czwartek, 8 listopada 2012

Rozdział 13

                                                          ~Oczami Liz~
    
           Siedzieliśmy wszyscy zmęczeni zabawą gdy nagle poderwała się  Rossie.
-Zaraz przyjdę.- oznajmiła Rossie.
-Pójdę z tobą.- zaproponował Harry i ruszył za nią.   
Spojrzałam na Megan, ale ona jedynie utkwiła wzrok w drzwiach. To wydawało mi się bardzo podejrzane. Obydwoje od kilku dni zachowywali się dość dziwnie, ale czuję się tak jakbym tylko ja to zauważyła.
-Czy oni ten . . . no wiesz . . .- zapytałam Sam, która przytulała się do Louisa.
-Nie no co ty.- pokręciła znacząco głową i spuściła swój wzrok na swojego chłopaka.
-Tak, na pewno.- powiedziałam sama do siebie.- Pójdę już.
-Tak szybko?- zapytała Megan.
-Tak. . .  muszę zadzwonić jeszcze do mamy.- wstałam i wyszłam z pokoju .
                                                  
                                                            ~Oczami Sam~

-Ona coś podejrzewa-powiedział Louis, gdy reszta poszła na parkiet.
-Cicho. Mogą nas usłyszeć.- wtedy mnie olśniło. Ona na pewno nie poszła do swojego pokoju, więc muszę za nią pójść..- oznajmiłam p o czym wstałam i wyszłam w poszukiwaniu Liz.
                                                          
                                                              ~Oczami Liz~

Przecież oni muszą tu gdzieś przecież być, powtarzałam sobie w myślach. A jak się tylko dowiem to . . . ugh. Biegłam coraz szybciej podtrzymując sukienkę, ponieważ zbyt wysoko podwiewała. Nagle poczułam, że ktoś mnie obserwuje, dlatego obróciłam się nerwowo, lecz nikogo tam nie było. Znów się odwróciłam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę holu. Tam skręciłam za recepcję i weszłam do przedsionka. Tam wyjrzałam zza ściany i nikogo nie było ! Więc cofnęłam się się i biegłam w stronę schodów gdy nagle zauważyłam tulące się znane mi dwie sylwetki. Od razu cofnęłam się, tak cicho jak się tylko mogłam i dostałam się na górę przy pomocy windy. Następnie zapukałam do pokoju chłopaków.
-Tak?- krzyknął Niall, a po chwili otworzył.
-Są jeszcze dziewczyny?- spytałam.
-Nie, poszły przed chwilą.
-Aha, a Sam?- dopytałam się.
-Też nie ma, poszła z Louisem.
-Aa. . . dobra, dzięki, dobranoc.- powiedziałam a następnie skierowałam się do pokoju, gdzie prosto pomaszerowałam do łazienki, a następnie do łóżka. A gdy już słodko spałam obudziła mnie Megan.
-Czy masz ochotę się zabawić?- spytała.
-Zależy w co. . . -mruknęłam.
-Chodź to zobaczysz.- powiedziała tajemniczo, a ja głupia się zgodziłam. 

