Obudził mnie dzwonek "I Want", oznaczający, że muszę wstać po to, aby uczestniczyć w ostatnim dniu w szkole. Leniwie przetarłam oczy i wstałam. Następnie skierowałam się do łazienki, zabierając mundurek szkolny. Tam umyłam się i przebrałam po czym zeszłam na dół. Czekali już tam moi rodzice.
-Hej.- przywitałam ich.
-Cześć.- odpowiedzieli równocześnie.
-Wy jeszcze tutaj?- spytałam po chwili, robiąc sobie śniadanie (kanapki i sok marchwiowy)
-Tata ma dziś wolne, a ja zajdę na chwilę do restauracji po papierki.- powiedziała mama.
-Aha.- zrobiłam kwaśną minę. Miałam wielką nadzieję, że dziś spędzimy razem dzień, ale najwidoczniej mają inne plany. Dlatego resztę kolacji przeżyłam w ciszy.
Po skończonym posiłku spojrzałam na zegarek. Wskazywał już wpół do dziewiątej, dlatego pożegnałam się, wzięłam torebkę z kluczami do samochodu i wyszłam na zewnątrz. Dzień zapowiadał się naprawdę fajnie, ale na razie było jeszcze chłodnawo, dlatego szybko weszłam do mojego czarnego audi i wyjechałam poza zakręt. Po niecałych trzech minutach byłam pod domem Rossie. Wyszła tak jak zawsze, czyli po pięciu minutach.
-Spóźniona.- powiedziałam oskarżycielskim tonem.
-A dasz mi kiedyś spokój z tym "spóźniona"?- przedrzeźniała mnie.
-Jak kiedyś się nie spóźnisz, to tak.- odwróciłam się do niej.
-Dobra, jedź.- rozkazała.
-Nie rozkazuj mi, mój samochód, moje postanowienia.- mruknęłam,
-Już w sierpniu będę mieć prawo jazdy i nie będziesz mnie podwozić.- burknęła po chwili.
-A no tak! Zdajesz w tym samym dniu co pan Harold.- puknęłam się w czoło.- Niedorzeczne.- dodałam po czasie.
-A niby to czemu?- pyta.
-Może, że o lekka przesada? Nie dość, że pochodzisz z tego samego miasta, to jeszcze w tym samym dniu, to robisz prawie to samo co Harry! Dobrze, że ojciec zakazał zrobić se tego tatuażu!
-A ty nie lepsza!- wtrąciła.- Rzucałaś lotkami w fotografię Elanor, dopóki z nią nie zerwał. Albo chodzisz ciągle z marchewką, albo nosisz szelki, albo koszulkę w paski...
-Bo takie lubię!- zawołałam na swoją obronę.-No dobra, chcę się dopasować do niego tak i ty.- mruknęłam po czasie, gdy odjeżdżałyśmy pod szkołę.- Ale ty robisz to samo i nie zaprzeczaj.
-No i nie zaprzeczę. Po prostu mamy na ich punkcie świra i tyle.
-Nooo...-westchnęłam.- Ale zobaczysz, Louis naprawdę zostanie moim mężem.- znów westchnęłam.
-A moim Harry...- też westchnęła rozmarzona .
-Dobra, dosyć tych wzdychań, jesteśmy na miejscu. - zgasiłam silnik i wyjęłam kluczyk ze stacyjki, wkładając go następnie do torebki. Wysiadłyśmy z samochodu i ruszyłyśmy pod szkołę czekając na resztę dziewczyn. Nie trwało to długo , bo po chwili na parking wjechał (jakiś tam) (marka). Pomachałyśmy im na powitanie, na co odpowiedziały tym samym, a już po chwili były przy nas.
-No to co? Idziemy, nie?-wtrąciła Megan po pięciu minutach rozmowy o zakończeniu i naszych wakacjach.
-No raczej.-odpowiedziałyśmy wszystkie i ruszyłyśmy na stadion, gdzie miał zakończyć się rok szkolny.
Każda poszła w swoją stronę, czyli, że Rose wraz z Evelin poszły do klasy mniejszej, a ja , Liz i Megan do naszej, prawie już najstarszej. Jak zwykle nasz dyrektor zaczął gadać, że był to wyjątkowy rok ( gadał tak co roku ) i zaczął opowiadać o bezpieczeństwie w wakacje. Zamiast go słuchać, dalej rozmawiałam z dziewczynami o wakacjach.
