/Oczami Sam/
Za cztery dni rozpoczyna się nowy rok szkolny. Dla mnie, Liz i Megan to już ostatni rok w tej szkole. Następnie studia, a po studiach ? Po studiach każda pójdzie do pracy, i każda założy swoją rodzinę. noo... oprócz Meg, która uważa, że do końca swoje życia nie będzie miała dzieci, a co dopiero męża. Pff.. kocia mama będzie. Uśmiechnęłam się szeroko na myśl jak ona zareaguje, gdy się zakocha i wygram zakład.
Nagle usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają, wyjrzałam zza framugę kuchni i zobaczyłam Rose, która idzie żwawo w moim kierunku.
-Ee... może cześć mi powiesz ?
-Hej.- powiedziała radośnie.
-Co ty taki dobry humorek masz ?
-Pamiętasz może, co dzisiaj jest za dzień? - spytała wesoło
nalewając sobie wody do szklanki.
-Ech... nie, nie przypominam sobie.- powiedziałam wzruszając
ramionami i opierając się o framugę.
-A pamiętasz może, naszą rozmowę, podczas drogi na
zakończenie roku ?
-No tak.. o boże. Zdawałaś dzisiaj na prawko ! - krzyknęłam
otwierając szeroko oczy.
-A no zdawałam, zdawałam.- powiedziała pokazując swoje
ząbki.
-No i co? Zdałaś? Ile jechałaś?- w tym momencie zalałam ją
pytaniami, na co ona się tylko zaśmiała, gdzie nagle wyjęła z torebki małą
kartkę. Podbiegłam i wyrwałam jej jąz rąk.
-Masz maksimum punktów! - krzyknęłam przeglądając po kolei
punkty.
-No tak jakoś.- uśmiechnęła się po raz tysięczny w ciągu
pięciu minut.
-Boże, gratuluję! - znów wrzasnęłam rzucając się jej w
ramiona.- W końcu będę w szkole na czas !- dodałam kiwając nami w paro w lewo.
-No popacz.
-Harry wie? Dziewczyny też?- zapytałam kiedy wyrwałam się z
uścisku.
-Oprócz ciebie jeszcze nikt nie wie.
-Oszalałaś?! Chodź, jedziemy do Evi, miałyśmy po nią
pojechać, tam wszystko im wyjawisz.
-Czekaj czekaj, a Harry ?
-Zadzwonisz do niego po drodze, jak na razie jeszcze ja
prowadzę.
-Okej.
Od razu ściągnęłam ją z blatu i zaciągnęłam do samochodu.
Tam Rose wyjęła telefon i zadzwoniła do swojego lubego, a ja śmiałam się w
momentach kiedy, jej chłopak nie chciał uwierzyć, że właśnie nie całe dwie
godziny jego dziewczyna zdała na prawo jazdy.
*dwa dni później*
/Oczami Liz/
-Jak to nie idziesz po książki?- zapytałam głos w słuchawce.
-Normalnie, źle się czuję, dlatego mam prośbę.- wyjąkała
Sam.
-No jaką niby?
-Kup mi też.- poprosiła cicho.
-No chyba śnisz.- oznajmiłam skruszonym głosem.
-Sam, ja nie śnię, na serio byłabym ci wdzięczna, jakbyś
zaszła do mnie, wzięła ode mnie pieniądze i poszła kupić mi te cholerne
książki.- wyjąkała.
-A Louis ci nie może ?
-Liz, z chęcią, ale nie chcę go wysyłać po błahostkę.
-A mnie możesz wysyłać po tą „błahostkę” ?- spytałam
naciskając na ostatnie słowo.
-Lizzz... no nie gniewaj się, ale jak idziesz po to, to nie
mogłabyś kupić to razy dwa ?
-No nie ? Będzie mi ciężko, nosząc dwa razy tyle niż
powinnam.
-Słońce, błagam.- wyszeptała błagalnym tonem.
-Echh... co ja z tobą mam ?
-Wszystko, wszystko.
-Za dwadzieścia minut będę, przyszykuj się.
-Dziękuję.
-No tak, tak.- powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
Następnie wstałam z krzesła i wyłączyłam laptopa, po czym zaczęłam schodzić na
dół.
-Mamo! Idę po książki, chcesz czegoś w mieście ? –zapytałam.
-Tak, jakbyś mogła, pójdź i kup mi ...
-Mamo, miała powiedzieć nie. – jęknęłam.
-Och, no dobrze, później pójdę.
-Dziękuję.- powiedziałam wywracając oczami.- To pa.- dodałam
biorąc torebkę na ramię.
-No pa, uważaj na siebie.
-Tak, tak, .- oznajmiłam po czym zamknęłam drzwi i zaczęłam
iść do samochodu.
W środku
usadowiłam się na swoim miejscu i zapięłam pas. Następnie włączyłam radio i wsłuchałam się w piosenkę, którą uwielbiałam, a była nią "Lullaby" w wykonaniu Nickeblack. Od razu przekręciłam spustnik na maksimum i pozwoliłam piosence rozgościć się po całym samochodzie.
***
-Tu masz pieniądze, a książki chyba wiesz jakie kupić, tak ?- spytała mnie.
