilka lat w przód.
I naprawdę się zszokujecie tym, ponieważ będzie on zawierał rzeczy zgodne z prawdą, jak na przykład tamtego czasu.
I jeśli stary czytelniku nadal tu jesteś, zauważyłeś post - skomentuj.
Bo mimo wszystko ja nadal was kocham.
-----
*6 lat później*
Od szalonego roku kiedy Sam i jej przyjaciółki pojechały na Euro było już do końca zupełnie inaczej. Evelin, Rose, Megan, Liz i Samantha wciąż były bliskimi przyjaciółkami, mimo iż każda poszła w swoją drogę.
Evelin została powieściopisarką i krytykiem literackim. Zadebiutowała w całym kraju swoją jedną z wielu powieści, gdzie aktualnie działają negocjacje na przełożenie z kartki na kadr filmowy. Zamieszkuje ona wraz ze swoim słodkim małym kundlem i dwoma małymi kotkami na obrzeżach Londynu, gdzie w spokoju jest w stanie rozwijać swoje umiejętności. Została ona drugą matką chrzestną dziecka Samanthy i jej małżonka. Do tego Evelin podróżuje bardzo dużo, zwiedziła niemal cała Europę, teraz rusza na podbój Azji.
Rose została weterynarzem, ale mimo jej miłość do sztuki wciąż daje siwe znaki. Zawsze po pracy wraca do domu i przysiada się do sztalugi gdzie zawsze narysuje niemalże arcydzieło. Wraca również do męża i dwuletniej córeczki Darcy. Trzy lata wstecz stanęła na ślubnym kobiercu wraz z osobą, którą kochała zawsze - Harrego Stylesa. Razem wyjechali z kontynentu i zamieszkali w słonecznym LA, dlatego bądź co bądź, spotkanie jest trudniejsze niż się zdaje. Jednak wszystko jest możliwe, ponieważ przyjaźń istnieje na zawsze.
Megan została lekarzem na onkologii. Uratowała już nie jedno życie, dlatego zyskuje miano szlachetnego lekarza. Pracuje w najlepszych klinikach na świecie, zdarza się, że nawet specjalnie pomieszkuje w Nowym Yorku. Mimo to, jej najcieplejszy i najprzytulniejszy dom jest w Irlandii, gdzie z jej okna można widzieć klify. Mówi, że nie chce założyć rodziny, ale tak naprawdę wiadomo jest to, że zaczyna układać sobie życie z jednym chłopakiem, którego poznała w cukierni. Brzmi banalnie, ale kto by nie chciał dostać słodką bez od bruneta o zniewalającym uśmiechu? Megan do tego jest chrzestną pierwszego dziecka Sam, w końcu przyjaciółka obiecała jej to jeszcze za młodych czasów.
Liz została psychologiem społecznym ale również studia prawnicze dały jej mocną stronę dodatkowej pracy w kancelarii prawniczej. Zamieszkała ona w Dublinie, lecz częściej przebywa wraz z jej chłopakiem w domu letniskowym na obrzeżach Irlandii, gdzie także kilka kilometrów dalej można znaleźć się nad urwiskiem klifów. Często odwiedza Polskę, częściej niż jej przyjaciółka, która ma korzenie polskie. No ale, Liz uwielbia rodzinę Wesleyów dlatego jeździ ze swoim chłopakiem prawie wszędzie (ich duża rodzina jest naprawdę w wielu krajach). Można powiedzieć, że zwiedziła więcej niż Evi, ale jednak nie zaprzestanie swoich działań i właśnie w najbliższym czasie wybierają się do Norwegii. Ale jednak ona jeszcze nie wie tego, że właśnie tam Paul ma zamiar się jej oświadczyć..
Samantha za to została psychologiem klinicznym, który jest wart uwagi w Dublinie. Tak, to miasto dzieli też to, że Sam zamieszkała tam ze swoim mężem i dwójką dzieci - Amandą i Noah. Zapewne jesteście święcie przekonani tego, że to Louis został jej drugą połówką. Ah, mylicie się. Wszystko co było pomiędzy tą dwójką rozwiązało się po niecałym roku. Sam przekonała się, że to było zaledwie zauroczenie, a Louis pewnej nocy znalazł dziewczynę, w której naprawdę zakochał się na zabój. I wtedy przy boku Sam znalazł się kto inny. Ktoś kto był jej fajtłapowatym przyjacielem od początku ich znajomości. I mimo, że oboje nie byli święcie przekonani co ich dzieli - znaczy ona była. On kochał ją od pierwszego wejrzenia. I kto by pomyślał, że z głupiego incydentu oni już na zawsze zostaną razem?
Pewnie ciekawi was kto został tym szczęśliwcem?
Już wam mówię.
Jej mężem został sam Niall Horan.
Już po półtora roku oświadczył się jej a jeszcze za kolejne pól stali przy ołtarzu składając sobie przysięgę małżeńską. Rok później na świat przyszła Amanda, która stała się oczkiem w głowie tatusia. Do tego jest zbyt podobna do niego. Ma takie same oczy a włosy niczym mały Nialler nim przefarbował włosy. I kiedy Amanda miała niespełna dwa latka do jej towarzystwa przyszedł Noah, który tym razem wygląd odziedziczył po mamusi.
Samantha doczekała się tego, czego pragnęła jako nastolatka. Założyła rodzinę, do tego z kimś kto był dla niej idolem. wzorem do naśladowania. Brzmi nierealnie, ale w końcu marzenia spełniają się.
A jak myślicie co się stało ze sławnym na cały świat One Direction?
Otóż 3 lata później po szalonym roku Euro 2016 Zayn postanowił odejść.
I to dotyczyło też tego, że zerwał kontakt z przyjaciółmi.
Reszta chłopców mimo wielkiej rozłąki wzięła się w garść i postanowiła dać jeszcze prezent fanom, jaki okazał się być albumem.
Jednak zaraz po promocji postanowili pójść na tak zwany "odpoczynek"
Mija właśnie drugi rok i oni naprawdę chcą wrócić, za kilka dni wrócą do studia gdzie nagrają jeszcze kolejny album i po raz kolejny wyruszą w trasę.
To będzie genialny prezent dla wszystkich, którzy za nimi tęsknią.
Tak samo jak będzie to prezent dla ich rodzin, bo wiedzieli że to co robili uszczęśliwiało ich.
***
/Oczami Sam/
-Niall, pomóż mi zanieść to do salonu. - zawołałam.
-Jasne skarbie.- powiedział chłopak wchodząc do kuchni z malutkim Noah trzymającego na rękach. Uśmiechnęłam się na ten widok. Uszczęśliwiał mnie on.
Podeszłam do moich chłopców po czym najnormalniej w świecie przytuliłam się do niego z drugiej strony, obawiając się, że inaczej przygniotłabym mojego najmniejszego skarba. Poczułam jak jego klatka drży a do moich uszu doszedł najpiękniejszy dźwięk jaki jest jego śmiech. Spojrzałam w górę i zobaczyłam mojego mężczyznę.
Był on całkowicie inny niż w 2016 roku. Jego górną część pokrywała bordowa koszula zamiast koszulki z kołnierzykiem. Luźne spodnie zmieniły się zaś w niebieskie obcisłe dżinsy z dziurami na kolanach. Jego włosy zaś nie były oklapnięte, a boki nie pokrywały się brązem. Teraz były one ukryte na dnie jego włosów które były postawione. A jego uśmiech nie zdobił się metalem jakim był aparat. Teraz są one równe i białe.
-Przyglądasz mi się. - szepnął.
-Bo jesteś kimś który sprawia, że jestem szczęśliwa. - powiedziałam na co on w odpowiedzi złożył lekki pocałunek na moim czole.
-Zawsze byłem o ciebie zazdrosny, kiedy to Louis mógł robić wszystko z tobą, więc chyba znasz moją odpowiedź co? - powiedział, na co skinęłam jedynie głową.
Wtedy do pomieszczenia wparowała nasza śliczna brunetka ubrana w bialutką sukienkę na ramiączkach.
-Mamo, mamo! Goście idą, widziałam samochód! - krzyknęła rozradowana. Spojrzałam na Nialla zszokowanym głosem.
-Mieli być za pół godziny.
-Eh, taka nasza rodzina. - mruknął po czym podał mi syna. On natomiast wziął miskę z sałatą i wyszedł, gdzie zaraz za nim potruchtała mała Amy.
I założę się, że nie minęła minuta kiedy w domu usłyszałam śmiechy. Poprawiłam Noah na rękach po czym wyszłam z kuchni i zobaczyłam wszystkich.
Mam na myśli moje przyjaciółki i moich przyjacieli. Oczywiście nie zauważyli mnie, bo w centrum uwagi stała moja najpiękniejsza córka. Jednak nie minęło wiele czasu kiedy z moich rąk niemal wyrwano syna.
Zaczęłam się śmiać po czym podchodziłam do każdego i przytuliłam najmocniej jak potrafiłam. Aż w końcu popędziłam ich do jadalni gdzie mieliśmy zasiąść do wspólnej kolacji.
***
-Myślę, że rok 2016 był najlepszy jaki kiedykolwiek mógł powstać. - zaczął Harry szczelnie otulając swoją żonę.
-Nie mógłbym się nie zgodzić. - mruknął Niall robiąc to samo co Harry. Spojrzałam na niego z ukosa, na co posłał mi ciepły uśmiech. Odwzajemniłam go, po czym popiłam swoje czerwone wino. Było już grubo po 23 a my wszyscy siedzieliśmy w salonie ułożeni wygodnie i słuchaliśmy świątecznych piosenek. Nasze dzieci dawno wylądowali w łóżkach dlatego staraliśmy się być dość cicho.
-Mimo, że wciąż was nienawidzę to muszę się z wami zgodzić - odezwała się Evi na co zaśmiałam się cicho.
-Brakuje tu tylko Zayna. - mruknęłam, na co zostałam od razu skarcona wzrokiem zgromadzonych gości. - No powiedźcie mi tylko, że za nim nie tęsknicie to was wyśmieję.
-Ja tak bym nie powiedziała, na zawsze też zapamiętam to jak Evi wyszła do niego jednej nocy i wyrzuciła całą paczkę malboro - zaśmiała się Liz, na co reszta dziewczyn odwzajemniła dość głośnym śmiechem.
-Co jak co, ale ja za to nie zapomnę tej akcji ze zwierzętami. - tym razem zabrał głos Liam
-Oh zamknij się, moja papuga przeżyła koszmar. To cud że nie zeszła z tego świata. - warknęła w jego stronę Megan. Wtedy nagle nastał lekki puk bo na ziemii znalazł się Louis, cały zapłakany ze śmiechu. Przez ten wyczyn każdy zaczął się z tego też śmiać.
-Ja i tak nigdy nie zapomnę tego jak mnie Sam po raz pierwszy zobaczyła! Jakbym był duchem! - wymrukiwał Louis podczas napadu śmiechu. Zaraz gdy skończył oczywiście dostał poduszką, a od kogo? Oczywiście ode mnie.
-Ja natomiast nie zapomną pierwszego spotka z nimi. - powiedział wskazując kiwnięciem brody na Liz i Megan.- zaczęły drzeć mordy "śpiewając" naszą piosenką i do tego jeszcze mnie nie poznały.
-Nie moja wina, że nie interesowaliście nas.
-Czyli teraz interesujecie się nami? - mruknął.
-Ssij,
-Hola koleżanko, ssieć to może mi moja żona. - uśmiechnął się łobuzersko na co przywaliłam sobie z otwartej dłoni w czoło. Reszta natomiast brzmiała jak "fuu, nie chce sobie tego wyobrażać" na co Niall jedynie się śmiał.
-Ale błagam, nie wspominajmy tego jak znaleźliśmy się w ich pokoju żeby ukraść ich rzeczy. - powiedziałam zażenowana.
-Nie martw się, możemy pogadać o tym jaki twój mąż był głupi i nigdy nie domyślił się, że to my mamy jego piłkę. - zaśmiała się Megan.
-Domyśliłem się, po prostu odpuściłem! - zawołał na swoją obronę.
-Uhm, a mi właśnie czołg tu jedzie. - powiedziała wskazując na oko.
-No ładny, przyznam szczerze. - blondyn uśmiechnął się szeroko, na co Megan spiorunowała go wzrokiem.
-A pamiętacie jak wszyscy znaleźliśmy się w tym kantorku? To jeszcze była miazga. - powiedział rozradowany Harry.
-Stul pysk Styles. - warknęła Liz.
-Jak ty do niego mówisz?! - tym razem podniosła głos Rose.
-Stul pysk Stylesowa. - powtórzyła Evi pokazując jej język.
-Rose, minęło sześć lat, a ty wciąż będziesz się fochać o drobnostki? Halo jesteśmy przyjaciółmi.
-I tak was nienawidzimy - mruknęli wszyscy chłopcy zgromadzeni w tym pokoju.
-Nie martwcie się, my też was nienawidzimy. - odparłyśmy po czym i tak pocałowałam lekko mojego męża, wiedząc, że właśnie wygrałam życie.
Koniec
dziękuję wam bardzo, kocham was x
Moje życie, mój świat... z Same Mistakes
piątek, 13 listopada 2015
czwartek, 16 maja 2013
Rozdział 19
/Oczami Sam/
Po raz ostatni spojrzałam na stronę szkoły, z nadzieją, że ujrzę wiadomość, o spóźnionym rozpoczęciu szkoły. Na marne. Z trzaskiem zamknęłam laptopa, wstając z krzesła i kierując się do wyjścia z pokoju. Schodząc ze schodów usłyszałam włączony telewizor. Po zejściu od razu skierowałam się do salonu, jednak nie widziałam w nim Louisa. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam ku sofie. Tam walnęłam się z całej siły udomawiając się.
-Co ty robisz ? -spytał głos za mną.
-Rozkładam się, nie widać ? - powiedziałam spoglądając na górę widząc swojego chłopaka.
-Właśnie widać.
-To co cię tak dziwi?
-To, że powinnaś być już ubrana i gotowa do wyjścia.- oznajmił omijając kanapę siadając u podnóża moich stóp.
-Gotowa do wyjścia?- spytałam ściągając brwi ku dołowi.
-No tak, i to już dawno.
-Lou, o co ci chodzi ?- spytałam w końcu.
-Jezu Sam zabieram cię na niezapomniany wieczór w ostatni dzień wakacji.- powiedział wstając i wyciągając rękę w moją stronę.
-Nieee, Louis błagam... zostańmy w domu, pooglądajmy jakiś film, też będzie ciekawie.- mruknęłam.
-O nie, nie kochanie, albo wstajesz teraz sama i biegniesz do góry, albo ci pomogę. Zobaczysz nie będziesz żałować.- uśmiechnął się zadziornie przybliżając dłoń. Niechętnie i z jękiem złapałam się jej i posłusznie wstałam.-Grzeczna dziewczynka !- krzyknął, kiedy wspinałam się po schodach. - I za 5 minut widzę cię z powrotem. Z moich ust wychodziły same jęki i stęki. Nie miałam ochoty wybierać się gdzieś, z myślą, że jutro rano trzeba wstać do szkoły. Ale znając jego, nie łatwo przeprawić jego pomysły. Z westchnięciem wyjęłam z szafy czerwone rurki, i do tego koszulkę z rękawem 3/4. W podskokach pobiegłam do łazienki gdzie szybko zdjęłam z siebie szorty i koszulkę na ramiączkach, po czym nałożyłam na siebie wybrane rzeczy. Kiedy w końcu wydostałam się z łazienki, rzuciłam swoje rzeczy w kąt, po czym wzięłam torebkę do reki i zeszłam na dół. W korytarzu czekał już na mnie Lou, spoglądając wyczekująco. Uśmiechnęłam się, gdy tylko wyciągnął ku mnie swoją rękę, ponownie w ciągu dziesięciu minut. Zignorowałam ją, bo wiedziałam, że do wykończenia mojego ubioru muszę założyć trampki. Dopiero gdy zawiązałam drugiego buta złapałam się jej, po czym wyszliśmy na świeże powietrze .
-Nie jedziemy?- spytałam widząc, że oddalamy się od strony auta.
-Tym razem nie.- powiedział posyłając mi ciepły uśmiech. Bez przyczyny zachichotałam, a gdy widząc jego rozbawienie pokiwałam tylko głową, po czym wtuliłam się niego i kierując się nie wiadomo gdzie.
Po jakimś czasie, zaczęło się powoli ściemniać. Lou nadal szedł przed siebie, a ja nadal wtulona w niego szłam za nim. Za każdym razem kiedy chciałam od niego coś wycisnąć kazał mi być cicho, bo wtedy to nie będzie niespodzianką. Mogę przy tym przyznać, że je znienawidziłam.
-Długo jeszcze? -spytałam po chwili będąc powoli zmęczona naszym półtorej godzinnym chodem.
-Cierpliwości.- oznajmił po raz kolejny gładzać moje plecy.
-Lou, bo się nie doczekam.- mruknęłam.
-Cierpliowści.- powiedział po raz kolejny, a z moich ust wydobyło się ciężkie westchnienie. Więcej razy się już nie odezwałam, bo już po dziesięciu minutach Lou zaczął powoli zwalniać, po czym całkowicie stanął. Uniosłam głowę i zobaczyłam, że jesteśmy w parku. Jednakże nie był on taki jak zazwyczaj w wieczory. Dzisiaj był taki... taki magiczny.
Przy drogach były rozłożone świeczki rozjaśniając przejście, ludzie byli usadowieni na ław kac jak i na kocach, gdzie również były dość bardzo dobrze oświetlone.
-Lou.. co to za okazja ? Nigdy takiego czegoś nie widziałam.- powiedział oglądając się w koło.
-No a jaka to może być okazja ? Dzisiaj wszyscy żegnają lato. Nigdy tu na tym nie byłaś? -spytał zdziwiony.
-Szczerze muszę przyznać, że nie, ale to jest piękne.- powiedział puszczając się jego ręki i zaczęłam się obracać powoli wokół własnej osi. Mój wzrok zatrzymał się na wielkim telebimie, który stał nie daleko nas. Wtedy poczułam, że ktoś łapie mnie za nagarstek i ciągnie.
-Chodź, znalazłem nam miejsce.- powiedział, kiedy chciałam zaprotestować. Posłusznie dorównałam mu kroku, gdzie jego ręka zeszła z nadgarstka, łapiąc moją. Po chwili usiedliśmy na jednym z koccy, wprost przed ekranem, tylko trochę dalej. Położyłam się na jego torsie, po czym było nam wygonie.
-Chciałaś film, to będziesz go miała.- szepnął mi do ucha, przez co przez moje ciało przeszły ciarki.Wtuliłam się bardziej w niego, po czym z ekranu zaczął lecieć film "Pamiętnik"
Parę chwil po skończonym seansie z moich oczu kapały stróżki łez. Za sobą usłyszałam jedynie śmiech.
-Płaczesz? -spytał nachylając się.
-Nie?- spytałam próbując ukryć, odwracając się w drugą stronę.
-Sam, nie kłam, wzruszyłaś się, prawda?- szepnął łapiąc swoją ręką za mój podbródek i przyciągając ku sobie.
-Trochę.- powiedziałam, po czym wtuliłam się w jego zagłębienie pod szyją.
-Oj Sam, już jest dobrze, to tylko film. - powiedział pocierając ręką o moje plecy.
-Ale to taka piękna historia.- sapnęłam nie zrozumiale.
-No bardzo piękna, ale nasza jest piękniejsza.- powiedział, a ja odchyliłam się na moment aby uśmiechnąć się. Odwzajemnił uśmiech po czym kciukiem wytarł łzy, które teraz spływały po moich policzkach. Kiedy skończył oboje spojrzeliśmy w oczy, po czym nasze usta się połączyły.
-Już jest okej?- spytał po dłuższym czasie, kiedy zmieniliśmy swoją pozycję, po czym leżałam teraz na nim. Na odpowiedź jedynie potrząsnęłam głową.
-No to idziemy?- spytał, a ja podniosłam głowę zerkając na niego.
-Gdzie ?
-Nad jezioro, a co myślałaś, że film to jedyna atrakcja? - powiedział wstając.
-Dotychczas tak właśnie myślałam.- powiedziałam z uśmiechem wstając za nim po czym złapałam się jego ramienia i ruszyliśmy nad wyznaczone miejsce.
Doszliśmy tam już po niecałych minutach, ponieważ żeby się tam dostać musieliśmy przekroczyć wielką górkę. Jednak było warto. Nad jeziorem było kolejne skupisko ludzi, którzy teraz w rękach trzymali lampiony szczęścia. Na mojej twarzy pojawił się s tego szeroki uśmiech. Zawsze cieszyłam się gdy zobaczył chociaż jednego, a teraz ? Było ich tu miliony. Odwróciłam się w stronę chłopaka, z wiadomością jak bardzo mi się tu podoba, ale gdy zobaczyłam ,że Lou ma również taki lampion spojrzałam na niego z szokiem.
-A co żeś myślała? -powiedział czytając mi w myślach.- My też zasługujemy na szczęście powiedział po czym przybliżył się do mnie z zapalonym światełkiem. Powoli i bezpiecznie jedną ręką złapał go, tak aby drugą opatulić mnie do jego torsu.
-Złap tu przy brzegu.- poinstruował mnie z rozbawieniem widząc jak majtam rękoma. Z chichotem wykonałam instrukcję. Wtedy zobaczyliśmy jak pierwsze pary puszczają swoje lapiony.
-Pomyśl życzenie.- szepnął mi do ucha.- Jeżeli pomyślimy o tym samym spełni nam się.- dodał.
-No to trzeba to teraz ustalić.- powiedziałam z rozbawieniem , na co się zaśmiał.
-Myślę, że i bez tego będziemy wiedzieli. - powiedział całując mnie w szyję.- Gotowa?-dodał po chwili.
-Yhym..- potaknęłam po czym zniżyliśmy znicz do naszych ud, a następnie wypuściliśmy, pozwalając mu polecieć wysoko w górę. Następnie jego silne ramiona opatuliły moje drobne ciało i wpatrywaliśmy się wysoko w górę obserwując nasz jak i inne lampiony. Cały czas patrzyłam na nie z uśmiechem, nie pozwalając strącić naszego światełka ze wzroku, dopóki nie znikł w ciemności. Z transu wybudziły mnie pocałunki w szyję, schodzące powoli w dół. Uwolniłam się z jego uścisku spoglądając na niego z zaciekawieniem. On zaś znów się do mnie przybliżył po czym złożył na moich ustach pocałunek. Był on dość długi, bo żaden z nas dwojga nie chciało przestać. Przeszkodziło nam jedynie nasze płuca, ponieważ zabrakło nam powietrza.
-Wracamy? -spytał łapiąc mnie za rękę.
-Tak. już najwyższa pora.- szepnęłam ziewając.- Niestety, ale ktoś jutro musi iść do szkoły.- dodałam jękiem.
-Oj już nie marudź, minie ci. - powiedział, po czym ruszyliśmy.
-Louis, nogi mnie bolą, szepnęłam błagalnym tonem ledwo stopąjąc nogami.
-Sam, my idziemy dopiero z piętnaście minut.
-Ale już mnie bolą.- jęknęłam. Usłyszałam tylko ciche westchnięcie po czym się zatrzymał.
-Wskakuj,- powiedział po czym się nachylił. Spojrzałam pół przytomnie na niego po czym posłusznie wślizgnęłam się na jego plecy.
-Od razu lepiej.- powiedział czując jak moje nogi pulsują.
-To się ciesz.- mruknął po czym znów ruszył.
-I się cieszę. Dziękuję.- szepnęłam przykładając usta do jego szyi i muskając lekko jego skórę.
-Sam, możesz już przestać.- powiedział, po nieustannych pocałunkach w szyję.- Już wiem jak bardzo mi dziękujesz, a nawet dowiem się tego jutro, kiedy na szyi zobaczę miliny malinek.- powiedział z rozbawieniem w głosie.
-Może nie chcę,?- spytałam po woli przejeżdżając ustami ku jego obojczykowi.
-Sam, bo się podniecę. -powiedział poprawiając moje ciało na jego plecach.
-Może tego chcę?- spytałam po raz kolejny, błądząc rękoma pod jego koszulką.
-Sam, bo na serio nie wytrzymam. - powiedział po chwili, kiedy "przypadkiem" najechał na jego sutek.
-I właśnie tego oczekuję,- szepnęłam, po czym Louis dosłownie zrzucił mnie ze swoich pleców. Przygwoździł mnie do drzewa rosnącego koło nas. Następnie jego usta zaczęły błądzić po mojej twarzy, aż w końcu natrafiły na moje usta. Ten pocałunek różnił się od dotychczasowych, był bardziej namiętny i brutalny, ale oboje teraz tego pragnęliśmy i to bardzo. Kiedy, zakończył błądzić językiem w moich ustach najechał wargami na moją szyję, zasycając ją lekko.
-Lou, chodźmy do domu, błagam.- jęknęłam kiedy jego twarz zaczęła schodzić bardziej w dół.Od razu zatrzymał swoje usta na środku szyi, po czym popatrzył w moje oczy. Uśmiechnął się tak, że na moim ciele przebiegły ciarki. Złapał mnie za dłoń po czym zaczęliśmy biec w stronę mojego domu.
Stanęłam przed drzwiami, czekając aż w końcu otworzy drzwi. Patrzyłam z pożądaniem na jego postać. Podniosłam wzrok kiedy poczułam jak wpatruje się we mnie. Uśmiechnął się łagodnie, po czym przygniótł mnie do drzwi. Zdecydowanie widział jaką całe moje ciało przelewa strach.
-Spokojnie słońce, przy mnie zawsze będziesz bezpieczna.- powiedział, po czym wpił swoje usta w moje. Otworzyłam szerzej wargi pożądając bardziej. Wiedząc, że się rozluźniłam, otworzył drzwi po czym oboje weszliśmy do środka ciągle nie odsuwając się od siebie ani na milimetr. W środku oderwaliśmy się od siebie tylko po to abyśmy w spokoju mogli ściągnąć buty. Następnie podszedł do mnie kładąc swoją dłoń na policzku i uśmiechając się delikatnie .
-Nie musimy tego robić.- oznajmił, a ja pokręciłam przecząco głową.
-J..jaa.. chcę.- powiedziałam patrząc na niego. Uśmiechnął się po czym po raz kolejny wpił się w moje usta. Uniósł mnie do góry, gdzie opatuliłam swoje nogi wokół jego talii,]. Następnie przeniósł nas do pokoju, gdzie przy samym brzegu postawił mnie na podłodze. Po chwili poczułam, że moja koszulka podwija się do góry i całkowicie schodzi z mojej postaci. Rzucił ją daleko w kąt, lecz nie była tam długo sama, bo już po chwili dołączyła do niej jego górna część ubrania. Ułożył mnie delikatnie na łóżku, po czym dołączył do mnie przypinając się do mojej szyi. Po dłuższym czasie gdy z moich ust zaczęły wydobywać się ciche jęki przeszedł na dół, gdzie coraz zaczęłam się podniecać. Gdy doszedł do linii spodni moja dolna część była już mokra i oczekiwała więcej, dlatego jedną ręką wplotłam w jego włosy i zaczęłam mocno je ściskać. Usłyszałam tylko warknięcia, wydobywające się od niego, które przyprawiły mnie o śmiech.
-Sam?- usłyszałam nagle głos przy drzwiach. Od razu oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w tamtą stronę. Stała w nich oszołomiona Liz.- Cco.. wy .. robicie ?- dodała zatykając sobie usta rękoma.
-Wyjdź !- krzyknęłam, chowając swoją górę rękoma. Od razu przeprosiła i wyszła.- Czekaj na dole !- wrzasnęłam szybko, po czym wstałam za swoją koszulką. Gdy ją ubrałam poczułam oplatające mnie ramiona.
-Idź ją spłosz.- jęknął mi do ucha.-Dokończymy jak wrócisz.- dodał a ja zarumieniłam się po czym klapnęłam go w ramię.- I to szybko.
/Oczami Liz/
Siedziałam w salonie oszołomiona tym co właśnie zobaczyłam. Jak to Sam i Louis ? Przecież... oni to robili ! Znaczy jeszcze nie, ale byli już prawie nadzy, a Louis.. ugh ! Zapomnij, zapomnij, zapomnij. Boże dlaczego nie zapukałam ?! Dlaczego nie zadzwoniłam do domu ?! Potrząsnęłam głową z nadzieję, że wypadnie mi to z głowy. Na marne.
-Liz ?- usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Sam, która miała już na sobie koszulkę, ale pozostałościami były potargane włosy.- Umm.. coś chciałaś ?- spytała przechodząc i siadając koło mnie.
-Tak.. tylko przez to co zobaczyłam... zapomniałam.- mruknęłam znów widząc przed oczami ten obraz. Brr..- Przez kogoś...
-To sobie przypomnij.- powiedziała szybko zawstydzona wiedząc o co mi chodzi.
-Chciałabym, ale mam taki okropny widok przed sobą.
-Zapomnij !- krzyknęła , a ja aż podskoczyłam.- Nic nie widziałaś.- dodała znużona tym, że podniosła na mnie głos.
-Dobra, nic nie chciałam.- powiedziałam po czym wstałam i zaczęłam się kierować w stronę wyjścia.
