niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 16

                                                                /Oczami Sam/
Za trzy dni wyjeżdżam do Polski, a co w tym czasie będę robić? Będę siedzieć na bezsensownym biwaku w środku lasu z dziewczynami ! Nie dość, że planują zostać tam na calusie dwa dni to jeszcze nie pozwoliły zabrać mi Louisa, a Rose Harrego, bo cytując dziewczyny ''jest to babski wypad''. Dlatego właśnie teraz pakuję się, a pomaga mi w tym mój chłopak.
-Wiesz co?- spytał nagle.
-Hmm...?-zawtórowałam odwracając się w jego stronę.
-Boję się tych plakatów.- powiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem.- I to wcale nie jest śmieszne !- dodał, a ja zaśmiałam się jeszcze głośniej.
-Żebyś ty zobaczył mój pokój w Polsce.- powiedziałam zaraz po tym jak się trochę uspokoiłam.
-Właśnie co o Polski...- zaczął.
-Nie.- oznajmiłam stanowczo, zamykając torbę.
-Ale dlaczego?- jęknął.
-Może dlatego, że w tym czasie będziesz w Japonii ?- powiedziałam wychodząc z pokoju, a następnie schodząc na dół .
-Chłopaki dadzą sobie radę beze mnie.
-Louis mówiliśmy o tym, prawda ?
-Prawda.- mruknął zawiedziony.
-Więc nie marudź.- powiedziałam biorąc do ręki ciastko.
-Jak mam nie marudzić, jak nie będziemy się widzieć przez trzy tygodnie.?
-Histeryzujesz, minie jak hmmm, minie jak jakaś wasza piosenka.- powiedziałam zjadając ciasteczko, po czym dopiłam sok. Następnie podeszłam do chłopaka, pocałowałam na pożegnanie i zaczęłam wychodzić, gdy nagle poczułam uchwyt na ręce, tak ,że po chwili znów stałam w stronę Louisa.
-Pamiętaj tylko to, że cię kocham i jeden sms lub telefon a już będę wsiadać do samochodu i jade do ciebie.
-Okej, więc pamiętaj, że też cię kocham i dobrze, będę pamiętać. -uśmiechnęłam się, po czym po raz ostatni mnie pocałował i po równej chwili wyszłam słysząc jedyne ''uważaj na drodze''.


                                                            /Oczami Rose/
Po raz ostatni spojrzałam z uśmiechem na mojego loczusia, po czym odjechał, a ja podeszłam do dziewczyn.
-Gdzie jest Sam ?- spytałam wesoło.
-Skąd mam wiedzieć?-zaczęła Liz.- Zapewne zabawia się ze swoim chłopaczkiem, pedałem.- powiedziała równie z uśmiechem.
-Ahaa...okejj,,,,, też tak mówicie gdy się spóźniam ?- spytałam przechylając głowę na bok.
-Możeee...- powiedziały po czym od razu zmieniły temat na temat jakiegoś meczu, dlatego ja odwróciłam się w stronę ulicy, gdzie powinna jechać nią Sam. Nie myliłam się, bo już po niecałych pięciu minutach wyjechało zza zakrętu czarne audi.
-Patrzcie, jedzie.- powiedziałam po czym znów odwróciłam się w stronę dziewczyn.
-No w końcu.- powiedziałam Liz kiedy koło nas stanęło auto, a z niego wynurzyła się brunetka.
-Przepraszam, musiałam jeszcze coś Louisowi wyjaśnić.
-Bla, bla.. Louis to, Louis tamto.- jęknęła Evi biorąc swoje walizki i wsiadając do auta.
-No dobra, nic nie mówiłam.- mruknęła kiwając głową.- Wsiadajcie i jedziemy.- dodała, po czym wróciła na swoje miejsce. Posłusznie wzięłam torbę i usiadłam na miejscu koło kierowcy od razu sięgając do radia.
-Tylko nie jeden de.- ostrzegła mnie Meg.
-No niby czemu ?!- oburzyłam się i spojrzałam na Sam, która tylko wywróciła oczami.
-Eee.... bo może ich nie chcemy słuchać ?- oznajmiłam Evi i już chciałam coś dogryźć, gdyby nie Sam.
- Daj spokój, Rose. Wiesz, że nie wygramy.
Spojrzałam na nią ostatni raz, i włączyłam zwykłą stację radiową, po czym oparłam głowę o drzwi i patrzyłam na przemijające nas domy i parki.

