czwartek, 16 maja 2013

Rozdział 19

/Oczami Sam/

     Po raz ostatni spojrzałam na stronę szkoły, z nadzieją, że ujrzę wiadomość, o spóźnionym rozpoczęciu szkoły. Na marne. Z trzaskiem zamknęłam laptopa, wstając z krzesła i kierując się do wyjścia z pokoju. Schodząc ze schodów usłyszałam włączony telewizor. Po zejściu od razu skierowałam się do salonu, jednak nie widziałam w nim Louisa. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam ku sofie. Tam walnęłam się z całej siły udomawiając się.
-Co ty robisz ? -spytał głos za mną.
-Rozkładam się, nie widać ? - powiedziałam spoglądając na górę widząc swojego chłopaka.
-Właśnie widać.
-To co cię tak dziwi?
-To, że powinnaś być już ubrana i gotowa do wyjścia.- oznajmił omijając kanapę siadając u podnóża moich stóp.
-Gotowa do wyjścia?- spytałam ściągając brwi ku dołowi.
-No tak, i to już dawno.
-Lou, o co ci chodzi ?- spytałam w końcu.
-Jezu Sam zabieram cię na niezapomniany wieczór w ostatni dzień wakacji.- powiedział wstając i wyciągając rękę w moją stronę.
-Nieee, Louis błagam... zostańmy w domu, pooglądajmy jakiś film, też będzie ciekawie.- mruknęłam.
-O nie, nie kochanie, albo wstajesz teraz sama i biegniesz do góry, albo ci pomogę. Zobaczysz nie będziesz żałować.- uśmiechnął się zadziornie przybliżając dłoń. Niechętnie i z jękiem złapałam się jej i posłusznie wstałam.-Grzeczna dziewczynka !- krzyknął, kiedy wspinałam się po schodach. - I za 5 minut widzę cię z powrotem. Z moich ust wychodziły same jęki i stęki. Nie miałam ochoty wybierać się gdzieś, z myślą, że jutro rano trzeba wstać do szkoły. Ale znając jego, nie łatwo przeprawić jego pomysły. Z westchnięciem wyjęłam z szafy czerwone rurki, i do tego koszulkę z rękawem 3/4. W podskokach pobiegłam do łazienki gdzie szybko zdjęłam z siebie szorty i koszulkę na ramiączkach, po czym nałożyłam na siebie wybrane rzeczy. Kiedy w końcu wydostałam się z łazienki, rzuciłam swoje rzeczy w kąt, po czym wzięłam torebkę do reki i zeszłam na dół. W korytarzu czekał już na mnie Lou, spoglądając wyczekująco. Uśmiechnęłam się, gdy tylko wyciągnął ku mnie swoją rękę, ponownie w ciągu dziesięciu minut. Zignorowałam ją, bo wiedziałam, że do wykończenia mojego ubioru muszę założyć trampki. Dopiero gdy zawiązałam drugiego buta złapałam się jej, po czym wyszliśmy na świeże powietrze .
-Nie jedziemy?- spytałam widząc, że oddalamy się od strony auta.
-Tym razem nie.- powiedział posyłając mi ciepły uśmiech. Bez przyczyny zachichotałam, a gdy widząc jego rozbawienie pokiwałam tylko głową, po czym wtuliłam się niego i kierując się nie wiadomo gdzie.