                                                          
                                                            ~Oczami Sam~

Obudziły mnie odgłosy dochodzące z salonu. Usiadłam i zapaliłam lampkę nocną.
-Louis.-szepnęłam szturchając go.-ktoś krzyczy w salonie.-wyjaśniłam na co natychmiastowo wstał.-Nie zostawiaj mnie samej!-pisnęłam a on jedynie westchnął wyciągając w moją stronę rękę. Chwyciłam się jej a następnie skryłam za jego plecami. Wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę salonu. Odetchnęłam z ulgą widząc że to tylko Megan z Liz grają w fifę. Czekaj, co?!
-Co wy tu robicie? -wykrzyknęłyśmy jednocześnie z Rossie, która także wychodziła ze swojego pokoju.
-Gramy. Nie widać? -spytała sarkastycznie Meg.
-Taa.. Widać . ALE DLACZEGO W ŚRODKU NOCY?- krzyknęła na cały głos zdenerwowana Rose.
-Dobra.... chodź Megan . One nas tu nie chcą.-powiedziała z oburzeniem i żalem Liz. Zrobiło mi się trochę z tego powodu smutno, i gdy Lou objął mnie ramieniem gdy wracaliśmy do naszego pokoju zrobiło mi się jeszcze gorzej.
-Ej.. Mała , co się stało?-spytał gdy położyłam się na drugim końcu łóżka. Jednak on przybliżył się do mnie, bo czułam jego oddech nad uchem.
-Nie... -westchnęłam.
-Jesteś tego pewna?-mówił obracając mnie do pozycji, której używałam na co dzień, czyli tuląc się do niego.
-Tak..-znów westchnęłam.-Albo nie.-dodałam po chwili.
-To mi powiedz. Wyżal się.-szepnął do ucha.-po to tu jestem. -dodał.
-Boję się o naszą przyjaźń z dziewczynami. -wydusiłam. -Od kiedy jesteśmy w Paryżu wszystko się zmieniło. Od pierwszego dnia , kiedy nie wierzyłam że tu jesteście, a potem ta winda, mecz... wyprowadzka. Wszystko się zmieniło, myślę że gdyby mój ojciec wybrał ten drugi hotel i byśmy was nie poznały, to te wakacje byłyby inne, normalne.
-Czyli żałujesz że te losy potoczyły się tak, a nie inaczej?-spytał cicho.
-Nie... Oczywiście że nie.-westchnęłam , wiedząc że najprawdopodobniej go uraziłam. -Tylko po prostu chcę aby one.. zrozumiały, że ja jestem z tobą i że cię kocham, a gdy nadejdzie odpowiedni czas że Rossie kocha Harrego.
-Zobaczysz, wszystko się ułoży-mówił głaszcząc moje włosy.
-Oby .-mruknęłam. Następnie przymknęłam powieki, a po chwili zasnęłam.