-Wieczorem będzie ten mini koncert, nie ?-spytała mnie Stefanii.
-Taa.. a wiesz kto na nim będzie ?-odpowiedziałam jej tym samym odwracając się do niej.
-Nie.. właśnie nie. Dyrektor nie chciał nic powiedzieć.- zrobiła minę w podkówkę.
-Ja chyba jednak nie pójdę na niego, wolę się chyba pakować.. wiesz, samolot jest o dziewiątej, chyba się nie wyrobię.
-Szkoda.. - skomentowałam i odeszła, dlatego powróciłam do dziewczyn.
-Wiecie kto dziś gra ?-spytałam. Obie natomiast pokręciły przecząco głową.- Może tak będzie One Direction?-spytałam z nadzieją, a one mnie wyśmiały.
-Tych Bieberów ? Kto by tu ich chciał?- mówiły między napadami śmiechu.
- Może ja i Rose? Na pewno są tu jeszcze inne osoby..- skomentowałam i odeszłam na bok. Na szczęście nauczyciele powoli zaczęli wołać uczniów, dlatego zaczęłam się wsłuchiwać .
***
-Co dostałyście?- spytała Evelin wracając w stronę samochodów.- Bo ja książkę o potworach.
-Książkę o koniach!- krzyknęła podekscytowana Rose.
-Kurs języka hiszpańskiego!- dodała Megan.
-A ja dostałam sprzęt do tenisa- zagwizdała radośnie Liz.
-Natomiast ja dostałam jakieś bilety.- powiedziałam zaglądając do koperty.
-Jakie?- spytały wszystkie cztery.
-Właśnie nie wiem.
-No to otwórz!- wykrzyknęła Rossie .
-Nie, otworze je dopiero w domu.
-Buuu... - skomentowała Evelin.
-Ja ci dam na mnie buczeć., otworze w domu, lubię niespodzianki.-uśmiechnęłam się i skierowałam się w stronę auta z Rose.- To do zobaczenia !- wykrzyknęłam i weszłam do samochodu. Poczekałam, aż Rose się zadomowi, a gdy ju to zrobiła włączyłam silnik i odjechałam z podjazdu.
-Mogę przynajmniej ja zobaczyć, co to za bilety?-spytała z miną męczennika.
-Nie.-odpowiedziałam stanowczo. - To zapewne jakieś bilety do kina czy coś...
-Taa.. , bo nasi nauczyciele dali by coś takiego.- burknęła i odwróciła się w stronę okna. Popatrzyłam na nią i zmiękłam ale na szczęście nie do końca.
-Obiecuję,że będziesz pierwszą osobą, zaraz po mnie, która będzie wiedzieć co to za bilety, jasne?
-Jasne.-zgodziła się, ale ani razu już się nie odezwała..
Wróciłam do domu zmęczona. Nie miałam sił, aby nawet pójść zobaczyć się ze swoją matką, dlatego pomaszerowałam prosto do swojego pokoju. Tam opadłam na łóżko i zaczęłam wpatrywać się w plakaty 1D, które wisiały nade mną. Poczułam (jak zwykle) motyle w brzuchu, gdy włączyłam Up all night, ale zignorowałam je... Nagle przypomniałam sobie o prezencie na zakończenie szkoły. Usiadłam i zaczęłam się wpatrywać. Nagle wzięłam ją do ręki i zaczęłam otwierać. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. Następnie zaczęłam czytać.
Francja, Paryż, 4.07.2016r.
Bilet na koncert One Direction...
Miejsce 22, rząd 1.
(Bilet prosimy zachować w razie kontroli podczas koncertu.)
Nawet nie zauważyłam ani nie usłyszałam, że z mojego gardła wydobywa się pisk. Zorientowałam się dopiero wtedy, gdy mama wbiegła do pokoju jak poparzona.
-Co się stało?- wykrzyknęła.
-Dostałam dwa bilety na koncert 1D!!!!!!- krzyczałam w niebo głosy.- W Paryżu, 4!!!!- dodałam.
-Wtedy kiedy będziecie, tak?
-Tak!!!!- wykrzyknęłam uradowana, podbiegłam do mamy, ucałowałam ją w policzek i wybiegłam z domu. Moim celem, był dom Rose, której coś obiecałam, ale i tak nie chodziło mi teraz o to.
Po dziesięciu minutach mojej adrenaliny byłam pod jej wielkim domem i waliłam w drzwi. Otworzyła mi oczywiście ona. Rzuciłam się na nią i zaczęłam piszczeć.