-Liz.- usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Sam która stała oparta o framugę .- Jak sobie przypomnisz to zadzwoń, okej?- spytała a ja stanęłam zszokowana. Potaknęłam po czym po prostu wyszłam. Jednak kiedy zamykałam drzwi spojrzałam na nią,
-Miłej nocy.- powiedziałam, po czym się zarumieniła i to mocno.
-My nie będziemy..
-Tak jasne, wmawiaj sobie.- wtrąciłam, po czym z uśmiechem zamknęłam drzwi.
/Oczami Sam/
Moje nogi były bardzo ciężkie, kiedy wlokłam się nimi po schodach, a przed wejściem do pokoju całkiem mi się ugięły. Otworzyłam je i weszłam do środka cicho zamykając je za sobą widząc Louisa leżącego z przymkniętymi oczami. Po cichu wślizgnęłam się do łóżka okrywając cienką warstwą kołdry. Powoli zasypiając poczułam oplatające mnie ramiona. Uśmiechnęłam się, kiedy przy swoim uchu usłyszałam słowo "Kocham cię", a następnie lekkie muśnięcie na policzku.
Po raz ostatni spojrzałam na stronę szkoły, z nadzieją, że ujrzę wiadomość, o spóźnionym rozpoczęciu szkoły. Na marne. Z trzaskiem zamknęłam laptopa, wstając z krzesła i kierując się do wyjścia z pokoju. Schodząc ze schodów usłyszałam włączony telewizor. Po zejściu od razu skierowałam się do salonu, jednak nie widziałam w nim Louisa. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam ku sofie. Tam walnęłam się z całej siły udomawiając się.
-Co ty robisz ? -spytał głos za mną.
-Rozkładam się, nie widać ? - powiedziałam spoglądając na górę widząc swojego chłopaka.
-Właśnie widać.
-To co cię tak dziwi?
-To, że powinnaś być już ubrana i gotowa do wyjścia.- oznajmił omijając kanapę siadając u podnóża moich stóp.
-Gotowa do wyjścia?- spytałam ściągając brwi ku dołowi.
-No tak, i to już dawno.
-Lou, o co ci chodzi ?- spytałam w końcu.
-Jezu Sam zabieram cię na niezapomniany wieczór w ostatni dzień wakacji.- powiedział wstając i wyciągając rękę w moją stronę.
-Nieee, Louis błagam... zostańmy w domu, pooglądajmy jakiś film, też będzie ciekawie.- mruknęłam.
-O nie, nie kochanie, albo wstajesz teraz sama i biegniesz do góry, albo ci pomogę. Zobaczysz nie będziesz żałować.- uśmiechnął się zadziornie przybliżając dłoń. Niechętnie i z jękiem złapałam się jej i posłusznie wstałam.-Grzeczna dziewczynka !- krzyknął, kiedy wspinałam się po schodach. - I za 5 minut widzę cię z powrotem. Z moich ust wychodziły same jęki i stęki. Nie miałam ochoty wybierać się gdzieś, z myślą, że jutro rano trzeba wstać do szkoły. Ale znając jego, nie łatwo przeprawić jego pomysły. Z westchnięciem wyjęłam z szafy czerwone rurki, i do tego koszulkę z rękawem 3/4. W podskokach pobiegłam do łazienki gdzie szybko zdjęłam z siebie szorty i koszulkę na ramiączkach, po czym nałożyłam na siebie wybrane rzeczy. Kiedy w końcu wydostałam się z łazienki, rzuciłam swoje rzeczy w kąt, po czym wzięłam torebkę do reki i zeszłam na dół. W korytarzu czekał już na mnie Lou, spoglądając wyczekująco. Uśmiechnęłam się, gdy tylko wyciągnął ku mnie swoją rękę, ponownie w ciągu dziesięciu minut. Zignorowałam ją, bo wiedziałam, że do wykończenia mojego ubioru muszę założyć trampki. Dopiero gdy zawiązałam drugiego buta złapałam się jej, po czym wyszliśmy na świeże powietrze .
-Nie jedziemy?- spytałam widząc, że oddalamy się od strony auta.
-Tym razem nie.- powiedział posyłając mi ciepły uśmiech. Bez przyczyny zachichotałam, a gdy widząc jego rozbawienie pokiwałam tylko głową, po czym wtuliłam się niego i kierując się nie wiadomo gdzie.
Po jakimś czasie, zaczęło się powoli ściemniać. Lou nadal szedł przed siebie, a ja nadal wtulona w niego szłam za nim. Za każdym razem kiedy chciałam od niego coś wycisnąć kazał mi być cicho, bo wtedy to nie będzie niespodzianką. Mogę przy tym przyznać, że je znienawidziłam.
-Długo jeszcze? -spytałam po chwili będąc powoli zmęczona naszym półtorej godzinnym chodem.
-Cierpliwości.- oznajmił po raz kolejny gładzać moje plecy.
-Lou, bo się nie doczekam.- mruknęłam.
-Cierpliowści.- powiedział po raz kolejny, a z moich ust wydobyło się ciężkie westchnienie. Więcej razy się już nie odezwałam, bo już po dziesięciu minutach Lou zaczął powoli zwalniać, po czym całkowicie stanął. Uniosłam głowę i zobaczyłam, że jesteśmy w parku. Jednakże nie był on taki jak zazwyczaj w wieczory. Dzisiaj był taki... taki magiczny.
Przy drogach były rozłożone świeczki rozjaśniając przejście, ludzie byli usadowieni na ław kac jak i na kocach, gdzie również były dość bardzo dobrze oświetlone.
-Lou.. co to za okazja ? Nigdy takiego czegoś nie widziałam.- powiedział oglądając się w koło.
-No a jaka to może być okazja ? Dzisiaj wszyscy żegnają lato. Nigdy tu na tym nie byłaś? -spytał zdziwiony.
-Szczerze muszę przyznać, że nie, ale to jest piękne.- powiedział puszczając się jego ręki i zaczęłam się obracać powoli wokół własnej osi. Mój wzrok zatrzymał się na wielkim telebimie, który stał nie daleko nas. Wtedy poczułam, że ktoś łapie mnie za nagarstek i ciągnie.
-Chodź, znalazłem nam miejsce.- powiedział, kiedy chciałam zaprotestować. Posłusznie dorównałam mu kroku, gdzie jego ręka zeszła z nadgarstka, łapiąc moją. Po chwili usiedliśmy na jednym z koccy, wprost przed ekranem, tylko trochę dalej. Położyłam się na jego torsie, po czym było nam wygonie.
-Chciałaś film, to będziesz go miała.- szepnął mi do ucha, przez co przez moje ciało przeszły ciarki.Wtuliłam się bardziej w niego, po czym z ekranu zaczął lecieć film "Pamiętnik"
Parę chwil po skończonym seansie z moich oczu kapały stróżki łez. Za sobą usłyszałam jedynie śmiech.
-Płaczesz? -spytał nachylając się.
-Nie?- spytałam próbując ukryć, odwracając się w drugą stronę.
-Sam, nie kłam, wzruszyłaś się, prawda?- szepnął łapiąc swoją ręką za mój podbródek i przyciągając ku sobie.
-Trochę.- powiedziałam, po czym wtuliłam się w jego zagłębienie pod szyją.
-Oj Sam, już jest dobrze, to tylko film. - powiedział pocierając ręką o moje plecy.
-Ale to taka piękna historia.- sapnęłam nie zrozumiale.
