/Oczami Sam/
Leniwie otworzyłam oczy, po czym skierowałam głowę na bok, aby zobaczyć kogoś, co na samą myśl na mojej twarzy pojawia się uśmiech, jednak po wielkiej pewności jego nie było. Dlatego po dłuższej chwili postanowiłam zwleczeć się z łóżka i pomaszerować do chłopaków. Jednak gdy przekroczyłam próg zastał mnie szok. Nie było nikogo w kuchni, jak i w salonie, więc po minucie zastanowienia postanowiłam zajrzeć do każdych z pokoi. Na marne, każdy był pusty. Z zawiedzioną miną poszłam do kuchni, gdy od razu wzięłam szklankę i nalałam do niej czystej wody. Pijąc zauważyłam na blacie marchewkę, a pod nią karteczkę. Sięgłam po nią i od razu rozpoznałam charakter pisma mojego Tommo.
"Sam . . .
Razem z chłopakami i Rose poszliśmy do sklepu. Wrócimy za jakieś 2 godziny. Jak coś dziewczyn nie ma, poszły się wkraść do drużyny hiszpańskiej.
Tommo xoxo
PS . Jak to przeczytasz szybko do mnie zadzwoń ! ;* "
Z uśmiechem czytałam jego list, lecz gdy dotarła do mnie po chwili jedna wiadomość, moje oczy prawie wyszły z orbit. DZIEWCZYNY POSZŁY SIĘ WKRAŚĆ DO DRUŻYNY HISZPAŃSKIEJ ?! Chyba zwariowały. Już po chwili biegłam do mojego i Louisa pokoju po telefon. A już po sekundzie wybrałam numer do Liz i naciskałam przycisk "połącz". Już po dwóch sygnałach usłyszałam znajomy głos.
-Czego chcesz?!- szepnęła ze złością.
-Co wy do jasnej ciasnej robicie ?!!- wykrzyczałam na cały głos.
-Nie drzyj się, słychać w wentylatorach wszystko.
-W wentylatorach ?! Oszalałyście?! Rozumiem, lubicie Hiszpanie, ale żeby wkradać się ?!
-I mówi to dziewczyna, która wkradła się po głupią koszulkę geja.- mruknęła.
-Tak, geja, szkoda tylko, że Louis ze mną chodzi!- krzyknęłam po raz kolejny.
-Dobra, dobra, uspokój się. Muszę kończyć, to ten pokój. Nara !- i rozłączyła się. A ja przez jakiś czas stałam jak zamurowana.
-Z kim ja się zadaję ?- spytałam podnosząc do góry głowę, jednak już po chwili oprzytomniałam i zgodnie z rozkazem Louisa, pomaszerowałam do salonu, gdzie do niego zadzwoniłam.
/Oczami Liz/
Gdy telefon włożyłam z powrotem do kieszeni, dotarłam do Evi i Megan, które już otaczały wejście do odpowiedniego pokoju.
-No dobra, ale co im powiemy?- szepnęła Liz.
-Eeee... że szukałyśmy naszego pilota.- wymyśliłam.
-Tak... w ich pokoju!- warknęła Evi
-No nie wejdą.
-Na ile jesteś pewna?- spytały oby dwie.
-Na 99,9 %- odpowiedziałam.
-Miejmy nadzieję.- mruknęła Evi po czym wyjęła siatkę i każda po kolei zaczęła schodzić. Gdy już dotykałam palcami podłogę miałam ochotę zwariować. A co jeżeli padła tu noga no nie wiem Casillasa ?, właśnie takie pytanie padło mi na myśl, dlatego gdy odeszłam parę kroków od drabiny skoczyłam ze szczęścia, lecz gdy opadłam znów zauważyłam to co pragnęłam,a były to święte rękawiczki bramkarza. Podbiegłam do nich i od razu, ale bardzo powoli dotknęłam ich.
-Oł maj gaszzzzz.....- wyszpetałam, a już po chwili stanęła koło mnie Megan.
-Bożeee to rękawiczki Casillasa !- wykrzyknęła, po czym dostała ode mnie w łeb.
-Ciszej !
-Ałłłł.. dobra, ale nie musiałaś tak mocno.- mruknęła, po czym odeszła, a ja ciągle gapiłam się w święte rękawiczki. Miałam taką wielkąą ochotę je wziąć, jednak wiedziałam, że dzisiaj będą mu bardzo potrzebne, dlatego, otworzyłam pierwszą szufladę i zauważyłam inne pary, którą jedną oczywiście wzięłam i schowałam do tylnej kieszeni. Wtedy Megan mnie cicho zawołała. Oczywiście podeszłam do niej.
-Co znalazłaś?- spytałam.
-To.- pokazała mi na małą maskotkę.
-Czy to nie jest ... -nie mogłam wydusić ani jednego słowa.
-Tak, to jest najprawdopodobniej zabawka córki Iniesty.
- . . . - nic nie mogłam wypowiedzieć.
-Dziewczyny musimy zmykać !- wrzasnęła cicho Evi.
-Dlaczego?- wyszeptałam.
-Bo ktoś otwiera pokój!- wtedy oby dwie się zerwałyśmy i pobiegłyśmy do naszej drabinki, gdzie pierw Megan zaczęła się wspinać, a potem ja. Cudem, udało nam się w ostatniej chwili wyjąć drabinę i zamknąć siatkę. Następnie zaczęliśmy wracać powoli do wyjścia.
/po 20 min/
-Kurze łapki! -zawołała Megan.
-Co jest ?- spytałam.
-Zostawiłam! - wykrzyknęła.
-Co zostawiłaś ?- spytałam z podjerzeniem.
- . . .
-Co zostawiłaś ?- nacisnęłam.
-Mój zeszyt na autografy !- jęknęła, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Bosz. już mnie wystraszyłaś.- mruknęłam, złapałam ją za nadgarstek i pociągnęłam, tak, że już po chwili dogoniłyśmy Evi.
-Ale.. ale! - zawołała za mną.
-Jezu, kupisz sobie nowy.
-Ale tam miałam Nicki Minaj! - powiedziała rozpaczona.
-Marudo! Kupię ci nowy i załatwię lepsze autografy od piątki gejów, okej ?- spytalam.
-Okej.- na jej twrzy pojawił się zaciesz dlatego już po chwili mogliśmy skierować się na stadion, choć do meczu zostało jeszcze równe 5 godzin.
/Oczami Sam/
-Dobra, czyli tak: mam wziąć tą koszulkę, ten szalik i tą trąbkę? -spytałam Nialla, który szperał w rzeczach koloru Hiszapni, gdzie dziś kupili.
-Tak, a to, to.. to ... to . .. i to, ... oo to... to i to dla tamtych się weźmie.- dodał.
-Okej to ja idę się przebrać.- mruknęłam po czym wzięłam te rzeczy i ruszyłam do łazienki. Tam posłusznie ubrałam to co kazał nam szef, a po chwili malowałam swoje policzki na czerwono- żółto- czerwono. Następnie rozpuściłam włosy i wyszłam z łazienki, aby udostępnić ją Harremu.
/30 min później/
Dobra, dopiero co usiedliśmy na swoich miejscach a już słyszę zakłady Nialla i Liz dotyczące meczu.
-Dobra, mamy umówione kto wygra, teraz tylko iloma punktami. Max 5.
-Okejj, czyli ja, że Hiszpania wygra i że 5:1.- zakomunikowała Liz.
-Dobra, choć dałem, że Włochy wygrają, bo nic innego mi nie pozostało to, że 3:2 dla Hiszpani.- mruknął.
-Dobra, Sam przetnij.
-Ja?- spytałam udając, że ich nie podsłuchiwałam.
-Tak, ty słyszałaś, więc przecinasz.
-Noo . . . okej.- zrobiłam to co mi kazała, a już po chwili zaczęłam gadać z Louisem.
/3 godziny później/
-OCZAMI MECZU-
Tym razem już po pierwszej
połowie obrońcy trofeum prowadzili 2:0. Podopieczni Del Bosque (Hiszpania) od
początku spotkania ruszyli do ataku, a ponad 10 tysięcy kibiców
hiszpańskich na trybunach Stadionu Olimpijskiego nie musiało czekać
długo na efekty.W 10. minucie po kombinacyjnej akcji Cesca
Fabregasa i Xaviego ten drugi strzelił mocno tuż zza pola karnego
(minimalnie nad poprzeczką). Cztery minuty później Gianluigi Buffon
musiał wyciągać już piłkę z siatki. Po rajdzie i dośrodkowaniu Fabregasa
do piłki wyskoczył jeden z najniższych na boisku David Silva, który
uderzeniem głową posłał piłkę pod poprzeczkę.Od tego momentu
Włosi próbowali przejąć inicjatywę na boisku, ale to Hiszpanie wciąż
sprawiali lepsze wrażenie. Podopieczni Cesare Prandellego szukali swojej
szansy w strzałach z dystansu, jednak trafiali wprost w Ikera Casillasa
- np. Cassano.Hiszpanie nie mieli takich problemów ze
skutecznością. W 41. minucie Xavi podał do rozpędzonego Jordiego Alby, a
lewy obrońca Valencii (wkrótce przejdzie za 14 mln euro do Barcelony) w
sytuacji sam na sam bez problemów pokonał Buffona.Po przerwie
na boisku pojawił się Antonio Di Natale (w miejsce Cassano), który w
meczu grupowym strzelił Hiszpanom gola. Tym razem miał szansę już chwilę
po wejściu na murawę, ale w znakomitej sytuacji trafił w Casillasa.Do
końca spotkania Włosi nie stworzyli już dogodnych sytuacji. Na dodatek
od 61. minuty musieli grać w dziesiątkę, gdy kontuzji doznał Thiago
Motta, wprowadzony na boisko... pięć minut wcześniej. Osłabiona Italia
oddała zupełnie inicjatywę przeciwnikowi, który spokojnie kontrolował
sytuację na boisku.W końcówce spotkania padły kolejne gole dla
Hiszpanów. W 84. minucie wynik na 3:0 podwyższył rezerwowy Fernando
Torres, zdobywając swoją trzecią bramkę w turnieju. Krótko potem ten sam
zawodnik asystował przy trafieniu innego z rezerwowych, Juana Maty.W całej imprezie Hiszpanie
stracili tylko jedną bramkę, a Casillas pozostał niepokonany przez 509
minut, co jest rekordem mistrzostw Starego Kontynentu. W niedzielę po
raz pierwszy w historii pokonali Włochów w regulaminowym czasie na dużym
turnieju. Zostali również pierwszą drużyną, która zdobyła cztery bramki
w finale Euro.
/Oczami Megan/
Przez cały wieczór Liz była uradowana, ponieważ Hiszpania wygrała i wygrała dwa zakłady z Niallem. Za karę musiał pójść do recepcji i poprosić, aby uciszono pokój obok (nie o nas mowa), ponieważ są za głośni. A ich sąsiadami byli starzy dziadkowie, którzy prawie cały czas nie ma w pokoju. Jaja na maxa. Jednak ja jestem zwiedziona. Zostawiłam swój zeszyt, gdzie miałam przeróżne autografy gwiazd, ale jak mi obiecała Liz założy mi nowy, a pierwszym autografem będzie właśnie jej podpis, a następnie pięć podpisów przygłupów. Chociaż tyle, mruknęłam to siebie.
haha ,śmieszny
OdpowiedzUsuńnie ma to jak skopiować relacje z meczu z internetu. fajny rozdział .
OdpowiedzUsuńDokładnie nie skopiowałam, ale gdybym pisała to w czasie gdy odbył się finał, to na pewno sama bym go opisała ;p
UsuńMrs.Tomlinson
http://opowiadaniaoonedirectionxd.blogspot.com/ - pokomentujesz, polecisz, wpadniesz ? ; > Z góry dziękuję <3.
OdpowiedzUsuń