        Po jakimś czasie, zaczęło się powoli ściemniać. Lou nadal szedł przed siebie, a ja nadal wtulona w niego szłam za nim. Za każdym razem kiedy chciałam od niego coś wycisnąć kazał mi być cicho, bo wtedy to nie będzie niespodzianką. Mogę przy tym przyznać, że je znienawidziłam.
-Długo jeszcze? -spytałam po chwili będąc powoli zmęczona naszym półtorej godzinnym chodem.
-Cierpliwości.- oznajmił po raz kolejny gładzać moje plecy.
-Lou, bo się nie doczekam.- mruknęłam.
-Cierpliowści.- powiedział po raz kolejny, a z moich ust wydobyło się ciężkie westchnienie. Więcej razy się już nie odezwałam, bo już po dziesięciu minutach Lou zaczął powoli zwalniać, po czym całkowicie stanął. Uniosłam głowę i zobaczyłam, że jesteśmy w parku. Jednakże nie był on taki jak zazwyczaj w wieczory. Dzisiaj był taki... taki magiczny.
Przy drogach były rozłożone świeczki rozjaśniając przejście, ludzie byli usadowieni na ław kac jak i na kocach, gdzie również były dość bardzo dobrze oświetlone.
-Lou.. co to za okazja ? Nigdy takiego czegoś nie widziałam.- powiedział oglądając się w koło.
-No a jaka to może być okazja ? Dzisiaj wszyscy żegnają lato. Nigdy tu na tym nie byłaś? -spytał zdziwiony.
-Szczerze muszę przyznać, że nie, ale to jest piękne.- powiedział puszczając się jego ręki i zaczęłam się obracać powoli wokół własnej osi. Mój wzrok zatrzymał się na wielkim telebimie, który stał nie daleko nas. Wtedy poczułam, że ktoś łapie mnie za nagarstek i ciągnie.
-Chodź, znalazłem nam miejsce.- powiedział, kiedy chciałam zaprotestować. Posłusznie dorównałam mu kroku, gdzie jego ręka zeszła z nadgarstka, łapiąc moją. Po chwili usiedliśmy na jednym z koccy, wprost przed ekranem, tylko trochę dalej. Położyłam się na jego torsie, po czym było nam wygonie.
-Chciałaś film, to będziesz go miała.- szepnął mi do ucha, przez co przez moje ciało przeszły ciarki.Wtuliłam się bardziej w niego, po czym z ekranu zaczął lecieć film "Pamiętnik"
      Parę chwil po skończonym seansie z moich oczu kapały stróżki łez. Za sobą usłyszałam jedynie śmiech.
-Płaczesz? -spytał nachylając się.
-Nie?- spytałam próbując ukryć, odwracając się w drugą stronę.
-Sam, nie kłam, wzruszyłaś się, prawda?- szepnął łapiąc swoją ręką za mój podbródek i przyciągając ku sobie.
-Trochę.- powiedziałam, po czym wtuliłam się w jego zagłębienie pod szyją.
-Oj Sam, już jest dobrze, to tylko film. - powiedział pocierając ręką o moje plecy.
-Ale to taka piękna historia.- sapnęłam nie zrozumiale.
-No bardzo piękna, ale nasza jest piękniejsza.- powiedział, a ja odchyliłam się na moment aby uśmiechnąć się. Odwzajemnił uśmiech po czym kciukiem wytarł łzy, które teraz spływały po moich policzkach. Kiedy skończył oboje spojrzeliśmy w oczy, po czym nasze usta się połączyły.
-Już jest okej?- spytał po dłuższym czasie, kiedy zmieniliśmy swoją pozycję, po czym leżałam teraz na nim. Na odpowiedź jedynie potrząsnęłam głową.
-No to idziemy?- spytał, a ja podniosłam głowę zerkając na niego.
-Gdzie ?
-Nad jezioro, a co myślałaś, że film to jedyna atrakcja? - powiedział wstając.
-Dotychczas tak właśnie myślałam.- powiedziałam z uśmiechem wstając za nim po czym złapałam się jego ramienia i ruszyliśmy nad wyznaczone miejsce.
Doszliśmy tam już po niecałych minutach, ponieważ żeby się tam dostać musieliśmy przekroczyć wielką górkę. Jednak było warto. Nad jeziorem było kolejne skupisko ludzi, którzy teraz w rękach trzymali lampiony szczęścia. Na mojej twarzy pojawił się s tego szeroki uśmiech. Zawsze cieszyłam się gdy zobaczył chociaż jednego, a teraz ? Było ich tu miliony. Odwróciłam się w stronę chłopaka, z wiadomością jak bardzo mi się tu podoba, ale gdy zobaczyłam ,że Lou ma również taki lampion spojrzałam na niego z szokiem.
-A co żeś myślała? -powiedział czytając mi w myślach.- My też zasługujemy na szczęście powiedział po czym przybliżył się do mnie z zapalonym światełkiem. Powoli i bezpiecznie jedną ręką złapał go, tak aby drugą opatulić mnie do jego torsu.
-Złap tu przy brzegu.- poinstruował mnie z rozbawieniem widząc jak majtam rękoma. Z chichotem wykonałam instrukcję. Wtedy zobaczyliśmy jak pierwsze pary puszczają swoje lapiony.
-Pomyśl życzenie.- szepnął mi do ucha.- Jeżeli pomyślimy o tym samym spełni nam się.- dodał.
-No to trzeba to teraz ustalić.- powiedziałam z rozbawieniem , na co się zaśmiał.
-Myślę, że i bez tego będziemy wiedzieli. - powiedział całując mnie w szyję.- Gotowa?-dodał po chwili.
-Yhym..- potaknęłam po czym zniżyliśmy znicz do naszych ud, a następnie wypuściliśmy, pozwalając mu polecieć wysoko w górę. Następnie jego silne ramiona opatuliły moje drobne ciało i wpatrywaliśmy się wysoko w górę obserwując nasz jak i inne lampiony. Cały czas patrzyłam na nie z uśmiechem, nie pozwalając strącić naszego światełka ze wzroku, dopóki nie znikł w ciemności. Z transu wybudziły mnie pocałunki w szyję, schodzące powoli w dół. Uwolniłam się z jego uścisku spoglądając na niego z zaciekawieniem. On zaś znów się do mnie przybliżył po czym złożył na moich ustach pocałunek. Był on dość długi,  bo żaden z nas dwojga nie chciało przestać. Przeszkodziło nam jedynie nasze płuca, ponieważ zabrakło nam powietrza.
-Wracamy? -spytał łapiąc mnie za rękę.
-Tak. już najwyższa pora.- szepnęłam ziewając.- Niestety, ale ktoś jutro musi iść do szkoły.- dodałam jękiem.
-Oj już nie marudź, minie ci. - powiedział, po czym ruszyliśmy.