                                                          ~Dwa dni później~

Siedzieliśmy wszyscy w pokoju i oglądaliśmy horror pt. "Śmierć się śmieje", gdzie co chwilę coraz bardziej wtulałam się w Louisa, a zwłaszcza, kiedy dziewczyny nie oszczędzały pisków.
-Aaa !- wybuchnęły kolejny raz w ciągu minuty.
-Możecie się w końcu uspokoić ?!- warknęła Rossie.
 Posłuszne, do końca filmu już nie pisnęły ani razu, a powodem mogło być, że ten film trwał jeszcze z dziesięć minut, a drugim powodem mogło być, że już nie było nic strasznego.
-Idziemy?- spytała nagle Liz.
-Tak.- oznajmiła Megan i już gdy mialy wychodzić przypomniała mi się jedna rzecz.
-Czekajcie!- zatrzymałam je.- Chciałybyście iść na finał gdzie są najbliższe miejsca do bramkarza?- spytał machając przed nimi trzema biletami.
-Ty się jeszcze pytasz?! - wykrzyczała Liz podbiegając do mnie i biorąc do ręki jeden z biletów.
-Tylko jest małe "ale".- wtrącił się Niall.
-Jakie "ale"? -spytała podejrzliwie Megan.
-Będziecie musiały siedzieć z nami.
-To nie dziękujemy. - powiedziała Liz oddając bilet.
-Czyli mamy rozumieć, że znowu z nami nie idziecie?- spytała Evelin, a na jej twarzy pojawił się grymas.
-Jak zawsze.- odparła Liz i ruszyła w stronę wyjścia.
Znowu się zaczyna, pomyślałam od razu, ale jednak przy tym zrozumiałam je.
-Co znowu wam się nie podoba?- zapytał Zayn.- może udajmy, że wcale się nie poznałyśmy, może wtedy będzie łatwiej?
-Najlepiej by tak było.- warknęła Liz.
-A dlaczego nie możecie być jak inne dziewczyny.- dodał po chwili Zayn.
-Czyli, że mamy was kochać, uwielbiać i tym podobne?!- powiedziała Evi.- Dlatego, że jesteś sławni i macie kupe forsy?! Zapomnij.
-Nie, ciągle coś wam nie pasuje! Ciągle się nas czepiacie.- wykrzyknął po chwili Zayn.
-STOP !- wykrzyknęłam w końcu.- Nie możecie się polubić? - spytałam oby dwie grupy.- Wiem, że nie tak miało wyglądać wasze wymarzone Euro...- zwróciłam się do dziewczyn-..., ale sorry, każdy ma swoje marzenia i każdy chce je spełnić, a właśnie teraz dzięki nim...- wskazałam na chłopaków.- ...a najbardziej dzięki niemu...- wskazałam oczywiście na Louisa-...ale jak zauważyłam zawsze musi się coś zepsuć, aby je spełnić. Wiem że ich tu nie powinno być, a my byłybyśmy na meczu, albo zwiedzalibyśmy Paryż.
-Tak, właśnie ich tu nie powinno być.- wskazała na nich.- Miałyśmy spędzać wspólnie czas, a nie na jakiś ruski rok, a siedzicie tu jak jakieś zakalce.
-Siedzimy tu, bo to jest nasz wspólny lokal, a nikt przecież wam nie zakazuje tu siedzieć z nami! Ale czekaj...- zamyśliłam się.- ... wy myślicie, że nie zwracamy na was uwagi , prawda?- spytałam po chwili wiedząc co one właśnie teraz czują. Poczułam nalatujące krople łez.
-Nie powinnyście się wtrącać, gdyby nie my, nie mieliby gdzie spać.- wtrącił lekko spóźniony Niall.
-Nie zapominajmy, kto te zwierzęta wpuścił.- mruknęła Evi.
-No, a kto się wkradł do naszego pokoju?- zapytał nagle Louis. Wtedy poczułam jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce. Jednak nikt na te pytanie nie odpowiedział, ponieważ dziewczyny zachowały się jak przyjaciółki i to prawdziwe.
-To ja.- wydusiłam z siebie po dłuższej chwili. Wszystkie oczy były skierowane w moją stronę, a ja chciałam zapaść się pod ziemię.
-Co?- wykrzyczał zdziwiony Liam.
-Wkradłam się, aby wziąść bluzkę Louisa, a przy tym pomagała mi Rossie, a dziewczyny stały na czatach.- wytłumaczyłam.
Wtedy każdy zaczął patrzeć na drugą osobę, a ja miałam cichą nadzieję, że Lou tego nie słyszał.
-No to sorry, że wypuściłem wasze zwierzęta.- wtrącił się Zayn.
-Nie, my też zachowałyśmy się nie fair. Jesteśmy przyjaciółkami, a nawet przez chwilę nie gadaliśmy o waszych chłopakach.- powiedziała Liz i podbiegła do mnie, aby mnie przytulić.- Przepraszam.- dodała.
-Ale my z Harrym nie . . .- jąkała się Rossie.
-Widziałam.- odparła Liz.
-Serio, nic nie było.- ciągnęła.
-To co idziecie teraz z nami na mecz?- przerwał Harry, aby zmienić temat.
-Jasne.- powiedziała Megan i każda wzięła po jednym bilecie.
                                                      (kilka godzin później)
-Nudzi mi się- odparłam siedząc na  kanapie.
-To co, mecz?- spytał Niall.
-Film?- dodał Liam
-Chowany!- wykrzyknął Louis.
-Najstarszy kryje!- wrzasnęła Rossie, na co on wybuchł śmiechem, ale zgodził się.
-A mogę z jakąś dziewczynę?  - zapytał.
-Z jakąś masz na myśli naszą Samanthę ?- zapytała Liz, a ja z wielkimi oczammmi popatrzylam na nią, a ona jedynie mnie popchnęła w jego stronę.
-Tak!- wykrzyknął i objął mnie, a mnie w jednej sekundzie wzięła ulga, że może tym wybrykiem bardzo się nie przejął. Oni wybiegli a my "zaczęliśmy" liczyć do 100 . . .
-Louis.-wybełkotałam po minucie, gdy wszyscy już wyszli.
-Hm?-spytał szukając czegoś w szafkach.
-Jesteś zły?
-Nie. -odparł stanowczo.- A dlaczego miałbym być zły? -dodał spoglądając na mnie.
-Za to że wkradam się do was i zabrałam twoją koszulkę. -zrobiłam smutną minę . Natomiast on odszedł od blatu tak aby teraz stać przede mną  . Złapał mnie za podbródek i uniósł moją twarz tak abym patrzyła prosto na niego. Jednak i tak próbowałam odwrócić wzrok.
-Spójrz na mnie. -powiedział w końcu. Posłusznie to zrobiłam .-Nie jetem zły za to co zrobiłaś. Jestem wręcz szczęśliwy.-uśmiechnął się.
-Szczęśliwy? -spytałam zdziwiona.-Dlaczego?
-Bo myślimy tak samo.
-Jak to ?
-Chodź to zobaczysz.-złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę naszego pokoju. Tam wyciągnął ze swojej komody moją ulubioną koszulkę z flagą Wielkiej Brytanii.
-Och.
-Wziąłem ją tego samego dnia, gdy pierwszy raz ze sobą rozmawialiśmy. Byłem wtedy w waszym mieszkaniu. Nie mogłem się oprzeć. -Uśmiechnął się niewinnie, a ja po chwili rzuciłam się na niego.
-To co idziemy ich w końcu szukać?-spytał po pięciu minutach .
                                                                  /Tymczasem/
                                                               ~Oczami Megan~
Biegłam razem z Evelin i Liz przed siebie. Zabawa w chowanego? w hotelu? Szaleństwo, pomyślałam. Dobiegłyśmy do schowka, a dziewczyny pomyślały o tym co ja, bo wszystkie rzuciły się na klamkę.
-Szlak, zamknięte.- powiedziała ze zdenerwowaniem Evi. Nagle klamka się poruszyły i zobaczyłam Nialla z Liamem.
-Wchodźcie!- powiedzieli razem. Od razu weszłam i usiadłam na jakimś wiaderku koło Evi, a Liz stała oparta o drzwi.
-No naprawdę będą głupi, jak tu nie przyjdą.- zaśmiał się blondyn.
-Są jeszcze rury.- zażartowałam.- Gdzie Harry, Zayn i Rossie?- dodałam.
-Nie wiem gdzie Zayn, ale  zakładam, że Rossie jest z Harrym.- powiedziała Liz i wszycy zaczęli się śmiać. No to sobie poczekamy- pomyślałam.
                  