                                                              /Trzy godziny później/
-Jejkuu... ten korek ciągnie się ponad półtorej godziny, a gdyby nie one byłybyśmy już na miejscu...- mruknęła Liz.
-Wam bynajmniej nie chce się do toalety.- powiedziałam rozpaczona.
-Ostrzegałam cię.- powiedziała Evi.
-No ale nie wiedziałam, że będą aż takie długie ! - jęknęłam czując, że z każdą chwilą mój pęcherz staje się cięższy.
-Nie marudź, jesteśmy coraz bliżej końca tego korkociągu.- pocieszyła mnie Sam.
-Bogu dzięki ! - krzyknęłam po czym wszystkie poszły w śmiech, jednak po dziesięciu minutach miłej atmosfery wszystko znów się zepsuło.
-Sam.... czemu Louis z nami nie jedzie ?- jęknęła Liz.
-Bo jak sama powiedziałaś, to jest tylko i wyłącznie babski wypad.
-No, a Louis to nie baba ?- spytała Evi po czym oczywiście zaśmiałyśmy się, oprócz naszej Samanthy.
-Pozostawiam to bez komentarza.- mruknęła mocniej zaciskając ręce na kierownicy.
-No ale czemu Louis nie jedzie ?- ciągnęła dalej Liz.
-BO ON NIE JEST BABĄ ! - wrzasnęła.- A teraz zamknij się i siedź cicho dopóki nie dojedziemy na miejsce, i kieruje to do wszystkich ! - dodała, po czym jak znając życie, zaczęła liczyć do 10.

                                                        /Dwie godziny później/
                                                          
                                                            *Oczami Sam *
W końcu dojechałyśmy pod miejsce. Zgasiłam auto i wyszłam na zewnątrz . Zrobiły to samo, zabierając ze sobą swoje torby. Następnie Liz wyjęła mapę i zaczęła przeglądać ją na nie właściwej stronie. Pomogła jej Evelin podchodząc i zamieniając tył na przód. Zaśmiałam się cicho, a gdy usłyszały i odwróciły się w moją stronę zmieniłam wyraz twarzy i zaczęłam sprawdzać, czy aby dobrze zamknęłam auto.
-To gdzie teraz ?- spytała Meg podchodząc do Liz i Evi.
-Z moich wniosków wynika, że musimy skierować się w tą stronę.- wskazała, mówiąc.
-No to idziemy.- oznajmiłam, po czym ruszyliśmy we wskazanym kierunku.
Po pół godzinnej wędrówce i minimum godzinnym przygotowaniu byłyśmy padnięte, dlatego leżałyśmy na materacach i żadna z nas nie miała ochoty podnieść swoich czterech liter i pójść do lasu, aby nazbierać drewna do paleniska, dotychczas...
-No dlaczego nie ma Louisaa ??- dopytywała się Liz, a we mnie drżała krew.
-Powtórzę po raz tysięczny, on nie jest babą.
-Ale to nie znaczy, że nie mogłaś go wziąć...
-Najpierw gadasz, że to jest babski wypad, potem dogadujesz, że Louis jest babą, a na końcu masz pretensje że nie wzięłam Louisa na babski wypad!- krzyknęłam, po czym podniosłam się i wyszłam z namiotu.