-Louis, nogi mnie bolą, szepnęłam błagalnym tonem ledwo stopąjąc nogami.
-Sam, my idziemy dopiero z piętnaście minut.
-Ale już mnie bolą.- jęknęłam. Usłyszałam tylko ciche westchnięcie po czym się zatrzymał.
-Wskakuj,- powiedział po czym się nachylił. Spojrzałam pół przytomnie na niego po czym posłusznie wślizgnęłam się na jego plecy.
-Od razu lepiej.- powiedział czując jak moje nogi pulsują.
-To się ciesz.- mruknął po czym znów ruszył.
-I się cieszę. Dziękuję.- szepnęłam przykładając usta do jego szyi i muskając lekko jego skórę.
-Sam, możesz już przestać.- powiedział, po nieustannych pocałunkach w szyję.- Już wiem jak bardzo mi dziękujesz, a nawet dowiem się tego jutro, kiedy na szyi zobaczę miliny malinek.- powiedział z rozbawieniem w głosie.
-Może nie chcę,?- spytałam po woli przejeżdżając ustami ku jego obojczykowi.
-Sam, bo się podniecę. -powiedział poprawiając moje ciało na jego plecach.
-Może tego chcę?- spytałam po raz kolejny, błądząc rękoma pod jego koszulką.
-Sam, bo na serio nie wytrzymam. - powiedział po chwili, kiedy "przypadkiem" najechał na  jego sutek.
-I właśnie tego oczekuję,- szepnęłam, po czym Louis dosłownie zrzucił mnie ze swoich pleców. Przygwoździł mnie do drzewa rosnącego koło nas. Następnie jego usta zaczęły błądzić po mojej twarzy, aż w końcu natrafiły na moje usta. Ten pocałunek różnił się od dotychczasowych, był bardziej namiętny i brutalny, ale oboje teraz tego pragnęliśmy i to bardzo. Kiedy, zakończył błądzić językiem w moich ustach najechał wargami na moją szyję, zasycając ją lekko.
-Lou, chodźmy do domu, błagam.- jęknęłam kiedy jego twarz zaczęła schodzić bardziej w dół.Od razu zatrzymał swoje usta na środku szyi, po czym popatrzył w moje oczy. Uśmiechnął się tak, że na moim ciele przebiegły ciarki. Złapał mnie za dłoń po czym zaczęliśmy biec w stronę mojego domu.
       Stanęłam przed drzwiami, czekając aż w końcu otworzy drzwi. Patrzyłam z pożądaniem na jego postać. Podniosłam wzrok kiedy poczułam jak wpatruje się we mnie. Uśmiechnął się łagodnie, po czym przygniótł mnie do drzwi. Zdecydowanie widział jaką całe moje ciało przelewa strach.
-Spokojnie słońce, przy mnie zawsze będziesz bezpieczna.- powiedział, po czym wpił swoje usta w moje. Otworzyłam szerzej wargi pożądając bardziej. Wiedząc, że się rozluźniłam, otworzył drzwi po czym oboje weszliśmy do środka ciągle nie odsuwając się od siebie ani na milimetr. W środku oderwaliśmy się od siebie tylko po to abyśmy w spokoju mogli ściągnąć buty. Następnie podszedł do mnie kładąc swoją dłoń na policzku i uśmiechając się delikatnie .
-Nie musimy tego robić.- oznajmił, a ja pokręciłam przecząco głową.
-J..jaa.. chcę.- powiedziałam patrząc na niego. Uśmiechnął się po czym po raz kolejny wpił się w moje usta. Uniósł mnie do góry, gdzie opatuliłam swoje nogi wokół jego talii,]. Następnie przeniósł nas do pokoju, gdzie przy samym brzegu postawił mnie na podłodze. Po chwili poczułam, że moja koszulka podwija się do góry i całkowicie schodzi z mojej postaci. Rzucił ją daleko w kąt, lecz nie była tam długo sama, bo już po chwili dołączyła do niej jego górna część ubrania. Ułożył mnie delikatnie na łóżku, po czym dołączył do mnie przypinając się do mojej szyi. Po dłuższym czasie gdy z moich ust zaczęły wydobywać się ciche jęki przeszedł na dół, gdzie coraz zaczęłam się podniecać. Gdy doszedł do linii spodni moja dolna część była już mokra i oczekiwała więcej, dlatego jedną ręką wplotłam w jego włosy i zaczęłam mocno je ściskać. Usłyszałam tylko warknięcia, wydobywające się od niego, które przyprawiły mnie o śmiech.
-Sam?- usłyszałam nagle głos przy drzwiach. Od razu oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w tamtą stronę. Stała w nich oszołomiona Liz.- Cco.. wy .. robicie ?- dodała zatykając sobie usta rękoma.
-Wyjdź !- krzyknęłam, chowając swoją górę rękoma. Od razu przeprosiła i wyszła.- Czekaj na dole !- wrzasnęłam szybko, po czym wstałam za swoją koszulką. Gdy ją ubrałam poczułam oplatające mnie ramiona.
-Idź ją spłosz.- jęknął mi do ucha.-Dokończymy jak wrócisz.- dodał a ja zarumieniłam się po czym klapnęłam go w ramię.- I to szybko.