                                                            /godzinę później/
-Cii . . . -uciszył na Liam, chociaż i tak nikt się nie odzywał- Idą.- dodał szeptem.
Usłyszałam jak się zbliżają i łapią za klamkę.
-Tutaj ich na pewno nie ma.- stwierdził Louis.
-Czy on zawsze jest taki głupi?- zapytała z sarkazmem Liz, na co Evi ją szturchnęła.
A gdy już nie było ich słychać wyszliśmy i od razu skierowaliśmy sie w stronę schodów. Biegłam jako pierwsza, więc gdy wybiegaliśmy zza zakrętu zobaczyć, czy aby wszyscy za mną biegną, gdy nagle . . .
-Ałł . . .- usłyszałam jak Rose syknęła.
-Jak wybiegacie zza ściany patrzcie dobrze czy aby na pewno nikogo nie ma!- burknął Harry i podniósł leżącą obok mnie dziewczynę.
-Biegnijmy się zaklepać póki czas!- wykrzyknęłam i wszyscy znów zaczęli biec. Gdy otworzyłam drzwi każdy się zaklepał, a gdy doszliśmy do kuchni zauważyliśmy Zayna koło kuchenki.
-Gdzie ty byłeś?- spytał zasapany Liam.
-W swojej sypialni. Gołąbeczki nie wpadły na pomysł przeszukania tego lokalu.
Usiedliśmy i każdy dostał po szklance z wodą, a po pół godzinie wrócił Louis i Sam.
-Wszyscy już tutaj?- spytali ze zdziwieniem, a my pokiwaliśmy głową.
                                                      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K