                                                               *Oczami Liz*
-W końcu możemy zaczynać.- oznajmiłam po minucie wyjścia Sam z namiotu.
-Na pewno jej nie ma w pobliżu ?- upewniła się Rose.
-Nie wiem, idź do niej i weź niby jej tam pomóż.- powiedziałam, po czym zmroziła mnie wzrokiem.- No co? Wy bardziej w tych sprawach . . ., no wiesz...
-Dobra. -oznajmiła, po czym wyszła, ja natomiast sięgam po torbę aby wynurzyć z niej telefon Sam. Na widok jej tapety aż mnie mdliło, ale od razu weszłam na wiadomości, gdzie już po chwili wystukałam "Louis, proszę przyjedź, nie wytrzymam z nimi", a następnie dodałam odbiorcę, a oczywiście był nim pedał Louis. Na odpowiedź nie czekałam długo, bo już po minucie dostałam sms "Na pewno?", zaśmiałam się z jego naiwności i oczywiste też odpisałam "Na pewno, a i weź oddzielny namiot. Będziemy sami ;)", po czym wysłałam.
-Zadanie wykonane, teraz jeszcze Rose.- oznajmiłam, po czym wszystkie trzy uśmiechnięte od ucha do ucha wyszłyśmy z namiotu.

                                                        /Parę godzin później/

                                                             *Oczami Sam*

Siedziałam wtulona w koc, gdy nagle dziewczyny się zerwały się i oznajmiły, że idą po drewno.
-To czekajcie, idę z wami.- powiedziałam wstając, ale powstrzymały mnie.
-Nie, pilnuj, bo ktoś jeszcze nam ukradnie.
-Tak, dzięki, niech ktoś mnie zgwałci.
-Oj, nic się nie stanie. Zostań.- powiedziała Megan, po czym wszystkie cztery zniknęły po chwili za drzewami.
Było już ciemno, dziewczyn jeszcze nie było, a ognisko zaczęło powoli gasnąć, dlatego wzięłam największy konar jaki postanowiłam zostawić na koniec i już prawie wrzuciłam go do ogniska, gdy nagle moje oczy zasłoniły para dłoń. Podskoczyłam ze strachu, ale już od razu zrozumiałam, że dziewczyny chcą zrobić mi kawał.
-Dziewczyny, nie nabrałam się, zabierzcie te ręce.- powiedziałam, ale mówiąc to poczułam pocałunki na szyi. Nagle moje serce zamarło, ale po chwili zaczęło bić niebezpiecznie i nie kontrolując swoje ruchy wyrzuciłam kłodę za siebie uderzając w niego.
-A masz ty pedofilu !- krzyknęłam odwracając się w jego stronę. Wtedy znów zamarłam.
-BOŻE ŚWIĘTY ! Louis, nic ci nie jest ? - krzyknęłam.- Louis odezwij się.
-Ładnie witasz swojego chłopaka.- powiedział, a ja odetchnęłam ulgą, ale już po chwili moja temperatura znów wzrosła.- Louis, do jasnej ciasnej, co ty tu robisz ?!- znów krzyknęłam, a on uśmiechnął się blado.
-Sama mnie tu zaprosiłaś przecież.- powiedział, a ja wybałuszyłam oczy.
-Oj, chyba za mocno walnęłam cię w główkę.- powiedziałam szukając w jego czuprynie jakiegokolwiek guza. Jednak już po chwili poczułam rękę, która zabrała mnie od poszukiwań.
-Nie, popatrz.- powiedział wzkazując na wyświetlacz swojego telefonu. Z wielkim zdziwieniem czytałam to co tam widniało.
-Ale przecież . . . dziewczyny- syknęłam, po czym wstałam napięcie odwracając się wokół własnej osi. Nie było ich, miały szczęście.- Lou..., jak się czujesz ? spytałam.
-Dobrze, a co ?
-Jesteś na sił, aby wracać ?- dopytałam się.
-No tak, ale czemu chcesz wracać ?
-Mam ich dość, dokuczają mi od samego wyjazdu, choć.- złapałam go za rękę i skierowałam jeszcze w stronę namiotu.- Jak chcą, wrócą moim, zostawię im dokumenty i klucze i wrócimy twoim, okej?- spytałam, a on skinął głową na tak. Dlatego weszłam jak najszybciej do namiotu wzięłam torbę, ale zanim to zrobiłam, wyjęłam z nich potrzebne dla nich rzeczy. Następnie ponownie złapałam się za jego rękę i ruszyliśmy do samochodu. Gdy doszliśmy wsiadłam na miejsce pasażera, a chłopak za kierownicą i ruszył pozostawiając tylko mój samochód obok jego.
Podczas drogi siedziałam cicho przyklejając się do drzwi, jednak gdy poczułam dłoń, na mojej ręce obróciłam się w stronę chłopaka.
-Jak się czujesz? -spytałam ponownie patrząc na miejsce uderzenia, gdzie nadal we włosach miał skrwaki kory.
-Jest okej, tylko trochę mnie muli.
-To może się zamienimy miejscami ? Ja poprowadzę, a ty się może prześpisz? -spytałam, a on pokręcił przecząco głową z roześmianiem.- Na pewno ?- spytałam.
-Na pewno. -powiedział pokazując swój piękny uśmiech, po czym nawet na moich ustach pokazał się delikatny uśmieszek.
-Przepraszam.- wyszeptałam.
-Nic się przecież nie stało, wszystko jest okej, więc nie przepraszaj.- powiedział, a ja zamknęłam na chwilę powieki, a wtedy mnie olśniło. Co ja będę robić przez te dwa dnia sama w domu? Była tylko jedna opcja
-Lou..- zaczęłam po chwili, myśląc dokładnie o tym co robię.
-Tak?
-Bo ja coś postanowiłam .- powiedziałam.
-No co sobie postanowiłaś ?- spytał.
-No więc... no bo jutro wyjeżdżam do Polski.- oznajmiłam.
-Czekaj, co ?- spytał z podwyższonym tonem.
-No to, że postanowiłam jutro wyjechać do Polski. Koniec kropka.- powiedziałam.
-No ale skąd taki pomysł? -spytał z zszokowaną miną.
-Stąd, że do mojego planowanego wyjazdu jest ponad trzy dni, a co ja będę robić w tym czasie bez dziewczyn ?- spytałam, a on wzruszył ramionami.
-Ja się tobą wyjątkowo zajmę.- powiedziałam znów ukazując ząbki.
-No tak, ale będę w domu gdzie najwięcej mojego czasu tam zamieszkania spędziłam z nimi.- mruknęłam wywracając oczami.
-No to podjedziemy pod dom, weźmiemy twoje rzeczy i jedziemy do nas.
-No tak ! Do domu One Direction, gdzie każdy mój krok Harry będzie przekazywał Rose.- powiedziałam siadając jak zwykła pasażer.
-No to czas najwyższy odwiedzić Doncaster.- wyszczerzył się, a ja miałam już go powoli dość.
-Lou, nie nie szukaj rozwiązań, jadę do Zielonej i pogódź się z tym.
-No ale Sam... moja mama prędzej czy później się o nas dowie. Albo prasa, albo my. A ostrzegam cię, jeżeli dowie się przez prasę, będzie z nami źle.- powiedział.
-Och.. jeszcze ci paparazzi, będą nas śledzić krok w krok i nie będziemy mogli normalnie żyć. - jęknęłam, a on się zaśmiał.- No nie śmiej się, będą jak takie muszki owocówki, będą latać wokół nas jak na owoce.
-Oj daj już spokój Sam, ja jakoś żyję i Eleanor też jakoś tak żyła i wcale nie narzekała ! - krzyknął , a ja spojrzałam na niego z szokiem, gdzie już po chwili poczułam łzy.
-Bynajmniej nie jestem tak doskonała jak Eleanor.- powiedziałam, po czym powróciłam do swojej pierwszej pozy,która była nią przytulenie się do drzwi.
-Sam, przepraszam, nie powinienem.- wykrztusił po chwili.
-Daj spokój.- mruknęłam po czym pojedyncze łzy zaczęły spływać po policzkach. Szybko je otarłam, a już po chwili zasnęłam.

                                                         /Na następny dzień/

Moje oczy, zaczęły się powoli otwierać i właśnie wtedy dochodziła do mnie świadomość, co się wczoraj stało. Natychmiastowo usiadłam i obejrzałam się obok siebie. Nie było go. Natychmiastowo wstałam i równie zdziwiona stanęłam. Przecież zasnęłam w samochodzie w ... ciuchach, to dlaczego jestem we własnym pokoju i jestem w samej bieliźnie ?, spytałam samą siebie, a na odpowiedź przyszło tylko jedne wytłumaczenie - Louis. Uśmiechnęłam się i ruszyłam na dół, jednak mijając łazienkę usłyszałam szum wody dochodzącej z pod prysznica. Przybliżyłam się do drzwi i usłyszałam głos chłopaka śpiewającego "Stole My Heart", mój uśmiech poszerzył się, ale już po chwili przestałam podsłuchiwać i zeszłam na dół gdzie weszłam do kuchni. W oknie zauważyłam, że samochód Lou stoi na podjeździe. Czyli jedna kłótnia niczego nie zniszczyła?, kolejne pytanie przemknęło mi przez głowę. Jednak już po chwili pytaniem zastąpiło mi myśl o śniadaniu, dlatego w podskokach wzięłam chleb tostowy i przygotowałam dwie kromki, gdzie już po chwili włożyłam do opiekacza. Nalałam do dwóch szklanek sok i odłożyłam na bok. Następnie siegłam po talerze i położyłam obok. Po paru minutach otworzyłam opiekacz i wyjęłam z niego tosty na talerze, a gdy odkładałam drugi poczułam uścisk na mojej talii, a następnie poczułam jego zapach. Uśmiechnęłam się i odwróciłam się w jego stronę.
-Hej.- uśmiechnęłam się, po czym na jego ustach równie pojawił się uśmiech.
-Cześć, widzę że mnie wyprzedziłaś.- powiedział.
-No jak widać.- zaśmiałam się podając mu jeden talerz i biorąc swój usiadłam przy stole i zaczęłam powoli jeść.
-Złościsz się ?- spytał nie winnie.
-A powinnam ?- odpowiedziałam mu tym samym.
-No chyba tak... dałem cios poniżej pasa, a nie powinienem tego robić.- powiedział ze spuszczoną głową.
-No nie powiem, to bolało, no ale kiedyś jakaś kłótnia musiała nadejść.
-Czyli, że ... - powiedział podnosząc głowę
-Nie gniewam się na ciebie.- uśmiechnęłam się widząc jego głębokie westchnięcie. Następnie dalej jedliśmy śniadanie, jednak zaraz po jego skonsumowaniu musiałam poruszyć kolejny, poważny temat.
-Lou..- zaczęłam nieśmiało, gdy mył naczynia.
-Hmm . . .?
-Co do Polski....
-Stanowczo nie.
-Louis.- nacisnęłam.- Ty tu nie masz nic do gadania, wylatuję dziś do Polski i koniec.
-Sam, zrozum, chcesz dokonać do tego, że nie spotkamy się przez ponad trzy tygodnie, czy ty to rozumiesz?- spytał opierając dłonie o blat.
-Louis, rozumię, dlatego chcę iść na upust.
-Na upust? No niby jaki.
-Chcę, abyś ty pojechał ze mną.- oznajmiłam spoglądając na niego.- Ale tylko na tydzień, potem jedziesz do Londynu, a następnie do do Japonii, okej ?- spytałam.
-Sam, powiedz mi proszę, co ci się stało ?
-Nic, tylko po prostu myślę, że jest czas, abym zapoznała cię z moimi rodzicami i babcią, a gdy wrócę pomyślałam też o tym aby się wybrać do twojej rodziny.- powiedziałam, a on się tylko zaśmiał.
-Sam nie masz gorączki ?- dopytał się podchodząc do mnie i  łapiąc mnie za czoło.
-Nie Lou, nie mam, po prostu podjęłam słuszne decuzje.- oznajmiłam przytulając się do chłopaka.
Już po paru godzinach ja i Lou siedzieliśmy w samolocie kierujący się do Polski.



