piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 5

                Obudził mnie dzwonek " One Thing "oznaczający ,że ktoś z mojej rodziny dzwoni.Pośpiesznie wyjęłam go z kieszeni ,spojrzałam na ekran i nacisnęłam przycisk  "odbierz "
-Hej mam-powiedziałam szeptem
-Cześć ,czemu mówisz tak cicho? Prawię cie nie słyszę.
-Poczekaj chwilę ,bo Rossie śpi.Wyjdę na korytarz.-jak mówiłam wyszłam na korytarz-Co tam u was?-spytałam.
-Aa.. leci w Zielonej Górze nic się nie zmieniło ,a u ciebie?
-Też dobrze ,hotel sprzyja ,mecze są fajne ,po prostu luz bluz.-zaśmiałam się.
-A koncert ?- dopytała się.
-Koncert taki jak zawsze  - akurat nie skłamałam.
-To fajnie, masz babcie ,stęskniła się za tobą. Tylko mów po polsku.
-Okey-i wtedy telefon dostała babcia .Rozmawiałam z nią prawie pół godziny a następnie obiecałam jej ,ze przyjadę a potem telefon znów dostała mama.
-Dobra to ja kończę-ziewnęłam i nagle odwróciłam się i wpadłam na coś.Pisnęłam a mój telefon spadł.
-Ciii... spokojnie -uspokoił mnie bardzo znajomy głos.Przestraszyłam się ale podniosłam telefon.
-Mamo muszę kończyć ,kocham cię .Pa -pożegnałam się i odłączyłam ,żeby nie mogła zadać więcej pytań.
-Bardzo przepraszam ,nie powinnam się tak obracać -dodałam.
-Nie ma sprawy ,to ja błam za blisko . Jestem Louis Tomlinson .
-Tak wiem..-mruknęłam
-A ty?
-Samantha ,Samantha Collins-powitałam się -Co ty tu tak w ogóle robisz ?-spytałam
-Jakoś chciało mi sie przespacerować .
-Nie mogłeś zasnąć ,prawda ?
-Prawda-szlismy tak ułamek sekundy w ciszy ale znowu przemówił.
-Co do windy...-przerwałam mu
-Właśnie muszę cie bardzo ,bardzo przeprosić.
-Za co ? -spytał.
-Za to ,że zamknęłam drzwi przed samym nosem.
-Ach ,właśnie Rose mówiła ,że czujesz się przez to winna.
-No bo tak się właśnie czuję.
-A ja właśnie chcę ,żebyś się tak nie czuła.
-To czemu byłeś zamurowany ?-spytałam
-Szczerze ?-złapał się za głowę
Wiedziałam - powiedziałam po chwili otwierając drzwi do pokoju.
-Nie ,nie o to chodzi ,po prostu zamurowałaś mnie ty-powiedział łapiąc mnie za nadgarstek .Zarumieniłam się ,lecz po chwili ochłonęłam.
-Jestem śpiąca ,lepiej jak się położę.Dobranoc-wysfobodziłam się z jego uścisku na ręce i weszłam do środka.
                                                            * W tym samym czasie *
                                                                    ~oczami Megan ~
-Nie wytrzymam tego dymu ! -wykrzyknęła Liz -Ciągle śmierdzi przez niego ! Pójdę i coś mu wygarnę !- wstała jak poparzona ,ale Evi złapała ją za ramię.
-Ja się tym zajmę -powiedziała i wyszła na taras.Obie wstałyśmy i słyszeliśmy jej kazanie.
-Co ty myślisz człowieku ,co ?Nie dość ,że zatruwasz siebie ,to zatruwasz i innych ludzi,jak mnie!-krzyknęła
-O co ci chodzi ? -spytał.
-O to abyś tutaj nie palił !Rób to u was ,albo w łazience ,a najlepiej rzuć to ,bo kiedyś stracisz głos !-wykrzyknęła ,zabrała mu papierosa z ręki i wyrzuciła go za barierkę .Jednak on sięgnął do kieszeni i wyjął całe opakowanie tych świństw.Ona wzięła je szybko i zrobiła tak samo jak z poprzednim papierosem .
-Zwariowałaś ?!-wrzasnął.
-Może ratuje ci życie.Dobranoc -uśmiechnęła się i dołączyła do nas ,zamykając drzwi od balkonu i machając do niego.
-Załatwione.. idziemy spać ?-spytała przybijając nam piątkę.
-Jasne -odpowiedziałam i wróciliśmy do naszych łóżek.

4 komentarze:

  1. Super jest ten fragment z Liz ,Evelin i Zaynem : )
    Oby więcej xdd

    OdpowiedzUsuń
  2. Drugi fragment najlepszy ; P

    OdpowiedzUsuń
  3. super rozdział
    też bym tak zrobiła Zaynowi z papierosami ;)


    dzięki za komentarz i mam nadzieję, że jeszcze wpadniesz na mojego bloga www.love-me4-ever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K