-No tak, masz szczęście, że na serio źle wyglądasz, bo tak zaciągnęłabym cię do tej księgarniani tak czy siak.
-Och, dziękuję, że pozwolisz mi zostać w domu i wyleżeć, tak aby do szkoły pójść zdrowa.- powiedziała z nutką kpiny w głosie.
-Za parę godzin wrócę, masz mieć telefon przy sobie w razie co.- oznajmiłam odchodząc.
-Dobra.- mruknęła, po czym zamknęła drzwi.
W drodze schowałam pieniądze do torebki, a kiedy wsiadłam z powrotem do pojazdu rzuciłam nią na siedzenie koło kierowcy. Następnie odjechałam spod domu Sam i skierowałam się w centrum Londynu.
Podczas stania w korku usłyszałam dzwonek telefonu, od razu sięgnęłam do torebki i wyszukałam w niej małego ustrojstwa. Spojrzałam na wyświetlacz i zmarszczyłam brwi. Dałam szybko zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Co zapomniałaś? - spytałam głucho.
-Ehmm Liz, no bo ten teges, miałabym prośbę.
-Dobra, dajesz, byleby szybko.- oznajmiłam, po czym skierowałam auto trochę w przód.
-No bo wiesz, na tegoroczne zajęcia dopisałam się na hiszpański.
-I co to ma z tym wspólnego? - dopytałam się unosząc do góry brwi.
-No bo potrzebowałabym jeszcze jednej książki plus ćwiczenia.- wystukała szybko i niewinnie.
-Ugh ! Samantho ! Mam ci czymś mocnym przywalić do tego łba ?
-Nie, przepraszam, ale naprawdę byłabym najszczęśliwszym człowiekiem, kiedy kupiłabyś mi ten zestaw.
-Ehh..- westchnęłam po chwili.- No dobra, wyślij mi nazwę to ci kupię, tylko pamiętaj, następnym razem nie mocz się z Louisem do północy w zimnej wodzie, a potem nie zajadajcie lodów.
-No przepraszam, lato jest.
-Lato odchodzi, to wasze zabawy powinny się też skończyć.- powiedziałam po czym się rozłączyłam. Spojrzałam w przód, a widząc ile czasu zostało mi do wyjścia załamałam się nerwowo uderzając głową o kierownicę, gdzie spowodowałam, że auto wydało głos. Od razu poderwałam się i schowałam głowę głęboko w dół.
-Sto dwadzieścia funtów poproszę.- powiedziała uprzejmie kasjerka. Od razu podałam kobiecie banknot i z uśmiechem odeszłam od lady. Znaczy ledwo odeszłam od lady. Kiedy oddałam wózek z książkami moje ręce musiały unieść kilogramowe książki. Mącąc lewą na prawą nogę próbowałam przedostać się do wyjścia księgarni, jednakże duży tłum zakłócał mi postanowienie. Nie dbali o innego człowieka, dlatego rozpychali się tylko po to aby dojść jak najszybciej do swoich planowanych zakupów. I właśnie w ten jeden sposób, trafił na mnie, nie powiem, że był on chudy, mężczyzna, który wepchnął się koło mnie, przez co straciłam panowanie nad sobą. Książki zaczęły mi wypadać, a już po chwili całkiem opadły na podłogę, zresztą tak samo stało się ze mną. Leżałam na podłodze odgarniając włosy z czoła, gdzie nagle usłyszałam za sobą śmiech. Od razu odwróciłam głowę i ujrzałam wysokiego mężczyznę. Widząc, że mierzę wzrokiem każdy centymetr jego ciała przestał się śmiać i podał mi rękę.
-Może pomóc ?- powiedział.
-Sama sobie pomogę.- szepnęłam wstając samodzielnie i otrzepując z siebie brud, który był na podłodze. Następnie schyliłam się po książki, ale one dawały znać o swoim uporze i za nic nie chciały ze mną współgrać.
-Może jednak ?- znów usłyszałam ten głos, a po chwili, że klęka przy mnie. Odwróciłam się w jego stronę i ujrzałam jego zielone tęczówki, które wchłonęły w moje ciało. Chwilę potem natychmiastowo spuściłam wzrok i zaczęłam znowu zbierać książki z rumieńcami na twarzy. Tajemniczy chłopak pomógł mi i wziął pół książek ze wszystkich. Chciałam mu je zabrać, ale odsunął się do tyłu.
-Dziękuję za pomoc, ale już sobie poradzę, nie daleko mam do samochodu.
-Och, nie będzie się pani nadwyrężać. Niech pani wskaże auto, a ja zaprowadzę te zakupione rzeczy pod niego.
-Och, dziękuję, ale chyba nie jestem tak stara jak się wydaję. Jestem Liz. - powiedziałam kierując na przód. - A... pan ?
-Czy ja też wyglądam tak staro ? Leo jestem- powiedział z uśmiechem. Zresztą uśmiech nie schodził mu dopóki nie dotarliśmy pod sam samochód. Chwilę rozmawialiśmy przy nim, aż w końcu pożegnałam się i odeszłam wchodząc do samochodu i odjeżdżając z parkingu .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz