sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 7

      Siedziałam przytulając do siebie koszulkę Louisa. Czułam dokładnie jego zapach. Miałam po prostu ochotę nosić ją cały czas, ale bałam się, że mój zapach w nią wejdzie.
-Dzięki Liz, to twój najlepszy pomysł.-uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co-mruknęła. Nagle do szyby ktoś zapukał. Szybko schowałam koszulkę za siebie, a Megan poszła otworzyć drzwi balkonu.
-Cześć.-przywitał się Harry i... Louis.
-Eee.. hej?-to brzmiało raczej jak pytanie.- Co wy tu robicie?-spytałam.
-Chcieliśmy was zaprosić-oznajmił Harry.
-Na co?-dopytała się Rose.
-Na mecz Polska-Rosja... co wy na to?-dokończył Louis- Co wy na to?
-Jestem za.-odparła Rossie.
-Ja też-dodałam.
-A ja nie. - burknęła Liz.
-Jak ja- dodały równocześnie Meg i Evie.
-Dlaczego?-spytałam.
-Nie mam ochoty iść dzisiaj.-mruknęła Megan a Evelin z Liz zgodnie kiwnęły głowami.
-Czyli dwójka idzie.-mruknęli do siebie a następnie wstali.-Będziemy po szóstej. Pokój...-nie dokończył.
-123-uśmiechnęłąm się a oni wyszli. Evi zamknęła drzwi.
-OMG- wykrzyknęła Rose.
-Ty już tak się nie ciesz- warknęła Liz.
-Dlaczego niby?-spytała.
-Bo nigdzie z nimi nie idziecie.
-Że niby jak to?-krzyknęłąm.
-Nie pójdziecie z nimi tylko z nami- dokończyła Meg.-Obiecałyście nam że będziemy chodziły na każdy mecz razem.
-Chyba was zaprosili, nie ?-spytałam- A że odmówiłyście to już wasz problem!-wykrzyknęłam, wzięłam Rossie pod rękę i razem wyszłyśmy.- Wkurzyły mnie na maksa-powiedziałam wchodząc do pokoju.
-No nie tylko ciebie Sam...
        Po dwóch godzinach już prawi dochodziła szósta, a ja i Rose byłyśmy już gotowe. Miałam na sobie dżinsy, biały podkoszulek i sweter w biało-czerwone pasy, ja natomiast czerwone spodnie i białą koszulkę. Obie byłyśmy przebrane za barwy Polski, gdyż tak samo jak dziewczyny byliśmy za nią.
        Już po paru minutach usłyszałyśmy pukanie. Rose wstała i poszła otworzyć. Odwróciłam się z pewnością że to chłopaki ale myliłam się. Była to obsługa hotelowa. Miała dwa bukiety. Jeden z białych a  drugi z czerwonych róż. Nieznajomy zgadł gdyż uwielbiam białe róże a Rose czerwone. Do bukietu była przypięta kartka z napisem:

Nie powinnyśmy na was krzyczeć za byle co. Przepraszamy .. 
                                                                          Megan i Liz.

        Uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni zanieść bukiet do wazonu gdy znów usłyszałam pukanie. Tym razem to ja poszłam otworzyć, a byli to chłopacy.
-Hej-powitałam ich- Wejdźcie.- zaprosiłam ich do środka. Znów pomaszerowałam w kierunku kuchnie i przy okazji wzięłam bukiet Rossie. Już wkładałam kwiaty do wazonu, kiedy usłyszałam głos:
-Aha, twoje ulubione ?-spytał wskazując na biały bukiet.
-Tak.-westchnęłam.-Uwielbiam je.
-Nie dziwię ci się. Są piękne.-spojrzał to na kwiaty to na mnie.- To co, idziemy?-spytał.
-Jasne.-odparłam i wyszliśmy do salonu. Harry'ego i Rossie już nie było, dlatego zamknęłam za nami drzwi i razem ruszyliśmy do wyjścia.
         Na miejscu byliśmy już po niecałych piętnastu minutach, oglądając już początek meczu. Jednak około godziny później zorientowałam się że kogoś brakuje.
-Gdzie są chłopaki?-zapytałam.
-W domu, robią psikusa.- odparł spoglądając na mnie.
-Komu?-dopytałam się.
-Dziewczyną. Zamierzają wypuścić papugę.- otworzyłam szerzej oczy.
-O nie .. tylko nie to.-mruknęłam
-Co się stało?-zaniepokoiła się Rossie.
-Te głupole w hotelu chcą zabić papugę Meg!-wykrzyknęłam-Lou , zabierz mnie do hotelu. Błagam!
-Też jadę-odparła stanowczo Rose.
       Już po krótkim czasie byliśmy w hotelu, a tutaj wielka panika. Pies Liz- Lolly goniła Nato- papugę Megan.
-Zajmij się psem- burknęłam do Rose. Ona przytaknęła , a ja pobiegłam do góry, gdzie wparowałam do pokoju dziewczyn, biorąc klatkę papugi i jej ulubioną karmę. Następnie wróciłam i wsypałam trochę jedzonka do jej klatki a trochę na rękę. Papuga od razu przyleciała. Posmakowała trochę z ręki a następnie wleciała do klatki. Szybko ją zamknęłam i położyłam na ziemi, a Rose przyszła trzymając małego labradora na rękach. Uśmiechnęłyśmy sie do siebie.
-Czy to wasze zwierzęta?-spytał stanowczo kierownik hotelu.
-Eee.. nie . -odparła Rose, jednak za późno.
-Zwierzęta mają zakaz biegania bez właściciela po korytarzach hotelu.
-Ale to nie na...-chciałam się usprawiedliwić, lecz nie mogłam dojść do słowa.
-Dlatego - kontynuował kierownik- musimy panie wyrzucić. Przykro mi. macie godzinę na spakowanie rzeczy i dodatkowe dziesięć minut na odmeldowanie się w recepcji. Czas start.- powiedział ostrym tonem, a następnie zaczął się oddalać. Zasmucone wzięłyśmy nie nasze zwierzęta do naszego (jeszcze) mieszkania. Harry i Lou poszli za nami. Oznajmiła że ja będę pakować rzeczy a Rose trochę ogarnie w mieszkaniu. Juz po kilku minutach dołączył do mnie Louis, pomagając składać mi ubrania.
-Myślałam że Liam jest najmądrzejszy. -mruknęłam.
-Niestety, ale ja też.-powiedział po chwili.
-Ciekawe kto wymyślił ten głupi pomysł-warknęłam.-Zayn? Niall? Liam?
-Zayn.-odpowiedział szybko.
-Tak myślałam- westchnęłam. - Zabiję go przy najbliższej okazji.-znów westchnęłam, natomiast Louis się zaśmiał.
-I co teraz zrobisz ? - zapytał po chwili.
-Nie wiem.. najpewniej będziemy szukać jakiego innego hotelu.
-A dziewczyny?- zapytał.
-U dziewczyn na pewno nie. Jest jedno łóżko dwuosobowe i jedna kanapa.
-Aha, a co byś powiedziała na to..-przerwał a ja popatrzyłam na niego- Żebyś ty i Rose zamieszkała u nas- spytał a ja stanęłam zaskoczona.
-Nie, na pewno nie. Louis, wiedząc jakie my mamy łóżka, a pomyśleć jakie wy.. nie , na pewno nie.
-Sam, każdy z nas ma swoje osobne dwuosobowe łóżko, a jest jeszcze dodatkowa kanapa.-powiedział  a ja szeroko otworzyłam oczy.- To jak?
-Nie, Louis, naprawdę. Dzięki za propozycję ale na pewno będziemy sprawiały wam kłopot.
-Nie będziecie.-zapewnił mnie szybko.- Nie dawaj się tyle namawiać. Sam...
-Dobrze.-zgodziłam sie- tylko muszę jeszcze porozmawiać z Rossie.
-Okej.- nagle do pokoju wparowała Rose.
-Sam, muszę ci coś szybko powiedzieć.
-A ja tobie.  Ale mów pierwsza.- uśmiechnęłam się.
-Bo Harry zaproponował, abyśmy u nich zamieszkały.
-To tak jak Louis mi.
-To co zgadzasz się?- spytała.
-Czemu nie ?-uśmiechnęłam się a Rose wyszła z pokoju. Obróciłam się i  zobaczyłam wyszczerz chłopaka, który natychmiast odwrócił się aby coś dopakować gdy nagle przypomniałam sobie o mojej piżamie. Wyciągnęłam ją z pod poduszki i szybko schowałam na spód walizki. Na koszulce od spania widniał napis ILOUIS , a jeszcze niżej był nadruk z jego wizerunkiem.
-Wszystko?-spytał , a ja potwierdziłam  kiwnięciem głowy. Zamknął walizkę i ją podniósł.
-Daj, ja ją wezmę.-powiedziałam ale on zaprzeczył.
        Już po kilku minutach  odniosłam klucz do recepcji i zapłaciłam za pobyt. Następnie wróciłam (po kryjomu) na górę , gdzie od dziś miałam mieszkać. Przed drzwiami czekał na mnie Louis. Uśmiechnął się i otworzył przede mną drzwi.
-Co za dżentelmen-skomentowałam , a on bardziej się uśmiechnął. wprowadził mnie do salonu, gdzie było pusto, a następnie skręcił do jednego z pokoi.
-A oto mój pokój.- wiem byłam tu, ale wcześniej był jakiś inny-odpowiedziąłm w myślach. Porozrzucane rzeczy itp. A teraz ? Można było dostrzec wszystko. Nawet wcześniej nie zauważyłam tej kanapy.-Chodź.-wziął mnie za rękę i pociągnął do komody. Zrobiłam porządek, tak że moje rzeczy leżały w dwóch dolnych półkach, zaś Louisa zajmowały trzy górne.
-Poczekaj, to nie wszystko-powiedział i tym razem pociągnął mnie do łazienki.- Tu są moje rzeczy-wskazał na jedną z półek-a tutaj zrobiłem miejsce na twoje.-wskazał na pustą półkę.
-Lou, nie trzeba było.-powiedziałam.
-Trzeba było. Dobra.. rozgość się a ja lecę.
-Gdzie?-zdziwiłam się.
-Do Paula. Chłopaki już pewnie tam są. To do zobaczenia.
-Cześć-mruknęłam i wyszłam z łazienki.

                                                    ~pół godziny później~

        Siedziałam  w salonie razem z Rose oglądając TV. Nagle do pokoju przez balkon wpadły dziewczyny.
-Co wy tu robicie?!-wykrzyknęła Liz.
-Mieszkamy, a co?- spytała Rossie.
-Mieszkacie?!-zawołały wszystkie trzy.
-Mieszkamy.-odpowiedziałam łagodnie.
-To my zapadamy w jakieś obłęgi że was wyrzucili a wy spokojnie oglądacie sobie tv i nawet nie raczycie dać jakiegoś znaku że w ogóle tu jesteście?!-krzyknęła Liz
-Wyrzucono nas przez wasze zwierzęta.-odgryzłam się- Bo uznano że są nasze gdy Nato latał po całym hotelu a Lolly za nim biegała niesamowicie przy tym hałasując. A chciałyśmy je tylko złapać.
-Może 1D wam pomogło,co?
-Nie, ale zaoferowali nam mieszkanie!
-Aaa.. Oczywiście. Bo my jesteśmy złymi przyjaciółkami i nie mogłyście iść do nas?!-znów wrzasnęła-Nie dość, że macie na ich punkcie świra to jeszcze się z nimi zaprzyjaźniliście? Już nawet na głup mecz nie chcecie z nami iść !
-Jeden jedyny raz jak z nimi poszłyśmy, choć nawet nie obejrzałyśmy do końca, ponieważ z Rossie przyjechałyśmy na ratunek papudze!
-Wcale nie musiałyście! Tak jak ty wcale nie musiałaś się ze mną zaprzyjaźniać!!-krzyknęła.
-To po co tu przyjechałaś?!-spytałam.
-Właśnie! Po co..-urwała i wyszła. Następna była Megan i Evelin, która na koniec posłała mi spojrzenie którego nigdy nie  lubiłam. Opadłam na kanapę i przykryłam twarz rękoma, tak aby nie było widać , że mam oczy pełne łez.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K