-No bardzo piękna, ale nasza jest piękniejsza.- powiedział, a ja odchyliłam się na moment aby uśmiechnąć się. Odwzajemnił uśmiech po czym kciukiem wytarł łzy, które teraz spływały po moich policzkach. Kiedy skończył oboje spojrzeliśmy w oczy, po czym nasze usta się połączyły.
-Już jest okej?- spytał po dłuższym czasie, kiedy zmieniliśmy swoją pozycję, po czym leżałam teraz na nim. Na odpowiedź jedynie potrząsnęłam głową.
-No to idziemy?- spytał, a ja podniosłam głowę zerkając na niego.
-Gdzie ?
-Nad jezioro, a co myślałaś, że film to jedyna atrakcja? - powiedział wstając.
-Dotychczas tak właśnie myślałam.- powiedziałam z uśmiechem wstając za nim po czym złapałam się jego ramienia i ruszyliśmy nad wyznaczone miejsce.
Doszliśmy tam już po niecałych minutach, ponieważ żeby się tam dostać musieliśmy przekroczyć wielką górkę. Jednak było warto. Nad jeziorem było kolejne skupisko ludzi, którzy teraz w rękach trzymali lampiony szczęścia. Na mojej twarzy pojawił się s tego szeroki uśmiech. Zawsze cieszyłam się gdy zobaczył chociaż jednego, a teraz ? Było ich tu miliony. Odwróciłam się w stronę chłopaka, z wiadomością jak bardzo mi się tu podoba, ale gdy zobaczyłam ,że Lou ma również taki lampion spojrzałam na niego z szokiem.
-A co żeś myślała? -powiedział czytając mi w myślach.- My też zasługujemy na szczęście powiedział po czym przybliżył się do mnie z zapalonym światełkiem. Powoli i bezpiecznie jedną ręką złapał go, tak aby drugą opatulić mnie do jego torsu.
-Złap tu przy brzegu.- poinstruował mnie z rozbawieniem widząc jak majtam rękoma. Z chichotem wykonałam instrukcję. Wtedy zobaczyliśmy jak pierwsze pary puszczają swoje lapiony.
-Pomyśl życzenie.- szepnął mi do ucha.- Jeżeli pomyślimy o tym samym spełni nam się.- dodał.
-No to trzeba to teraz ustalić.- powiedziałam z rozbawieniem , na co się zaśmiał.
-Myślę, że i bez tego będziemy wiedzieli. - powiedział całując mnie w szyję.- Gotowa?-dodał po chwili.
-Yhym..- potaknęłam po czym zniżyliśmy znicz do naszych ud, a następnie wypuściliśmy, pozwalając mu polecieć wysoko w górę. Następnie jego silne ramiona opatuliły moje drobne ciało i wpatrywaliśmy się wysoko w górę obserwując nasz jak i inne lampiony. Cały czas patrzyłam na nie z uśmiechem, nie pozwalając strącić naszego światełka ze wzroku, dopóki nie znikł w ciemności. Z transu wybudziły mnie pocałunki w szyję, schodzące powoli w dół. Uwolniłam się z jego uścisku spoglądając na niego z zaciekawieniem. On zaś znów się do mnie przybliżył po czym złożył na moich ustach pocałunek. Był on dość długi, bo żaden z nas dwojga nie chciało przestać. Przeszkodziło nam jedynie nasze płuca, ponieważ zabrakło nam powietrza.
-Wracamy? -spytał łapiąc mnie za rękę.
-Tak. już najwyższa pora.- szepnęłam ziewając.- Niestety, ale ktoś jutro musi iść do szkoły.- dodałam jękiem.
-Oj już nie marudź, minie ci. - powiedział, po czym ruszyliśmy.
-Louis, nogi mnie bolą, szepnęłam błagalnym tonem ledwo stopąjąc nogami.
-Sam, my idziemy dopiero z piętnaście minut.
-Ale już mnie bolą.- jęknęłam. Usłyszałam tylko ciche westchnięcie po czym się zatrzymał.
-Wskakuj,- powiedział po czym się nachylił. Spojrzałam pół przytomnie na niego po czym posłusznie wślizgnęłam się na jego plecy.
-Od razu lepiej.- powiedział czując jak moje nogi pulsują.
-To się ciesz.- mruknął po czym znów ruszył.
-I się cieszę. Dziękuję.- szepnęłam przykładając usta do jego szyi i muskając lekko jego skórę.
-Sam, możesz już przestać.- powiedział, po nieustannych pocałunkach w szyję.- Już wiem jak bardzo mi dziękujesz, a nawet dowiem się tego jutro, kiedy na szyi zobaczę miliny malinek.- powiedział z rozbawieniem w głosie.
-Może nie chcę,?- spytałam po woli przejeżdżając ustami ku jego obojczykowi.
-Sam, bo się podniecę. -powiedział poprawiając moje ciało na jego plecach.
-Może tego chcę?- spytałam po raz kolejny, błądząc rękoma pod jego koszulką.
-Sam, bo na serio nie wytrzymam. - powiedział po chwili, kiedy "przypadkiem" najechał na jego sutek.
-I właśnie tego oczekuję,- szepnęłam, po czym Louis dosłownie zrzucił mnie ze swoich pleców. Przygwoździł mnie do drzewa rosnącego koło nas. Następnie jego usta zaczęły błądzić po mojej twarzy, aż w końcu natrafiły na moje usta. Ten pocałunek różnił się od dotychczasowych, był bardziej namiętny i brutalny, ale oboje teraz tego pragnęliśmy i to bardzo. Kiedy, zakończył błądzić językiem w moich ustach najechał wargami na moją szyję, zasycając ją lekko.
-Lou, chodźmy do domu, błagam.- jęknęłam kiedy jego twarz zaczęła schodzić bardziej w dół.Od razu zatrzymał swoje usta na środku szyi, po czym popatrzył w moje oczy. Uśmiechnął się tak, że na moim ciele przebiegły ciarki. Złapał mnie za dłoń po czym zaczęliśmy biec w stronę mojego domu.
Stanęłam przed drzwiami, czekając aż w końcu otworzy drzwi. Patrzyłam z pożądaniem na jego postać. Podniosłam wzrok kiedy poczułam jak wpatruje się we mnie. Uśmiechnął się łagodnie, po czym przygniótł mnie do drzwi. Zdecydowanie widział jaką całe moje ciało przelewa strach.
-Spokojnie słońce, przy mnie zawsze będziesz bezpieczna.- powiedział, po czym wpił swoje usta w moje. Otworzyłam szerzej wargi pożądając bardziej. Wiedząc, że się rozluźniłam, otworzył drzwi po czym oboje weszliśmy do środka ciągle nie odsuwając się od siebie ani na milimetr. W środku oderwaliśmy się od siebie tylko po to abyśmy w spokoju mogli ściągnąć buty. Następnie podszedł do mnie kładąc swoją dłoń na policzku i uśmiechając się delikatnie .
-Nie musimy tego robić.- oznajmił, a ja pokręciłam przecząco głową.
-J..jaa.. chcę.- powiedziałam patrząc na niego. Uśmiechnął się po czym po raz kolejny wpił się w moje usta. Uniósł mnie do góry, gdzie opatuliłam swoje nogi wokół jego talii,]. Następnie przeniósł nas do pokoju, gdzie przy samym brzegu postawił mnie na podłodze. Po chwili poczułam, że moja koszulka podwija się do góry i całkowicie schodzi z mojej postaci. Rzucił ją daleko w kąt, lecz nie była tam długo sama, bo już po chwili dołączyła do niej jego górna część ubrania. Ułożył mnie delikatnie na łóżku, po czym dołączył do mnie przypinając się do mojej szyi. Po dłuższym czasie gdy z moich ust zaczęły wydobywać się ciche jęki przeszedł na dół, gdzie coraz zaczęłam się podniecać. Gdy doszedł do linii spodni moja dolna część była już mokra i oczekiwała więcej, dlatego jedną ręką wplotłam w jego włosy i zaczęłam mocno je ściskać. Usłyszałam tylko warknięcia, wydobywające się od niego, które przyprawiły mnie o śmiech.
-Sam?- usłyszałam nagle głos przy drzwiach. Od razu oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w tamtą stronę. Stała w nich oszołomiona Liz.- Cco.. wy .. robicie ?- dodała zatykając sobie usta rękoma.
-Wyjdź !- krzyknęłam, chowając swoją górę rękoma. Od razu przeprosiła i wyszła.- Czekaj na dole !- wrzasnęłam szybko, po czym wstałam za swoją koszulką. Gdy ją ubrałam poczułam oplatające mnie ramiona.
-Idź ją spłosz.- jęknął mi do ucha.-Dokończymy jak wrócisz.- dodał a ja zarumieniłam się po czym klapnęłam go w ramię.- I to szybko.
/Oczami Liz/
Siedziałam w salonie oszołomiona tym co właśnie zobaczyłam. Jak to Sam i Louis ? Przecież... oni to robili ! Znaczy jeszcze nie, ale byli już prawie nadzy, a Louis.. ugh ! Zapomnij, zapomnij, zapomnij. Boże dlaczego nie zapukałam ?! Dlaczego nie zadzwoniłam do domu ?! Potrząsnęłam głową z nadzieję, że wypadnie mi to z głowy. Na marne.
-Liz ?- usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Sam, która miała już na sobie koszulkę, ale pozostałościami były potargane włosy.- Umm.. coś chciałaś ?- spytała przechodząc i siadając koło mnie.
-Tak.. tylko przez to co zobaczyłam... zapomniałam.- mruknęłam znów widząc przed oczami ten obraz. Brr..- Przez kogoś...
-To sobie przypomnij.- powiedziała szybko zawstydzona wiedząc o co mi chodzi.
-Chciałabym, ale mam taki okropny widok przed sobą.
-Zapomnij !- krzyknęła , a ja aż podskoczyłam.- Nic nie widziałaś.- dodała znużona tym, że podniosła na mnie głos.
-Dobra, nic nie chciałam.- powiedziałam po czym wstałam i zaczęłam się kierować w stronę wyjścia.
-Liz.- usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Sam która stała oparta o framugę .- Jak sobie przypomnisz to zadzwoń, okej?- spytała a ja stanęłam zszokowana. Potaknęłam po czym po prostu wyszłam. Jednak kiedy zamykałam drzwi spojrzałam na nią,
-Miłej nocy.- powiedziałam, po czym się zarumieniła i to mocno.
-My nie będziemy..
-Tak jasne, wmawiaj sobie.- wtrąciłam, po czym z uśmiechem zamknęłam drzwi.
/Oczami Sam/
Moje nogi były bardzo ciężkie, kiedy wlokłam się nimi po schodach, a przed wejściem do pokoju całkiem mi się ugięły. Otworzyłam je i weszłam do środka cicho zamykając je za sobą widząc Louisa leżącego z przymkniętymi oczami. Po cichu wślizgnęłam się do łóżka okrywając cienką warstwą kołdry. Powoli zasypiając poczułam oplatające mnie ramiona. Uśmiechnęłam się, kiedy przy swoim uchu usłyszałam słowo "Kocham cię", a następnie lekkie muśnięcie na policzku.
piątek, 3 maja 2013
Rozdział 18
~ 2 tygodnie później ~
/Oczami Sam/
Za cztery dni rozpoczyna się nowy rok szkolny. Dla mnie, Liz i Megan to już ostatni rok w tej szkole. Następnie studia, a po studiach ? Po studiach każda pójdzie do pracy, i każda założy swoją rodzinę. noo... oprócz Meg, która uważa, że do końca swoje życia nie będzie miała dzieci, a co dopiero męża. Pff.. kocia mama będzie. Uśmiechnęłam się szeroko na myśl jak ona zareaguje, gdy się zakocha i wygram zakład.
Nagle usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają, wyjrzałam zza framugę kuchni i zobaczyłam Rose, która idzie żwawo w moim kierunku.
-Ee... może cześć mi powiesz ?
-Hej.- powiedziała radośnie.
-Co ty taki dobry humorek masz ?
/Oczami Sam/
Za cztery dni rozpoczyna się nowy rok szkolny. Dla mnie, Liz i Megan to już ostatni rok w tej szkole. Następnie studia, a po studiach ? Po studiach każda pójdzie do pracy, i każda założy swoją rodzinę. noo... oprócz Meg, która uważa, że do końca swoje życia nie będzie miała dzieci, a co dopiero męża. Pff.. kocia mama będzie. Uśmiechnęłam się szeroko na myśl jak ona zareaguje, gdy się zakocha i wygram zakład.
Nagle usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają, wyjrzałam zza framugę kuchni i zobaczyłam Rose, która idzie żwawo w moim kierunku.
-Ee... może cześć mi powiesz ?
-Hej.- powiedziała radośnie.
-Co ty taki dobry humorek masz ?
-Pamiętasz może, co dzisiaj jest za dzień? - spytała wesoło
nalewając sobie wody do szklanki.
-Ech... nie, nie przypominam sobie.- powiedziałam wzruszając
ramionami i opierając się o framugę.
-A pamiętasz może, naszą rozmowę, podczas drogi na
zakończenie roku ?
-No tak.. o boże. Zdawałaś dzisiaj na prawko ! - krzyknęłam
otwierając szeroko oczy.
-A no zdawałam, zdawałam.- powiedziała pokazując swoje
ząbki.
-No i co? Zdałaś? Ile jechałaś?- w tym momencie zalałam ją
pytaniami, na co ona się tylko zaśmiała, gdzie nagle wyjęła z torebki małą
kartkę. Podbiegłam i wyrwałam jej jąz rąk.
-Masz maksimum punktów! - krzyknęłam przeglądając po kolei
punkty.
-No tak jakoś.- uśmiechnęła się po raz tysięczny w ciągu
pięciu minut.
-Boże, gratuluję! - znów wrzasnęłam rzucając się jej w
ramiona.- W końcu będę w szkole na czas !- dodałam kiwając nami w paro w lewo.
-No popacz.
-Harry wie? Dziewczyny też?- zapytałam kiedy wyrwałam się z
uścisku.
-Oprócz ciebie jeszcze nikt nie wie.
-Oszalałaś?! Chodź, jedziemy do Evi, miałyśmy po nią
pojechać, tam wszystko im wyjawisz.
-Czekaj czekaj, a Harry ?
-Zadzwonisz do niego po drodze, jak na razie jeszcze ja
prowadzę.
-Okej.
Od razu ściągnęłam ją z blatu i zaciągnęłam do samochodu.
Tam Rose wyjęła telefon i zadzwoniła do swojego lubego, a ja śmiałam się w
momentach kiedy, jej chłopak nie chciał uwierzyć, że właśnie nie całe dwie
godziny jego dziewczyna zdała na prawo jazdy.
*dwa dni później*
/Oczami Liz/
-Jak to nie idziesz po książki?- zapytałam głos w słuchawce.
-Normalnie, źle się czuję, dlatego mam prośbę.- wyjąkała
Sam.
-No jaką niby?
-Kup mi też.- poprosiła cicho.
-No chyba śnisz.- oznajmiłam skruszonym głosem.
-Sam, ja nie śnię, na serio byłabym ci wdzięczna, jakbyś
zaszła do mnie, wzięła ode mnie pieniądze i poszła kupić mi te cholerne
książki.- wyjąkała.
-A Louis ci nie może ?
-Liz, z chęcią, ale nie chcę go wysyłać po błahostkę.
-A mnie możesz wysyłać po tą „błahostkę” ?- spytałam
naciskając na ostatnie słowo.
-Lizzz... no nie gniewaj się, ale jak idziesz po to, to nie
mogłabyś kupić to razy dwa ?
-No nie ? Będzie mi ciężko, nosząc dwa razy tyle niż
powinnam.
-Słońce, błagam.- wyszeptała błagalnym tonem.
-Echh... co ja z tobą mam ?
-Wszystko, wszystko.
-Za dwadzieścia minut będę, przyszykuj się.
-Dziękuję.
-No tak, tak.- powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
Następnie wstałam z krzesła i wyłączyłam laptopa, po czym zaczęłam schodzić na
dół.
-Mamo! Idę po książki, chcesz czegoś w mieście ? –zapytałam.
-Tak, jakbyś mogła, pójdź i kup mi ...
-Mamo, miała powiedzieć nie. – jęknęłam.
-Och, no dobrze, później pójdę.
-Dziękuję.- powiedziałam wywracając oczami.- To pa.- dodałam
biorąc torebkę na ramię.
-No pa, uważaj na siebie.
-Tak, tak, .- oznajmiłam po czym zamknęłam drzwi i zaczęłam
iść do samochodu.
W środku
usadowiłam się na swoim miejscu i zapięłam pas. Następnie włączyłam radio i wsłuchałam się w piosenkę, którą uwielbiałam, a była nią "Lullaby" w wykonaniu Nickeblack. Od razu przekręciłam spustnik na maksimum i pozwoliłam piosence rozgościć się po całym samochodzie.
***
-Tu masz pieniądze, a książki chyba wiesz jakie kupić, tak ?- spytała mnie.
-No tak, masz szczęście, że na serio źle wyglądasz, bo tak zaciągnęłabym cię do tej księgarniani tak czy siak.
-Och, dziękuję, że pozwolisz mi zostać w domu i wyleżeć, tak aby do szkoły pójść zdrowa.- powiedziała z nutką kpiny w głosie.
-Za parę godzin wrócę, masz mieć telefon przy sobie w razie co.- oznajmiłam odchodząc.
-Dobra.- mruknęła, po czym zamknęła drzwi.
W drodze schowałam pieniądze do torebki, a kiedy wsiadłam z powrotem do pojazdu rzuciłam nią na siedzenie koło kierowcy. Następnie odjechałam spod domu Sam i skierowałam się w centrum Londynu.
Podczas stania w korku usłyszałam dzwonek telefonu, od razu sięgnęłam do torebki i wyszukałam w niej małego ustrojstwa. Spojrzałam na wyświetlacz i zmarszczyłam brwi. Dałam szybko zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Co zapomniałaś? - spytałam głucho.
-Ehmm Liz, no bo ten teges, miałabym prośbę.
-Dobra, dajesz, byleby szybko.- oznajmiłam, po czym skierowałam auto trochę w przód.
-No bo wiesz, na tegoroczne zajęcia dopisałam się na hiszpański.
-I co to ma z tym wspólnego? - dopytałam się unosząc do góry brwi.
-No bo potrzebowałabym jeszcze jednej książki plus ćwiczenia.- wystukała szybko i niewinnie.
-Ugh ! Samantho ! Mam ci czymś mocnym przywalić do tego łba ?
-Nie, przepraszam, ale naprawdę byłabym najszczęśliwszym człowiekiem, kiedy kupiłabyś mi ten zestaw.
-Ehh..- westchnęłam po chwili.- No dobra, wyślij mi nazwę to ci kupię, tylko pamiętaj, następnym razem nie mocz się z Louisem do północy w zimnej wodzie, a potem nie zajadajcie lodów.
-No przepraszam, lato jest.
-Lato odchodzi, to wasze zabawy powinny się też skończyć.- powiedziałam po czym się rozłączyłam. Spojrzałam w przód, a widząc ile czasu zostało mi do wyjścia załamałam się nerwowo uderzając głową o kierownicę, gdzie spowodowałam, że auto wydało głos. Od razu poderwałam się i schowałam głowę głęboko w dół.
-Sto dwadzieścia funtów poproszę.- powiedziała uprzejmie kasjerka. Od razu podałam kobiecie banknot i z uśmiechem odeszłam od lady. Znaczy ledwo odeszłam od lady. Kiedy oddałam wózek z książkami moje ręce musiały unieść kilogramowe książki. Mącąc lewą na prawą nogę próbowałam przedostać się do wyjścia księgarni, jednakże duży tłum zakłócał mi postanowienie. Nie dbali o innego człowieka, dlatego rozpychali się tylko po to aby dojść jak najszybciej do swoich planowanych zakupów. I właśnie w ten jeden sposób, trafił na mnie, nie powiem, że był on chudy, mężczyzna, który wepchnął się koło mnie, przez co straciłam panowanie nad sobą. Książki zaczęły mi wypadać, a już po chwili całkiem opadły na podłogę, zresztą tak samo stało się ze mną. Leżałam na podłodze odgarniając włosy z czoła, gdzie nagle usłyszałam za sobą śmiech. Od razu odwróciłam głowę i ujrzałam wysokiego mężczyznę. Widząc, że mierzę wzrokiem każdy centymetr jego ciała przestał się śmiać i podał mi rękę.
-Może pomóc ?- powiedział.
-Sama sobie pomogę.- szepnęłam wstając samodzielnie i otrzepując z siebie brud, który był na podłodze. Następnie schyliłam się po książki, ale one dawały znać o swoim uporze i za nic nie chciały ze mną współgrać.
-Może jednak ?- znów usłyszałam ten głos, a po chwili, że klęka przy mnie. Odwróciłam się w jego stronę i ujrzałam jego zielone tęczówki, które wchłonęły w moje ciało. Chwilę potem natychmiastowo spuściłam wzrok i zaczęłam znowu zbierać książki z rumieńcami na twarzy. Tajemniczy chłopak pomógł mi i wziął pół książek ze wszystkich. Chciałam mu je zabrać, ale odsunął się do tyłu.
-Dziękuję za pomoc, ale już sobie poradzę, nie daleko mam do samochodu.
-Och, nie będzie się pani nadwyrężać. Niech pani wskaże auto, a ja zaprowadzę te zakupione rzeczy pod niego.
-Och, dziękuję, ale chyba nie jestem tak stara jak się wydaję. Jestem Liz. - powiedziałam kierując na przód. - A... pan ?
-Czy ja też wyglądam tak staro ? Leo jestem- powiedział z uśmiechem. Zresztą uśmiech nie schodził mu dopóki nie dotarliśmy pod sam samochód. Chwilę rozmawialiśmy przy nim, aż w końcu pożegnałam się i odeszłam wchodząc do samochodu i odjeżdżając z parkingu .
Subskrybuj:
Posty (Atom)