/Oczami Liz/
Siedziałam w salonie oszołomiona tym co właśnie zobaczyłam. Jak to Sam i Louis ? Przecież... oni to robili ! Znaczy jeszcze nie, ale byli już prawie nadzy, a Louis.. ugh ! Zapomnij, zapomnij, zapomnij. Boże dlaczego nie zapukałam ?! Dlaczego nie zadzwoniłam do domu ?! Potrząsnęłam głową z nadzieję, że wypadnie mi to z głowy. Na marne.
-Liz ?- usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Sam, która miała już na sobie koszulkę, ale pozostałościami były potargane włosy.- Umm.. coś chciałaś ?- spytała przechodząc i siadając koło mnie.
-Tak.. tylko przez to co zobaczyłam... zapomniałam.- mruknęłam znów widząc przed oczami ten obraz. Brr..- Przez kogoś...
-To sobie przypomnij.- powiedziała szybko zawstydzona wiedząc o co mi chodzi.
-Chciałabym, ale mam taki okropny widok przed sobą.
-Zapomnij !- krzyknęła , a ja aż podskoczyłam.- Nic nie widziałaś.- dodała znużona tym, że podniosła na mnie głos.
-Dobra, nic nie chciałam.- powiedziałam po czym wstałam i zaczęłam się kierować w stronę wyjścia.
-Liz.- usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Sam która stała oparta o framugę .- Jak sobie przypomnisz to zadzwoń, okej?- spytała a ja stanęłam zszokowana. Potaknęłam po czym po prostu wyszłam. Jednak kiedy zamykałam drzwi spojrzałam na nią,
-Miłej nocy.- powiedziałam, po czym się zarumieniła i to mocno.
-My nie będziemy..
-Tak jasne, wmawiaj sobie.- wtrąciłam, po czym z uśmiechem zamknęłam drzwi.

/Oczami Sam/
Moje nogi były bardzo ciężkie, kiedy wlokłam się nimi po schodach, a przed wejściem do pokoju całkiem mi się ugięły. Otworzyłam je i weszłam do środka cicho zamykając je za sobą widząc Louisa leżącego z przymkniętymi oczami. Po cichu wślizgnęłam się do łóżka okrywając cienką warstwą kołdry. Powoli zasypiając poczułam oplatające mnie ramiona. Uśmiechnęłam się, kiedy przy swoim uchu usłyszałam słowo "Kocham cię", a następnie lekkie muśnięcie na policzku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K