-Co ci się stało, kobieto?- spytała.
-Ty, ja... Francja..... czwartego lipca, koncert ONE DIRECTION!!!!!- wykrzyknęłam, a ona popatrzyła na mnie jak na jakąś głupią i zwariowaną babę. Ale po chwili z jej otwartych ust było słyszeć ten sam pisk.
-Ty chyba robisz se ze mnie żarty, prawda?- pyta po chwili, gdy się uspokoiła.
-Nie, nie robię, patrz!- pokazałam jej bilet, a ona się na mnie rzuciła.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję.... Kocham cię!!!
I tak minęła spora godzina, gdy się uspokoiłyśmy, ale i tak co jakiś czas wychodził z nas pisk. Jednak po dwóch godzinach musiałam wrócić, aby się spakować. Minęło to trochę sporo czasu, bo chciałam wybrać jak najlepsze ciuchy i na koncert i na euro. Udało mi się to dopiero przed jedenastą, dlatego szybko poszłam do łazienki się umyć, a następnie do łóżka, po czym zasnęłam.
Obudziłam się o szóstej trzydzieści, gdyż dostałam sms-a od Evelin. A brzmiało ona tak:
"Pobudka śpiochy! Samolot odleci bez was!!! Huehuhehue ,ja nie śpię od piątej i czytam Harrego pottera !Bo chcę przeczytać książkę o potworach Bu ....A wy ? I co a Sam ? Co dostałaś ?"
Byłam na nią wściekła ,że mnie obudziła ,ale odpisałam jej.
"Dzięki wielkie mendo ,chciałam jeszcze pół godziny pospać ! A tak w ogóle dostałam bilet we Francji na (dreszcz) 1D !! "
I nacisnęłam przycisk "Wyślij " , następnie wstałam ,zabrałam rzeczy i ruszyłam do łazienki .Tam umyłam się ,zrobiłam lekki makijaż ,ubrałam się (koszulka w paski i dżinsy ) i zapięłam włosy w wysokiego kucyka .Dalej zeszłam na dół robiąc sobie najdłuższe śniadanie ,czyli małą sałatkę z marchewki i sałaty, ale i tak po pół godzinie byłam już gotowa.Dlatego poszłam do salonu i zasiadłam przed telewizorem .
Zaczęłam szukać po różnych kanałach , gdy nagle do pokoju weszli rodzice.
-Już gotowa ?-spytał tata.
-Jak widać ....a wszystko przez Evelin....
-Może i miała rację ?I tak pojedziemy wcześniej ...-powiedziała mama
-Czemu ?
-Bo my również lecimy.
-Tak ? A gdzie ?-spytałam zaciekawiona.
-Do Polski , do babci.
-Och , nie będzie zła ,że ja też nie pojadę ?
-Nie ,kochanie ,wrócimy po ciebie jak wrócisz...
-To wy jedziecie na miesiąc ?- dopytuje się
-Na wakacje .
-A ..- poszli do kuchni i wypili po kubku kawy , a ja nadal przeglądałam programy .Jednak po chwili na znak taty znosiłam swoje torby , a oni swoje , następnie je włożyli do samochodu a już po chwili wyjechaliśmy sprzed domu.
Na miejscu byliśmy po niecałych dwudziestu minutach .Były tam już dziewczyny , które czekały na mnie.
-Łał ... a ja ostania ?Niemożliwe .- uśmiechnęłam się,gdy do nich podeszłam .
-Jak widać ...Dobra to co ,idziemy ,bo się jeszcze spóźnimy .-powiedziała Kate , i ruszyła do przodu jednak ja jeszcze wróciłam aby pożegnać się z rodzicami .Następnie wróciłam do nich i poszliśmy do wejścia na pokład samolotu.
***
No i wreszcie dodaję 1.rozdział, oczywiście dedyk. należący do Magmary i Kamili, które pomogły mi przepisać... mam nadzieję, że tak będzie z dalszymi.... Mam już napisanych osiem, a zapewne jutro już z 10. Jutro będzie też rozdział i proszem o komentarze.
Agaa ? :D <3 ;***
OdpowiedzUsuńTak?
UsuńKamyyk ?
OdpowiedzUsuńMagmar ?
OdpowiedzUsuńBardzo fajne : )
OdpowiedzUsuńmi się też podoba .
UsuńDawaj dalej :D
OdpowiedzUsuń