                                                        /Pięć dni później/

                                                        *Oczami Evelin*

-To co jedziemy ?- spytał mnie Filip.
-Tak jasne, już tylko wezmę jakąś książkę i jedziemy.- uśmiechnęłam się kierując się w stronę mojej małej biblioteczki i biorąc pierwszą lepszą książkę. Następnie wyszłam z domu zamykając drzwi i poszłam do samochodu, gdzie czekał tam na mnie już mój brat i siostra. Wsiadłam do niego i zapięłam pasy.
-Dobra moje kochane siostrzyczki, udomowijcie się wygodnie, bo czeka nas paro godzinna wycieczka na lotnisko.- zaśmiał się i włączył radio, gdzie akuratnie leciał Michael Jackson. Poruszyłam porozumiewczo do Filipa aby pogłośnił, a następnie zaczęłam czytać książkę, którą wzięłam po drodze.
Kiedy skończyłam czytać wyjrzałam za okno i zobaczyłam, że pada deszcz, nie zdziwiło mnie to. Typowa pogoda w Londynie, jednak to co stało się już po chwili zdziwiło mnie bardzo. Filip wjechał w poślizg i auto zaczęło ślizgać się po powierzchni jezdni. Natychmiastowo kazał nam trzymać się przy swoich siedzeniach i nie robić paniki. Na marne - Anabell zaczęła piszczeć, a ja zaczęłam krzyczeć na nią aby się uspokoiła, a już po chwili brat wraz z nami skierował nas na pobocze, jednak jak na pech zamiast wjechać w rów, wjechaliśmy w drzewo. Jeszcze przez chwilę widziałam zbitą szybę przed nami i mojego brata, gdzie po jego czole ciekła krew, również popatrzyłam za siebie, moja siostra nie wyglądała, aby miała porządne obrażenia, ale straciła przytomność. Chciałam zorbić co w mojej mocy, ale niestety już po chwili widziałam tylko czarną przestrzeń,


                                                     /Parę godzin później/

                                                        *Oczami Sam*
Siedziałam sobie wygodnie na kanapie przeglądając programy, gdy nagle mój telefon zaczął dzwonić. Byłam pewna, że to Louis, ale widząc inną nazwę na wyświetlaczu bardzo się zdziwiłam. Dzwoniła Liz. Miałam ochotę nacisnąć czerwony przycisk, ale nie wiadomo z jakich przyczyn wybrałam zielony.
-Czego chcesz ?- warknęłam.
-Wiem, że się na nas fochnęłaś, ale ustaliłam, że powinnaś to wiedzieć.- oznajmiła.
-Powinnam wiedzieć, że ?- spytałam
-Evi miała dziś wypadek, jakoś przed dziesiątą. Miała jechać z Filipem i Anabell do Oslo, ale po drodze w padły w poślizg, to wszystko cześć.
-Co ? - spytałam głucho nie rozumiejąc tego co powiedziała.

4 komentarze:

  1. OMG , Twoje rozdziały są cudne , kocham twój styl pisania i jak opisujesz swoje momenty z Louisem ; ** cud miód xD ; ** ;* < 33

    OdpowiedzUsuń
  2. O ludzie, jak dawno Cię tu nie było! Już myslałam, że nie wrócisz [taak, wiem, mnie nie było o wiele dłużej xd]. Cieszę się, że jesteś ;D Rozdział świetny, czekam na NN <3
    No i wpadnij do mnie poczytać, jak masz ochotę, zapraszam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. /Jak ty to robisz, że piszesz tak pięknie ? Koham twoje opowiadanie, jesteś najlepsza na świecie, i pisz jak najwięcej ;****

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K